Reklama

Przez większość życia wierzyłam, że starość będzie nagrodą. Że wreszcie przestanę biec, a ktoś pobiegnie do mnie. Wyobrażałam sobie ciepłe poranki przy herbacie, śmiech wnuków w kuchni i zwyczajne rozmowy. Zamiast tego miałam ciszę, która potrafiła dzwonić w uszach jak alarm. Mieszkanie stało się dla mnie zbyt duże. Całymi dniami siedziałam w nim sama ze swoim kotem. Dni mijały mi na liczeniu tabletek, rachunków i telefonów, które nie dzwoniły.

Przestawałam pytać, kiedy przyjadą

Na kredensie stało zdjęcie sprzed lat: ja w jasnej sukience a obok moje wnuki. Z roku na rok widywałam je coraz rzadziej. Zawsze miały coś ważniejszego do roboty. Przesuwałam palcem po szkle ze łzami w oczach. Telefon leżał obok talerza, gotowy do użycia, jak rekwizyt. Potrafiłam patrzeć na niego długo. W końcu wybierałam numer wnuczki.

– Cześć, babciu, jadę na spotkanie. Coś się stało?

– Nic… chciałam tylko usłyszeć twój głos. Zapytać, co u ciebie.

– Oddzwonię wieczorem, dobrze?

Wieczorem nie oddzwaniała. Wnuk też miał zawsze “końcówkę projektu” albo “lot”, choć mieszkał tylko kilka godzin drogi ode mnie. Przestawałam pytać, kiedy przyjadą, żeby nie zabrzmieć jak ktoś, kto się narzuca. Próbowałam się czymś zająć. Najczęściej przesiadywałam w kuchni. Gotowałam wciąż za dużo, z przyzwyczajenia. Ziemniaki i sos, jak kiedyś, gdy dom pachniał życiem. Potem patrzyłam na garnek i czułam złość na samą siebie, że nadal udaję, iż ktoś zaraz wejdzie i powie, że jest głodny.

Wszystkiego najlepszego

Wnuk miał przyjechać na Dzień Babci. Nawet powiedział, że weźmie wolne. Przez kilka dni sprzątałam jak przed świętami. Zmieniłam pościel, wietrzyłam koce, kupiłam jego ulubione ciastka. Stałam w sklepie dłużej niż powinnam, wybierając herbatę, którą lubił. Rano dostałam wiadomość: “Nie dam rady. Nagle wyskoczyła delegacja. Przykro mi.” Patrzyłam na ekran tak długo, aż litery zaczęły się rozmywać. Zadzwoniłam, że może w takim razie dzień później.

– Babciu, wiesz jak u mnie krucho z czasem – usłyszałam.

– Tak, czy inaczej najlepsze życzenia – dodał krótko.

Rozłączył się szybko, jakby rozmowa była przeszkodą w karierze. Kilka godzin później przyszła wiadomość, tym razem od wnuczki: “Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci. Jesteś super!” Ot i tyle, kolejne święto odhaczone w kalendarzu.

Dzisiaj to inne czasy

Wieczorem zajrzała do mnie sąsiadka, pani Halinka. Znałyśmy się od dawna, mieszkała piętro wyżej. Zawsze wpadała z jakimś ciastem i dobrym słowem. Przynajmniej z nią mogłam porozmawiać raz na jakiś czas.

– Były wnuki z życzeniami? – zapytała.

– Nie mogły przyjechać, coś im wypadło – odparłam smutno.

Zrobiłam nam herbatę z cytryną i imbirem, postawiłam ciasto na stole.

– Dzisiaj to inne czasy, pani Elu. Wszyscy w biegu.

A ja tylko kiwałam głową. W środku czułam jednak, że to nie “inne czasy” były problemem, tylko to, że w ich świecie ja stałam się dodatkiem. Jak stary mebel, który szkoda wyrzucić.

Nie mogłam zebrać myśli

Gdy Halinka wyszła, długo nie wiedziałam, co ze sobą robić. Kot biegał po pokoju, a ja nie mogłam zebrać myśli. W końcu usiadłam w fotelu. Nie mogłam dłużej tłumić w sobie tego wszystkiego, więc postanowiłam zadzwonić do wnuczki. Odebrała dopiero za którymś razem.

– Co tam, coś się dzieje?

– Jest mi przykro, że żadne z was nie przyjechało.

Przecież wysłałam ci życzenia.

– Myślisz, że to zastąpi obecność.

Zapadła cisza.

– Babciu, musisz zrozumieć, że nie możesz od nas wymagać, że będziemy na każde twoje zawołanie – powiedziała w końcu. Wiesz, ile mamy na głowie.

Wyłączyłam się. Po rozmowie długo patrzyłam w okno. Wtedy po raz pierwszy nie popłakałam się ze złości. Poczułam tylko zmęczenie, tak głębokie, że aż spokojne.

Czas przestać udawać przed samą sobą

W pewien zimowy poranek przyszło mi do głowy, że godna starość, o której marzyłam, nie była luksusem. Nie potrzebowałam egzotycznych wyjazdów ani wielkich prezentów. Potrzebowałam obecności. Kogoś, kto usiadłby obok i zwyczajnie zapytał, jak minął mój dzień. Tego dnia wzięłam płaszcz i wyszłam na spacer. Potrzebowałam przewietrzyć głowę. Usiadłam na chwilę na ławce w parku i patrzyłam na ludzi, ptaki, na drzewa.

Pomyślałam, że najwyższy czas przestać udawać przed samą sobą, że jeszcze będzie kiedyś inaczej, że wnuki nagle znajdą dla mnie czas. Przestałam odliczać dni do ich telefonu. Wieczorem zapaliłam lampkę, zrobiłam herbatę tylko dla siebie i pierwszy raz od dawna nie czułam wstydu, że jestem sama. Samotność nadal bolała, jednak w tym bólu było coś uczciwego.

Elżbieta, 72 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama