„Na walentynki mąż podarował mi bilet do Brukseli. Cwaniak chciał się mnie pozbyć, ale przejrzałam jego brudną grę”
„Rano, gdy zeszłam do kuchni, Adam siedział przy stole z miną, której nie umiałam odczytać. Zazwyczaj nie mówił wiele, a ja nauczyłam się nie oczekiwać czułych słów czy gestów. Czułam chłód w powietrzu i chociaż to był czternasty lutego, w naszym domu nie było ani grama romantyzmu. Czułam niepokój”.

- Redakcja
Walentynki przez ostatnie lata były dla mnie raczej formalnością niż świętem prawdziwych emocji. Mój mąż, Adam, zawsze kupował mi róże, jakby odhaczał kolejną pozycję na liście obowiązków. Kiedyś czekałam na ten dzień, dziś patrzyłam na niego z lekką obojętnością, tłumiąc w sobie frustrację i zawód. Nasze małżeństwo przypominało grę pozorów – obcy ludzie pod jednym dachem. Nie mieliśmy już wspólnych planów, wspólnego śmiechu, a nawet cisza między nami stała się ciężka. Nie spodziewałam się, że ten dzień będzie inny. Myślałam, że znów dostanę bukiet róż i kilka pustych słów. Tym razem Adam przygotował jednak coś, czego nie spodziewałabym się po nim nigdy. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że jedna decyzja wywróci moje życie do góry nogami.
Zamiast róż bilet lotniczy
Rano, gdy zeszłam do kuchni, Adam siedział przy stole z miną, której nie umiałam odczytać. Zazwyczaj nie mówił zbyt wiele, a ja nauczyłam się nie oczekiwać czułych słów czy gestów. Czułam chłód w powietrzu i chociaż to był czternasty lutego, w naszym domu nie było ani grama romantyzmu. Postawiłam wodę na kawę, udając, że nie dostrzegam małego pudełka leżącego na blacie. Zanim zdążyłam zapytać, Adam wstał i przesunął je w moją stronę.
– To dla ciebie – powiedział, jakby załatwiał interes.
– Myślałam, że w tym roku jednak kwiaty – mruknęłam, próbując zażartować, choć dobrze wiedziałam, że nawet żartowanie przy nim ostatnio nie wychodziło mi naturalnie.
– Lepiej otwórz – odparł i z powrotem usiadł.
Otworzyłam pudełko z rezygnacją, spodziewając się czegoś banalnego. W środku zobaczyłam bilet lotniczy. Imię i nazwisko na nim były moje. Jedna strona, Bruksela. Spojrzałam na Adama, czując narastający niepokój.
– To żart? – zapytałam.
– Powinnaś odpocząć, odwiedzić siostrę, przemyśleć parę spraw. Tak będzie lepiej dla nas obojga – odpowiedział spokojnie.
Zatkało mnie. W tym jednym momencie zrozumiałam, że to nie prezent, lecz próba wyrzucenia mnie z własnego życia.
Czułam złość i upokorzenie
Przez chwilę siedziałam w milczeniu, obracając w dłoni bilet, jakby to był jakiś żart, którego puenty nie rozumiałam. Adam zdążył już zniknąć w łazience, jakby chciał uniknąć dalszych rozmów. Stałam przy kuchennym blacie, czułam narastającą złość i upokorzenie. Przez tyle lat żyliśmy obok siebie, zamiast ze sobą, ale nawet nie przypuszczałam, że Adam posunie się do czegoś takiego. To nie była rozmowa o rozstaniu, to nie była kłótnia, to nie była żadna szansa na wyjaśnienie. To była cicha, zaplanowana decyzja. Otworzyłam szafę i spojrzałam na swoje ubrania, zastanawiając się, czy rzeczywiście powinnam się spakować i wyjechać, zostawiając wszystko za sobą. Zadzwoniłam do siostry. Odebrała niemal od razu, słysząc w moim głosie niepokój.
– Co się stało? – zapytała.
– Adam kupił mi bilet w jedną stronę do Brukseli. Chce, żebym wyjechała – wydukałam.
– Żartujesz chyba! Co mu odbiło? – jej głos wyrażał niedowierzanie.
– Chyba po prostu już mu nie pasuję – odpowiedziałam gorzko.
Wtedy zrozumiałam, że to nie koniec mojej historii. Postanowiłam, że nie dam mu tej satysfakcji, nie odpuszczę tak łatwo.
Musiałam się zemścić
Tej nocy prawie nie zmrużyłam oka. Zamiast układać w głowie scenariusze podróży, rozważałam, co mogłabym zrobić, by pokazać Adamowi, że nie wszystko w życiu dostaje się tak łatwo, jak mu się wydaje. Chodziłam po mieszkaniu w piżamie, gapiąc się w ciemność za oknem i czując, jak złość miesza się z determinacją. Nad ranem, gdy Adam szykował się do pracy, postanowiłam zacząć działać. Stanęłam w drzwiach sypialni i patrzyłam, jak zapina koszulę, nie zerkając w moją stronę.
– Naprawdę myślisz, że wyjadę, tak po prostu? – rzuciłam cicho, ale stanowczo.
– Myślę, że to najlepsze dla nas – odpowiedział chłodno.
– Dla ciebie, czy dla mnie?
Nie odpowiedział, tylko westchnął i zaczął szukać kluczy. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc jego nerwowość. Kiedy wyszedł, zadzwoniłam do znajomej z pracy Adama.
– Czy twój szef wie, że Adam co tydzień bierze „urlop na żądanie”, a potem znika na całe dnie?
Po tej rozmowie zaczęłam się pakować, ale nie z myślą o Brukseli. Wiedziałam, że Adam będzie zaskoczony, kiedy wróci i odkryje, że to nie ja zniknęłam z naszego życia.
Aż wrzałam z wściekłości
Przez kolejne dni grałam swoją rolę do perfekcji. Adam nie wiedział, że wiem o jego „dodatkowych” wyjazdach i tajemniczych spotkaniach. Udawałam zrezygnowaną, choć w środku wrzałam. Przygotowywałam się, jak do walki – zabrałam się za porządkowanie naszych dokumentów, przeglądałam wspólne konta, szukałam w komputerze śladów tego, co ukrywał przede mną przez ostatnie miesiące. Po pracy wracałam szybciej do domu, sprawdzając każdą szufladę, każdy folder na laptopie. W końcu znalazłam coś, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że mój wyjazd był dla niego po prostu wygodnym rozwiązaniem. Pewnego popołudnia Adam wrócił szybciej niż zwykle. Siedziałam przy stole, czekając na niego z kopertą w ręku. Zdziwiony zdjął płaszcz i spojrzał na mnie nieufnie.
– O co chodzi? – zapytał, widząc mój poważny wyraz twarzy.
– Wiem o wszystkim. O twojej koleżance z pracy, o tych dniach, kiedy „musiałeś” zostać po godzinach – powiedziałam spokojnie.
Adam zbladł i przez chwilę nie był w stanie nic powiedzieć. Oparł się o ścianę, patrząc na mnie z mieszaniną strachu i złości.
– To nie tak… – zaczął.
– Nie musisz się tłumaczyć. Od dziś to ja decyduję, jak to się wszystko skończy – przerwałam mu.
Niech sam sprząta ten bałagan
Cisza, która nastała po moich słowach, była gęsta i nieprzyjemna. Adam nerwowo przesuwał dłońmi po blacie stołu, próbując wymyślić coś, co mógłby jeszcze powiedzieć. Przestałam się bać. To ja miałam teraz przewagę i wiedziałam, że nie oddam jej za nic. Wstałam, podeszłam do okna i spojrzałam na nasze podwórko, na którym zawsze wydawało mi się, że znajdę spokój. Dziś nie czułam już żadnego przywiązania do tego miejsca.
– Myślisz, że możesz się mnie pozbyć jednym biletem? – spytałam, nie odwracając się do niego.
– Chciałem tylko, żebyś odpoczęła, może żebyśmy dali sobie trochę luzu – wydukał.
– Luzu? Adam, gdybyś chciał odpoczynku, wyjechałbyś sam. Nie próbuj robić ze mnie tej, która odchodzi – powiedziałam stanowczo.
Wtedy zobaczyłam w jego oczach pierwszy raz coś, co przypominało żal. Jednak nie zamierzałam się już cofać. Postanowiłam, że wyjadę – ale nie z powodu jego decyzji. Złożę wniosek o rozwód i niech sam posprząta ten bałagan, który zostawił. W końcu to nie ja powinnam się tłumaczyć.
Nie było już we mnie strachu
Wyjazd do Brukseli okazał się tylko pretekstem do czegoś, na co od dawna nie miałam odwagi – do postawienia granicy, do odzyskania kontroli nad własnym życiem. Kiedy kilka dni później wsiadałam do pociągu, nie było już we mnie strachu, ani żalu. Byłam dziwnie spokojna. Adam nie próbował mnie zatrzymać, nawet nie zadzwonił. Zostawiłam mu na stole listę rzeczy, które należało podzielić, klucze i nasze stare zdjęcia. Nie płakałam, nie odwróciłam się, gdy zamykałam za sobą drzwi.
Po kilku tygodniach zaczęłam odnajdywać siebie na nowo. Każdy dzień bez niego był lżejszy. Spotkałam się z siostrą, zapisałam się na kurs językowy, zaczęłam śmiać się znowu głośno. Czasami bolało, kiedy docierało do mnie, jak bardzo dałam się odepchnąć, ale wiedziałam już, że nie jestem tą samą kobietą, którą Adam próbował wymazać ze swojego życia jednym biletem. On został ze swoimi decyzjami i pustym mieszkaniem. Ja odzyskałam wolność, która smakowała lepiej niż jakiekolwiek walentynki.
Zuzanna, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Marzyłam o dubajskiej czekoladzie na walentynki. Niestety mój mąż to sknera i żal mu kasy ma prezenty dla żony”
- „14 lutego tajemniczy Walenty zaprosił mnie na randkę. Zamarłam, gdy zobaczyłam jego twarz za ogromnym bukietem róż”
- „Mąż na walentynki zamówił dla mnie bukiet 21 czerwonych róż. Zamarłam, gdy odkryłam, co to znaczy”