„Na wymarzony wieczór w SPA zabrałam kolegę. Gdybym wiedziała, co zrobi mój były mąż, nie ruszyłabym się z domu”
„Eryk – wrażliwy, błyskotliwy kolega z pracy – czasem mnie prześwietlał wzrokiem. Może dlatego, gdy dostałam wiadomość o wygranej – weekend dla dwojga w ekskluzywnym spa – pomyślałam o nim. Nie pamiętałam żadnego konkursu. Coś mi tu nie grało, ale… zaryzykowałam”.

- Redakcja
Nie wiedziałam, co bardziej mnie przerażało – cisza w pustym mieszkaniu czy moje własne myśli. Po rozwodzie z Danielem miałam nadzieję, że nauczę się żyć sama, bez ukłucia żalu, które chwytało mnie za gardło w najmniej spodziewanych momentach. Czasem udawało mi się przed tym uciec – w pracę, w podcasty słuchane nocą, w niekończące się listy zakupów. A czasem siadałam na łóżku i patrzyłam na miejsce, gdzie kiedyś leżały jego rzeczy. Pustka była cichsza niż krzyk.
Daniel nie był zły. To ja zawiodłam. Zdradziłam go. Nie z miłości. Z głupoty. Chciałam sprawdzić, czy ktoś jeszcze może mnie chcieć. Czy istnieję jako kobieta, a nie tylko czyjaś żona i księgowa od rachunków. On chciał walczyć, ja nie potrafiłam.
W pracy nauczyłam się nosić uśmiech jak szminkę. Eryk – wrażliwy, błyskotliwy kolega z pracy – czasem mnie prześwietlał wzrokiem. Może dlatego, gdy dostałam wiadomość o wygranej – weekend dla dwojga w ekskluzywnym SPA – pomyślałam o nim. Zgłaszałam się do różnych konkursów w mediach społecnzościowych, ale było tego tyle, że już straciłam rachubę. Zadzwoniłam do przyjaciółki.
– Zabierz Eryka – powiedziała. – Może to początek czegoś nowego.
Nie wiedziałam, czego szukam. Ale może właśnie dlatego pojechałam. Sprawdzić. Czy jeszcze potrafię czuć.
Przyjazd do SPA
Droga dłużyła się mniej, niż sądziłam. Może to przez Eryka, który potrafił zagadać każdą ciszę i rozładować każdy napięty moment jednym spojrzeniem. Wjechaliśmy na teren ośrodka tuż przed zachodem słońca – budynek lśnił wśród sosen, z gankiem pełnym lampionów i cichą muzyką sączącą się z głośników przy wejściu.
Recepcjonistka – młoda blondynka z twarzą jak z reklamy kremu – uśmiechnęła się szeroko. Eryk od razu ruszył obejrzeć obiekt, zostawiając mnie chwilowo samą.
– Witamy państwa! Pokój z widokiem na ogród, zabiegi spa, śniadania w cenie... A, i jeszcze... Proszę podziękować znajomemu. Wszystko zostało dokładnie zaplanowane.
– Znajomemu? – uniosłam brew.
– Tak. Powiedział, że zna pani gust i poprosił o najładniejszy pokój – uśmiech nie schodził jej z twarzy, jakby właśnie dała mi powód do radości.
Zamarłam. Przez ułamek sekundy chciałam coś powiedzieć, ale postanowiłam na razie nie drążyć tematu. Kelner czekał z walizkami, a ja... tylko się uśmiechnęłam.
Kto miałby powód?
Spałam niespokojnie. Mimo wygodnego łóżka i miękkiej pościeli, w głowie kłębiły się myśli. Kto miałby jakiś powód? Znajomy. Pokój z ogrodem. Wszystko zaplanowane. Rano zjadłam śniadanie z Erykiem. Żartowaliśmy, śmialiśmy się – a przynajmniej on się śmiał. Ja próbowałam. Potem poszedł na masaż, a ja... wróciłam na recepcję.
– Przepraszam, mogę zadać głupie pytanie? – zaczęłam z wymuszonym uśmiechem. – Kto właściwie zarezerwował ten weekend? Tak z ciekawości.
Recepcjonistka, najwyraźniej nieświadoma delikatności sytuacji, zaczęła grzebać w systemie.
– To była rezerwacja opłacona z góry, wszystko załatwione osobiście. Właściwie... tak, Daniel. Pan Daniel, bardzo uprzejmy. Powiedział, że to ma być niespodzianka. Prosił, by wszystko było perfekcyjne. Uroczy gest, prawda?
Daniel?! Nie rozmawialiśmy od miesięcy. Nie odzywał się, nie szukał kontaktu. A jednak jego imię rozlało się w mojej głowie jak plama tuszu. Skinęłam głową, czując jak coś osiada mi na piersi. Nie pytałam o więcej. Nie mogłam. Wracając do pokoju, poczułam się, jakbym zdradziła Eryka. Nie powiedziałam mu prawdy. On myślał, że to był przypadek. Że wygrana, że los. A ja... po prostu pojechałam. Jak dziecko, które cieszy się z prezentu, nie sprawdzając, od kogo jest.
Po południu poszliśmy do ogrodu. Spacerowaliśmy w milczeniu. Eryk się zbliżał, a ja oddalałam się w głowie. Nie mogłam przestać myśleć o Danielu. O tym, jak dobrze mnie znał. I jak bardzo teraz nic o mnie nie wie.
Wszedł z bukietem
Daniel zaparkował przed hotelem w sobotnie popołudnie. Wyszedł z bukietem białych róż. Wyglądało na to, że chciał spróbować jeszcze raz. Ten weekend miał być początkiem. Podglądałam go z ukrycia. Udał się prosto do recepcji.
– Dzień dobry. Czy pani Elżbieta już dotarła?
Recepcjonistka spojrzała w ekran.
– Tak, jest od wczoraj. Z partnerem. Są teraz w ogrodzie. Mogę przekazać wiadomość?
Daniel zamarł. „Z partnerem”? Nie zareagował od razu. Tylko uśmiechnął się blado i skinął głową.
– Proszę tylko przekazać jej to – powiedział, wyciągając kopertę i kładąc ją obok bukietu. – Niech jej będzie dobrze. Naprawdę dobrze.
Odwrócił się i wyszedł. Recepcjonistka zapukała do pokoju późnym popołudniem. Trzymała bukiet białych róż i kopertę.
Podeszłam do recepcji, gdy tylko zniknął za horyzontem. Odebrałam przesyłkę i wróciłam do pokoju. Zamknęłam drzwi i przez moment patrzyłam na kopertę. Serce waliło mi jak głupie. Przez chwilę myślałam, że jej nie otworzę. Że może lepiej zostawić ją tak, jak zostawia się zamknięte drzwi do mieszkania, w którym kiedyś się żyło. Ale nie potrafiłam. Usiadłam na łóżku. Ręce mi się trzęsły.
Czułam wstyd i smutek
List był krótki. Charakter pisma dobrze znany. To nie były wyznania, nie było dramatycznych fraz. Były zdania proste, bolesne przez swoją bezpośredniość.
„Ela. Nie chciałem się wtrącać. Chciałem tylko dać ci coś pięknego. Może głupie, może za późno. Nie miałem planu. Tylko nadzieję. Chciałem, żebyś wiedziała, że wciąż cię kocham. Ale też, że rozumiem. Daniel”.
Słowa wżerały się we mnie jak ogień. Czułam wstyd, smutek i coś jeszcze – jakby ktoś rozebrał mnie i zostawił na środku pustego pokoju. Daniel był tu. I odszedł. A ja… nawet nie zareagowałam. W łazience słyszałam szum wody. Eryk brał prysznic. Przypomniałam sobie, że jeszcze rano się uśmiechał. A ja? Ja właśnie w tamtej chwili przestałam się uśmiechać. Czekałam, aż wyjdzie z łazienki. Siedziałam na fotelu, splecione dłonie na kolanach, list schowany w szufladzie. Słyszałam, jak śpiewa pod nosem. Beztrosko. Jeszcze przez chwilę mogłam milczeć. Jeszcze przez chwilę mogłam udawać. Ale nie chciałam.
– Eryk – powiedziałam, gdy wszedł do pokoju w samym ręczniku. – Muszę ci coś powiedzieć.
Od razu wyczuł ton. Przysiadł na łóżku, naprzeciwko mnie. Woda jeszcze spływała mu po karku.
– To nie był przypadek. Ten weekend… nie wygrałam go. On był prezentem. Od mojego byłego męża. Od Daniela.
Nie odzywał się przez chwilę. Tylko patrzył. W końcu pokręcił głową i westchnął.
– Czyli jestem jakimś dodatkiem do niespodzianki? Po co tu jestem?
– Nie. Eryk, ja… Nie wiedziałam, że Daniel… że to on...
– Ale jak już się dowiedziałaś, to nie powiedziałaś mi od razu. Bo bałaś się, że wyjadę?
– Nie wiedziałam, co zrobić. Nie umiem w tym wszystkim się odnaleźć.
– No właśnie. A ja nie chcę być „tym drugim”. Kimś, kogo testujesz. Kimś, komu nie mówisz prawdy, bo może jeszcze się przyda.
Milczałam. Miał rację. Miał dość.
– Wiesz co, Ela? Zawsze wiedziałem, że nie lubisz przegrywać, ale myślałem, że chociaż grasz fair.
Wstał, powoli się ubrał, spakował torbę. Nie robił scen. Dałam mu odejść. Może tak będzie lepiej.
– Żegnaj – powiedział cicho. – I powodzenia. W czymkolwiek próbujesz siebie odnaleźć.
Drzwi zamknęły się bezgłośnie. Tylko we mnie coś trzasnęło z hukiem.
Chciałam wszystko naraz
Zostałam w pokoju sama. Wciąż pachniał jego żelem pod prysznic. Na fotelu leżał nierówno złożony koc, który wczoraj zarzucił mi na ramiona, gdy zasnęłam przy oknie. Wzięłam go do rąk i przytuliłam, jakby coś we mnie wierzyło, że da się cofnąć czas. Wieczór był chłodny. Wyszłam do ogrodu. Szłam ścieżką, którą wcześniej spacerowaliśmy razem. Latarnie rzucały ciepłe światło na kamienne płyty. Minęłam „naszą” ławkę. Usiadłam na innej. Patrzyłam w niebo. Czarne, ciężkie, bezgwiezdne.
Myślałam o Danielu. O tym, że chciał dobrze. Że zrobił gest, który miał być nowym początkiem. A ja? Ja zabrałam ten prezent i poszłam z nim do kogoś innego. Żeby sprawdzić, czy coś we mnie jeszcze działa. Czy się jeszcze komuś przydam.Tylko że nowego życia nie buduje się na cudzych prezentach. Chciałam wszystko naraz: nową siebie, nowego mężczyznę, nowe emocje – bez zamknięcia tego, co było. Zaczyna się od samotności. Od ciszy. Od szczerości wobec samej siebie.
Nie wygrałam tego weekendu. Przegrałam go. I może to lepiej. Może właśnie tej porażki było mi trzeba, by przestać udawać, że umiem kochać.
Ela, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa zgodziła się wziąć dzieci na ferie do siebie. Za jej rzekomo dobre serce przyszło mi zapłacić wysoką cenę”
- „Zawsze uważałam mojego dziadka za pantoflarza. W Dzień Dziadka jednym zdaniem postawił całą rodzinę na nogi”
- „Rzuciłam korpo, by zaznać spokoju na wsi i już żałuję. Po pierwszych dniach moje łzy padały mocniej niż śnieg za oknem”