Chciałabym mieć rodzinę, wyjść za mąż, urodzić dziecko. A może i dwójkę? Mam swój idealny życiowy projekt w głowie, ale wciąż los rzuca mi kłody pod nogi. Może to moja wina? Coś robię nie tak? Albo może mam zbyt wysokie oczekiwania?
WIDEO…
Wszyscy się za mną oglądali
Odkąd pamiętam, a na pewno od czasu dojrzewania wszyscy się za mną oglądali. I nie mam na myśli tylko chłopców. Chłopcy, jak to chłopcy, wodzili za mną wzrokiem z tęsknotą wypisaną na twarzy, szeptali sobie coś na ucho i pewnie snuli swoje chłopięce fantazje na mój temat. Oczywiście nigdy do mnie nie podchodzili zagadać, tak jak do innych dziewczyn. Koleżanki za to zerkały na mnie niezadowolone, a ja powoli uczyłam się, że to jest właśnie zazdrość. Wszyscy skupiali się na mnie, gdy tylko wchodziłam do jakiegoś pomieszczenia. Byłam, dziś byśmy powiedzieli, celebrytką na szkolnych korytarzach.
Byłam zaangażowaną siatkarką żeńskiej drużyny, a kibicowały nam zwykle wielkie rzesze kolegów i koleżanek, i to na każdym meczu. Możliwe, że większość tych osób patrzyła tylko na mnie. Miałam wyróżniający się wzrost (po mamie), byłam gibka, zwinna, a przy tym dość krągła tam gdzie trzeba. To mogło robić wrażenie i robiło. Zwłaszcza jeśli można mnie było obserwować w czasie rozgrywek. Dbałam o siebie, pielęgnowałam włosy, interesowałam się modą i najnowszymi trendami w makijażu. To wszystko razem dawało piorunujący efekt. Już się przyzwyczaiłam do tego, że wszyscy zawsze się na mnie gapią i nie miałam z tym najmniejszego problemu. Lubiłam to. Już wtedy moje koleżanki miały jakichś swoich chłopaków i pierwsze złamane serca, a ja nic. Zero. Ale wtedy jeszcze nic sobie z tego nie robiłam. Uczyłam się, bawiłam, chodziłam na zakupy. Życie było piękne.
Czułam, że będę świetną mamą
W okresie studiów powolutku myślałam już o tym, że chciałabym mieć rodzinę. Wiadomo, miałam jeszcze czas, bo edukacja na pierwszym miejscu, a dopiero potem życie prywatne. Nikt z brzuchem, albo małym dzieckiem nie chodził na wykłady, ani nie miał specjalnie czasu na kolokwia. Zresztą nie wiem czy to było mile widziane, mimo wszystko. Jeśli już zdarzały się takie pojedyncze osoby, raczej nie szło im najlepiej. Żyłam też w przekonaniu, że poważne związki nie pozwoliłyby mi dostatecznie skupić się na nauce.
– Mamuś, krok po kroku, nie wybiegajmy niepotrzebnie do przodu – odpowiedziałam mamie, która zniecierpliwionym tonem dopytywała, dlaczego nigdy nie przyprowadziłam do domu ani jednego chłopaka.
– Jak będę miała kogoś, na pewno ci go przedstawię. Nic się nie bój.
– Ja liczę na wnuki moje dziecko… – tęsknie mi odpowiedziała.
– Też marzy mi się rodzina i chciałabym mieć dzieci – wyznałam szczerze. – Co najmniej jeden maluszek. Bądź spokojna.
Zwyczajnie uważałam, że będę świetną mamą, a macierzyństwo to nic trudnego. Nigdy nic nie było dla mnie problemem, więc uznałam, że i opiekowanie się dziećmi będzie dla mnie łatwe i przyjemne. Szczególnie, że bardzo tego pragnęłam. Kochałabym tego maluszka nad życie, tak samo jak i jego ojca, bo z pewnością byłby to ktoś wyjątkowy i godny mojej miłości oraz bycia tatą mojego dzieciątka. Miałam przed sobą młodość, życie, nie martwiłam się, że coś mi umknie. Na pewno nie w tamtym okresie.
Zaczęłam polowanie na męża
Gdy ukończyłam studia znalazłam pracę u notariusza. Bardzo dobrze sobie radziłam już od pierwszych dni. Szybko awansowałam. Po kilku latach mogłam już pracować pod własnym nazwiskiem. Pracowałam dużo i z poświęceniem, i bardzo to lubiłam. Zarabiałam przy tym całkiem pokaźne pieniądze, ale zaczynał mi trochę doskwierać fakt, że praktycznie nie mam życia towarzyskiego. Na plotki z koleżankami nigdy jakoś się nie składało, bo albo robiłam zawsze coś do pracy, albo musiałam się regenerować po pracy, czy jakichś wymagających nadgodzinach.
Pomyślałam jednak, że w tym wieku i na tym etapie mojego życia powinnam już na poważnie zająć się szukaniem męża. Czas trochę już uciekał, a ja nie robiłam się młodsza. Czasami poznawałam jakichś facetów, nawet trochę z nimi rozmawiałam, ale nigdy nie byli na tyle interesujący, by zaczynać coś więcej. Może moje środowisko nie było dobrym miejscem na poznawanie ciekawych mężczyzn? Brakowało kogoś, kto byłby dla mnie zwyczajnie atrakcyjny.
Nie ukrywam, że mój przyszły mąż musiał spełniać pewne moje wymagania. Siła wiadomo, lubiłam od zawsze wysportowanych facetów. Gdyby ćwiczył jakąś ciekawą dyscyplinę nie obraziłabym się. Oprócz tego warto, żeby też miał coś w głowie, żeby można było bez krępacji przed innymi normalnie rozmawiać na wiele tematów. No i musiał mieć to coś, co mnie do niego przyciągnie. Więc atrakcyjność ważna rzecz, ale to oczywiście bardzo subiektywna sprawa.
Mógłby być nieco młodszy, tak jakieś cztery lata, nie więcej, ale nie chciałam starszych od siebie kandydatów. Dobre geny to podstawa, a przy marzeniach o dzieciach to akurat ważna rzecz. Nie wiedziałam jak to się sprawdza, ale odpowiedni wiek na pewno gwarantował to, na czym mi zależało. Tężyzna fizyczna też przy tym nie była bez znaczenia. No więc zaczęłam się trochę bardziej świadomie rozglądać wokół. Nawet byłam w kilku klubach i na jednej dyskotece, ale niestety nie trafiłam na ani jednego intersującego faceta, z którym chciałabym się związać.
Nagle coś do mnie dotarło
Po sześciu miesiącach poszukiwań nie miałam już ochoty wychodzić wieczorami na miasto. Po pierwsze zawsze kręciły się po nocy typy spod ciemnej gwiazdy. Po drugie miałam wrażenie, że to po prostu strata czasu. Nie przeprowadziłam ani jednej ciekawej rozmowy! Tak jakby nie było na tym świecie inteligentnych rozmówców. Dodatkowo mama w tym czasie coraz bardziej wywierała na mnie presję, mówiąc coś o tykającym zegarze i o tym, że nic nie robię, żeby zmienić moje życie.
– Już czas na dzieci. Na co ty czekasz? – marudziłam. – Jak przekroczysz czterdziestkę, to już będzie za późno i na rodzinę, i na rodzenie. Musisz się pospieszyć.
Nic jej na to nie odpowiadałam, chociaż irytowało mnie to już do granic możliwości. W końcu, żeby już nie musieć łazić po nocach, wybrałam się na spotkanie z przyjaciółkami. Ewa i Marta były z mojego roku, ale już nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio gdzieś razem byłyśmy. Czasami tylko dzwoniłyśmy do siebie zdawkowo, albo gawędziłyśmy, jak się przypadkiem spotkałyśmy w przelocie. Teraz udało nam się spotkać i wszystkie trzy popijałyśmy orzeźwiającą lemoniadę na moim wielkim balkonie.
– Wspaniale wyglądasz Wioletta! – zaszczebiotała Ewa.
– A jakżeby inaczej – posępnie dodała Marta, zanim zdołałam otworzyć usta. – Zazdrość mnie zżera, że tobie się tak chce o siebie dbać. Ja po dzieciach mam tylko ochotę na sen i żeby nikt do mnie nic nie mówił… A jak tam życie? Jak ci się układa?
– Całkiem nieźle, bo założyłam swoją kancelarię notarialną, dobrze zarabiam, no i mam to mieszkanko z wielkim balkonem w dobrej dzielnicy – wyrecytowałam jednym tchem. – Jeszcze nie spotkałam idealnego mężczyzny, ale pracuję nad tym.
– No jasne, jasne, tego kwiata jest pół świata, ale jak przychodzi co do czego, to trzeba się naszukać. – szybko podsumowała Ewa. – Ja chodzę do pracy w aptece, mam dwóch urwisów i swojego mężulka – uśmiechnęła się z przekąsem. – Może nie jest taki najgorszy, ale złotą rączką to on nie jest, no i kompletnie nie umie zdyscyplinować dzieci.
– Mam to samo – zaczęła Marta. – Mój eks też rozpieszczał Polcię, a potem się dziwił, że dziecko obiadków nie ruszy, jak wcześniej połknęło czekoladowe ciasteczka – skrzywiła się i zerknęła w moja stronę. – Ja już mam za sobą rozwód, jedno dziecko na pokładzie i pracuję jako bibliotekarka, ale nie płaczę, bo już poznałam takiego jednego, co mu dobrze z oczu patrzy. Świetnie dogaduje się z Polą, więc czuję, że z tej mąki będzie ładny chlebek.
Nie mogłam tego pojąć
Gdy tak słuchałam, co mówiły, dotarło do mnie nagle, że one miały już rodziny, wiodły jakieś swoje dorosłe życie. Jakoś im się ułożyło. Raz lepiej, raz gorzej, ale miały za sobą sporo doświadczeń. Urodziły dzieci, tworzyły relacje z mężczyznami, a ja w tym czasie zupełnie nic. Pragnęłam zostać mamą, ale nigdy nie miałam nawet chłopaka, a co dopiero kandydata na męża! Gdy sobie to uzmysłowiłam szybciutko się pożegnałam i wróciłam do domu. Czarne myśli nie chciały zniknąć z mojej głowy.
Zaczęłam podejrzewać, że coś źle robię, że może to we mnie tkwi jakiś problem. Byłam czujna, tak jak uczyła mnie mama. Oczy dookoła głowy, a jednak nigdy z nikim się nie związałam! Nie było nigdzie na horyzoncie tych fajnych facetów. Może to mną się nikt nie interesował? Nie jednak aż tak daleko się nie posunęłam w swoich rozważaniach. Może jednak byłam zbyt wymagająca i skreślałam wszystkich kandydatów na starcie jako niewystarczających?
Od tego wieczoru z przyjaciółkami ze studiów minęło z osiem tygodni i nic się w tym czasie nie zmieniło. Nadal nie mam pojęcia, dlaczego jest jak jest. Próbowałam poradzić się mamy, ale ona nie wie o co mi chodzi. Chciałam nawet umówić się na randkę w ciemno, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam. W głowie miałam różne nieciekawe historie z reality show. W końcu wybrałam się na konsultację z psychologiem. Mamie nic nie powiedziałam o tym, bo by uznała, że tracę zmysły i wydziwiam. Jestem jednak zdeterminowana, żeby osiągnąć swój cel i zrobię wszystko, żebym mogła spełnić swoje marzenia.
Wioletta, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie chciałam robić afery o chwasty, ale siostra zaczęła. Wyrwałam kurdybanek i naszą relację z korzeniami”
- „Przy niedzielnym rosole ogłosiłam swój awans. Teściowa odburknęła, że dom zarośnie brudem, a mąż będzie głodny chodził”
- „Na majówce w Istrii spotkałam dawną miłość i uczucia wróciły. Problem w tym, że mój mąż spał pokój obok i wszystko słyszał”



























