Reklama

Zimowe dni mają w sobie coś upiornie cichego. Zwłaszcza gdy człowiek siedzi sam w mieszkaniu, które jeszcze parę lat temu tętniło życiem. Tego dnia wstałem wcześnie. Przekręciłem termostat, bo grzejniki huczały jak lokomotywa, a przecież szkoda ciepła. Zjadłem śniadanie. Zaparzyłem dwie herbaty tylko jedną szklankę. Kiedyś robiłem dwie, z przyzwyczajenia – dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że już nie muszę. Potem wyjąłem gazetę i usiadłem w fotelu. Przeglądałem nekrologi – ot, taki mój poranny rytuał. Nie, żeby z ciekawości, raczej z obowiązku: sprawdzić, kogo już nie ma.

Dzień Dziadka. Tyle się teraz o tym mówi w telewizji i w reklamach. Promocje na krawaty, kubki z napisem „najlepszy dziadek na świecie” i skarpety w rozmiarze 44. Tylko jakoś nikt nie mówi, co z dziadkami, do których nikt nie przychodzi.

Nie miałem złudzeń

Od rana telefon milczał. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to dziś na pewno 21 stycznia. Sprawdziłem w kalendarzu – był. Przeklinałem w duchu tę nowoczesność, bo kiedyś to chociaż kartkę się wysłało, a dziś wystarczy serduszko w wiadomości. W południe usiadłem do krzyżówki, ale jakoś litery mi się mieszały, a w głowie pusto. Znudziłem się własnymi myślami, więc włączyłem telewizor. Leciał jakiś serial, w którym wszyscy krzyczeli na siebie. Przełączyłem. Na kolejnym kanale – program o wnukach odwiedzających dziadków. Noż, ironia losu. Zamknąłem oczy. Może drzemka coś pomoże. I wtedy, gdy już powoli odpływałem, zadzwonił domofon.

– Halo? – zapytałem, zaskoczony.

Dziadek, to ja. Otwórz! – rozległ się znajomy głos.

Z wrażenia nacisnąłem nie ten guzik, co trzeba. Musiałem jeszcze raz. Po chwili na schodach rozległy się ciężkie kroki i dzwonek do drzwi. Otworzyłem.

– No cześć staruszku – powiedział mój wnuk, trzymając w jednej ręce wielkie pudełko z pizzą, a w drugiej napój pomarańczowy. – Myślałeś, że o tobie zapomniałem?

– A przyznam, że przez moment mnie tknęło – mruknąłem, odsuwając się z przejścia. – Wchodź, zanim wystygnie.

– Dziadek, masz w ogóle talerze czy jemy jak jaskiniowcy z pudełka?

– Ty tu jesteś gościem, więc jak chcesz – machnąłem ręką. – Bylebyś nie pobrudził obrusu. To jeszcze obrus od twojej babci.

– No to jemy z pudełka. Będzie mniej zmywania.

Nie odpowiedziałem. Jakoś mi się głos zaciął.

Zaskoczył mnie

Usiedliśmy w kuchni, przy małym stole. Pudełko z pizzą zajęło prawie całą powierzchnię, a pomarańczowy napój stał niebezpiecznie blisko obrusu. Zsunąłem go ostrożnie kawałek dalej.

– No, opowiadaj, co u ciebie – rzuciłem, sięgając po pierwszy kawałek. – Nie widziałem cię od… nawet nie wiem, od kiedy.

– Od października, chyba. Jak zaczęły się zajęcia – mruknął i wsadził sobie kawałek pepperoni do ust. – Sam nie wiem, kiedy ten czas leci.

– Jak się człowiek nudzi, to czas się ciągnie. A jak się coś dzieje – ucieka. Ja to raczej z tej pierwszej grupy.

Wzruszył ramionami, przełknął kęs i spojrzał na mnie kątem oka.

– Dziadek… serio, myślisz, że my o tobie nie pamiętamy?

– Nie wiem, ja już nic nie zakładam. Jak człowiek ma osiemdziesiąt lat, to się raczej nie nastawia, tylko… czeka. Na telefon. Na gościa. Albo na listonosza z emeryturą.

– Przecież jesteś jeszcze całkiem sprawny – powiedział, popijając napój. – Widziałem ostatnio filmik, jak jakiś dziadek w twoim wieku jeździł na deskorolce.

– Jak się przewrócił, to też wrzucili?

Roześmiał się tak szczerze.

– No dobra, ale serio, wyglądasz dobrze.

– Ty też. Tylko broda ci się zrobiła jakaś taka… hipsterska?

To teraz modne – wzruszył ramionami.

– No nie wiem… Może zapuściłeś brodę dla jakiejś dziewczyny?

– Dziadek!

Uśmiechnąłem się pod nosem. Trafiłem.

Byłem dla niego oparciem

Zjedliśmy po dwa kawałki i zostawiliśmy resztę na później. Ja nalałem sobie herbaty, on dolał napoju. Siedzieliśmy przy kuchennym stole, jak za dawnych lat, kiedy jeszcze był dzieciakiem i opowiadał mi o tym, że chce być astronautą albo strażakiem. Teraz już nie chciał. Teraz studiował zarządzanie i twierdził, że to „praktyczne”.

A jak studia? – zapytałem, podpierając się łokciem o blat. – Siedzenie nad książkami czy raczej imprezy do rana?

– Jak się da, to jedno i drugie – odpowiedział z uśmiechem. – Ale na razie więcej siedzenia. Sesja idzie.

– To może przyjechałeś się pouczyć w ciszy?

– Dziadek, daj spokój. Przyjechałem, bo to twój dzień. Dzień Dziadka. I miałem ochotę z kimś normalnym pogadać.

– A twoja dziewczyna? Też nienormalna?

– Nie, ona akurat cudowna. Tylko… już mnie trochę męczy udawanie, że wszystko mam pod kontrolą.

– A nie masz?

Wzruszył ramionami.

– I co, już się boisz życia?

– Nie boję się. Tylko… czasem chciałbym nie musieć być taki „ogarnięty”. Wszyscy teraz muszą być ogarnięci. Zawsze wiedzieć, co dalej.

– A ja ci powiem coś mądrego – powiedziałem, patrząc mu prosto w oczy. – Ludzie, którzy zawsze wiedzą, co robią… to zazwyczaj niezłe cwaniaki. I rzadko się śmieją tak szczerze, jak ty dzisiaj.

Uśmiechnął się znowu, trochę inaczej. Jakby mu spadł z ramion jakiś ciężar.

Fajnie się z tobą gada, dziadek.

– Ze mną zawsze było fajnie. Tylko nie każdy miał tyle rozumu, żeby to zauważyć.

Wzruszyłem się

Wieczór powoli rozlewał się po kuchni jak ciepły koc. Nie chciało się wstawać, nie chciało się kończyć rozmowy. Mój wnuk grzebał widelcem w pustym pudełku po pizzy, a ja popijałem drugą herbatę.

– A mama wie, że tu jesteś? – spytałem nagle, trochę złośliwie.

– Tak, wysłałem jej zdjęcie. Odpisała tylko „O, super!”. Czyli chyba błogosławieństwo mam.

– No, w tych czasach jak matka nie wydzwania co chwilę+, to już sukces.

Parsknął śmiechem.

– Ona teraz ma fazę na jogę i kadzidła. Mówi, że to ją „oczyszcza z negatywów”. Ostatnio powiedziała, że nie da mi już na wynajem mieszkania, bo „muszę nauczyć się odpuszczania materialnego balastu”.

Tak się teraz mówi na brak kasy?

– Widocznie, ale spoko, ogarnę to. Zresztą, dlatego dorabiam trochę po zajęciach.

– Gdzie?

– W kawiarni. Robię kawę, zmywam, czasem kelneruję. No i słucham. Ludzie gadają takie rzeczy, że czasem ciężko nie parsknąć w espresso.

– I co, nie przeszkadza ci to? Praca po nocach, studia w dzień?

Wzruszył ramionami.

– Czasem tak. Jednak jakoś łatwiej, jak człowiek wie, że ma się dla kogo się starać. Wiesz… może to głupie, ale… chciałbym kiedyś być takim dziadkiem jak ty.

Zamilkłem.

– No co, dziadek? Nie wzruszaj się, bo będziesz potem miękki i nikt ci potem nie uwierzy, że to ty mi kazałeś kiedyś wypić sok z cebuli na katar.

– I co, pomogło?

– Trauma została.

Roześmialiśmy się obaj.

Doceniłem jego obecność

Z kuchni przenieśliśmy się do dużego pokoju. Rozłożyłem mu koc na kanapie, choć i tak wiedziałem, że zanim zaśnie, pogadamy jeszcze trochę. Włączyłem małą lampkę, żeby było przytulnie. W telewizji leciał jakiś stary film, ale i tak nikt nie zwracał na niego uwagi.

– Dziadek, a ty miałeś kiedyś kogoś, z kim ci nie wyszło?

– A co to za pytanie?

– Tak po prostu… Bo czasem się zastanawiam, czy jak coś się nie udaje, to znaczy, że to już koniec, czy może trzeba jeszcze zawalczyć.

– Miałem – przyznałem po chwili. – Przed twoją babcią była jedna taka… Piękna jak marzenie, ale miała charakter jak ze stali nierdzewnej. Wszystko wiedziała lepiej. Ja byłem młody, głupi, a ona ambitna. Długo to nie potrwało.

– I co, bolało?

– Jak diabli. Jednak dzięki temu poznałem twoją babcię.

– A ja się boję, że za szybko uciekam. Jak się robi trudniej, to mam ochotę zakończyć relację.

– To naturalne. Tylko jak ci się kiedyś trafi ta właściwa, to zobaczysz, że nawet jak będzie źle, to i tak będziesz chciał zostać.

Zamilkł na chwilę.

– Dzięki, dziadek. Za pizzę, za herbatę i za to, że jesteś.

– Ja ci jeszcze pokażę herbatę… Następnym razem zrobimy pierogi.

– Ty robisz pierogi?

– Z zamrażarki, ale liczy się gest.

Zaśmiał się szczerze.

– Obiecuję, że będę wpadał częściej. I nie tylko z pizzą.

– Bez pizzy nie przychodź. Mam swoje standardy.

Byłem dla niego ważny

Następnego ranka obudziłem się wcześnie. Wnuk jeszcze spał, rozciągnięty na kanapie jak kocur. W kuchni pachniało resztkami pizzy. Zanim zdążyłem nalać sobie drugą szklankę wody, usłyszałem jego kroki.

– Dziadek, masz coś na ból głowy?

– Ból głowy? Piłeś tylko pomarańczowy napój.

– No i właśnie po nim boli mnie głowa. To musi być znak, że jestem stary – mruknął i usiadł przy stole.

Chcesz jajecznicę?

– Nie wiem, czy to bezpieczne w moim wieku.

Znowu ten jego śmiech.

– Dziadek… Cieszę się, że wpadłem. Trochę się bałem, że będzie tak drętwo, jak u większości starszych ludzi.

– No to przykro mi, że zawiodłem. Mogłem ci jeszcze opowiedzieć o protezach i chorobach.

– Zostaw to na następny raz.

– Czyli będzie następny?

Wzruszył ramionami, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.

– Pewnie. I też coś przyniosę. Może nie pizzę. Może… zdjęcia. Pamiętasz, jak robiliśmy fotki tym starym aparatem?

– Jeszcze jak. I pamiętam też, że nie oddałeś mi jednego filmu ze zdjęciami.

– Trzymałem na czarną godzinę. I wiesz co, dziadek?

– No?

– Chyba właśnie zbliża się ten dzień.

Zdzisław, 81 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama