„Nigdy nie wybaczę mężowi, że zostawił mnie dla Anki kochanki. Dopilnuję, żeby jeszcze płakał za mną z żalu i tęsknoty”
„Gdy wróciłam do domu, mąż już na mnie czekał. Siedział na kanapie jak chłopiec przyłapany na podkradaniu cukierków. Wzrok miał wbity w dywan. Dobrze, że chociaż nie udawał zaskoczonego”.

- Redakcja
Mam czterdzieści pięć lat, a dziesięć z nich zmarnowane u boku faceta, który najwyraźniej nie miał pojęcia, co to znaczy miłość, wierność i odpowiedzialność. Ludzie mówią, że czas leczy rany. Może i tak, ale moja rana po nim nie chce się zagoić. Wystarczy jedno wspomnienie i wszystko wraca. Nie jestem z tych, co siadają i płaczą po kątach. Nie było łatwo, jasne. Jednak, zamiast histeryzować, zaczęłam planować. Bo jak on sądził, że mnie zostawi i już będzie miał święty spokój – to się grubo pomylił.
Zamrugałam ze zdziwienia
Zawsze wracał o tej samej porze. Punktualnie o 18:00 klucz obracał się w zamku, buty stukały o kafelki, a on mówił z kuchni:
– Co dziś na kolację?
Jednak tamtego wieczoru siedziałam z telefonem w dłoni, gapiąc się na pusty ekran. Było już grubi po dwudzieste drugiej. I wtedy przyszedł SMS. Jedno zdanie. Bez imienia, bez serca, bez przeprosin:
„Nie wrócę dziś”.
Zamrugałam ze zdziwienia. Czytałam to chyba z dziesięć razy, zanim dotarło do mnie, co właśnie się stało. A potem wstałam i zaczęłam krążyć po mieszkaniu. Szukałam – czego? Dowodu? Potwierdzenia, że mnie nie oszukuje? Zadzwoniłam do męża. Odrzucił. Kilka razu próbowałam się z nim połączyć. W końcu nagrałam się na poczcie:
„Jeżeli myślisz, że możesz mnie tak po prostu zostawić, jak starą kanapę przy śmietniku, to się grubo mylisz. Nie jestem ślepa. I nie jestem głupia. Zobaczymy, kto tu komu zrujnuje życie”.
Połączyłam fakty
Nie jestem impulsywna. Z natury raczej analizuję, zanim coś powiem. Jednak tego dnia... nie było miejsca na analizę. Tylko działanie. Przed południem stałam już pod jej blokiem. Szybko skojarzyłam wszystkie fakty. Mąż zdradzał mnie ze swoją sekretarką. Jak w tanim romansie. Czekałam w samochodzie, aż wyjdzie. W końcu drzwi się otworzyły i ją zobaczyłam – blond fale, okulary przeciwsłoneczne i markowa torebka za pół mojej pensji. Zagrodziłam jej drogę.
– Pogadamy chwilę?
– Przepraszam, spieszy mi się... – powiedziała i spojrzała mi w oczy.
Wtedy zrozumiałam, że ona wie, że ja już wiem.
– Tylko pięć minut. W kawiarni tuż obok.
Siedziałyśmy naprzeciwko siebie. Ja – spokojna, a ona – spięta jak struna.
– Pani... Edyta R.?
– Jeszcze tak. Jeszcze nie wymieniłam nazwiska w dowodzie.
Zamieszała kawę. Ręce jej drżały.
– Ja... To nie miało tak wyjść. To się po prostu... stało.
– Tylko że wiesz – spojrzałam jej prosto w oczy – nie wierzę w przypadki. I nie zapominam.
– On mówił, że nic już nie było już między wami...
– Naprawdę? Bo mnie jakoś nie poinformował o tym. Śmiesznie, nie? Wspólne mieszkanie, wspólne rachunki, wspólne plany...
Kobieta zbladła.
– Ja go kocham.
– Współczuję.
Wstałam. Wiedziałam już wszystko.
Powiedział mi, że odchodzi
Gdy wróciłam do domu, mąż już na mnie czekał. Siedział na kanapie jak chłopiec przyłapany na podkradaniu cukierków. Wzrok miał wbity w dywan. Dobrze, że chociaż nie udawał zaskoczonego.
– Możemy porozmawiać?
– Teraz?
– Wiem, że zawaliłem. Chciałem ci powiedzieć wcześniej.
– Nie chciałeś. Gdybyś chciał, to byś powiedział. A nie wysłał mi SMS-a jak szczeniak, który nie ma odwagi powiedzieć prawdy.
– To nie było tak... My po prostu się od siebie oddaliliśmy. Byłaś wiecznie zmęczona, wszystko musiało być po twojemu. A z nią... jest lekko.
– Lekko? Gotowałam zupy, kiedy miałeś grypę. Z nią co? Batoniki i kino?
Zamilkł. Uderzyłam celnie. I nie zamierzałam przestać.
– A wiesz, co jest zabawne? Że ta twoja Anka nie wie połowy tego, co powinna. Na przykład nie wie, że przez ostatni rok spłacałam twój kredyt na firmę.
– Błagam...
– I nie wie, że twój „lekki” charakterek to znaczy: wszystko na mojej głowie, a ty „zmęczony po pracy”. Anka jeszcze nie wie, że twoje „spokojne życie” to znaczy niezapłacone rachunki i wieczne marudzenie.
– Możemy to jakoś... naprawić?
– Nie, ja już wybrałam życie bez ciebie.
Wyszłam. I przysięgłam sobie: nie będę tą, co płacze w poduszkę. Będę tą, za którą się tęskni.
Odżyłam
Od ich rozstania minęły trzy tygodnie. Trzy tygodnie, w czasie których nie usunęłam numeru Miłosza, ale też nie odebrałam ani jednego jego telefonu. Anka pisała mi raz – długą wiadomość o tym, że „nie chciała nikogo zranić”. Skasowałam bez czytania. A ja? Odżyłam. Kupiłam nowe buty na obcasie – pierwsze od lat. Poszłam do fryzjera, zrobiłam sobie manicure. Zaczęłam bywać w towarzystwie, odnowiłam dawne znajomości. Pewnego dnia spotkałam się z Kaśką, starą znajomą z pracy. Od razu zobaczyła, że coś jest na rzeczy.
– No weź, mów. Widzę, że coś się stało.
– Mój mąż zostawił mnie dla sekretarki.
– Klasyka. I co teraz?
– Teraz... To on będzie żałował. Tylko najpierw popracuję nad sobą. Nie dla niego. Dla siebie. Choć nie ukrywam – efekt uboczny, jak się udławi własną zazdrością, będzie mile widziany.
Kaśka parsknęła śmiechem.
– Nie poznaję cię! I podoba mi się ta wersja.
– To dopiero początek.
Kiedy wieczorem wróciłam do domu, zastałam bukiet róż pod drzwiami. Podeszłam, spojrzałam na kartkę:
„Zawsze będę cię kochał. M”.
Pokręciłam głową. Trochę za późno, Miłoszku.
Zobaczyłam w jego oczach strach
Nie chciałam go widzieć, ale zjawił się bez zapowiedzi.
– Co ty tu robisz?
– Musimy porozmawiać.
– My? Nie jesteśmy już „my”. Masz nowy związek, nowe życie, nowe problemy. Czego jeszcze chcesz ode mnie?
Wszedł mimo to. Zawsze był bezczelny, ale teraz... teraz już mnie to bawiło.
– Rzuciła mnie – powiedział cicho.
– Naprawdę? To straszne. I co ja mam z tym wspólnego?
– Błagam... Ty znasz mnie najlepiej. Popełniłem błąd. Chciałbym wrócić.
– Wiesz, co jest najgorsze? Że ja nawet przez chwilę czekałam na te słowa. Jednak teraz... jest już za późno.
– Przecież wszystko można naprawić. Moglibyśmy spróbować jeszcze raz...
– Mam teraz swoje życie. Bez dramatów. Bez ciebie. I nie zamierzam wracać do tego bagna, tylko dlatego, że Anka zmieniła obiekt zainteresowań.
Zamilkł. I wtedy pierwszy raz zobaczyłam w jego oczach strach. Nie smutek. Strach.
– Kocham cię.
– A ja już ci nie wierzę.
Zamknęłam drzwi, zanim zdążył coś jeszcze powiedzieć. Za nimi został tylko zapach jego perfum i ciężka cisza. Po chwili odezwał się mój telefon. Wiadomość od Kaśki:
„Idziemy dziś potańczyć. Zakładasz dziś szpilki?”.
Uśmiechnęłam się
– Zakładam.
Zmieniłam się
Minęły miesiące. Miłosz więcej się nie pojawił. Z plotek wiem, że Anka zaczęła spotykać się z kimś młodszym, a mój mąż zamieszkał w kawalerce. Nie interesowało mnie to już. Choć, nie będę kłamać, czasem uśmiechałam się do siebie na myśl, jak bardzo musiało go zaboleć, gdy zobaczył moje zdjęcia z wakacji. Bo w końcu zaczęłam żyć. Bez poczucia winy, bez wstydu. Zrozumiałam, że zbyt długo milczałam.
– Pani wygląda jakoś inaczej – powiedziała kiedyś sąsiadka z drugiego piętra.
– Bo czuję się inaczej – odpowiedziałam.
Wieczorami odpoczywałam na balkonie. Czasem z Kaśką, czasem sama. Już nie płakałam. Już nie sprawdzałam, czy Miłosz napisał. Wiedziałam, że żałuje. A ja w końcu przestałam być „jego Edytką”. Jestem sobą. Edytą. I w końcu... naprawdę mi z tym dobrze.
Edyta, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W małżeństwie marzłam, więc poszukałam ciepła u innego mężczyzny. Szybko zostawił mnie na lodzie”
- „Gdy zakochałem się w kelnerce, rodzice zagrozili, że mnie wydziedziczą. Podjąłem najgorszą decyzję w życiu”
- „Mąż spakował walizki i uciekł do Ameryki, a mnie zostawił samą z trójką dzieci. To on miał być głową rodziny, a nie ja”