Mój mąż pasjonuje się grzybobraniem i chętnie opowiada o swoim hobby każdemu, kto zechce go słuchać. Być może powinnam szczerze przyznać, że mnie ta tematyka zupełnie nie pociąga, ale z jakiegoś powodu nie umiem się na to zdobyć. Myślę, że po prostu zależy mi na tym, by sprawiać mu radość i nie odbierać przyjemności z dzielenia się tym, co kocha. Niestety, czasami odbywa się to moim kosztem, a narastająca frustracja daje o sobie znać. Nie mam pojęcia, jak znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre dla nas obojga?

WIDEO…

player placeholder

Darek był mężczyzną moich marzeń

Nasze małżeństwo wciąż jest stosunkowo młode, bo powiedzieliśmy sobie „tak” zaledwie trzy lata temu. Uważam, że tworzymy szczęśliwy, pełen miłości związek i naprawdę dobrze się rozumiemy. Niejednokrotnie łapię się na myśli, że los wyjątkowo mi sprzyjał, stawiając na mojej drodze Darka. Szczególnie mocno odczuwam to wtedy, gdy słucham kolejnych opowieści przyjaciółek o ich nieudanych relacjach. Czasami można odnieść wrażenie, że trudno dziś znaleźć mężczyznę, na którym naprawdę można polegać. Gdyby nie mój własny mąż, pewnie sama zaczęłabym w to wierzyć. Darek był jednak kimś wyjątkowym. Opiekuńczy, odpowiedzialny, zaradny, a przy tym pełen humoru i zawsze gotowy angażować się w to, co dla nas ważne.

Zdarzało mi się nawet zastanawiać, czy rzeczywiście jestem go warta. Być może właśnie dlatego tak bardzo starałam się, aby czuł się przy mnie szczęśliwy i doceniany. Nie chciałabym jednak, żeby ktoś opacznie zrozumiał moje słowa. Nasza relacja nigdy nie opierała się na jednostronnym poświęceniu. Nie było tak, że ja nieustannie go rozpieszczałam i spełniałam każdą jego zachciankę, podczas gdy on bez skrupułów korzystał z mojej dobroci. Po prostu czułam ogromną wdzięczność za wszystko, co wniósł do mojego życia, i chciałam dać mu od siebie równie wiele. A przecież było za co mu dziękować.

Zobacz także

Zostałam grzybiarą dla jego przyjemności

– Ewelina, niedługo pojawią się kurki! Będziemy robić pyszne sosy i jajecznice! Może w tę sobotę wybierzemy się do lasu? Wyruszylibyśmy skoro świt, tak około piątej. Pojedziesz ze mną? – zapytał, a w jego głosie od razu dało się usłyszeć ogromną ekscytację.

Nie zastanawiając się zbyt długo, przystałam na jego propozycję. Dopiero gdy w sobotę o wpół do czwartej nad ranem, a właściwie jeszcze w środku nocy, rozległ się dźwięk budzika, zaczęłam żałować swojej spontanicznej decyzji. Miałam ochotę naciągnąć kołdrę na głowę i złorzeczyć na własną lekkomyślność. Na szczęście zapał męża okazał się zaraźliwy i pomógł mi przetrwać pierwsze godziny tej wyprawy.

– Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że jedziemy razem! – oznajmił, gdy jechaliśmy samochodem. Jego słowa niespodziewanie wywołały we mnie ciepłe uczucie.

– Marzy mi się, żebyśmy kiedyś stworzyli własną rodzinną tradycję grzybobrania. U mnie zawsze jeździło się do lasu całymi rodzinami. Rodzice, dziadkowie, wszyscy razem. Mam z tym mnóstwo pięknych wspomnień. Dzięki tym wyprawom nie tylko poznawałem przyrodę i uczyłem się rozpoznawać różne gatunki grzybów, ale też spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. To naprawdę nas do siebie zbliżało.

– To faktycznie brzmi bardzo fajnie – odpowiedziałam z lekkim westchnieniem.

– Kiedyś nawet żartowałem z tatą, że chyba nie uda mi się stworzyć udanego związku z kobietą, która nie przepada za lasem i grzybobraniem – dodał ze śmiechem.

No pięknie – pomyślałam. Wygląda na to, że właśnie sama pozbawiłam się możliwości wymigania się od kolejnych wypraw do lasu.

Było mi zimno i strasznie się nudziłam

Początkowo zakładałam, że wyprawa na grzyby potrwa najwyżej dwie godziny. Wyobrażałam sobie spokojny spacer po lesie, podczas którego znajdziemy kilka okazów do koszyka, a potem bez pośpiechu wrócimy do domu. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała moje plany i okazało się, że czeka mnie znacznie więcej, niż byłam gotowa znieść…

– Kochanie, rusz się trochę! Musimy przyspieszyć, bo przed nami jeszcze spory kawałek drogi, a zaraz mogą pojawić się inni grzybiarze – ponaglał mnie Darek.

– Chwileczkę, to my w ogóle mamy wyznaczoną jakąś trasę? Myślałam, że po prostu będziemy spacerować bez konkretnego celu – odpowiedziałam pod nosem.

– Oczywiście, że mamy! Doskonale znam te okolice. Wiem, gdzie można znaleźć poszczególne gatunki i w których miejscach jest ich najwięcej – wyjaśnił z przekonaniem.

– Dobrze, to ile jeszcze musimy przejść? – zapytałam, coraz bardziej zaniepokojona. 

– Zostało nam mniej więcej siedem kilometrów.

Aż jęknęłam w myślach, z całych sił powstrzymując się przed wypowiedzeniem tego na głos. Kiedy nasza wyprawa dobiegła końca, byłam kompletnie wyczerpana. Marzyłam o jedzeniu, ciepłym kocu i chwili spokoju. Było mi zimno, burczało mi w brzuchu, a monotonne chodzenie po lesie zdążyło mnie śmiertelnie znudzić. Darek natomiast wyglądał, jakby właśnie przeżył najlepszy dzień w swoim życiu.

– Ależ to była udana wyprawa! W przyszłą sobotę koniecznie musimy tu wrócić. Do tego czasu powinno już być więcej prawdziwków! – opowiadał z nieskrywanym entuzjazmem.

– Jasne, oczywiście… – wymamrotałam, próbując wykrzesać z siebie choć odrobinę radości.

Zastanawiałam się w panice, jak się z tego wymigać. Przecież nie mogę mu powiedzieć, że wcale mi się to nie podoba. Byłoby mu strasznie przykro! Przez kolejne dni bezustannie rozmyślałam nad tym, jak wybrnąć z tej sytuacji. Byłam przemęczona, miałam mnóstwo obowiązków zawodowych, a po całym tygodniu ciężkiej pracy ostatnią rzeczą, o jakiej marzyłam, było zrywanie się w środku nocy, by spędzić sobotę w zimnym, wilgotnym lesie. Perspektywa kolejnych godzin brodzenia w mchu i paprociach między drzewami wcale mnie nie cieszyła. Nie jestem z tego dumna, ale ostatecznie zdecydowałam się na najprostsze, choć niezbyt uczciwe rozwiązanie. Po prostu skłamałam.

Musiałam jakoś się z tego wykręcić

– Wybacz, ale wygląda na to, że w ten weekend będziesz musiał wybrać się na grzyby beze mnie. Chyba coś mnie bierze – oznajmiłam Darkowi w czwartek.

– Ojej, to koniecznie połóż się do łóżka i porządnie wygrzej! Może uda ci się jeszcze stanąć na nogi przed weekendem – zareagował z troską.

– Właśnie mam taki zamiar. Chciałam ci tylko powiedzieć, że ostatnio strasznie przemarzłam i nie chciałabym jeszcze bardziej się rozchorować – odparłam, starając się brzmieć jak najsłabiej.

– W takim razie powinnaś zainwestować w porządną, termiczną odzież do lasu, skoro zamierzamy regularnie urządzać sobie takie wyprawy! – podsunął mi pomysł.

O nie, tylko tego mi brakowało… Ale na głos oczywiście przyznałam mu rację.

– Tak, masz całkowitą rację – odpowiedziałam potulnie.

Moje udawanie okazało się na tyle przekonujące, że w tamten weekend rzeczywiście udało mi się uniknąć wyjazdu. Niestety, ulga szybko ustąpiła miejsca wyrzutom sumienia. Kiedy Darek wrócił do domu, z ogromnym zaangażowaniem relacjonował mi wszystkie przygody z leśnej wyprawy. Słuchałam go, coraz bardziej czując się z tym wszystkim niezręcznie.

– Szkoda, że nie pojechałaś ze mną. We dwoje zawsze byłoby przyjemniej – rzucił na koniec, po czym poszedł wziąć prysznic.

Jego słowa sprawiły, że poczułam się podle. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co właśnie zrobiłam. Przecież nie mogę bez końca oszukiwać własnego męża, i to w tak dziecinny sposób! Jestem dorosłą kobietą, a zachowuję się tak, jakbym próbowała wymigać się od szkolnego sprawdzianu. Jak długo jeszcze zamierzam w to brnąć?

Nie dawałam rady dłużej tego ukrywać

Wciąż nie wiedziałam, jak wybrnąć z całej tej sytuacji. Nie mogłam przecież w nieskończoność zasłaniać się złym samopoczuciem, dlatego kolejna sobota znów oznaczała wyprawę do lasu. Kiedy o wpół do czwartej nad ranem zadzwonił budzik, miałam ochotę się rozpłakać. Tym razem perspektywa wyjazdu była jeszcze bardziej przygnębiająca, bo doskonale pamiętałam, co mnie czeka. Wiedziałam już, jak bardzo nie lubię tych wielogodzinnych wędrówek i jak fatalnie się podczas nich czuję. Coraz trudniej przychodziło mi więc odgrywanie roli zachwyconej towarzyszki, która czerpie z grzybobrania tyle samo radości co jej mąż.

Darek szybko zorientował się, że coś mnie trapi, ale nie potrafił odgadnąć przyczyny mojego zachowania. Ja natomiast nie miałam odwagi wyznać mu prawdy. Bałam się jego reakcji i tego, że sprawię mu przykrość. W drodze powrotnej niemal się do siebie nie odzywaliśmy. Cisza między nami stawała się coraz bardziej niezręczna, a ja z każdą minutą czułam się coraz gorzej. Miałam do siebie ogromne pretensje. Nie dość, że od jakiegoś czasu oszukiwałam własnego męża, to jeszcze swoim zachowaniem wzbudzałam w nim niepokój. Widziałam przecież, że nie rozumie, skąd wzięła się moja nagła niechęć i rozdrażnienie. Zamiast po prostu szczerze z nim porozmawiać, brnęłam w kłamstwa, które zaczynały ciążyć mi bardziej niż same wyprawy do lasu.

Potrzebowałam pomocy przyjaciółek

Następnego dnia umówiłam się z przyjaciółkami. Uznałam, że skoro sama nie potrafię znaleźć wyjścia z tej sytuacji, może wspólnie uda nam się coś wymyślić. W końcu co trzy głowy, to nie jedna.

– Naprawdę? To jest twój największy problem? – Elka wybuchnęła śmiechem, gdy wysłuchała całej mojej historii. – Zachowujesz się jak nastolatka! Boisz się przyznać facetowi, że nie interesują cię gry komputerowe, więc siedzisz z nim godzinami przed ekranem, żeby przypadkiem nie przestał cię lubić. Czy ty słyszysz samą siebie?

Jej słowa trochę mnie zabolały. Miałam wrażenie, że nie do końca rozumie, dlaczego tak trudno mi się z tym uporać.

– Tylko że to nie jest takie proste. Jesteśmy przecież małżeństwem… – zaczęłam niepewnie.

– No właśnie! Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego tak to komplikujesz. Chcesz przez całe życie ukrywać przed Darkiem, że nie znosisz grzybobrania? Przecież sama wiesz, że długo tak nie wytrzymasz. Co tydzień wstawanie w środku nocy, a później wielogodzinne chodzenie po zimnym, ponurym lesie? – zauważyła rozsądnie Kamila.

– Wiem, macie rację… – przyznałam w końcu, spuszczając wzrok. – Tylko jak mam mu to powiedzieć? Wiem, jak bardzo mu na tym zależy. Nie chcę sprawić mu przykrości.

– Przecież niczego złego nie zrobiłaś! Może przez chwilę będzie mu smutno, ale w końcu to zaakceptuje – stwierdziła Elka, machając ręką.

– Najlepiej po prostu szczerze mu wyjaśnij, że po kilku wyprawach zrozumiałaś, że grzybobranie nie jest dla ciebie. Darek jest dorosłym człowiekiem, więc powinien to zrozumieć – dodała Aśka.

Wiedziałam, że obie mają rację. Ta rozmowa uświadomiła mi również, jak niedojrzale podchodziłam do całej sprawy. Zamiast otwarcie porozmawiać z własnym mężem, wymyślałam kolejne wymówki i coraz bardziej wikłałam się w kłamstwa. Nie pozostawało mi nic innego, jak wreszcie zdobyć się na szczerość i powiedzieć Darkowi, że nasze plany dotyczące wspólnej tradycji grzybobrania raczej nie wypalą. Od trzech dni próbuję zebrać się na odwagę, ale wciąż nie wiem, jak zacząć tę rozmowę. Tymczasem kolejny weekend zbliża się nieubłaganie. Muszę załatwić to przed sobotą, bo na samą myśl o kolejnej pobudce w środku nocy i zmarnowanym dniu robi mi się niedobrze. Nawet jeśli Darek miałby dzięki temu przeżyć jeden ze swoich najszczęśliwszych dni.

Ewelina, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: