Reklama

Nigdy nie lubiłam mówić o pieniądzach. Nawet kiedy ich brakowało, wolałam zacisnąć zęby niż prosić kogokolwiek o pomoc. Zresztą, co to za pomoc? Każdy ma swoje problemy. A ja od osiemnastu lat jestem sama z Oliwią – moją jedyną córką. Pracuję na dwa etaty, raz sprzątam, raz zawożę paczki, innym razem robię zakupy starszym ludziom. Czasem zasypiam na siedząco, z czapką jeszcze na głowie, ale nie narzekam. Nie mogę. Dla niej muszę być silna. Twarda. Niezależna. Tak mnie widzi i niech tak zostanie.

W tym roku miała swoją studniówkę. Dla niej – najważniejszy dzień w życiu. Dla mnie – największe wyzwanie. Sukienka, fryzjer, buty, makijaż… Wszystko kosztuje. A ja nawet nie miałam z czego zapłacić rachunku za gaz. Udawałam przed nią, że wszystko gra. Że czekam tylko na wypłatę. Że damy radę. A tak naprawdę… modliłam się, żeby się nie zorientowała. Bo przecież nie mogłam jej tego zabrać. Jej wielkiego dnia. Tylko raz w życiu ma się osiemnaście lat i bal, o którym mówi się miesiącami. Więc zrobiłam coś, czego nigdy bym nie zrobiła. Poszłam do sąsiadki. Do Grażyny. Żeby pożyczyć. Żeby się upokorzyć.

Tym razem musiało się udać

– Mamo, ta czerwona jest boska! – Oliwia niemal piszczała z ekscytacji, pokazując mi sukienkę na ekranie laptopa. – Zobacz, jak się układa! I ten dekolt… Ale pewnie i tak za droga. Prawie tyle co rata za mieszkanie…

Zerknęłam tylko kątem oka. Sukienka rzeczywiście była piękna. Elegancka, długa do ziemi. Idealna na studniówkę, ale zupełnie nie na nasz portfel.

– Kochanie, damy radę. To twój wieczór – powiedziałam, starając się uśmiechnąć.

– Serio? – Jej oczy zaświeciły się jak u dziecka pod choinką. – Bo wiesz, mogłabym coś skromniejszego…

– Nie ma mowy. Masz wyglądać jak księżniczka.

I wtedy mnie przytuliła. Tak zwyczajnie. Z czułością. Pomyślałam, że wszystko jest warte tego jednego gestu. Ale kiedy poszła do swojego pokoju, ja usiadłam przy stole i poczułam, jak wszystko we mnie osiada. Ile to wszystko będzie kosztować? Sukienka – sześć stów, może więcej. Fryzjer – dwa. Makijaż? Pewnie ze sto pięćdziesiąt. Buty, paznokcie, transport. Dziewczyny będą miały wszystko. A moja Oliwia? Mam jej powiedzieć: „Wybacz, kochanie, ale w tym roku prąd drogi”? Nie umiałam. Nie chciałam. Nie po tym, jak przez całe życie słyszała „nie mamy na to pieniędzy”. Tym razem musiało się udać. Choćby miało mnie to kosztować dumę. A kosztowało. Więcej niż się spodziewałam.

Przynajmniej nie zawiodę jej

– Dzień dobry – powiedziałam nieśmiało.

Grażyna stała w progu swojego mieszkania, oparta o framugę jak królowa. Z tym swoim ironicznym uśmiechem.

– O, proszę, Iwonka we własnej osobie. Coś się stało?

– Nie. Ja tylko... – przełknęłam ślinę, jakby miała mi pomóc z tym upokorzeniem. – Potrzebuję pożyczyć trochę pieniędzy, na chwilę. Na kilka tygodni. Dla córki. Na studniówkę.

– Studniówka, powiadasz… – mruknęła. – A ile?

– Tysiąc. Może tysiąc pięćset. Oddam do końca miesiąca.

Popatrzyła na mnie dłuższą chwilę. W końcu westchnęła teatralnie.

– Oddasz, oddasz… już ja się upomnę.

Wcisnęła mi plik banknotów do ręki. Nawet nie przeliczałam. Chciałam tylko wyjść. Im szybciej, tym lepiej.

– Iwonko – rzuciła jeszcze za mną. – Pamiętaj. Przysługi są cenniejsze niż procenty.

Wróciłam do mieszkania jak zbity pies. Schowałam pieniądze do pustej puszki po kawie. Usiadłam na podłodze w łazience. I się rozpłakałam. Cicho, żeby nie usłyszała. Bo co to za matka, która nie umie zapewnić dziecku najważniejszego dnia bez proszenia innych o pomoc? Ale przynajmniej nie zawiodę jej. Jeszcze nie teraz.

Czułam, że traciłam kontrolę

Nigdy nie widziałam Oliwii tak szczęśliwej. Tańczyła w tej czerwonej sukience jak z katalogu, rozświetlona, roześmiana, jakby cały świat należał do niej.

– Dziękuję, mamo – wyszeptała tego wieczoru, kiedy poprawiałam jej loki przed wyjściem. – Gdyby nie ty, nie miałabym tego wszystkiego. Jesteś najlepsza.

Uśmiechnęłam się. Ucałowałam ją w czoło. Ale serce bolało mnie bardziej niż nogi po całym dniu latania między fryzjerem a szewcem. Kilka dni później Grażyna zapukała do drzwi. Stała z blachą ciasta i sztucznym uśmiechem.

– Pomyślałam, że wpadnę. Tak jakoś mi się nudziło.

Oliwia od razu ją wpuściła.

– Pani Grażyno, ale pachnie! Mama mówiła, że piecze pani najlepiej w bloku!

Grażyna usiadła jak u siebie. Zlustrowała mieszkanie. Przeniosła wzrok na mnie.

– Iwonko, pamiętasz, że coś jesteś mi winna?

Zamarłam.

– To nie czas i miejsce – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.

– Czas jest zawsze dobry, żeby uregulować długi – powiedziała z uśmiechem, który nie sięgał oczu.

Oliwia spojrzała zdezorientowana. Ja tylko podałam ciasto na talerzyku, udając, że wszystko gra. Ale nic nie grało. Grażyna zaczęła wpadać częściej. Zawsze z czymś – a to ciasto, a to kompot, a to „tak po sąsiedzku”. A ja coraz bardziej czułam, że traciłam kontrolę. I że moja córka zaczyna coś podejrzewać.

Nie umiałam dłużej udawać

– Powiedz mi prawdę. Co się dzieje? Co ty jej jesteś winna?

Stała przede mną jak oskarżyciel. Jej oczy były zimne, uparte. Patrzyła na mnie jak na obcą. Jak na kogoś, kto ją zawiódł.

– Oliwia… – zaczęłam, ale głos mi zadrżał. – To nic takiego.

– Mamo, przecież widzę, że ona cały czas rzuca aluzje, że coś jej „wisisz”! Myślisz, że jestem głupia?

Zamilkłam. Nie umiałam dłużej udawać. Oparłam się o ścianę.

– Pożyczyłam od niej pieniądze na twoją studniówkę, dobrze?! Nie chciałam, żebyś wiedziała!

Zapadła cisza.

– Okłamałaś mnie – wyszeptała. – Cały czas okłamywałaś.

– Chciałam, żebyś była szczęśliwa! Żebyś miała to, co inne dziewczyny. Żebyś choć raz nie musiała się martwić, że mamy za mało!

– A teraz mam za dużo. Za dużo tej obłudy – wycedziła. – Wiesz co? Nie chcę, żebyś mi fundowała szczęście z pożyczek!

– Oliwia… ja…

Ale już jej nie było. Trzasnęła drzwiami.

Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz

Oliwia wróciła dopiero późnym wieczorem. Drzwi trzasnęły cicho, bez furii, ale jej kroki były szybkie.

– Oliwia, proszę cię możemy porozmawiać?

– Nie mamy o czym – rzuciła.

– Właśnie, że mamy, musisz mnie wysłuchać.

– Wiesz, jak ja się teraz czuję? Musiałaś się poniżyć przed sąsiadką, żebym ja jak gdyby nigdy nic brylowała w drogiej sukience i mogła uśmiechać się do zdjęć.

– To tylko trochę pieniędzy, oddam jej co do grosza.

– Nie chodzi o same pieniądze, chodzi o to, że od początku nie byłaś ze mną szczera. Mogłaś powiedzieć, że nie mamy pieniędzy, a ty robiłaś dobrą minę do złej gry.

– Gdybym ci powiedziała, jaka jest sytuacja w domu, pewnie nie chciałabyś pójść na studniówkę. A ja jako twoja matka nie mogłam do tego dopuścić. Chciałam, byś miała piękne wspomnienia. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz.

Oliwia popatrzyła na mnie przez chwilę. W jej oczach pojawiło się coś, czego bałam się najbardziej: dystans.

Iwona, 40 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama