Reklama

Wiedziałam, że to nie był najlepszy pomysł. Że nie powinnam była się zgadzać. Ale powiedziałam „tak”, bo nie miałam ochoty znowu tłumaczyć się Oli, Zuzi i reszcie, że nie chcę, bo... właśnie, bo co? Bo nie chcę znowu patrzeć, jak tulą się do swoich facetów, a ja siedzę obok, jak piąte koło u wozu? Wyjazd w góry miał być fajny. Śnieg, narty, trochę relaksu. Chociaż przez chwilę nie myśleć o pracy, o tym, że znowu wracam do pustego mieszkania. Ale już w samochodzie zorientowałam się, że to będzie wyjazd z tych, na których nie da się zapomnieć, że jest się samej. Patryk przekomarzał się z Anką, Michał robił maślane oczy do Zuzy, a Ola z Igorem pół drogi przegadali o tym, jak bardzo tęsknili za tym śniegiem i jak cudownie będzie wrócić na stare trasy. Ja siedziałam w środku, pomiędzy nimi, i słuchałam.

– Natalia, podasz mi termos? – zapytała Ola, nie odrywając wzroku od Igora.

– Jasne – mruknęłam, podając metalowy cylinder.

Przez większość drogi nie odzywałam się prawie wcale. Nie dlatego, że nie miałam nic do powiedzenia. Po prostu nikt mnie nie pytał o zdanie. Wieczorem, w pensjonacie, sytuacja wyglądała podobnie. Wspólna kolacja – sześć osób, trzy pary. I ja. Siedziałam na rogu stołu, wsłuchując się w ich wspomnienia z zeszłego roku. Wtedy też byli razem. Ja nie.

– Natalia, mogłabyś podać napoje? – rzucił Igor.

– Jasne – odpowiedziałam, choć miałam ochotę wstać i wyjść z tej sceny przedstawienia, w której byłam tylko statystką.

W pokoju było cicho. Okno zaparowane od różnicy temperatur, a za nim śnieg. Miałam nadzieję, że będzie inaczej. Że może poczuję się częścią tego wszystkiego. Ale z każdą godziną było coraz bardziej jasne –że tu nie pasuję. „Nie przeszkadza mi to” – powtarzałam sobie w myślach, leżąc na łóżku, słysząc śmiech dochodzący zza ściany. „Jest dobrze. Jest w porządku.” Ale nie było. Było samotnie. Nawet bardziej niż w domu.

Nie wiem, co mnie przekonało

Zjeżdżałam sama. Grupa oczywiście już dawno się rozjechała – Igor z Olą próbowali się ścigać, Michał z Zuzą bawili się w robienie zdjęć na trasie, a Patryk z Anką skręcili na inny szlak. Ja wybrałam jeszcze inną trasę. Trochę bezpieczniejszą. Nie lubiłam ryzykować. A może chciałam chwilę ciszy, może miałam dość słuchania, jak dobrze się bawią. Skręciłam w bok. Zanim zdążyłam się zorientować, nagle przede mną wyłonił się ktoś na snowboardzie. Nie miałam czasu zahamować. Zderzenie było głośne, śnieg posypał się dookoła, a ja upadłam na plecy, gubiąc kijek.

– Ej, wszystko ok?! – usłyszałam męski głos.

Zobaczyłam nade mną chłopaka w czarnej kurtce i z kaskiem zsuniętym z czoła. Wysoki. Miał trochę mokre policzki od śniegu i nieprzyzwoicie szeroki uśmiech.

– Tak, raczej nic mi się nie stało.

– Sorry, to chyba moja wina. Zjechałem za szybko z zakrętu.

Podał mi rękę i pomógł się podnieść. Zgarnęłam śnieg z kurtki, poprawiłam czapkę i spojrzałam na niego.

– Kuba jestem.

– Natalia.

– Chcesz się przyłączyć?

Nie wiem, co mnie przekonało. Może jego spokój. Może to, że nikt od kilku dni nie mówił do mnie z takim luzem. Wzruszyłam ramionami.

– Zaryzykuję.

Zaczęliśmy zjeżdżać razem. On przodem, ja kawałek za nim. Z początku byłam spięta, ale on potrafił rozluźnić atmosferę. Zanim dotarliśmy na dół, śmiałam się razem z nim.

– Jesteś tu sama? – zapytał, gdy zjechaliśmy, opierając deskę o barierkę.

– Nie. Ze znajomymi, ale trochę się tak czuję, jakbym była tu w pojedynkę.

Chyba od razu zrozumiał. Popatrzył na mnie trochę dłużej.

– Chcesz zjechać jeszcze raz? – zapytał.

– Tak. Chcę.

To twoja największa zaleta

Wieczorem zasiedliśmy w jadalni pensjonatu przy kolacji. Znów – sześć osób, trzy pary, jeden pusty talerz obok mnie. Ola była pochłonięta rozmową z Igorem o jakimś nowym serialu, Zuza próbowała przekrzyczeć Michała, a Anka śmiała się z żartu, którego nie dosłyszałam. Pewnie nawet nikt nie zauważył, że wyszłam. Zeszłam na dół, gdzie przy kominku stały dwa stare fotele i niski stolik. Wsunęłam się w jeden z foteli i oparłam głowę. Było cicho.

– Myślałem, że to miejsce zarezerwowane tylko dla mnie – usłyszałam znajomy głos.

Podniosłam wzrok. Kuba. W rękach trzymał dwie herbaty. Jedną postawił przede mną.

– Nie wyglądasz na zachwyconą urlopem – powiedział, siadając naprzeciwko.

Bo nie jestem.

Nie dodałam nic więcej. Patrzyłam, jak para unosi się nad kubkiem. On też milczał przez chwilę.

– Pracujesz? Studiujesz? – zapytał po chwili, lekko odchylając się w fotelu.

– Studiuję. Właściwie kończę. Pedagogikę. Nie jestem nawet pewna, czy to jest to, z czym chciałabym związać swoją przyszłość.

– Ja... miałem być fizjoterapeutą – uśmiechnął się pod nosem. – Ale rzuciłem to. Nie dla mnie. Teraz prowadzę szkolenia na stoku i jeżdżę z grupami po Europie.

– Czyli... robisz to, co lubisz?

– Tak, chyba jestem szczęściarzem.

Uśmiechnęłam się.

– A ty? – dodał. – Co byś chciała robić?

Zawahałam się. Nie znałam odpowiedzi. Nikt mnie o to wcześniej nie pytał.

– Może... pisałabym. Nie wiem. Czasami mam o to do siebie pretensje, że nie wiem, czego chcę od życia.

– To nic złego. Większość ludzi nie ma pojęcia, ale odpowiedź przychodzi z czasem.

Z jakiegoś powodu nie wstydzę się przy nim mówić tego, co myślę – przeszło mi przez głowę. I to było dziwne. Ale wcale nie złe. Rozmawialiśmy długo. O pierdołach. O dzieciństwie. O tym, jak zjeżdżał w zimie po śniegu na drzwiach od szopy. O tym, jak mnie babcia uczyła dziergać na drutach i że do tej pory mam w szufladzie jeden niedokończony szalik, który miał być dla kogoś prezentem. W pewnym momencie zauważyłam, że jest grubo po północy. A ja, po raz pierwszy od dawna, nie czułam się sama.

– Dobrze mi się z tobą gada – powiedział Kuba, dopijając herbatę. – Nie wiem, czy to kwestia twojej szczerości, czy tego, że nie próbujesz udawać kogoś, kim nie jesteś.

Może nie umiem – wzruszyłam ramionami.

– To twoja największa zaleta.

Wstał i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

– Jutro o dziewiątej. Mam nadzieję, że się widzimy.

Zanim odpowiedziałam, już go nie było.

Przy tobie wszystko wydaje się... prostsze

Nie byłam pewna, czy pójdę. Obudziłam się wcześnie, usłyszałam za ścianą głosy Oli i Zuzy. Śmiały się z czegoś, komentowały zdjęcia, które wrzuciły w nocy. Ola rzuciła, że muszą dziś zrobić selfie na wyciągu. „Tylko niech Natalia nie stanie nam w kadrze” – powiedziała półgłosem. Udawałam, że nie słyszę. Wyszłam wcześniej niż zwykle. Bez śniadania, bez zbędnych słów. Plecak, gogle, narty. Trochę się bałam, że może jednak go tam nie będzie. Że nasza wieczorna rozmowa była tak naprawdę bez znaczenia. Ale był. Czekał z deską pod pachą, rozmawiał z kimś z obsługi. Gdy mnie zobaczył, skinął głową.

– Myślałem, że nie przyjdziesz – powiedział, gdy podeszłam. – Ale cieszę się, że się myliłem.

Zjeżdżaliśmy razem, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Po prostu jechaliśmy obok siebie, czasem milcząc, czasem komentując, a czasem wybuchając śmiechem. Wróciliśmy do pensjonatu spóźnieni na obiad. Moi znajomi oczywiście już byli po posiłku. Siedzieli w salonie z telefonami, rzucając półsłówka.

– Gdzieś ty była? – rzuciła Anka, nawet nie podnosząc wzroku znad ekranu.

– Jeździłam.

– Sama? – zdziwił się Patryk.

Nie odpowiedziałam. Nie chciało mi się ich wtajemniczać. I tak by nie zrozumieli. Wieczorem Kuba zaprosił mnie na ognisko. Powiedział, że jego znajomi zrobili imprezę gdzieś przy starym schronisku. Spojrzałam na niego niepewnie.

– Nie wiem... może nie powinnam. Nie znam ich. Będę się czuć jak ktoś z zewnątrz.

– Też tak myślałem, jak pierwszy raz ich poznałem. A potem okazało się, że nikogo nie muszę udawać.

Wzięłam kurtkę i poszłam z nim. Nie było tłumów. Grupa może piętnastu osób, wszyscy w różnym wieku, z różnych miejsc. Jedni pili herbatę z termosów, inni coś mocniejszego. Ognisko trzeszczało, ktoś przyniósł gitarę. Nie śpiewali pod publiczkę. Ktoś fałszował, ktoś nie znał słów, ktoś grał tylko fragmenty. I nikt się z nikogo nie śmiał. Kuba usiadł obok mnie i podał mi kubek z gorącym naparem. Przez chwilę nic nie mówił. Ja też nie.

Nie wiem, co się dzieje, ale przy tobie wszystko wydaje się... prostsze – powiedział nagle.

Odwróciłam się powoli. Spojrzał mi w oczy i nie odwrócił wzroku.

– Bo nie muszę nikogo udawać – odpowiedziałam cicho.

W drodze powrotnej śnieg skrzypiał pod stopami. Kuba szedł blisko, ale się nie narzucał. Milczeliśmy. Przed wejściem do pensjonatu zatrzymał się i zapytał:

– Myślisz, że tydzień to za mało, żeby coś się zaczęło?

– A może już się zaczęło – odpowiedziałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.

Nie pocałował mnie. Nie próbował. Ale spojrzał tak, że jeszcze długo nie mogłam zasnąć.

Nie musiałam udawać nikogo

Ostatni dzień zaczął się od ciszy. Z okna mojego pokoju widać było biały świat – śnieg padał gęsto i bez pośpiechu, jakby nic nie miało prawa go zatrzymać. Zza ściany dobiegały głosy. Pakowali się. Ktoś się śmiał, ktoś kłócił, że jedna walizka nie domknie się bez jego pomocy. Nie miałam ochoty tego słuchać. Kuba czekał przed pensjonatem, oparty o barierkę. Ręce w kieszeniach, kurtka lekko przysypana śniegiem.

– Gotowa? – zapytał.

– Na spacer? Tak. Na powrót? Nie jestem pewna.

Szliśmy wzdłuż lasu, potem w stronę pustej trasy, która dziś była tylko szeroką, białą przestrzenią. Nie rozmawialiśmy od razu. Jego obecność była wystarczająca. W końcu stanęliśmy w miejscu, gdzie widok rozciągał się na dolinę. Drzewa wokół były oblepione śniegiem, niebo ciężkie od chmur.

– Nie chcę, żeby to był tylko górski flirt – powiedział. – Nie po tym, jak z tobą rozmawiam. Nie po tym, jak się śmiejesz.

Zacisnęłam palce na jego dłoni. Uświadomiłam sobie, że trzymamy się za ręce od kilku minut. Jakby tak miało być od początku.

– A co, jeśli za tydzień przestaniemy pisać? – zapytałam. – Jeśli wrócę do swojego świata, ty do swojego, i to wszystko się rozmyje?

– To się nie stanie. Wiesz dlaczego?

– Dlaczego?

– Bo tego nie chcę. A jeśli ty też nie, to damy radę.

Spojrzałam mu w oczy. Były poważne, bez cienia żartu. Nie było w nim chłopaka z ogniska, który rzucał dowcipami. Był facet, który wiedział, czego chce. I po raz pierwszy od dawna ja też wiedziałam. Na pożegnanie pocałował mnie w policzek, potem w czoło. To było prostsze niż się spodziewałam. Bez łez, bez napięcia. Po prostu nie chcieliśmy kończyć czegoś, co dopiero się zaczęło. Po raz pierwszy od dawna nie bałam się być szczera. Może dlatego, że nie musiałam udawać nikogo.

Natalia, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama