Reklama

Kiedyś myślałam, że porządek to bezpieczeństwo. Że jak wszystko masz policzone, ustalone, przemyślane, to nic cię nie zaskoczy. Nawet miłość. A może zwłaszcza ona. Z Michałem poznaliśmy się na kursie podatkowym. On programista, ja księgowa – zakochaliśmy się w sobie. Przez pierwsze miesiące było idealnie. Wspólne kawy, spacery, oglądanie filmów na kanapie. Ale z czasem coś mi zaczęło przeszkadzać.

Każdy nasz rachunek, bez względu na to, czy to były zakupy spożywcze, wyjście do kina, czy obiad w restauracji - był dzielony co do grosza. Na początku uznałam to za przejaw dojrzałości. Ale po pięciu latach coraz częściej miałam wrażenie, że bardziej przypominamy wspólników niż kochanków.

– Julia, miłość to nie jest arkusz kalkulacyjny– mówiła Basia, moja przyjaciółka.

Ale dla Michała właśnie tym się stała. A ja coraz częściej czułam się jak wydatek, który trzeba uzasadnić.

W końcu zaczęło mi to przeszkadzać

–Weź coś, co chcesz. Ja mam ochotę na tamte z łososiem – powiedział Michał, patrząc w menu.

Byliśmy w nowej japońskiej knajpie, modnej, drogiej. Z okazji moich imienin. Ale i tak wiedziałam, że rachunek będzie dzielony po połowie.

–To może weźmy zestaw dla dwojga? – zaproponowałam.

–Poczekaj, zaraz przeliczymy, czy się opłaca – odpowiedział i wyjął kalkulator w telefonie.

Patrzyłam, jak wpisuje ceny, dodaje, dzieli. Jakby chciał się pozbyć resztek romantyzmu, które jeszcze próbowały się w nas tlić.

Zamówiliśmy. Jedliśmy w milczeniu. Próbowałam ożywić rozmowę.

–Pamiętasz, jak kiedyś jechaliśmy całą noc nad morze, bo zachciało nam się obejrzeć wschód słońca?

– Tak to było bez sensu, niepotrzebny wydatek na paliwo – mruknął Michał, nie podnosząc wzroku.

Zignorowałam to. Gdy kelner przyniósł rachunek, Michał natychmiast go złapał i zaczął dzielić:

– Sushi tyle, twoja herbata tyle… Napiwek? Ile dajemy?

–Czy ty potrafisz choć raz po prostu mnie zaprosić? – nie wytrzymałam. – A nie dzielić wszystko jak współlokator?

Michał podniósł wzrok.

– Przecież zawsze tak robimy. Nigdy nie miałaś z tym problemu.

– A może w końcu zaczęło mi to przeszkadzać, że rozliczamy się co do grosza – wstałam i wyszłam przed lokal.

Na zewnątrz, zziębnięta, czekałam, aż wyjdzie. Nie wyszedł od razu. Zastanawiał się pewnie, czy rachunek się zgadza.

Czułam się samotna

Wróciliśmy do domu. Michał całą drogę się nie odzywał. W korytarzu przeszedł obok mnie, zdjął buty, poszedł do kuchni i wstawił wodę na herbatę. Poszłam do sypialni. Szukałam czegoś w szufladzie i wtedy trafiłam na starą walentynkową kartkę. Przycisnęłam ją do piersi. Ten Michał już nie istniał. Został tylko jego chłodny cień. Weszłam do kuchni, trzymając ją w ręce.

– Pamiętasz to?

Spojrzał na mnie.

– Tak. A co?

– Nic, po prostu tęsknię za tym, jak było kiedyś.

– Przecież nic się nie zmieniło – wzruszył ramionami.

–Nie zmieniło? Michał, czuję się, jakbym mieszkała ze współlokatorem, z którym tylko dzielimy się rachunkami.

– Zawsze wydawało mi się, że tak jest po prostu uczciwiej. Nikt nie ma potem do siebie pretensji.

– To nie jest związek, to jest zimna kalkulacja.

Michał nie odpowiedział. Patrzyłam na niego i czułam się samotna. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Stał przede mną mężczyzna, który kiedyś mówił, że mnie kocha. Teraz tylko patrzył, czy nie jestem mu czegoś winna.

Dla ciebie ważne są tylko liczby

Siedziałam przy jego komputerze, żeby sprawdzić coś z pracy. Michał zostawił otwarty folder „dokumenty domowe”. Kliknęłam bez zastanowienia. A potem… zamarłam. Plik o nazwie "Wydatki". A w środku – wszystko. Każdy nasz zakup, kolacje we dwoje. Moje paragony z datami, kategoriami, opisami. Nawet kawa, którą kupiłam niedawno po drodze. Serce mi zamarło. Siedziałam w ciszy, patrząc na własne imię jak na obcy zapis w tabelce. Wieczorem podsunęłam mu laptopa.

–Naprawdę to robisz?

Spojrzał. Wzruszył ramionami.

– Lubię mieć wszystko pod kontrolą.

– Wiesz co, mam już tego dość – powiedziałam cicho. Nie traktujesz mnie jak partnerki. Traktujesz mnie jak jakąś formułę w arkuszu kalkulacyjnym. Dla ciebie ważne są tylko liczby.

Michał spuścił wzrok. Cisza. A mnie w głowie dudniło jedno zdanie: Już nie jesteśmy razem. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy się między sobą rozliczają.

Nie zasługujesz na to

Siedziałyśmy u Basi na kanapie. Herbata parow ała w kubkach, a na stoliku leżały kawałki ciasta, które kupiłam po drodze.

– Czy ty siebie słyszysz? – zaczęła. – Mówisz o swoim związku jakbyś omawiała roczny bilans firmy. Gdzie są emocje, Julia?

– Nie wiem, może sama robię problem.

– Wygląda to tak, jakby między wami nie było nic, tylko ciągła kalkulacja.

Westchnęłam. Chciałam ją zbyć, ale nie miałam już siły udawać.

– Wiesz, kiedyś Michał pisał mi liściki, zaskakiwał mnie. Teraz najwięcej emocji okazuje, gdy brakuje mu grosza przy przelewie.

Basia posmutniała.

– Julia…to musi być dla ciebie trudne.

Spojrzałam na nią i szeptem zapytałam:

–Myślisz, że to się da jeszcze naprawić?

–Nie wiem. Ale wiem jedno: kiedyś mówiłaś, że chcesz być kochana. Nie zasługujesz na to.

Zamilkłyśmy. Tego wieczoru, wracając do domu, wiedziałam już wszystko. Nie musiałam się z nikim rozliczać. Po prostu... miałam dość.

Julia, 33 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama