„Nie liczyłam, że po Nowym Roku coś się zmieni w moim życiu. Nawet w styczniu uczucia mogą zapłonąć jak ogień w kominku”
„Miałam nadzieję, że nikt się nie dosiądzie. Potrzebowałam ciszy, ale drzwi do przedziału otworzyły się nagle. Uniosłam powieki. Do środka wszedł wysoki mężczyzna, lekko przygarbiony. Za nim wszedł chłopiec”.

Stałyśmy na peronie, ja i Hania, okutane w ciepłe kurtki, z bagażem, który bardziej ciążył mi w głowie niż w dłoniach. Było jeszcze ciemno, choć zegarek pokazywał już siódmą. Śnieg przysypywał czapki ludzi czekających obok, jakby zupełnie nie przejmował się tym, że część z nas od rana była na nogach i marzyła tylko o tym, żeby się gdzieś schować.
Byłam zmęczona
Patrzyłam na moją córkę i trochę jej zazdrościłam. Stała z nosem przyklejonym do szyby poczekalni, śledziła ruch na torach, jakby każda iskra spod kół mogła być zapowiedzią przygody. Była podekscytowana, wypytywała, czy babcia odśnieżyła podwórko, czy będzie zima taka jak w zeszłym roku, czy pójdziemy na sanki. Nie miałam siły rozmawiać. Po prostu byłam zmęczona.
Miałam więcej obowiązków niż godzin w dobie. Planowałam wszystko z wyprzedzeniem, a potem i tak w ostatniej chwili biegłam do sklepu po zapomniane rajstopy albo mleko. Ten wyjazd do mojej mamy miał być odpoczynkiem, a stał się kolejnym zadaniem do wykonania. Pakowałam się w pośpiechu, licząc, że może u babci Hania czymś się zajmie, a ja przypomnę sobie, jak to jest przez chwilę nie myśleć o dziecku.
W końcu przyjechał nasz pociąg – stary skład z przedziałami, jakich coraz mniej. Trząsł się cały, gdy tylko hamował. W środku było zimno, kaloryfery stukały. Ludzie przepychali się w korytarzu, szukając swoich miejsc. Udało mi się znaleźć nasz przedział, w którym na razie nikogo nie było.
Chciałam odpocząć
Hania od razu zajęła miejsce przy oknie i zaczęła wyciągać karty. Ja tylko oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy na chwilę. Miałam nadzieję, że nikt się nie dosiądzie. Potrzebowałam ciszy, ale drzwi do przedziału otworzyły się nagle. Uniosłam powieki. Do środka wszedł wysoki mężczyzna, lekko przygarbiony, jakby chciał się zmieścić w tej ciasnej przestrzeni bez zwracania na siebie uwagi.
Za nim wszedł chłopiec w wieku Hani. Miał czapkę nasuniętą prawie na oczy i plecak, który ciągnął za sobą jak coś, co tylko przeszkadza. Mężczyzna skinął głową w moją stronę.
– Można? – zapytał cicho.
– Oczywiście – odsunęłam torbę z siedzenia.
Usiedli naprzeciwko nas. On przy oknie, chłopiec przy drzwiach. Nie rozmawiali ze sobą, przynajmniej na początku. Mężczyzna patrzył przez okno, jego dłonie spoczywały na kolanach. Miał spokojny wyraz twarzy, ale coś w jego postawie mówiło, że nie spał najlepiej ostatniej nocy.
Dogadali się
Hania jak zwykle nie potrzebowała wiele czasu, żeby się odezwać.
– Grasz w wojnę? – zwróciła się do chłopca i pomachała talią kart.
– Mogę – odpowiedział chłopiec, wzruszając ramionami.
Zaczęli grać. Od razu posypały się słowa: „Wygrałam!”, „To nie fair, miałem króla!”, „Masz same dwójki, oszukujesz!”. Śmiali się, kłócili, dokładnie tak, jak dzieci potrafią. Miałam ochotę podziękować Hani w duchu. Dzięki niej cisza, która wcześniej wisiała między nami dorosłymi, zaczęła się rozpraszać.
– Ferie u babci? – zapytał.
– Tak. U was też?
– Prawie.
Pociąg się trząsł, dzieci się śmiały, a ja poczułam, że ta podróż może być inna. Spojrzałam na jego dłonie, potem znów na twarz. Miał głos, który koił, niski, spokojny. I ten spokój gdzieś we mnie wsiąkał, choć nie wiedziałam jeszcze, czy chcę, żeby tak się działo.
Zrobiło się miło
Pociąg mknął przez białe pola, a dzieci nie przestawały się śmiać. Hania zaproponowała zabawę „kuku na muniu”, Igor nie bardzo rozumiał zasady, ale dawał się jej prowadzić. A ja, korzystając z chwili spokoju, wyjęłam termos.
– Herbaty? – zapytałam, odkręcając nakrętkę.
– Dzięki.
Podałam mu plastikowy kubek, sama nalałam sobie drugi. Para unosiła się leniwie w powietrzu. Przez chwilę piliśmy w milczeniu.
– Masz wolne w pracy? – zapytał.
– Urlop, ale i tak zabrałam laptopa. Nigdy nie wiadomo. A ty?
– Ja to… jakoś tak, między zleceniami.
– Ferie to nowa forma etatu – mruknęłam.
Roześmiał się krótko.
– Tyle że z mniejszą stawką godzinową.
– I bez wolnych weekendów – dodałam.
Rozmowa szła gładko, bez napięcia. Śnieg padał gęsto, kiedy zbliżaliśmy się do naszej stacji. Pociąg zwolnił, dzieci przykleiły nosy do szyb, a my powoli zbieraliśmy rzeczy. Okazało się, że wysiadamy na dwóch kolejnych przystankach – oni tu, my za dziesięć minut.
Spotkaliśmy się
Hania i Igor zrobili się nagle cisi.
– A może kiedyś moglibyśmy się spotkać? – zapytał cicho chłopiec, zakładając plecak.
– Myślę, że na pewno – odparłam po chwili.
Wymieniliśmy numery.
– Dzięki za herbatę. I rozmowę.
– Wzajemnie.
Gdy drzwi się zamknęły za nim i Igorem, nagle zrobiło się pusto. Pociąg ruszył, a ja patrzyłam przez okno, jak znikają w białej zawiei. Mogłam się nie odzywać, mogłam nie podawać numeru, ale zanim zdążyłam się rozmyślić, wyciągnęłam telefon i napisałam: „To ja, Aneta z przedziału. Hania już tęskni”. Wysłałam.
Spotkaliśmy się kilka dni po tamtej podróży. Ustaliliśmy przez telefon, że dzieci by nam nie darowały, gdybyśmy im nie pozwolili się zobaczyć. Śnieg wciąż padał, wszędzie było biało. Hania i Igor zjeżdżali z górki z takim zapałem, jakby to były ostatnie ferie ich życia. My staliśmy obok siebie i patrzyliśmy na nich. Milczenie z nim nie było niezręczne, było jakieś naturalne, bez napięcia. Rozmawialiśmy o dzieciach, trochę o szkole. Śmialiśmy się z tego, że kiedyś dzieci jeździły na plastikowych workach i nikt nie mówił o bezpieczeństwie.
Zbliżyliśmy się
W pewnym momencie podchodziliśmy pod śliską skarpę. Prawie się poślizgnęłam, a on złapał mnie za rękę.
– Pomogę ci – powiedział.
– Dzięki. Ślisko – rzuciłam szybko.
– Byle nie wywinąć orła przed dziećmi – dodał z uśmiechem, wciąż nie puszczając mojej ręki. Nie odpowiedziałam, ale się nie odsunęłam.
Wieczorem, kiedy wróciłyśmy z Hanią do domu, wciąż miałam w sobie echo tamtego spaceru. Jego dłoń trzymająca moją, jego obecność. Hania od razu zasnęła – wyszalała się za trzech. Ja nie mogłam. Telefon zabrzęczał po dwudziestej drugiej: „Dzięki za dziś. Igor mówi, że Hania to jego nowa najlepsza koleżanka”. Nie zastanawiałam się ani chwili. Odpisałam: „Wzajemne. Ja też się cieszę, że się spotkaliśmy”.
Serce nie biło mi już z obowiązku, tylko z nadziei. Poczułam, że nie jestem już tylko matką w wiecznym pośpiechu, że nie jestem tylko zmęczona i zaplanowana co do minuty. Ktoś mnie zauważył, a ja zauważyłam jego. Kiedy rano obudziłam się, była nowa wiadomość: „Może powtórzymy ten spacer, tylko we dwoje?”. Odpisałam jednym słowem: „Tak”. I już wiedziałam, że ta zima nie skończy się jak wszystkie poprzednie.
Aneta, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Gdy poznałem młodszą o 30 lat stażystkę, narobiłem niezłego bigosu. Zapomniałem nawet, że żona szykuje sylwestra”
- „W domu się nie przelewało, a brat nie mógł liczyć na prezenty. Wiedziałem, na co pójdzie moja wypłata w grudniu”
- „Rozwiodłam się z mężem już po roku. Był zimny jak świąteczna galareta, a ja miałam swoje potrzeby”