„Nie sądziłem, że ktoś mnie przyłapie na niewinnym romansie. Za swoją bezmyślność zapłaciłem naprawdę wysoką cenę”
„Myślami byłem gdzie indziej. Na chwilę przestałem jej słuchać, zapatrzyłem się przez szybę na chłopaka z telefonem w ręce. Wyglądał znajomo. Spojrzał w moją stronę, przez ułamek sekundy nasze oczy się spotkały i wtedy mnie zmroziło”.

Codziennie rano wstawałem wcześniej niż moja żona Ania, parzyłem jej kawę i udawałem, że wszystko mamy pod kontrolą. Praca, dom, rachunki, szkoła Tomka – niby wszystko było na swoim miejscu.
Żyłem na krawędzi
Z zewnątrz wyglądaliśmy jak każda inna rodzina z podmiejskiego osiedla: zadbany trawnik, uśmiechnięta żona, nastoletni syn z dobrymi ocenami, ale we mnie od dawna coś się nie zgadzało. To nie był kryzys wieku średniego, chociaż tak pewnie by to nazwał psycholog. To było raczej zmęczenie życiem, które przestało być moje.
Długi nie pojawiły się nagle. Najpierw kilka przeterminowanych faktur, potem zlecenie, które nie wypaliło, firma z opóźnieniem, leasing, opłaty. Z czasem przestałem się łudzić, że dam radę, ale nie mówiłem o tym nikomu. Brałem kolejne kredyty, łatałem dziury i udawałem, że wszystko idzie zgodnie z planem. W tym samym czasie coraz częściej znajdowałem wymówki, by nie wracać do domu od razu po pracy.
Karolinę poznałem przypadkiem. Śmiała się z moich żartów, słuchała o projektach, które kiedyś chciałem realizować. Z czasem zacząłem do niej jeździć regularnie, pod pretekstem spotkań z klientem. Nie myślałem o tym, jak bardzo to wszystko jest kruche. Było mi dobrze, to wystarczyło. Uciekałem, kiedy tylko mogłem – od rachunków, od codzienności, od siebie. Wiedziałem, że to się może źle skończyć, ale jeszcze wtedy miałem nadzieję, że zdołam utrzymać wszystko w ryzach.
Nie pilnowałem się
Karolina siedziała przy oknie i bawiła się łyżeczką. Patrzyłem na nią i próbowałem nie myśleć o tym, że za dwie godziny powinienem być w domu, że pewnie Ania właśnie wyciąga schab z piekarnika, a Tomek siedzi nad matematyką.
– Nie mów nic – szepnęła, kiedy się zbliżyłem. – Po prostu bądź.
Nasze spotkania w tej kawiarni stały się małym rytuałem. Tu nikt nas nie znał, nikt nie zadawał pytań. Dla kelnerki byliśmy parą, która czasem wpadała na kawę. Nikt nie wiedział, że mam rodzinę, syna, problemy z płynnością finansową i długi, które rosły szybciej niż odsetki.
Karolina mówiła o jakimś nowym filmie. Kiwałem głową, ale myślami byłem gdzie indziej. Na chwilę przestałem jej słuchać, zapatrzyłem się przez szybę na chłopaka z telefonem w ręce. Wyglądał znajomo. Spojrzał w moją stronę, przez ułamek sekundy nasze oczy się spotkały i wtedy mnie zmroziło. To był mój syn Tomek.
Byłem przerażony
Schował telefon do kieszeni i bez słowa odwrócił się na pięcie. Wstałem, jakby z opóźnieniem, ale już go nie było. Karolina coś mówiła, ale nie dosłyszałem. Starałem się oddychać. W środku wszystko zaczęło się trząść. Wyszedłem bez pożegnania.
Kilka minut później telefon zawibrował w kieszeni. Wiadomość od Tomka, krótka: „Chcę jechać na narty do Austrii. Jeśli nie – mama się dowie”. Pod spodem było zdjęcie zrobione zza szyby. Moja ręka na ramieniu Karoliny, nasze twarze zbyt blisko. Zadzwoniłem od razu, ale odrzucił. Napisałem: „Porozmawiajmy”. Odpisał po minucie: „Nie ma o czym. Decyzja należy do ciebie”. Zadzwoniłem jeszcze raz. Tym razem odebrał.
– Tomek, posłuchaj… – zacząłem.
– Nie chcę słuchać. Masz wybór.
– To nie tak… – próbowałem.
– Właśnie tak – przerwał mi. – Austria albo mama. Jutro chcę mieć potwierdzenie rezerwacji.
Rozłączył się pierwszy. Czułem, że moje własne dziecko postawiło mnie pod ścianą. Wiedział i nie zamierzał puścić tego płazem.
Nie odpuścił
Następnego dnia wstałem wcześniej niż zwykle. Ania jeszcze spała, a ja próbowałem wymyślić, skąd wziąć pieniądze na Austrię. Najpierw zadzwoniłem do kolegi. Skończyło się na standardowym: „Nie mam jak, stary, sam teraz ciągnę dwa kredyty”. Kolejny telefon – Paweł. „Wiesz, muszę z żoną pogadać, dam ci znać.” Oczywiście nie dał.
Poszedłem do banku z nadzieją. W rozmowie z doradcą starałem się brzmieć profesjonalnie. Przedstawiłem swoją sytuację tymczasowej niewypłacalności, plan restrukturyzacji, oczekiwanie na przelew od kontrahenta. Mężczyzna o zimnym spojrzeniu nawet nie podniósł wzroku znad monitora.
– Niestety, nie mamy możliwości przyznać kolejnego kredytu przy aktualnym obciążeniu.
Wyszedłem stamtąd z bijącym sercem. Nie miałem już odwrotu. Znalazłem kontakt do firmy pożyczkowej. Szybka decyzja, minimum formalności, wysoki koszt – ale za to gotówka na koncie nawet dziś. Po godzinie już miałem kasę.
Byłem pod ścianą
Wieczorem, kiedy żona spytała, czemu wróciłem tak późno, rzuciłem pierwsze co przyszło mi do głowy:
– Musiałem coś załatwić w pracy. Mały poślizg.
Uwierzyła, a ja czułem, że właśnie zrobiłem krok, który będzie mnie kosztował znacznie więcej niż pieniądze. Tydzień później wsadziliśmy Tomka do pociągu, którym miał jechać na obóz pod Salzburgiem. Śnieg, nowy sprzęt, apartament z widokiem na góry – wszystko musiało wyglądać idealnie. Ania była dumna, że możemy mu to zafundować, ja udawałem, że też się cieszę. Tomek był spokojny, pewny siebie. Przy pożegnaniu powiedział tylko:
– Dzięki, tato. Naprawdę dobra decyzja.
Liczyłem dni do końca jego wyjazdu, próbując nie myśleć o tym, co będzie, kiedy wróci. Syn pojechał, a my wróciliśmy do codzienności. Aż do czwartku, kiedy wróciłem do domu, a na stole leżało wezwanie do zapłaty raty z parabanku. Kwota do spłaty: ponad trzydzieści tysięcy złotych.
– Możesz mi powiedzieć, co to jest?
Milczałem.
– Po co ci była ta kasa?
Wszystko się wydało
Wtedy spojrzała mi w oczy. Wiedziałem, że nie mogę powiedzieć prawdy o Karolinie, o całej tej układance, ale nie miałem żadnego dobrego kłamstwa.
– Tomek chciał wyjazdu, obóz był drogi… – zacząłem nieudolnie.
– Więc po prostu się zgodziłeś? Taki hojny ojciec?
Nie odpowiedziałem. Wstała, wyjęła telefon i wyszła do drugiego pokoju. Słyszałem, że rozmawia z Tomkiem. Po kilku minutach wróciła.
– Tomek powiedział, że widział cię z jakąś kobietą w kawiarni. Powiedział ci, że jak nie pojedzie na obóz, to powie mi wszystko.
Wiedziałem, że to koniec.
– Zdradziłeś mnie i jeszcze pozwoliłeś, żeby nasz syn to ukrywał? Żeby się w to wciągał?
Tomek wrócił tydzień później. Nie było powitań, nie było „jak było w Austrii?”. Wszedł, postawił torbę w przedpokoju i spojrzał na matkę tak, jakby sam nie wiedział, czy powinien się bać, czy jej współczuć.
– Usiądź – powiedziała spokojnie. – Powiedz mi teraz wszystko bez owijania w bawełnę.
Nie miałem wymówek
Tomek spuścił wzrok. Przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, jakby dopiero teraz zrozumiał, że to nie tylko mój upadek, że jego milczenie też coś kosztowało.
– Widziałem ich w kawiarni. Tato i ta kobieta… – powiedział cicho. – Było jasne, o co chodzi. Zrobiłem zdjęcie, wysłałem mu wiadomość.
– Szantażowałeś go? – zapytała bez emocji.
– On pierwszy zawalił.
– Przez cały ten czas myślałam, że przynajmniej my jesteśmy uczciwi wobec siebie. A ty grałeś w tę samą grę, co twój ojciec.
– Bo ty też grałaś – rzucił nagle. – Udawałaś, że wszystko jest dobrze. Że nie widzisz, co się z nim dzieje, jak znika z domu, jak przestaje z nami rozmawiać. Udawałaś, że jesteśmy szczęśliwi. I co? Łatwiej było tak żyć?
Zamilkła. Ja też nic nie powiedziałem. Nie było już czego bronić. Nie było katharsis, nie było odkupienia, tylko świadomość, że wszystko straciłem, bo nie umiałem powiedzieć „stop”.
Mateusz, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W grudniu odkryłam, że mąż nie spłaca kredytu. Wściekłam się, gdy powiedział, na co poszły moje wypłaty”
- „Gdy przed świętami odeszłam od męża, matka się popłakała. Szkoda, że nie uroniła łzy nad smutnym losem własnej córki”
- „Spędziłam święta z rodziną, ale myślałam o kimś innym. Wcale nie czułam się winna, że mam kogoś na boku”