Reklama

Co roku w Dzień Babci zbieraliśmy się w domu babci Zosi, gdzie stół uginał się od jedzenia, a w kącie stał wielki wazon z kwiatami, które przynosiła każda wnuczka. Babcia uwielbiała ten dzień. Zakładała swoją najlepszą sukienkę i przez kilka godzin była królową imprezy.

Było jak co roku

Kiedy weszłam do domu babci, od razu poczułam zapach pieczonego sernika. Ten zapach zawsze zwiastował coś wyjątkowego. W kuchni krzątała się mama z ciocią, układały ciasteczka na paterach, doprawiały sałatki, a babcia siedziała w fotelu z rozmarzonym uśmiechem. Miała na sobie granatową sukienkę z broszką, którą dostała od dziadka na trzydziestą rocznicę ślubu. Od razu do niej podeszłam i ucałowałam w policzek.

– Wyglądasz przepięknie, babciu – powiedziałam szczerze.

– Oj, dziecko, tylko zmarszczek coraz więcej – roześmiała się, ale widziałam, że była wzruszona.

Goście zjeżdżali się powoli. Wujek przywiózł nową dziewczynę, ciocia Halina tradycyjnie spóźniła się godzinę, a mój brat Robert przyniósł pudełko z czekoladkami, jak co roku. Elwira, najmłodsza wnuczka, pojawiła się dopiero po wszystkich. Miała na sobie białą sukienkę i uśmiech tak szeroki, że aż coś mi w niej nie pasowało.

– Mam niespodziankę – powiedziała i cmoknęła babcię w oba policzki.

– Ooo, jakaż to niespodzianka, kochanie? – babcia ucieszyła się, nie podejrzewając niczego.

Elwira tylko uśmiechnęła się tajemniczo. I poszła do swojego pokoju.

Wszyscy mieliśmy złe przeczucia

Elwira długo nie wracała. My w tym czasie zasiedliśmy przy stole, każdy częstował się, czym chciał, rozmowy rozbrzmiewały w całym domu. Babcia była w centrum uwagi, jak zwykle, opowiadała, jak w dzieciństwie robiła lalki ze szmatek i że pierwszy raz sernik piekła mając trzynaście lat.

– I wyszedł zakalec – śmiała się, a wszyscy z nią.

Po chwili Elwira zeszła na dół. Niosła coś zawiniętego w czerwoną folię, taką błyszczącą, że odbijała światło żyrandola. Wzrok wszystkich mimowolnie skupił się na niej. Babcia wyciągnęła ręce, myśląc pewnie, że to prezent.

– To jeszcze nie teraz – rzuciła Elwira i postawiła pakunek na szafce.

Zrobiło się dziwnie cicho. Mama spojrzała na ciocię, ciocia na mnie. Wujek chrząknął i zajął się krojeniem pieczeni. Nikt nic nie mówił, ale wszyscy czuliśmy, że coś się szykuje. Po kilku minutach Elwira zniknęła znowu. Wyszła na ganek i rozmawiała przez telefon. Próbowałam podejść, ale zobaczyła mnie i szybko zakończyła rozmowę.

– Jeszcze chwilka, babciu, tylko chwilka – rzuciła i usiadła obok niej.

Babcia pogłaskała ją po dłoni.

– Czekam, kochanie. Niech to będzie coś z serca.

Wszyscy mieliśmy złe przeczucia.

Nagle ujęcia się zmieniły

Gdy wybijała siedemnasta, Elwira nagle wstała. Kazała nam wszystkim usiąść w salonie i powiedziała, że teraz będzie jej niespodzianka dla babci. Wyłączyła światło i podeszła do laptopa, który wcześniej ustawiła na komodzie.

– Proszę o uwagę – powiedziała głośno.

Na ekranie pojawił się filmik. Najpierw zdjęcia – Elwira jako mała dziewczynka z babcią w ogrodzie, babcia czytająca jej bajki, potem rodzinne święta. W tle leciała wzruszająca muzyka. Babcia ocierała oczy, wszyscy byliśmy poruszeni. Do czasu. Nagle ujęcia się zmieniły. Elwira zaczęła mówić do kamery. Siedziała na łóżku, miała poważną minę.

– Babciu, zawsze mówiłaś, żebym była odważna i wierna sobie. Więc dziś, w twoje święto, chcę wam wszystkim coś powiedzieć.

Zrobiło się nienaturalnie cicho.

– Jestem w ciąży.

W tym momencie babcia, która trzymała kubek herbaty, odsunęła go powoli na stół. Ciocia przestała żuć, a sernik, który miałam właśnie w ustach, utknął mi w gardle. Spojrzałam na brata – miał dokładnie tę samą minę, co ja.

Elwira siedziała dumnie, z rękami złożonymi na kolanach.

– I jestem bardzo szczęśliwa.

A ojciec dziecka?

Nikt się nie odezwał. Przez kilka sekund słychać było tylko tykanie zegara ściennego. Babcia patrzyła na Elwirę, jakby jej nie poznawała. W końcu mama odezwała się pierwsza, szeptem, jakby nie chciała zbudzić jakiegoś snu.

– Elwira… co ty mówisz?

– To, co słyszysz – odpowiedziała, spokojna jak nigdy. – Jestem w ciąży i postanowiłam wam to ogłosić właśnie dziś.

Wujek odchrząknął nerwowo.

– A ojciec dziecka? – zapytał z ironią. – Też nam się objawi w prezencie?

– Nie muszę wam nikogo przedstawiać. To moja decyzja.

– Czy on w ogóle wie? – dodała ciocia, marszcząc brwi.

– Wie. I nie, nie przyjedzie.

Babcia nadal milczała. Patrzyła w przestrzeń przed sobą, jakby próbowała zrozumieć, czy to wszystko naprawdę się dzieje. W końcu powiedziała cicho:

– Dziecko, ty masz dopiero dziewiętnaście lat.

Elwira przytaknęła.

– I czuję się gotowa.

Tata odsunął się od stołu.

– To był twój prezent na Dzień Babci?

– Tak. Chciałam, żebyś jako pierwsza się dowiedziała.

Wtedy sernik, który zdążyłam już połknąć, zaczął się w żołądku nieprzyjemnie obracać.

Więcej zmartwienia

Po tej „niespodziance” atmosfera siadła jak balon po przebiciu szpilką. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. Babcia patrzyła w podłogę, jakby tam szukała odpowiedzi. Elwira wstała, wzięła talerz i spokojnie zaczęła jeść sernik, jakby nic się nie wydarzyło.

– Kochanie, jesteś pewna, że wiesz, co robisz? – zapytała mama, próbując zachować resztki spokoju.

– Tak. Przemyślałam to.

– A studia? – wtrącił brat. – Miałaś plany.

– I mam je nadal. Dziecko mi ich nie przekreśli.

Siedziałam obok babci, nie wiedząc, czy ją objąć, czy zostawić. W końcu wzięłam ją za rękę.

– Będzie dobrze, babciu – powiedziałam cicho, chociaż sama nie wierzyłam w te słowa.

Babcia odwróciła się do mnie z pustym wzrokiem.

– Ja nie jestem zła. Tylko zmartwiona. Dla niej to dopiero początek życia.

Po chwili wstała i poszła do swojego pokoju, zostawiając nas w kompletnej ciszy. Elwira udawała, że nic się nie stało.

– Może jej minie – rzuciła w kierunku mamy.

– Nie minie. Takie rzeczy się pamięta – odpowiedziała ciocia i zebrała ze stołu talerze.

Wszyscy wiedzieliśmy, że ten dzień nie będzie już nigdy taki jak kiedyś.

Nie tak miało być

Zebraliśmy się szybciej niż zwykle. Każdy szukał wymówki, by wyjść – korki, dzieci, praca następnego dnia. Nawet babcia nie protestowała, gdy zaczęliśmy się żegnać. Przytuliła każdego z osobna, ale już bez tej swojej ciepłej, pogodnej energii.

Gdy wychodziłam, zatrzymałam się w drzwiach. Elwira siedziała sama przy stole, dłubała widelcem w jedzeniu.

– Może pogadasz z babcią jeszcze raz? – zaproponowałam.

– Po co? Przecież już wszystko wie.

– Ale nie tak miało to wyglądać.

– A jak miało wyglądać? Mam się ukrywać, przepraszać za coś, z czego się cieszę?

Nie odpowiedziałam. Z jednej strony ją rozumiałam – miała prawo do swojego życia. Z drugiej… czasem forma jest ważniejsza niż treść.

Wróciłam do domu z ciężkim sercem. W nocy babcia zadzwoniła do mnie.

– Nie śpię – powiedziała. – Wiesz… kocham ją. I dziecko też pokocham. Ale to było za szybko. Za gwałtownie.

Przytaknęłam w ciemnościach, chociaż nie mogła tego widzieć.

– To po prostu nie tak miało być. Tak bardzo chciałam, żeby ten dzień był spokojny. – dodała.

– Może jeszcze będzie spokojnie – odpowiedziałam.

Odłożyłam telefon i długo patrzyłam w sufit. Za oknem było cicho, zwyczajnie – jakby nic się nie wydarzyło. A jednak wiedziałam, że Dzień Babci nie będzie już taki sam. Sernik stracił swoją magię, a wspomnienie granatowej sukienki zawsze będzie miało w sobie nutę smutku. Czasem jedna chwila wystarczy, by tradycja się rozpadła. I choć wszystko da się jeszcze pokochać na nowo, to pierwsze pęknięcie zostaje na zawsze.

Milena, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama