Reklama

A ja? Ja jem swoją kolację przy kuchennym stole, czasem z radiem w tle, czasem w ciszy, żeby usłyszeć, czy Paweł się odezwie. Najczęściej nie. Czasem przynosi sobie herbatę i mówi: „Idę do łóżka”. I tyle. Niby nic złego. Nie pije, nie bije, nie zdradza. Jednak też nie pyta, jak mi minął dzień. Nie słucha, kiedy mówię. Ostatnio złapałam się na tym, że rozmawiam z psem sąsiadki więcej niż z własnym mężem.

Siedem lat razem. Kiedyś myślałam, że to dopiero początek. Teraz zaczynam się bać, że to już koniec. Tylko nikt tego nie powiedział na głos. Nie wiem, czy się odkochałam. Może po prostu przestałam się czuć kochana.

Cudze emocje były ciekawsze od moich

– Dzisiaj znowu szefowa mnie przycisnęła... – powiedziałam cicho, stawiając talerz z makaronem na stole. Paweł nie podniósł wzroku. – Mhm – mruknął tylko, wpatrzony w ekran laptopa, który ustawił sobie obok talerza. Kolejna scena, kolejne dramaty, tylko nie nasze.

Może chociaż zapytasz, jak się czuję? – spróbowałam jeszcze raz, trochę głośniej. Tym razem spojrzał na mnie, ale wzrokiem nieobecnym, jakby sprawdzał, czy już zamilkłam.

– Nie dramatyzuj. Przecież słucham – odburknął i znowu skupił się na ekranie.

Zamilkłam na moment. Nagle ten ciepły makaron zaczął mi smakować jak tektura.

– Nie. Siedzisz obok, ale cię tu nie ma. Jak z duchem rozmawiam – powiedziałam w końcu.

– Nie każdy musi mówić o wszystkim. Daj mi chwilę – rzucił, nie odrywając wzroku od sceny, gdzie ktoś krzyczał, ktoś płakał. Cudze emocje były ciekawsze od moich.

Siedzieliśmy więc w milczeniu. Paweł co jakiś czas sięgał po widelec, nie zwracając uwagi, że ja tylko grzebię w jedzeniu. Patrzyłam na niego z boku i myślałam, jak to się stało, że nie umiem już do niego dotrzeć. Jakbyśmy siedzieli przy dwóch różnych stołach, choć dzieliło nas tylko kilka centymetrów.

Może przesadzam. Może on po prostu tak ma. Ale dlaczego czuję się, jakby ktoś mnie zamknął w przezroczystym pudełku? – przeszło mi przez myśl. Potem wstałam, odłożyłam talerz do zlewu i bez słowa wyszłam z kuchni.

Nie szukam romansu

– Wiem, że go kochasz, ale miłość to też obecność. A nie tylko wspólny rachunek za czynsz – powiedziała Aga, dmuchając w filiżankę cappuccino. Siedziałyśmy w naszej ulubionej kawiarni, tej z różowymi zasłonami i wypchanymi fotelami, gdzie nikt się nie spieszył.

Spojrzałam na nią, jakby czytała mi w myślach.

– Paweł nie jest zły. On… po prostu jest obok. Tylko tyle. Jakby mnie nie widział. Jakbyśmy razem czekali na autobus, ale nigdy nie wsiedli do tego samego – westchnęłam. – A w pracy... Przysięgam, Tomek ostatnio zauważył, że miałam inny głos przez telefon i zapytał, czy wszystko w porządku. Niby nic, ale wiesz co? Poczułam się jak człowiek.

– Nie mówię, żebyś mu wskakiwała do łóżka. Ale nie udawaj, że to nic nie znaczy – Aga odłożyła łyżeczkę i wbiła we mnie spojrzenie.

– Nie szukam romansu – oburzyłam się, chociaż sama nie byłam pewna, czy to prawda. – Ja po prostu chcę, żeby ktoś widział, że istnieję. Żeby zapytał, czy jestem szczęśliwa. Albo czy coś mnie boli. Nawet jeśli to tylko głupia głowa.

Aga milczała przez chwilę. Potem powiedziała cicho:

– Pamiętasz, jak mówiłaś, że Paweł cię „uratował” po tamtym toksycznym facecie?

– Pamiętam.

– Może teraz sama musisz siebie uratować.

Jej słowa zostały we mnie dłużej niż smak kawy. I po raz pierwszy poczułam, że moje potrzeby nie są fanaberią.

Jak w serialu

Drzwi do sypialni były lekko uchylone. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że Paweł podsłuchał moją rozmowę, kiedy myślałam, że się kąpie. Zatrzymał się w korytarzu. Niechcący, a może trochę celowo.

– Przy Tomku czuję się lżejsza, jakby ktoś zdjął ze mnie ciężar – mówiłam cicho do telefonu. – Nie chodzi o flirt. To po prostu... ktoś, kto widzi, że jestem.

– Może to znak, że jesteś gotowa na zmianę – odpowiedziała Aga po drugiej stronie. – Nie musisz robić rewolucji, ale przestań udawać, że to ci wystarcza.

Paweł wszedł do pokoju nagle, jakby chciał złapać mnie na gorącym uczynku.

– To dlatego jesteś taka drażliwa? Masz kogoś? – zapytał ostro, patrząc mi prosto w oczy.

Zamarłam, trzymając telefon w dłoni. Aga zamilkła po drugiej stronie. Czułam, jak rumieniec wypala mi policzki.

– Słyszałeś rozmowę? – zapytałam cicho.

– Wystarczyło. A raczej, za dużo usłyszałem – odpowiedział, a w jego głosie było coś, czego dawno nie słyszałam: strach.

Szczera rozmowa

Usiedliśmy naprzeciw siebie przy kuchennym stole. Tylko my i ta cisza, która od miesięcy była trzecim lokatorem w naszym mieszkaniu.

Nie mam kochanka – zaczęłam spokojnie. – Mam głód. Głód rozmowy. Czułości. Twojej uwagi.

Paweł patrzył na mnie długo. Jakby pierwszy raz widział we mnie człowieka, nie tylko figurę w domowej scenerii.

– Myślałem, że jeśli nie ma kłótni, to wszystko jest okej – powiedział cicho.

– Bo nauczyłam się nie mówić. Nie prosić. Nie psuć ci wieczoru. Ale w środku umierałam. Dzień po dniu. I nawet tego nie zauważyłeś – głos mi zadrżał.

– Myślałem... – zająknął się – że jesteś po prostu zmęczona. Że potrzebujesz przestrzeni.

– Nie jesteśmy w związku – przerwałam mu. – Mieszkamy razem jak lokatorzy. Nawet wspólne śniadania mamy osobno. Ty z laptopem, ja z ciszą.

Paweł zamilkł. Widać było, że coś w nim pęka.

– Nie wiedziałem, że to tak daleko zaszło – wyszeptał.

– Bo nie pytałeś – odpowiedziałam.

Po raz pierwszy od bardzo dawna powiedzieliśmy sobie prawdę. Nie po to, żeby się zranić, ale dlatego, że inaczej nie da się już żyć. Nie razem.

Spotkałam się z Tomkiem

Spotkaliśmy się przypadkiem – a może wcale nie – w parku, gdzie czasem wychodzę z notesem i kubkiem kawy na wynos, żeby złapać chwilę oddechu. Tomek siedział na ławce, z rękami schowanymi w kieszeniach kurtki. Zauważył mnie pierwszy. Skinął głową, jakby czekał.

– Cześć – powiedziałam, siadając obok. – Chyba muszę ci coś powiedzieć…

– Nie musisz – przerwał spokojnie. – Wiem, że masz swoje życie. Męża. Nie chcę wchodzić z butami.

Ale martwisz się o mnie – dokończyłam za niego. Spojrzał na mnie i skinął głową.

– Tak. Bo nie zasługujesz na bycie niewidzialną. Nikt nie zasługuje – powiedział cicho.

Zamilkliśmy. Patrzyliśmy na nagie drzewa i ludzi z psami. Dookoła toczyło się życie, a ja czułam, że właśnie teraz coś się we mnie układa.

– Nie wiem, czego chcę. Może po prostu usłyszeć, że mam prawo do swoich emocji – przyznałam.

– Masz – powiedział natychmiast. – I nie musisz się za nie tłumaczyć.

– Czasem czuję się winna, że w ogóle czegoś potrzebuję.

– Bo ktoś cię nauczył, że masz być cicha, grzeczna i niewymagająca. Już nie musisz taka być – spojrzał mi w oczy. – Jeśli kiedyś będziesz chciała po prostu pogadać – jestem.

Nie dotknął mnie. Nie próbował niczego więcej. To był jednak pierwszy raz od dawna, kiedy czułam się bezpieczna. I... widzialna.

Anna, 33 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama