Reklama

Chciałem fajerwerków – dosłownie i w przenośni – z kimś, kto nie znał jeszcze moich demonów. Planowałem wieczór idealny, bez żadnych zakłóceń. Nie wiedziałem tylko, że w grze pojawi się ktoś trzeci. Ktoś, kto nie znosi przegrywać. Moja była. I ona miała własny plan.

Nadia była dla mnie najważniejsza

Poznaliśmy się we wrześniu, na parapetówce u wspólnych znajomych. Byłem tam trochę z przymusu, w sumie bardziej z nudów niż potrzeby towarzystwa. I wtedy weszła ona – Nadia. W czarnej skórzanej kurtce, z rozwianymi włosami i ironicznym uśmiechem. Nie wyglądała jak ktoś, kto szuka chłopaka. Prędzej jak dziewczyna, która przyszła się pośmiać z całego towarzystwa i potańczyć. A mimo to z nią właśnie spędziłem cały wieczór.

– Masz jakieś dziwactwo, o którym powinienem wiedzieć, zanim się zaprzyjaźnimy? – zapytałem, opierając się o framugę drzwi do kuchni.

– Jestem uczulona na nudnych ludzi – rzuciła. – Ale jak na razie nie kicham.

Od tamtej chwili pisaliśmy codziennie. Spotkania były luźne, bez ciśnienia. W październiku zabrałem ją na koncert do małego klubu, w listopadzie razem gotowaliśmy lasagne, która się kompletnie rozpadła, a w grudniu złapaliśmy się za ręce tak naturalnie, jakbyśmy robili to od zawsze.

Sylwester miał być naszym „oficjalnym” początkiem. Bez wielkiej pompy, tylko znajomi, dobra muzyka i my. Zaplanowaliśmy imprezę u niej. Ja miałem załatwić szampana i przekąski, ona – playlistę i zimne ognie. Wreszcie coś układało się po mojej myśli. Tylko że w takich momentach życie lubi testować, ile szczęścia człowiek jest w stanie unieść.

Plan na idealnego sylwestra

Odliczałem dni. Serio, jak dzieciak przed gwiazdką. Niby dorosły facet, a w głowie tylko jedna myśl – byle do sylwestra. Nadia mówiła, że nie lubi sztywnych bali ani imprez w klubach, więc tym bardziej się cieszyłem. Miało być kameralnie: kilka jej przyjaciółek, paru moich kumpli, muzyka z głośników, światła choinkowe zawieszone pod sufitem i my. Zwyczajnie, domowo, ale jednak wyjątkowo.

– Tylko proszę cię, żadnych eks, żadnych niespodziewanych gości, dobra? – mruknęła pewnego wieczoru, kiedy planowaliśmy listę zaproszonych.

– W życiu. Mam już tylko jedną kobietę w planach na ten wieczór – odpowiedziałem, całując ją w czoło.

Nie miałem pojęcia, jak prorocze były jej słowa. Wciąż miałem w telefonie numer do Alicji – mojej byłej. Nie kontaktowaliśmy się od kilku miesięcy, poza jednym przypadkiem, kiedy wysłała mi zdjęcie mojego starego swetra z pytaniem, czy ma go wyrzucić. Odpisałem tylko: „Zatrzymaj. Albo wyrzuć”. I tyle.

Nie mówiłem o niej Nadii. Nie dlatego, że coś ukrywałem. Po prostu nie chciałem wracać do tematu. Alicja potrafiła być cudowna, ale i strasznie impulsywna. Kiedy się rozstawaliśmy, płakała, krzyczała, potem znów płakała. A potem zniknęła. Przynajmniej tak mi się wydawało.

31 grudnia rano wrzuciłem zdjęcie naszej sylwestrowej playlisty na story. Nic wielkiego – jakieś kawałki, których słuchaliśmy razem z Nadią. Nie sądziłem, że ktoś, kto nie powinien już patrzeć na moje życie, patrzył bardzo uważnie.

Stała w progu jak gdyby nigdy nic

Impreza ruszyła o dwudziestej. Wszyscy przyszli punktualnie, co zdarza się rzadko. Nastroje dopisywały, a w salonie unosił się zapach przystawek, które Nadia uwielbiała. Z głośników leciał stary Arctic Monkeys, dziewczyny tańczyły w skarpetkach po panelach, a ja czułem, że to właśnie taki wieczór, który się pamięta latami.

– Jak się czujesz jako gospodarz? – zapytała Nadia, stając na palcach i całując mnie w policzek.

– Jak król życia. Serio, niczego mi nie brakuje.

Nie dokończyłem tej myśli, bo w tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi. Gwałtownie i zdecydowanie. Jakby zaraz miał wpaść komornik albo straż pożarna. Spojrzałem pytająco na Nadię, ona wzruszyła ramionami. Kiedy otworzyłem drzwi, przez moment nie rozpoznałem jej twarzy. Stała tam Alicja. W eleganckim płaszczu, z rozmazanym makijażem i błyskiem w oku, którego nie widziałem od miesięcy.

– Cześć – powiedziała cicho. – Wiedziałam, że tu będziesz.

– Co ty tu robisz? – zapytałem szeptem, jednocześnie starając się zasłonić wejście swoim ciałem.

– Nie wiedziałam, że muszę mieć pozwolenie, żeby złożyć ci noworoczne życzenia. Przyniosłam szampana – dodała, wyciągając z torby butelkę.

W środku zamarło. Za moimi plecami ktoś ściszył muzykę. Wiedziałem, że jeśli ją wprowadzę, stanie się coś, czego nie da się cofnąć. Jeśli zostawię ją za drzwiami – pewnie też.

– Przepraszam, Nadia. Musimy pogadać – powiedziałem w końcu i wyszedłem z Alicją na klatkę schodową.

Takich fajerwerków nie oczekiwałem

Na klatce było zimno, pachniało fajerwerkami i frytkami. Alicja stała oparta o ścianę, trzymając butelkę jak trofeum. Przez chwilę milczeliśmy, tylko gdzieś z dołu słychać było, jak dzieciaki puszczają petardy.

– Wiesz, jak żałośnie to wygląda? – zapytałem w końcu. – Wbijasz się na imprezę, na której cię nie chcą.

– A skąd wiesz, że mnie nie chcą? Może to właśnie ty nie jesteś już mile widziany? – jej głos był ostry. – Widziałam to story. Wiedziałam, że będziesz. Wiedziałam, że ona będzie.

– Alicja, to koniec. Od dawna. Już ci to mówiłem.

– Tak? A skąd ta nowa wie, że w ogóle istniałam? Czy też robisz z niej idiotkę?

Zrobiłem krok w tył. Nie chciałem krzyczeć. Nie chciałem robić scen. Ale czułem, że coś się właśnie gotuje i za chwilę wykipi.

– Okej. Przyszłaś, zrobiłaś teatr, teraz odejdź. Proszę.

Nie. Chcę wejść. Chcę zobaczyć, co takiego ma ta twoja nowa, czego ja nie miałam.

– Nie ma mowy.

Ona tylko uśmiechnęła się kpiąco. I wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałem. Zanim zareagowałem, minęła mnie, otworzyła drzwi i weszła prosto do salonu. Usłyszałem, jak mówi:

– Dobry wieczór wszystkim. Przepraszam za spóźnienie, ale podobno najlepsze zostawia się na koniec.

Nadia stała jak wryta, patrząc na mnie, jakby zobaczyła ducha.

– To twoja była? – zapytała, zimnym tonem.

A ja tylko stałem, czując, że wszystko właśnie się wali.

To był dla niej cios

Noc zamieniła się w ciągłe napięcie. Alicja usiadła na kanapie i rozmawiała z gośćmi, jakby była jednym z nich. Śmiała się, wznosiła toasty, nawet podśpiewywała pod nosem, ignorując moje spojrzenia. Nadia próbowała zachować twarz, ale widziałem, jak z każdą minutą jej uśmiech staje się coraz bardziej wymuszony. W końcu, chwilę po północy, złapała mnie za rękę i wyprowadziła do kuchni.

– Powiedz mi tylko jedno. Wiedziałeś, że przyjdzie?

– Przysięgam, że nie. Naprawdę nie miałem z nią kontaktu od miesięcy.

– A mimo to znała mój adres. Wiedziała, że tu jesteś. I przyniosła szampana?

– Widziała moje story. Może się dowiedziała od znajomych. Nie wiem, Nadia. Przysięgam, że to nie było zaplanowane.

– To nie chodzi o zaplanowanie. Tylko o to, że nie uprzedziłeś mnie o niej. Ani razu.

Stałem jak głupek, nie mając nic na swoją obronę. W tle słychać było odliczanie gości do kolejnego toastu. Wysunęła rękę z mojej i wyszła z kuchni bez słowa.

Alicja, jakby wyczuła moment, znów pojawiła się obok mnie. – No, to było niezłe wejście, co? – powiedziała, z ironicznym błyskiem w oku.

Nie odpowiedziałem. Już nic nie miało znaczenia.

Rano Nadia była nieuchwytna. Nie odbierała telefonu. Alicja zniknęła zaraz po tym, jak skończył się alkohol. Ja siedziałem sam, z głową w dłoniach, słuchając resztek sylwestrowej playlisty, która teraz brzmiała jak kiepski żart.

Spełniło się moje życzenie

Minął tydzień, zanim Nadia zgodziła się spotkać. W kawiarni siedziała naprzeciwko mnie, ubrana w gruby sweter, bez makijażu, z tą samą determinacją w oczach, którą widziałem, kiedy pierwszy raz ją poznałem.

– Nie przyszłam tu po przeprosiny – powiedziała na wstępie. – Chciałam ci tylko powiedzieć, że to nie twoja była mnie zraniła. Tylko ty.

Chciałem coś powiedzieć, wyjaśnić, dodać, że to był przypadek, że nie miałem złych intencji, ale żadne słowa nie wydawały się odpowiednie. Ona tylko pokręciła głową.

– Każdy ma przeszłość. Tylko że ty ją zostawiłeś otwartą, jakbyś sam nie wiedział, czy chcesz się z niej wyprowadzić.

Zostawiła kubek do połowy pełny i wstała. Pocałowała mnie w policzek, jakby to miało zamknąć temat. I wyszła.

Alicja już więcej się nie odezwała. Zablokowałem jej numer, usunąłem wszystkie ślady z mediów społecznościowych. Zrobiłem porządek, ale dopiero wtedy, kiedy nie miałem już kogo zaprosić do nowego rozdziału.

Sylwester był niezapomniany. Spełniło się moje życzenie. Tylko nie w ten sposób, o którym marzyłem. Z fajerwerków została cisza, z emocji – pustka, a z nowej miłości – gorzka lekcja.

Czasem największe eksplozje robią ci w życiu ci, których nie ma już prawa przy nim być. A ci, których chcesz przy sobie najbardziej, odchodzą cicho i nagle. Wystarczy jedno rozczarowanie, by nie było powrotu.

Kamil, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama