„Nowe perfumy mojego męża miały zapach zdrady. Od razu wiedziałam, że kupił je, by zrobić wrażenie na innej kobiecie”
„Ale coś się zmieniło. Nie od razu to zrozumiałam. Najpierw pomyślałam: praca, stres, pogoda. Michał zaczął wracać później. Zawsze miał wytłumaczenie: >>Zima, korki, wypadek na trasie.<< Długo mu wierzyłam. Za długo. Ale potem zauważyłam rzeczy, których nie umiałam zignorować”.

- Redakcja
Codziennie budzę się o tej samej porze – 6:10. Michał nastawia budzik na 6:00, ale zawsze włącza drzemkę. Ja wstaję pierwsza, jak zwykle. Wstawiam wodę na kawę, potem robię mu śniadanie. Jajko na miękko, chleb z masłem i miodem. Przeważnie nawet nie dziękuje – tylko kiwnięcie głową i od razu w telefon. O 7:00 wychodzi. Mówi: „Pa, kochanie”. Ale ton nie ten. Już od jakiegoś czasu nie ten. Z zewnątrz wszystko wyglądało jak zawsze: pracuję w bibliotece, Michał w firmie logistycznej. Obiad o 16:30. Zupa, drugie, czasem deser. Rozmowy przy stole, ale bardziej informacyjne niż emocjonalne. „Jak było w pracy?”, „Dobrze”, „Zupa gorąca”, „Mmm”. Potem wiadomości, serial, sen.
Łatwiej było udawać, że nic się nie dzieje
Ale coś się zmieniło. Nie od razu to zrozumiałam. Najpierw pomyślałam: praca, stres, pogoda. Michał zaczął wracać później. Zawsze miał wytłumaczenie: „Zima, korki, wypadek na trasie.” Długo mu wierzyłam. Za długo. Ale potem zauważyłam rzeczy, których nie umiałam zignorować. Perfumy. Michał od lat używał tych samych. Ale pewnego dnia, gdy wyszedł rano z łazienki, poczułam zupełnie nowy zapach, bardzo intensywny, który unosił się w powietrzu.
– Nowe perfumy? - zapytałam.
– Tak, chciałem wypróbować coś innego.
Spojrzałam na półkę w łazience. Nie był to pierwszy lepszy flakon. Ale perfumy z górnej półki, na które nie szczędził grosza. To nie było w jego stylu. Nigdy nie lubił wydawać pieniędzy na kosmetyki. Kolejna sprawa, która nie dawała mi spokoju to jego telefon. Kiedyś rzucał go gdzie popadnie. Teraz był niczym przyklejony do jego dłoni. Zaczęłam się zastanawiać. Nie miałam dowodów, ale miałam przeczucia. Ten dziwny ścisk w żołądku, którego nie potrafiłam się pozbyć. Ale nie pytałam. Nie rzuciłam „z kim się spotykasz?” ani „czy mnie zdradzasz?”. Dlaczego? Może się bałam. Może nie chciałam usłyszeć odpowiedzi. Może... łatwiej było udawać, że nic się nie dzieje.
– Wrócisz dziś na kolację? – zapytałam pewnego wieczoru, jakby mimochodem.
– Nie wiem. Zobaczę, jak się ułożą sprawy – I już go nie było.
Nie zatrzymałam go. Ale spojrzałam przez okno, aż zniknął za rogiem. I wtedy podjęłam decyzję. Muszę wiedzieć.
W głowie miałam jedno pytanie: dlaczego?
Znałam grafik Michała na pamięć, wiedziałam, o której dokładnie kończy pracę. Podjechałam na parking przed jego firmą. Śnieg delikatnie prószył, ale szyby parowały od środka. Czekałam. Nie wiedziałam dokładnie, na co liczę. Może, że zobaczę go samego, wychodzącego z teczką, zmęczonego. Może, że wszystko okaże się tylko wytworem mojej wyobraźni. Ale nie wyszedł sam.
Drzwi budynku się otworzyły. Ludzie zaczęli wychodzić w pośpiechu. Nagle w drzwiach pojawił się Michał. Obok niego szła kobieta – szczupła, młodsza ode mnie, w jasnym płaszczu. Rozmawiali. Uśmiechali się. Ona odgarnęła włosy zza ucha, on nachylił się i coś powiedział jej na ucho. Śmiała się. Znałam ten wyraz jego twarzy. Miał go, gdy chciał zrobić na kimś wrażenie.
Wsiedli razem do jego auta. Michał otworzył jej drzwi. Potem usiadł za kierownicą. I wtedy się pochylił. Ich głowy się zbliżyły. Złączyli się na krótką chwilę, ale nie musiałam widzieć więcej. Nie odjechałam od razu. Ręce mi drżały. W końcu przekręciłam kluczyk i ruszyłam w stronę domu. Kiedy dojechałam na miejsce, siedziałam w samochodzie jeszcze długo bez ruchu. Zimno przenikało przez szybę, ale go nie czułam. Patrzyłam przez siebie. Nie płakałam. Nie krzyczałam. Tylko siedziałam, z dłońmi zaciśniętymi na kierownicy. W głowie miałam jedno pytanie: dlaczego?
Rano zrobiłam jajecznicę. W kuchni pachniało masłem. On siedział przy stole i przeglądał coś w telefonie. Udawał, że nie czuje mojego spojrzenia.
– Co dziś w pracy? – zapytałam, podsuwając mu talerz.
– Spotkanie z klientem, potem prezentacja nowego systemu. Pewnie wrócę późno.
– Wiem. I ona też.
Zamarł. Zamarło też wszystko wokół – dźwięki, zapachy, powietrze. Nie spojrzałam na niego. Usiadłam naprzeciwko, wzięłam łyk herbaty. Śnieg sypał za oknem, drobny, gęsty. Przykrywał dachy samochodów, parapety, świat. Michał odstawił widelec. Nie odezwał się. Nie musiałam mówić więcej. Nie chciałam. Nie miałam gotowego planu, żadnych wyuczonych kwestii. Tylko to jedno słowo, które tłukło mi się po głowie od wczoraj – jak refren: wiem. Spojrzał na mnie, szukając czegoś w mojej twarzy. Może gniewu, może łez. Nie znalazł nic. Tylko spokój. Taki, który przychodzi, gdy człowiek już niczego nie oczekuje.
– Marta… – zaczął, ale przerwał.
Nie podniosłam wzroku.
– Nie musisz nic mówić – dodałam cicho, wiem o was.
Znowu cisza. Dłuższa niż wszystkie poprzednie. Zegarek w kuchni tykał wyraźnie, jakby złośliwie. Michał w końcu wstał. Odłożył talerz do zlewu. Bez słowa. Patrzyłam, jak zakłada płaszcz, jak sięga po teczkę. Chciał coś powiedzieć, ale tego nie zrobił.
Nie wiem, czy cię jeszcze kocham
Nie wrócił późno. Przyszedł przed dziewiętnastą, jakby nagle zniknęły wszystkie korki świata. Zdjął buty, powiesił płaszcz na haczyku. Spojrzał w moją stronę, ale nie powiedział nic. Usiadł przy stole, gdzie czekała zupa. Zjadł w milczeniu. Nie zapytał, jak minął mi dzień. Ja też nie zapytałam. W nocy spał na kanapie, a ja w sypialni.
Zaczął wracać wcześniej. Gotował. Sprzątał. Robił pranie. Wszystko to, co przez lata należało do mnie. Jakby próbował zmyć z siebie całą winę. Jakby cisza była jedyną możliwą formą pokuty. Któregoś dnia wróciłam od koleżanki. Zdjęłam buty, powiesiłam kurtkę. Michał siedział przy stole. Nagle się odezwał cicho.
– Ja nie planowałem tego. Po prostu... wszystko zaczęło mnie przytłaczać. Czułem się... – pusty. A ona pokazała mi, że nadal mogę być dla kogoś ważny.
Siedziałam na krześle, trzymając ręce na kolanach. Nie wpatrywałam się w niego. Patrzyłam na stół.
– Przepraszam – powiedział po dłuższej chwili. – Ale nie wiem, czy cię jeszcze kocham.
Zacisnęłam dłoń na kolanie. Wzięłam wdech, wypuściłam go powoli. Popatrzyłam na niego i go nie poznawałam. Siedział przede mną człowiek, którego kiedyś kochałam, a teraz nawet nie wiem, co do niego czuję.
Może na zawsze, może tylko na chwilę
Spakowałam torbę wcześnie rano, zanim Michał zdążył wstać. Włożyłam do niej tylko to, co potrzebne – kilka ubrań, kosmetyki. Pojechałam do mamy. Droga zajęła niecałe dwie godziny, ale wydawała się dłuższa. Śnieg leżał ciężko na poboczach, a drzewa wyglądały, jakby zasnęły i nie chciały się już obudzić. Mama ucieszyła się, choć nie zadawała zbyt wielu pytań. Przygotowała herbatę z cytryną.
Weszłam do mojego starego pokoju. Spojrzałam na komodę z dzieciństwa. Na półce leżało kilka książek, których nigdy nie dokończyłam. Wzięłam do ręki album ze zdjęciami. Przeglądałam zdjęcia z dawnych lat, te z wakacji, ze świąt, kilka z mojego ślubu. Nie potrafiłam przypomnieć sobie, czy wtedy naprawdę byłam szczęśliwa, czy tylko chciałam w to wierzyć.
Wyszłam na zewnątrz. Spacerowałam po okolicy, w której dorastałam. Śnieg skrzypiał pod stopami. Ludzie mijali mnie, niosąc zakupy, rozmawiając przez telefon, ciągnąc dzieci na sankach. Byłam wśród nich, ale nie do końca. Jakby wciąż coś mnie trzymało w tamtym mieszkaniu, przy tamtym stole. Po czterech dniach wróciłam. Michał siedział w salonie, czytał coś na ekranie, jakby nic się nie zmieniło. Kiedy usłyszał klucz w drzwiach, podniósł wzrok. Nie wstał.
– Musimy mieszkać osobno – powiedziałam, zanim zdążył się odezwać. – Może na zawsze, może tylko na chwilę. Ale teraz nie chcę cię widzieć.
Wstał powoli.
– Zrozumiem – odpowiedział cicho. – I... jeśli kiedyś będziesz chciała pogadać, będę.
Nie odpowiedziałam. Minęłam go, weszłam do sypialni, spakowałam jego rzeczy. Nie krzyczałam. Nie płakałam. Układałam je z taką dokładnością, jakbym porządkowała szufladę, którą trzeba było wreszcie opróżnić.
Marta, 36 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż myślał, że po jego odejściu będę płakać w poduszkę. A ja się cieszę, że wreszcie będę miała święty spokój”
- „Podczas wyjazdu na narty mój luby pokazał prawdziwą twarz. Jego kłamstw nie przykryje nawet gruba warstwa śniegu”
- „Rozwiodłam się z mężem już po roku. Był zimny jak świąteczna galareta, a ja miałam swoje potrzeby”