Wszystko zaczęło się od kluczy. Kiedy w końcu odebraliśmy naszą wymarzoną kawalerkę, czułam, że unoszę się nad ziemią. Trzydzieści pięć metrów kwadratowych, ale własnych. Naszych. Pierwsze wspólne gniazdko, w którym mieliśmy zacząć prawdziwe, dorosłe życie. Patrzyłam na te surowe ściany i już widziałam tam nasze meble, zasłony, ciepłe światło lamp.

WIDEO…

player placeholder

– Zobaczysz, zrobimy tu prawdziwy pałac – powiedział Paweł, obejmując mnie.

Byłam szczęśliwa

Uśmiechnęłam się do niego, wierząc w każde jego słowo. Byliśmy razem od dwóch lat, a to mieszkanie miało być naszym najważniejszym projektem. Szybko jednak okazało się, że nasze wizje tego projektu drastycznie się różnią. Zaczęło się od budżetu. Kiedy przedstawiłam mu wycenę od ekipy remontowej poleconej przez znajomych, Paweł tylko parsknął śmiechem.

Zobacz także

– Oszaleli? Za pomalowanie ścian i położenie paneli tyle pieniędzy? Sami to zrobimy. To przecież żadna filozofia.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

– Paweł, ty nigdy w życiu nie trzymałeś wałka w ręku, a ja umiem co najwyżej powiesić obrazek. Jak ty to sobie wyobrażasz? Mamy też instalację do przerobienia, kafelki do położenia…

– Daj spokój, w internecie jest pełno poradników. Zobaczysz, damy radę. Nie będę płacił obcym facetom za coś, co mogę zrobić sam – oznajmił z miną urażonego eksperta.

Czułam niepokój, ale ostatecznie ustąpiłam. Chciał się wykazać, poczuć panem domu. Pomyślałam, że może rzeczywiście przesadzam. Może to będzie fajna, budująca przygoda dla naszego związku.

Chciał to zrobić sam

Szybko okazało się, że przygoda przypomina bardziej koszmar. Pierwszy weekend minął pod znakiem zrywania starych tapet. Byliśmy wykończeni, brudni i źli. Ale to był dopiero początek.

Paweł zaczął od łazienki. Obejrzał trzy filmiki na YouTube i stwierdził, że jest gotowy do kładzenia płytek. Po dwóch dniach walki z klejem, który schnął za szybko, i płytkami, które nijak nie chciały trzymać pionu, łazienka wyglądała jak po wybuchu.

– Paweł, to jest krzywe – powiedziałam, patrząc na ścianę, która ewidentnie chyliła się ku upadkowi.

– Wcale nie jest krzywe, tylko światło tak pada – warknął, rzucając pacę na podłogę. – Zresztą fuga to przykryje.

Zaczęliśmy się kłócić o każdy najmniejszy detal. O kolor farby, o rodzaj paneli, o to, kto ma pojechać po kolejne śrubki do marketu budowlanego. Żyliśmy w pyle, jedliśmy kanapki na workach z gładzią i spaliśmy na dmuchanym materacu w jedynym w miarę czystym kącie.

Zmienił się

Najgorsze było to, jak Paweł zaczął się zachowywać. Kiedy coś mu nie wychodziło – a nie wychodziło mu często – wpadał we wściekłość. Rzucał narzędziami, przeklinał, a swoje frustracje wyładowywał na mnie.

– Gdybyś mi normalnie podała ten profil, to bym go nie wygiął! – krzyczał, kiedy zepsuł kolejny element stelaża.

– Podaję ci tak, jak prosiłeś! – odkrzykiwałam, czując łzy bezsilności pod powiekami.

Zaczęłam unikać przebywania z nim w mieszkaniu. Zostawałam dłużej w pracy, a kiedy wracałam, zamykałam się w „czystym” kącie z książką, byle tylko nie wchodzić mu w drogę. Widziałam, że on też jest zmęczony i zestresowany, ale jego duma nie pozwalała mu się do tego przyznać.

Kiedyś wieczorem, po kolejnej awanturze o źle dociętą listwę, usiadłam na materacu i spojrzałam na niego. Był brudny od farby, spocony i wściekły. Nie przypominał tego czułego, dowcipnego chłopaka, z którym jeszcze miesiąc temu planowałam przyszłość.

– Paweł, proszę cię, wezwijmy kogoś. Zapłacę za to z moich oszczędności, tylko skończmy to piekło – poprosiłam, czując, że dłużej tego nie zniosę.

Spojrzał na mnie z taką furią, jakbym go spoliczkowała.

– Powiedziałem, że zrobię to sam! Uważasz, że nie potrafię wyremontować mieszkania?!

Był uparty

Nie spałam tej nocy prawie wcale. Słyszałam, jak Paweł do późna krząta się po mieszkaniu i coś majstruje. Następnego dnia wzięłam wolne i pojechałam do rodziców – niby tylko na obiad, ale chciałam się po prostu wyrwać z tej atmosfery. Mama od razu wyczuła, że coś jest nie tak.

– Wyglądasz, jakbyś dwa tygodnie spała w piwnicy. Co się dzieje?

– Remont… Paweł… Nie wiem już sama, co bardziej mnie męczy – wymamrotałam.

Mama przytuliła mnie bez słowa. Nie doradzała, tylko pozwoliła mi się wypłakać i wyżalić. Długo rozmawiałyśmy. Mama powiedziała tylko jedno zdanie, które utkwiło mi w głowie: „Nie każdy mężczyzna jest gotów przyznać się do słabości, ale ty nie musisz żyć w jego cieniu”.

Wróciłam wieczorem. Paweł udawał, że wszystko jest w porządku – nawet zaproponował, żebyśmy zamówili pizzę i obejrzeli film. Przez chwilę łudziłam się, że może to chwilowy kryzys, że jutro będzie lepiej. Ale wystarczyło, że na drugi dzień znowu coś mu nie wyszło – tym razem próbował zamontować drzwi do łazienki, które osadził krzywo, a potem winą, jak zwykle, obarczył mnie.

– Gdybyś trzymała poziomicę tak, jak trzeba, nie byłoby problemu!

– Paweł, ja nie jestem specjalistką od remontów. Nie oczekuj ode mnie rzeczy, których sama nie umiem.

– To po co się w ogóle wtrącasz?!

Miał do mnie pretensje

I tak się toczyły nasze dni: od drobiazgów do awantur, od krótkich momentów pozornego spokoju do kolejnych wybuchów. Coraz częściej łapałam się na tym, że wcale nie cieszę się na wspólne mieszkanie. Przestałam snuć plany, urządzać w myślach salon czy wybierać dodatki. Przestałam marzyć o ciepłych wieczorach spędzanych razem.

Zamiast tego myślałam tylko o tym, jak przetrwać kolejny dzień, jak uniknąć kłótni, jak się nie rozpłakać przy nim. Zaczęłam się zastanawiać, czy Paweł zawsze taki był, a ja tego nie widziałam, czy to dopiero teraz, pod presją, wychodzą na jaw jego najgorsze cechy? Przypomniałam sobie różne sytuacje sprzed remontu: jak nie znosił, gdy ktoś zwracał mu uwagę, jak nie potrafił przyznać się do błędu, jak tłumił w sobie złość, aż w końcu wybuchał z byle powodu.

Ale wtedy wydawało mi się to czymś drobnym, czymś, z czym można żyć. Teraz zaczęłam się bać, że to nie tylko kwestia remontu. Pewnego wieczoru zebrałam się na odwagę i postanowiłam z nim porozmawiać. Chciałam, żeby zrozumiał, jak bardzo mnie rani swoim zachowaniem.

– Paweł, tak dalej być nie może. Ciągle się kłócimy, jesteśmy na siebie źli… Ja już nie daję rady. Ten remont nas niszczy.

Chciałam to skończyć

Spojrzał na mnie z niechęcią, ale milczał.

– Może powinniśmy na chwilę odpuścić, zatrudnić kogoś i zająć się sobą? Boję się, że jeśli tak dalej pójdzie, to nie będzie już czego ratować.

– Myślisz, że ja się nie staram? Wszystko jest na mojej głowie! Ty tylko narzekasz i płaczesz! – rzucił z wyrzutem.

– To nieprawda… Staram się, jak mogę, ale ty mi nie pozwalasz. Wszystko musi być po twojemu. Nawet nie chcesz przyznać, że coś nie wychodzi! – powiedziałam.

Nie odpowiedział. Po prostu wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami. Siedziałam potem w tej ciszy, coraz bardziej pewna, że coś w nas pękło na dobre. Przez następne dni unikaliśmy się nawzajem. Paweł wychodził z domu, ja zamykałam się w sobie. Kiedy wracał, udawał, że wszystko jest w porządku. Ale wystarczyła błahostka, żeby znów wybuchł.

W końcu, kiedy podczas montowania szafek kuchennych upuścił wiertarkę na nową płytę, wybuchł taką złością, że aż się przestraszyłam. Tego wieczoru podjęłam decyzję. Muszę się wyprowadzić, choćby na chwilę. Muszę zobaczyć, jak wygląda życie poza tym chaosem, czy jeszcze potrafię być sobą.

Podjęłam decyzję

Następnego dnia rano spakowałam swoje rzeczy do małej walizki.

– Co ty robisz? – zapytał, widząc, jak zapinam zamek.

– Wyprowadzam się na kilka dni do siostry. Muszę odpocząć od tego pyłu, od remontu, a przede wszystkim od ciebie.

Patrzył na mnie z niedowierzaniem, jakby do niego nie docierało to, co mówię. A ja wyszłam, nie oglądając się za siebie. Zamieszkałam u siostry. Paweł dzwonił codziennie, przepraszał, obiecywał, że zatrudni ekipę, że wszystko będzie dobrze. Ale ja nie potrafiłam zapomnieć tego, jak się zachowywał.

Remont mieszkania miał być naszym pierwszym wspólnym projektem, sprawdzianem przed poważnym życiem. Ten sprawdzian oblał z kretesem. A ja zastanawiam się, czy w ogóle chcę dawać mu szansę na poprawkę. Remont to taka próba generalna dorosłości. Wszystko wychodzi na wierzch: kompromisy, cierpliwość, gotowość do współpracy. My nie zdaliśmy.

Miałam już dosyć

Zobaczyłam w Pawle kogoś, kogo nie chcę mieć u boku na co dzień – kogoś, kto stawia swoje ambicje ponad dobro drugiej osoby, kto nie umie przyznać się do błędu, kto zamienia każdą porażkę w atak na partnera. Dziś, kiedy wracam do siostry po pracy i widzę jej spokojny dom, łapię się na tym, że wcale nie tęsknię za naszą kawalerką.

Może kiedyś będę umiała spojrzeć na ten czas jak na lekcję. Na razie wiem jedno – nie chcę już żyć wśród gruzu, ani dosłownie, ani w przenośni. Nie wiem, co dalej z naszym związkiem. Paweł prosi o jeszcze jedną szansę, przysięga, że zatrudni fachowców, że się zmieni. Ale ja już nie wierzę w takie obietnice.

Wiem, że nawet jeśli skończy się remont, rysy na naszej relacji zostaną na długo. Jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, ale wiem, że muszę postawić siebie na pierwszym miejscu. Czasem trzeba coś zburzyć do fundamentów, żeby potem zbudować coś lepszego. Może to będzie nowy dom, a może po prostu nowa, silniejsza ja.

Magda, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: