Reklama

Od kiedy Grześ zaczął studia, zmienił się nie do poznania. Był ambitny, miły, a ja dumny z jego osiągnięć. Nie spodziewałem się jednak, że spotka na swojej drodze Mariolę. Kiedy usłyszałem, czym się zajmuje, poczułem, że serce mi zamarło, a wstyd oblał całe ciało. Nie mogłem uwierzyć, że mój syn mógł się w kimś takim zakochać. Wiedziałem, że muszę to przełknąć, zachować pozory, bo znajomi i rodzina nigdy nie mogliby się dowiedzieć, co ona robi. To był początek tygodni pełnych konsternacji, napięcia i ukrywania prawdy przed wszystkimi.

Wzbudziła od razu mój niepokój

Weekend nad jeziorem miał być spokojny. Przyjechałem wcześniej, żeby przygotować domek i ogarnąć ogród. Lubiłem te chwile ciszy, kiedy nikt mi nie przeszkadzał, a powietrze pachniało mokrą trawą i wodą. Zastanawiałem się, jak będzie wyglądać pierwsze spotkanie z Mariolą. Syn mówił, że jest inteligentna i ambitna, że dużo czyta i lubi rozmawiać o wszystkim. Byłem ciekawy, czy naprawdę da się wytrzymać kilka dni w jej towarzystwie bez wyrzutów sumienia, bo ostatnie jego dziewczyny, mówiąc delikatnie, pozostawiały wiele do życzenia. Chciałem zachować spokój, ukryć zdenerwowanie i przywitać ich godnie. Grześ przyjechał punktualnie. Na jego twarzy było widać podekscytowanie, ja starałem się nie zdradzić własnych emocji. Mariola wysiadła z samochodu, ubrana prosto, bez przesadnego makijażu, ale jej sposób bycia od razu przyciągał uwagę. Uśmiechnęła się do mnie i podała rękę.

– Miło cię w końcu poznać – powiedziałem, starając się brzmieć naturalnie.

– Wzajemnie! – odparła lekko, jakbyśmy znali się od lat.

Przez resztę popołudnia siedzieliśmy przy grillu, rozmawiając o książkach, filmach, podróżach. Mariola była dowcipna, miała błysk w oku, który nieustannie mnie intrygował. Grześ czasem wtrącał krótkie komentarze, ale prawie wcale nie zabierał głosu w naszej rozmowie. Zauważyłem, że Mariola potrafiła prowadzić dialog tak, że mój syn wyglądał na nieco niepewnego siebie. Niepokoiło mnie to. Wieczorem, kiedy zrobiło się chłodno, poszliśmy do domu. Mariola zajęła przygotowany przeze mnie pokój.

Grześ zaproponował, że pójdziemy razem nad jezioro następnego dnia. Chciałem się uśmiechnąć, udawać luz, ale w głowie kotłowały się myśli. Nie mogłem przestać analizować jej zachowania i tego, jak łatwo przyciągała moją uwagę, ignorując mojego syna. Poczułem, że te dwa tygodnie nie będą spokojne. Wiedziałem, że muszę ją dokładnie obserwować. Czułem, że to będzie doświadczenie, które zmieni sposób, w jaki patrzę na relacje rodzinne.

Bez żadnego skrępowania

Pierwszy poranek był dla mnie próbą cierpliwości. Obudziłem się wcześniej, by zrobić kawę i przygotować śniadanie. Słyszałem skrzypienie drzwi Marioli, ale nie spodziewałem się, że już będzie w pełnej gotowości. Weszła do kuchni w lekkiej piżamie i spojrzała na mnie z uśmiechem. Bez żadnego skrępowania.

– Dzień dobry – powiedziała lekko.

– Dzień dobry – odpowiedziałem, starając się nie zdradzić, jak bardzo mnie interesuje każdy jej ruch.

Grześ przyszedł chwilę później, wyraźnie niezadowolony z faktu, że dziewczyna wstała i wyszła bez niego. Był jakby w cieniu Marioli, a ja czułem, że nie mogę pozwolić, by to nasilało moje własne napięcie. Obserwowałem ich oboje przy stole, próbując zachować dystans, chociaż moje myśli krążyły wokół jej uśmiechu i błysku w oczach. Po śniadaniu zaproponowałem spacer nad jezioro. Mariola zgodziła się ochoczo, a Grześ zawahał się, ale ostatecznie ruszył za nami. W drodze rozmawialiśmy o planach na weekend, o książkach i filmach, a Mariola z łatwością prowadziła rozmowę. Czasami odwracałem głowę, by ukryć, że moje myśli błądzą w jej kierunku. Była intrygująca i magnetyczna, to trzeba jej oddać.

– Chcesz popływać? – zapytała nagle, spoglądając na mnie.

– Chyba lepiej poczekać – odparłem, udając spokój, chociaż serce zaczęło mi bić szybciej.

Dzień mijał, a ja czułem narastające napięcie. Mariola była ciekawa świata, energiczna, a ja nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że stopniowo zawładnęła moją uwagę. Grześ wydawał się tego nie dostrzegać, ale ja wiedziałem, że każdy moment spędzony w jej towarzystwie zmienia dynamikę naszej relacji. Kiedy wróciliśmy do domku, postanowiłem obserwować ją jeszcze uważniej. Wiedziałem, że te dwa tygodnie przyniosą więcej niezręcznych sytuacji, niż się spodziewałem, a ja nie byłem pewien, czy będę w stanie zachować pełną kontrolę nad swoimi emocjami.

Miała mocno artystyczną duszę

Wieczór przyniósł ze sobą nowe pełne emocji sytuacje. Po kolacji Grześ poszedł do pokoju, żeby posiedzieć przy komputerze, a ja zostałem w salonie z Mariolą. Chciałem, by rozmowa była spokojna, ale każde jej zdanie wydawało się prowokować we mnie mieszankę ciekawości i niepokoju. Mówiła swobodnie, śmiała się lekko, a ja nie potrafiłem oderwać od niej wzroku.

– A co lubisz robić w wolnym czasie? – zapytałem, próbując brzmieć neutralnie.

– Lubię obserwować ludzi, czasem biorę udział w różnych projektach artystycznych – odparła z uśmiechem.

– Projekty artystyczne? – zaciekawiłem się, mimo że nie do końca wiedziałem, co ma na myśli.

– Tak, czasem występuję, czasem tworzę rzeczy, które pokazuję potem w internecie – odpowiedziała spokojnie, jakby to było całkiem zwyczajne.

Nie mogłem sobie wyobrazić, czym dokładnie się zajmuje, a świadomość, że Grześ może o tym nie wiedzieć, drażniła mnie. Starałem się ukryć swoje emocje, ale w środku czułem mieszankę zażenowania i fascynacji.

– A Grześ mówił, że interesujesz się literaturą – kontynuowałem, próbując zmienić temat.

– Tak, książki są moją pasją, czasem nawet piszę krótkie opowiadania – odparła lekko, kiwając głową.

Czułem, że między nami rośnie napięcie, które trudno było zignorować. Mariola miała w sobie coś, co przyciągało uwagę, a jednocześnie sprawiało, że czułem się niekomfortowo. Grześ wrócił chwilę później, ale nie zabierał głosu, jakby wiedział, że ta rozmowa nie jest dla niego. Siedzieliśmy jeszcze przez chwilę w milczeniu, a ja obserwowałem każdy gest Marioli. Jej uśmiech, sposób, w jaki mówiła, jak odwracała włosy za ucho – wszystko to wywoływało we mnie sprzeczne uczucia. Ewidentnie artystyczna dusza, cokolwiek to znaczy.

Była wyraźnie zbyt swobodna

Następny dzień zaczął się równie intensywnie. Mariola wstała wcześniej niż ja i Grześ, a jej energia była niemal namacalna. Przygotowywała śniadanie, rozmawiając swobodnie o planach na weekend. Grześ wyglądał na zdezorientowanego, jakby nie wiedział, jak zareagować na jej entuzjazm. Czułem, że jego obecność nie jest dla niej przeszkodą, a to wywoływało we mnie dziwne uczucie niepokoju.

– Zrobimy dziś spacer po lesie? – zapytała nagle, patrząc na mnie i Grzesia.

– Jasne, czemu nie – odpowiedziałem, starając się brzmieć spokojnie.

– Wspaniale! – odparła z uśmiechem, który od razu rozświetlił pokój.

Podczas spaceru Mariola prowadziła rozmowę, a ja słuchałem uważnie, nie mogąc uwierzyć, jak naturalnie wkraczała w nasze życie. Grześ szedł za nami w milczeniu, czasami coś mrucząc pod nosem. Mariola nie wydawała się tego zauważać, co jeszcze bardziej frustrowało mojego syna, a mnie jednocześnie wprawiało w zakłopotanie.

– Lubisz takie miejsca? – zapytała, spoglądając na mnie z lekką ciekawością.

– Tak, uwielbiam ciszę i spokój – odpowiedziałem, próbując ukryć, że częściej obserwuję ją niż przyrodę.

Każdy jej gest był wyrafinowany, każdy uśmiech wywoływał we mnie mieszankę fascynacji i zażenowania. Czułem, że nie potrafię przewidzieć jej zachowania. Po powrocie do domku Grześ natychmiast udał się do pokoju, a ja zostałem w kuchni z Mariolą. Chciałem zachować spokój, rozmawiać neutralnie, ale w moich myślach kotłowały się sprzeczne emocje. Wieczorem, gdy zapadł zmrok, usiadłem przy oknie z kubkiem herbaty, obserwując Mariolę.

Prawda wychodzi na jaw

Kolejny dzień rozpoczął się spokojnie, ale w mojej głowie narastało poczucie, że muszę dowiedzieć się więcej o Marioli. Grześ był w kuchni, próbując nie zauważać jej obecności, a ja starałem się zachować naturalność, choć serce biło szybciej.

– Mariolu, możesz mi powiedzieć więcej o tym, co robisz w internecie? – zapytałem ostrożnie, obserwując jej reakcję.

– No wiesz, różne rzeczy – odpowiedziała, uśmiechając się lekko, jakby moja ciekawość była dla niej zabawna.

– Chodzi mi o twoją pracę – dodałem, próbując brzmieć spokojnie, choć czułem jakby wstyd.

Przez chwilę milczała, a ja poczułem, jakby całe powietrze wokół nas stężało. W końcu spojrzała na mnie poważnie.

– To coś, co nie wszyscy zrozumieją – powiedziała cicho. – Tworzę treści, które czasem mogą być uznawane przez niektórych za kontrowersyjne… nie dla każdego. Choć są też wyrazem mojej artystycznej niczym nieskrępowanej natury.

Poczułem, że wstyd, który odczuwałem przez cały weekend, teraz nabiera realnych kształtów. Grześ patrzył na nas, zdezorientowany, ale nie komentował.

– Rozumiem – odpowiedziałem, starając się zachować spokój, choć gotowałem się od emocji. Wolałem nie dopytywać już bardziej szczegółowo.

Cokolwiek to było, zrobiło mi się nieswojo. Cały dzień minął w milczeniu, pełen napięcia i ostrożnych gestów. Mariola była świadoma mojego wstydu, ja starałem się ukryć, jak bardzo jej obecność mnie rozprasza.

Wstyd może być ciężarem

Weekend dobiegł końca, a ja zostałem sam w domu z mieszanką emocji, które trudno było uporządkować. Mariola wyjechała razem z Grzesiem, a ja usiadłem przy stole, zastanawiając się nad tym, co właśnie przeżyłem.

– Nie mogę tego nikomu powiedzieć – wyszeptałem do siebie, patrząc na pusty pokój.

Zrozumiałem, że nie da się zmienić tego, co się wydarzyło, ani uczuć Grzesia. Mogłem jedynie zaakceptować sytuację i próbować zrozumieć ją z dystansu. Wieczorem usiadłem w fotelu z kubkiem herbaty, obserwując zachód słońca. Nie było to łatwe, ani przyjemne, ale zrozumiałem, że czasami trzeba zaakceptować ludzi takimi, jakimi są, nawet jeśli wywołują w nas sprzeczne uczucia. Zdałem sobie sprawę, że wstyd może być ciężarem, który sami nakładamy na siebie, a życie wymaga odwagi, by zmierzyć się z własnymi emocjami i pozwolić innym żyć po swojemu.

Michał, 52 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama