Reklama

Rozstania naszego syna z Martą zawsze były dla niego bardzo bolesne, a dla nas niezwykle trudne. Właśnie dlatego nie potrafiłem wyobrazić sobie sytuacji, w której żona wraca po wychowawczym do pracy, a opiekę nad dzieckiem przejmuje ktoś zupełnie obcy. Nie było takiej opcji. Poza tym dzieciak jej ciągle potrzebował. W życiu nie przypuszczałem, że żona wywinie mi taki numer, po którym szczęka mi opadnie, a nasze dziecko zaleje się łzami. A jednak tak właśnie zrobiła i wcale mi nie było do śmiechu.

Synek wył już za drzwiami

Nie miałem najmniejszej ochoty iść z Kubą na plac zabaw. Byłem przekonany, że rozpłacze się jeszcze zanim do niego dotrzemy. I niestety – miałem rację. Gdy tylko zamknęliśmy za sobą drzwi mieszkania, w oczach malca pojawiły się łzy, a po wyjściu na zewnątrz jego szloch był tak donośny, że przechodnie zaczęli mi się przyglądać z wyraźnym zainteresowaniem.

– Dlaczego płaczesz, kochanie? Przecież idziemy się pobawić! – powiedziałem głośniej, bardziej do otoczenia niż do niego.

– Nie chcę się bawić! Chcę do maaaamy! – krzyknął i zanim zdążyłem zareagować, zawrócił w stronę klatki schodowej.

Pobiegłem za nim.

Co się stało, skarbie? – zapytała Marta, gdy tylko weszliśmy do mieszkania. Łzy na twarzy Kuby zniknęły niemal natychmiast.

– Nie chcę być z tatą, chcę być z tobą! – zaśmiał się, obejmując ją za szyję.

– Nadal myślisz o powrocie do pracy? – zapytałem, gdy syn uspokoił się i zajął zabawkami.

– Tak. Zdecydowanie tak. Trzy lata w domu to dla mnie wystarczająco długo. Poza tym potrzebujemy więcej pieniędzy – odpowiedziała spokojnie.

– A Kuba? On chyba naprawdę cię potrzebuje.

– Coś wymyślę. Wiem, że to trudne, ale nie mam innego wyjścia – odparła.

Dziecko wpadało w histerię

Szczerze mówiąc, nie wierzyłem, że Marcie uda się znaleźć sposób, by nasz syn poczuł się bezpiecznie także z kimś innym. Od pierwszych dni życia bardzo źle znosił opiekę innych osób. Gdy mama była w pobliżu, był spokojny i pogodny, ale kiedy znikała mu z oczu, reagował bardzo gwałtownie. Na początku nie przywiązywaliśmy do tego większej wagi. W końcu niemowlęta naturalnie lgną do matek. Jednak gdy urlop macierzyński i wychowawczy dobiegał końca, Marta planowała wrócić do swoich obowiązków zawodowych. Problem polegał na tym, że Kuba nie tolerował ani opiekunek, ani nawet babć. Zostawiony z nimi wpadał w taką histerię, że aż brakowało mu tchu.

Dodatkowo odmawiał jedzenia. Moja żona była zdruzgotana i pełna wyrzutów sumienia. Ostatecznie postanowiła odsunąć swoje plany na później, wierząc, że z czasem sytuacja się zmieni. Niestety, nic się nie poprawiało. Nawet gdy zostawał tylko ze mną, reagował podobnie. Choć byłem zmęczony i przytłoczony obowiązkami, zawsze starałem się być przy nim. Mimo to każdy nasz wspólny wypad kończył się awanturą. Nawet wyjście na plac zabaw było wyzwaniem. Wiedziałem, że Marta ma rację, mówiąc o potrzebie dodatkowych dochodów, ale byłem przekonany, że na razie to ja muszę utrzymać rodzinę. Tak było aż do pewnego długiego weekendu.

Oagarnęła mnie totalna panika

Nie wiem, co mnie wyrwało ze snu. Może odgłos drzwi, a może zwykły niepokój. Gdy wstałem, Marty już nie było. Początkowo nie przejąłem się tym, sądząc, że wyszła po zakupy. Chwilę później zauważyłem kartkę na blacie w kuchni: „Wyjechałam na cztery dni na kurs związany z pracą. Nie mówiłam wcześniej, bo bałam się twojej reakcji, a ten wyjazd jest bardzo ważny. Nie dzwoń, telefon mam wyłączony. Kocham was i wierzę, że poradzicie sobie z Kubą. Buziaki, Marta”.

Czytałem tę wiadomość w kółko, nie mogąc uwierzyć, że to nie żart. Gdy trochę się uspokoiłem, przeszukałem całe mieszkanie, licząc na to, że żona nagle się pojawi, śmiejąc się z mojego przerażenia. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Zadzwoniłem do niej, ale usłyszałem tylko komunikat o niedostępności. Ogarnęła mnie panika. W akcie desperacji skontaktowałem się z moją mamą, prosząc o pomoc. Niestety, nie mogła przyjechać. Teściowa również.

– Przykro mi, ale wierzę, że dasz sobie radę – usłyszałem w słuchawce.

Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo w tym momencie obudził się Kuba. Wbiegł do salonu w piżamie, przecierając oczy.

Gdzie jest mama?

– Nie ma jej teraz… Wyszła na chwilę… Niedługo wróci – próbowałem tłumaczyć.

Spojrzał na mnie przerażony, a po chwili rozpłakał się tak, że aż ścisnęło mnie w środku. Ten dzień zapamiętam jako jeden z najgorszych w życiu. Kuba krzyczał niemal bez przerwy do późnego wieczora. Nic nie pomagało. Byłem wykończony i momentami miałem myśli, których się wstydzę. Kiedy w końcu zasnął, poczułem ogromną ulgę.

To był jakiś cud na Wisłą

Następnego poranka starałem się poruszać jak najciszej, by go nie obudzić. Wstał około ósmej.

– Mama już jest? – zapytał z nadzieją.

– Nie, jeszcze nie – odpowiedziałem ciężko.

– Ooo… – jęknął, a ja przygotowałem się na kolejną falę płaczu.

Usiadłem przy stole i ukryłem twarz w dłoniach. Byłem przekonany, że nie dam rady kolejnego dnia. Nagle zrobiło się cicho. Ocknąłem się, gdy ktoś pociągnął mnie za rękaw. To był Kuba, ze łzami w oczach, ale spokojny.

– Jestem głodny – powiedział cicho.

– Naprawdę? Może zjesz płatki z mlekiem? – zapytałem z nadzieją.

– Mogą być – skinął głową.

Zjadł wszystko ze smakiem, a potem poprosił o bajki na komputerze. Włączyłem je natychmiast. Spokój trwał kilka godzin. Dopiero później znów zapytał o mamę.

– Kiedy wróci?

– Niedługo – odpowiedziałem, bo wiedziałem, że konkretna liczba dni nic mu nie powie.

– Obiecujesz?

– Obiecuję – potwierdziłem.

Popłakał chwilę, ale znacznie ciszej. Kolejny dzień był jeszcze łatwiejszy. Poszliśmy na plac zabaw i ani razu nie zapytał o Martę. Byłem totalnie zdumiony. Wiedziałem, że gdy wróci, najpierw natrę jej uszy, a potem opowiem o tej niesamowitej zmianie.

Własna żona mnie oszukała

Marta wróciła następnego popołudnia. Kuba rzucił się jej w ramiona, nie kryjąc radości.

– Dlaczego cię nie było? – zapytał.

– Musiałam wyjechać, ale już jestem – odpowiedziała łagodnie.

– Zawsze będziesz wracać?

– Zawsze – zapewniła.

Wieczorem, gdy syn już spał, powiedziała:

– Jestem z ciebie bardzo dumna. Poradziłeś sobie świetnie.

– Jestem na ciebie wściekły. Jak mogłaś mnie tak zostawić? – odpowiedziałem.

– To nie było łatwe. Pomogły mi Ola i Magda…

– Kto?

– Moje przyjaciółki. I nie, nie byłam na żadnym szkoleniu.

– Więc gdzie?

– W ośrodku spa. To był pomysł naszych mam. Uznałyśmy, że jeśli nie spróbujemy, Kuba nigdy się nie usamodzielni.

Zrozumiałem, że miała rację. Ten trudny krok przyniósł same dobre zmiany. Dziś Kuba jest otwartym, radosnym dzieckiem i bez problemu rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem.

Robert, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama