Reklama

Dzień Dziadka zawsze był dla naszej rodziny czymś więcej niż tylko datą w kalendarzu. Spotykaliśmy się wtedy wszyscy – dzieci, wnuki, czasem nawet dalsza rodzina – żeby uczcić dziadka Henia, bo to właśnie on trzymał nas wszystkich razem. Tego dnia nikt się nie spieszył, nikt nie siedział z nosem w telefonie. Było gwarno, wesoło, pachniało pieczenią i domowym ciastem. Wszyscy staraliśmy się, by dziadek poczuł się wyjątkowo. I pewnie wszystko byłoby tak jak zawsze, gdyby nie to, że w tamto styczniowe popołudnie w progu stanął niespodziewany gość.

Chciałbym, żebyście ją poznali

– Kochani, zanim zaczniemy, chcę wam kogoś przedstawić – powiedział dziadek Henio, jeszcze zanim zdążyliśmy usiąść przy stole.

Wszyscy zamarliśmy na moment. Mama spojrzała z lekkim zdziwieniem, tata uniósł brwi, a ja, z kubkiem kompotu w ręce, nie wiedziałem, czego się spodziewać. W drzwiach stanęła kobieta. Ubrana była w czarną, elegancką sukienkę i miała usta pomalowane intensywnie czerwoną szminką. Na oko po pięćdziesiątce, może trochę więcej. Uśmiechała się zbyt szeroko, jakby chciała nam się przypodobać.

– To jest Halina – ciągnął dziadek. – Chciałbym, żebyście ją poznali. Jest dla mnie bardzo ważna.

Mama ścisnęła filiżankę z herbatą tak mocno, że aż zadrżał spodek.

– Ważna… w sensie… – zapytała ostrożnie ciocia Iwona.

– Zamierzamy zamieszkać razem – odpowiedział dziadek z zupełnym spokojem, jakby mówił o pogodzie.

Cisza, która zapadła, była gęsta i ciężka. Halina przestąpiła z nogi na nogę.

– Może siądźmy? Zupa stygnie – powiedziała mama z miną bez wyrazu, jakby ktoś właśnie wyłączył jej emocje.

I wtedy dotarło do nas, że nie chodzi tu o jakąś przelotną znajomość. Dziadek właśnie wprowadził kogoś nowego do naszego rodzinnego świata.

Chyba nikt się nie spodziewał takiego obrotu spraw

Halina usiadła obok dziadka, jakby to miejsce czekało na nią od lat. Nasze talerze zapełniły się rosołem, ale nikt nie miał ochoty jeść. Mama przyniosła wazę, postawiła ją na stole i usiadła po drugiej stronie, naprzeciwko Haliny. Nie spojrzała na nią ani razu.

– Dziadziu, a kto to jest ta pani? – zapytała nagle moja sześcioletnia kuzynka Marysia, mieszając rosół łyżką. – To nowa babcia?

Halina zachichotała. Ten jej śmiech był dziwnie dźwięczny, jak z reklamy.

– Możesz mówić do mnie Halinka, skarbie – powiedziała, nachylając się w stronę dziecka.

– To może ktoś wyjaśni, co się właściwie dzieje? – odezwał się w końcu wujek Rafał. – Bo ja nie rozumiem.

Dziadek spojrzał na nas powoli, uważnie.

– Z Halinką znałem się już wcześniej. Kiedy zostałem sam, życie potoczyło się tak, że znaleźliśmy się znowu.

Wszyscy siedzieli cicho i patrzyli a to na dziadka, a to na Halinę. Chyba nikt się nie spodziewał takiego obrotu spraw i to jeszcze w Dzień Dziadka.

Jest dla mnie wszystkim

Zupa wystygła szybciej niż emocje przy stole. Nikt się nie odzywał. Halina nerwowo rozglądała się po twarzach, szukając choćby cienia uśmiechu, aprobaty, jakiejkolwiek reakcji. Nie znalazła. Dziadek siedział z wyprostowanymi plecami, dumny, jakby właśnie przedstawił nam nową królową.

– A może byśmy przeszli do drugiego dania? – zaproponowała Halina, podnosząc się od stołu. – Pomogę w kuchni.

– Nie trzeba – rzuciła chłodno mama, nawet na nią nie patrząc.

Halina wróciła na swoje miejsce, ale już się nie uśmiechała. Siedziała z założonymi rękami, jakby, uciekając wzrokiem, jakby chciała zniknąć. Dziadek wziął łyk kompotu.

– Myślałem, że się ucieszycie. Wiem, że to dla was szok, ale Halinka jest dla mnie wszystkim. I nie chcę jej już dłużej chować przed światem.

– Świetnie, że dopiero teraz nam o wszystkim mówisz – mama w końcu na niego spojrzała. Jej oczy były zimne jak lód.

– Córciu, ja...

– Nie chcę słuchać twoich tłumaczeń. – przerwała mu spokojnie.

Nikt nie miał odwagi wstać od stołu, choć każdy marzył, żeby znaleźć się gdziekolwiek indziej.

Nie mogę przepraszać za to, że go kocham

Ciocia przyniosła deser. Sernik z brzoskwiniami, mój ulubiony. Kiedyś to babcia zawsze go piekła na Dzień Dziadka. Tym razem ciężko było komukolwiek tknąć nawet kawałek. Ja przekładałem widelczyk z jednej strony talerzyka na drugą.

– Nie spodziewałem się takich reakcji po was – powiedziała cicho dziadek.

Potem westchnął.

– Nie zamierzam przepraszać za to, że chcę jeszcze coś od życia – powiedział. – Samotność mnie zżerała. A Halina dała mi ciepło.

– No to ciekawe, że o wszystkim dowiadujemy się przy serniku w Dzień Dziadka – prychnęła mama.

Halina spuściła głowę.

– Nie chciałam nikogo skrzywdzić – powiedziała tylko. – Ale nie mogę przepraszać za to, że go kocham.

Zapadła cisza, w której nawet zegar tykał zbyt głośno.

Ta rodzina musi umieć się z tym zmierzyć

Spojrzałem na moją mamę. Siedziała zamyślona przy stole. Jej wzrok utkwił gdzieś poza oknem, jakby szukała tam odpowiedzi, której nikt z nas nie był w stanie dać. W pewnym momencie podniosła się powoli i wyszła z jadalni. Nie powiedziała ani słowa.

– Może powinniśmy już iść – szepnęła ciocia Iwona do wujka, a potem spojrzała znacząco na dziadka.

– Nie. Zostaniecie. Wszyscy – powiedział dziadek stanowczo. – Ta rodzina musi umieć się z tym zmierzyć.

Siedzieliśmy w milczeniu, spoglądając na dziadka. Wstał i zaczął mówić stanowczo.

– Wy macie swoje sprawy, swoje życie. Ja zwykle siedzę sam. Myślałem, że na starość czekają mnie tylko koc, kapcie i kanapa. Naprawdę nie sądziłem, że jeszcze kiedyś moje serce znów coś poczuję – spojrzał po nas wszystkich. Po czym kontynuował:

– Proszę was chociaż o odrobinę zrozumienia. Nadal jesteście dla mnie ważni, nie chcę być coś się między nami popsuło, ale to moje życie i reszty swoich dni nie chcę przeżyć sam jak palec.

Stał się lekcją życia dla nas wszystkich

Tego wieczoru wszyscy wróciliśmy do swoich pokoi. Cisza po posiłku była inna niż zwykle – nieprzyjemna, ale też pełna pewnego rodzaju porozumienia. Dziadek usiadł w fotelu przy kominku, a Halina obok niego, trzymając go za rękę. Jej obecność już nie wywoływała w nas sprzeciwu ani gniewu. Zaczęliśmy powoli akceptować fakt, że to jego wybór, że jego życie mogło wyglądać inaczej niż nasze oczekiwania.

W następnych tygodniach atmosfera w rodzinie uległa poprawie. Zauważyliśmy, że dziadek odkąd zamieszkał z Haliną się zmienił. Był bardziej pogodny, uśmiech wręcz nie znikał z jego twarzy. Moja mama, początkowo nieprzychylnie nastawiona do nowej wybranki dziadka, też zaczęła na nią spoglądać przychylniejszym okiem. Nasza rodzina musiała zrozumieć, że miłość może przychodzić w niespodziewanych momentach.

Zyskaliśmy coś, czego nie spodziewaliśmy się znaleźć: szacunek dla decyzji innych, cierpliwość i umiejętność patrzenia poza swoje uczucia. Choć Dzień Dziadka miał być tylko świętem dziadka, stał się lekcją życia dla nas wszystkich. Od tamtej pory świętowaliśmy Dzień Dziadka inaczej – z Haliną przy boku dziadka i z nową świadomością, że życie potrafi zaskakiwać, ale trzeba to przyjąć z otwartym sercem.

Piotrek, 25 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama