Reklama

Nigdy nie sądziłam, że mój świat runie w tak banalny sposób — przy rodzinnym stole, wśród talerzy, sztućców i pozorowanych uśmiechów. Każda niedziela była powtórką z rozrywki: Adam i ja, milczący w aucie, on zaciśnięte dłonie na kierownicy, ja próbuję coś powiedzieć, rozluźnić atmosferę. Bezskutecznie.

Znowu się spóźnimy – rzuciłam, patrząc na niego ukradkiem.

– Spokojnie – odpowiedział chłodno, nie odrywając wzroku od drogi.

Kiedyś był inny. Kiedyś trzymał mnie za rękę i mówił, że wszystko przetrwamy. Teraz nawet nie spojrzał mi w oczy. Przy teściach grał rolę idealnego męża, ale ja czułam, że od dawna już jestem sama w tym związku.

Dom Danuty, mojej teściowej, zawsze miał w sobie coś z muzeum – sterylny, bez śladu czułości. Ona tylko czekała na moje potknięcie, wypatrywała rysy w moim uśmiechu. Stefan milcząco krzątał się w tle, Iwona uciekała wzrokiem. I ta cisza, lepka, gęsta, pełna niedopowiedzeń. Czułam się obco, niepotrzebna, przeźroczysta. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tego dnia, podczas tego zwykłego obiadu, już nic nigdy nie będzie jak dawniej.

Teściowa mi dogryzała

Zapach pieczeni mieszał się z ostrym aromatem perfum teściowej, gryząc w gardle mocniej niż jej słowa. Usiedliśmy przy stole w niemal teatralnym porządku – Adam naprzeciwko mnie, Danuta u szczytu, Iwona po lewej, Stefan tradycyjnie z brzegu, jakby gotów był w każdej chwili uciec. Zerkłam na Adama. Jego twarz nie zdradzała nic. Odpowiadał matce półgębkiem, odsuwał moje spojrzenie ramieniem.

– Znowu ta sukienka? – Danuta przerwała ciszę i rzuciła na mnie chłodne spojrzenie.

– Lubię ją, jest wygodna – odpowiedziałam cicho, próbując się uśmiechnąć.

– Może czas już pomyśleć o czymś poważniejszym w tym wieku – kwitowała z wyraźną satysfakcją.

Iwona nerwowo ściskała widelec.

Mamo, daj już spokój – rzuciła, ale jej głos ginął gdzieś pod ciężarem atmosfery.

Stefan jak zwykle milczał, kroił ziemniaki, jakby tylko to miało teraz jakiekolwiek znaczenie. Starałam się rozluźnić atmosferę, mówiłam coś o pogodzie, pytałam, czy Stefan widział ostatni mecz. Zero reakcji. Tylko Adam wzdychał, jakby miał dość wszystkiego, a nie tylko tej rozmowy.

I wtedy Danuta patrzyła na mnie i powiedziała:

– Niektóre dziewczyny chyba nigdy się nie zorientują, że zostały tylko pocieszeniem, prawda Adamie?

Zamarłam. Słowa zwisały w powietrzu, nikt nie reagował. Iwona wbijała wzrok w stół, Adam prostował się, ale nic nie mówił. Czułam, jak ziemia usuwała mi się spod nóg. Co ona miała na myśli? Dlaczego Adam nawet na mnie nie spojrzał?

Każdy gest, każde słowo nabierały innego znaczenia. Miałam wrażenie, że wszyscy oprócz mnie znają jakąś tajemnicę. I że to właśnie dziś miałam ją poznać.

Mąż mnie zbywał

W drodze powrotnej milczeliśmy. Adam patrzył uparcie przed siebie, jakby szyba auta była jedyną granicą, której nie mógł przekroczyć. W domu rzucił klucze na komodę i zniknął w kuchni, udając, że mnie nie widzi. Ale ja już nie miałam siły udawać, że wszystko jest normalnie.

Podeszłam do niego i zadałam pytanie, które od godziny paliło mnie od środka.

– O co chodziło twojej matce?

Adam nawet się nie odwrócił. Napełniał szklankę wodą, pił powoli, jakby chciał pokazać, że nic go nie rusza.

– Nie dramatyzuj, Justyna. Przecież wiesz, jaka ona jest. Lubi się popisywać.

– Adam, nie. Ty coś przede mną ukrywasz. Mam dość twojego milczenia. Zacznij mówić, albo ja zacznę pytać gdzie indziej.

Odkładał szklankę, w końcu patrzył na mnie z nieskrywaną irytacją.

– Zadajesz pytania, na które nie chcesz znać odpowiedzi.

Czułam, jak robi mi się gorąco. Złość mieszała się z lękiem, a głos zaczynał mi drżeć.

– To już nie jest jakaś gra, Adam. Chcę wiedzieć, kim jesteś. Bo coraz częściej miałam wrażenie, że żyję z obcym człowiekiem. Czego się boisz? Że się czegoś dowiem?

Adam wybuchł śmiechem, nerwowym i pustym.

– Naprawdę myślisz, że tylko ty coś przeżywasz? Nie ty jedna miałaś coś do powiedzenia w naszym związku.

Patrzyłam na niego i już wiedziałam, że coś w nas pękło na dobre. Próbowałam jeszcze coś powiedzieć, ale słowa grzęzły mi w gardle. Adam wyszedł z kuchni, trzaskając drzwiami. Zostałam sama, a w głowie dudniło mi jedno: jeśli chciałam znać prawdę, musiałam szukać jej poza naszym domem.

Chciałam znać prawdę

Nie spałam całą noc. Przewracałam się w łóżku, analizując każdą rozmowę, każdy gest z ostatnich miesięcy. Nad ranem podjęłam decyzję. Musiałam wrócić do teściów. Musiałam z kimś porozmawiać, z kimkolwiek, kto przestanie przede mną grać.

Pojechałam tam, nawet nie dzwoniłam. Otworzyła mi Iwona, wyraźnie zaskoczona, trochę przestraszona.

– Justyna? Co się stało?

– Mogę wejść? – zapytałam tylko.

Weszłam do salonu. Stefan siedział przy stole, popijając kawę. W pokoju czuć było napięcie, jakby ktoś właśnie wyłączył prąd, a wszyscy bali się ruszyć. Usiadłam naprzeciwko Iwony i patrzyłam jej prosto w oczy.

– Powiedz mi prawdę. O co chodziło wczoraj twojej matce? Bo ja już mam dosyć. Muszę wiedzieć.

Iwona zaczęła bawić się łańcuszkiem, unikała mojego wzroku.

– To nie tak, Justyna… To wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, niż ci się wydaje.

Stefan spojrzał na nią ostrzegawczo.

– Nie mieszaj się w to, Iwona – powiedział cicho, ale stanowczo.

Iwona jednak nagle podniosła głos, głos jej się łamał.

– To nie tak, że Adam cię nie kochał… On po prostu nigdy nie przestał kochać jej.

Patrzyłam na nią zdziwiona, nie rozumiałam. Stefan zakrył twarz dłońmi, jakby próbował się wyłączyć z tej sceny.

– Kogo? – zapytałam, czując, jak ściska mi się żołądek.

– Karoliny – powiedziała Iwona, a jej oczy napełniły się łzami. – To była jego prawdziwa miłość. Próbował z tobą zacząć od nowa, ale nigdy nie umiał zapomnieć. Ty byłaś… – zawiesiła głos – …bezpieczną opcją.

Przez chwilę nie mogłam oddychać. Nagle zrozumiałam wszystkie niedopowiedzenia, wszystkie chłodne spojrzenia, milczenie Adama. Nigdy nie miałam szans. Wstałam, drżały mi ręce. Iwona próbowała mnie zatrzymać, ale nie chciałam już niczego więcej słyszeć. Wyszłam, czując, jak cały mój świat sypie się na kawałki.

Czułam się rozczarowana

Nie miałam siły wracać do mieszkania. Poszłam przed siebie bez celu, aż w końcu zadzwoniłam do Ewy. Zawsze była moją bezpieczną przystanią, jedyną osobą, przed którą nie musiałam niczego udawać. Spotkałyśmy się w kawiarni, choć kawa stała nietknięta.

Byłam głupia, prawda? – zapytałam, nie patrząc jej w oczy.

Ewa wzięła mnie za rękę. Jej dotyk zawsze był ciepły, pewny.

– Nie. Byłaś zakochana. On był tchórzem.

Cisza pomiędzy nami gęstniała. Czułam wstyd i żal, które mieszały się ze złością. Opowiedziałam jej wszystko – o obiedzie, o Danucie, o tym, co powiedziała Iwona.

– Ja wiedziałam – mówiła cicho Ewa. – Widziałam, jak cię traktuje. Ale ty byłaś zakochana. A on… on nigdy nie patrzył na ciebie jak na kobietę, którą się kocha. Tylko jak na kogoś, kto mu przeszkadza.

– Całe życie grałam rolę żony. Chciałam być lepsza, ładniejsza, mądrzejsza. Myślałam, że to wystarczy. Ale nigdy nie mogłam się doprosić, żeby po prostu mnie kochał.

Nie musisz już się starać, Justyna. Nie musisz być dla nikogo bezpieczną opcją. Teraz możesz być sobą.

– Ale ja nie wiem, kim jestem bez niego. Zbudowałam całe swoje życie wokół tej relacji.

– Może w końcu jesteś sobą – Ewa patrzyła mi prosto w oczy. – Może teraz możesz zobaczyć, co to znaczy naprawdę żyć.

Przez chwilę płakałam. Płakałam pierwszy raz od lat, tak prawdziwie. Ewa tuliła mnie jak dziecko. Czułam ulgę. I pierwszy raz od dawna przebijała się do mnie cicha, jeszcze nieśmiała myśl, że może mam prawo zacząć od nowa.

Byłam zła na męża

Wieczorem wróciłam do mieszkania, wciąż pachnącego jego wodą kolońską i moim strachem. Adam siedział w salonie, zapatrzony w telewizor, ale nie wyglądał, jakby cokolwiek widział. Usiadłam naprzeciwko, wzięłam głęboki oddech. Tym razem nie będę prosić, błagać, szukać jego wzroku.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam cicho, ale stanowczo.

Adam odwrócił się powoli, jakby już wiedział, o czym będzie ta rozmowa.

– Wiem wszystko – zaczęłam. – Wiem o Karolinie. O tym, że próbowałeś ułożyć sobie życie ze mną, bo chciałeś być… normalny. Bezpieczny. Że nigdy nie przestałeś jej kochać.

Milczał. Na jego twarzy nie było nawet śladu zaskoczenia. Przeciągała się ta cisza, aż w końcu odzywał się bez emocji.

– Nie chciałem cię skrzywdzić, Justyna.

– Ale to zrobiłeś – powiedziałam ostro. – Przez pięć lat udawałam, że nie widzę. Że nie czuję, jak bardzo jestem ci obojętna.

– Było nam dobrze, prawda? – jego głos łamał się niepewnie.

– Nie. Było nam spokojnie. Po prostu nie wiedziałam, co to znaczy być naprawdę kochaną.

Adam spuścił głowę. Widziałam, że pierwszy raz nie wiedział, co odpowiedzieć. Może pierwszy raz było mu naprawdę wstyd.

Wstałam i sięgnęłam po walizkę.

– To już nie mój problem, Adam. Ale twoja matka miała rację – byłam ślepa. Ale nie będę już więcej.

– Justyna, zaczekaj. Przecież wszystko można naprawić. Może…

Już nie chcę niczego naprawiać. Nie chcę żyć w czyimś cieniu.

Wzięłam płaszcz, klucze, zostawiłam go w tym naszym sztucznym, posprzątanym domu. I czułam, że z każdą chwilą oddychało mi się lżej.

Justyna, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama