„Od początku byłam na bakier z teściową. Nigdy nie sądziłam, że gdy teść nawywija, to ja będę podnosić ją na duchu”
„Myślałam, że w moim życiu już nic mnie nie zaskoczy. Rodzina jak z reklamy, dom, praca i… teściowa, która od lat grała swoją rolę tak, jak trzeba. Zawsze wypielęgnowana, wyprostowana, z lekko ironicznym uśmiechem i makijażem, którego nie dałoby się rozmazać nawet w najgorszą ulewę”.

- Redakcja
Są dni, kiedy wszystko w życiu wydaje się przewidywalne – kawa o tej samej porze, te same poranne narzekania na korki, a potem rozmowy o niczym na grupowym czacie. Myślałam, że w moim życiu już nic mnie nie zaskoczy. Rodzina jak z reklamy, dom, praca i… teściowa, która od lat grała swoją rolę tak, jak trzeba. Zawsze wypielęgnowana, wyprostowana, z lekko ironicznym uśmiechem i makijażem, którego nie dałoby się rozmazać nawet w najgorszą ulewę. Przeważnie zirytowana na cały świat – zwłaszcza na mnie. Miałyśmy swoje ciche wojny i nigdy nie przyszło mi do głowy, że znajdzie się sytuacja, w której to właśnie ona pojawi się pod moimi drzwiami, pozbawiona tej swojej powłoki.
Gdy usłyszałam dzwonek, byłam przekonana, że to kolejna przesyłka lub któraś z sąsiadek przyszła ponarzekać na psa z trzeciego piętra. Drzwi otworzyłam zupełnie bez emocji – a wtedy ją zobaczyłam. Bez makijażu, bez tej swojej zwyczajowej pozy i… jakby mniejszą, niż pamiętałam. I właśnie wtedy coś we mnie drgnęło. Bo czasem nawet największy wróg, by przestać być wrogiem, potrzebuje po prostu odrobiny zrozumienia. I jeszcze jednej kobiety, która nie będzie w tym wszystkim zbyt idealna. Nie miałam pojęcia, jak potoczy się ta historia. Wiedziałam tylko jedno: nic już nie będzie takie, jak dawniej.
Wiem, co widziałam
Siedziałam przy kuchennym stole, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Nawet nie miałam czasu się zirytować, bo w progu stała ona – moja teściowa. Jej włosy były związane w niechlujny koczek, twarz bez grama makijażu, a oczy – czerwone i opuchnięte.
– Dzień dobry… – zaczęła, ale głos jej zadrżał.
Wstałam niezgrabnie, bo przecież nie tak wyobrażałam sobie poniedziałkowy poranek. Przez chwilę obie patrzyłyśmy na siebie w milczeniu, jakby czekając, aż druga się odezwie.
– Wszystko w porządku? – zapytałam w końcu, choć dobrze wiedziałam, że nie jest.
Teściowa rozejrzała się nerwowo po korytarzu i weszła do środka, jakby chciała się ukryć przed całym światem. Usiadła ciężko na krześle w kuchni i westchnęła.
– Co się stało? – podsunęłam jej kubek, ale tylko odepchnęła go lekko dłonią.
– On… – zawahała się. – Twój teść… Znalazłam wiadomości. Od jakiejś kobiety.
Zamilkłam, niepewna, czy wypada się odezwać. Przez głowę przeszła mi myśl, że oto nadszedł dzień, w którym role się odwróciły. Przez lata to ona dyktowała warunki, oceniała, a teraz nagle siedziała przede mną bezbronna.
– Jesteś pewna? Może… – zaczęłam, ale przerwała mi gwałtownie.
– Proszę cię, nie próbuj mnie pocieszać. Wiem, co widziałam.
Zrobiło się cicho. Tak cicho, że słyszałam tykanie zegara i swoje przyspieszone bicie serca.
– Myślisz, że mogę tu chwilę posiedzieć? – zapytała nagle, ściskając dłonie na kolanach.
– Zostań, ile chcesz – odpowiedziałam bez wahania.
Teściowa spojrzała na mnie z wdzięcznością, jakiej nigdy wcześniej u niej nie widziałam. Przez chwilę byłam pewna, że zaraz się rozpłacze, ale tylko odwróciła wzrok i spojrzała przez okno.
Sytuacja była daleka od codzienności
Patrzyłam, jak drży jej broda. Zawsze twarda, zawsze opanowana – a teraz wyglądała, jakby się bała własnych myśli.
– Chcesz herbaty? – zapytałam, próbując zabrzmieć normalnie, choć sytuacja była daleka od codzienności.
– Nalej mi…, proszę – powiedziała z westchnieniem.
Nalałam jej i sobie, bo coś czułam, że to nie będzie długa rozmowa. Usiadłam naprzeciwko, udając, że nie gapię się na jej podkrążone oczy.
– Jak długo o tym wiesz? – zapytałam ostrożnie.
Teściowa wzruszyła ramionami i podparła głowę na dłoniach.
– Dopiero od wczoraj. Wpadłam na niego jak sprawdzał coś w komputerze. Był tak pochłonięty, że nawet nie zauważył, że stoję za nim… A potem wystarczyło kilka kliknięć. Wiadomości, zdjęcia… Ona jest młodsza ode mnie, ładna, wysyłała mu takie głupoty. Wiesz, kiedyś myślałam, że zdradzają tylko ci, którzy czegoś nie mają w domu. Że to się zdarza gdzieś indziej, ludziom, którzy się nudzą albo nie potrafią rozmawiać. A my przecież gadaliśmy, planowaliśmy wakacje… – głos jej zadrżał.
Przez chwilę milczałam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież przez całe lata to ona była tą, która zawsze miała wszystko pod kontrolą. Teraz wyglądała, jakby pierwszy raz nie wiedziała, co zrobić.
– Powiedziałaś mu coś? – zapytałam, starając się, żeby nie brzmiało to zbyt ciekawsko.
– Nie. Po prostu wyszłam z domu. Nawet nie zauważył, że nie wracam na noc.
Pokręciła głową, a potem wzięła łyk herbaty.
– Wiesz co? Nienawidzę tego uczucia. Nigdy nie myślałam, że będę siedzieć u własnej synowej, rozmazana, roztrzęsiona i żałosna.
– Czasem trzeba – odpowiedziałam cicho.
Popatrzyła na mnie jakby pierwszy raz zobaczyła we mnie coś więcej niż dziewczynę jej syna. Zrobiłam nam jeszcze jedną herbatę, choć ona niemal nie tknęła poprzedniej. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie i obie udawałyśmy, że skupiamy się na parujących kubkach, jakby w tym aromacie była jakaś odpowiedź. Teściowa niespodziewanie zaczęła mówić, cicho, nieco zachrypniętym głosem:
– Myślisz, że jak on wróci do domu i zobaczy, że mnie nie ma, to się zorientuje, co zrobił? – mruknęła, jakby pytała samą siebie.
– Może się przestraszy – odpowiedziałam ostrożnie. – Albo w końcu do ciebie zadzwoni.
Zaśmiała się bez radości.
– Zadzwoni? Żeby się upewnić, czy zostawiłam mu w lodówce bigos? Przez ostatnie lata wydawało mi się, że jestem mu potrzebna tylko do prania i gotowania. A teraz widzę, że nawet to można załatwić przez internet.
Westchnęłam, bo chciałam jej przytaknąć, ale coś mnie powstrzymało.
– A ty? – zapytała nagle, a ja aż się wzdrygnęłam. – Zawsze się wydajesz taka… spokojna. Nigdy nie widziałam cię roztrzęsionej.
Prychnęłam cicho.
– Oj, to tylko pozory. Też mam swoje momenty, tylko jakoś nigdy nie wypada się rozpaść na waszych oczach.
Wtedy, ku mojemu zaskoczeniu, teściowa się rozluźniła. Oparła łokcie na stole i spojrzała na mnie ze szczerym zainteresowaniem.
– Na przykład Kamil do dziś nie potrafi złożyć prania. I zawsze gubi skarpetki. Zawsze!
Teściowa pokręciła głową z lekkim rozbawieniem.
– Przynajmniej w czymś jest konsekwentny.
Obie parsknęłyśmy śmiechem, może nieco za głośno, jak na tę sytuację. W tej krótkiej chwili przez kuchnię przetoczyła się ulga – taka, której żadna z nas się nie spodziewała.
Poczułam, że naprawdę ją lubię
Cisza, która po chwili zapadła, była inna niż wcześniej. Nie była już duszna od napięcia, tylko dziwnie lekka, jakbyśmy obie odetchnęły. Teściowa po raz pierwszy wyglądała, jakby naprawdę chciała jeszcze zostać, a nie jakby liczyła minuty do powrotu do swojej fortecy. Nagle zerknęła na zegarek i wzruszyła ramionami.
– Nie wiem, czy w ogóle powinnam wracać do domu dzisiaj. Może jego nowa przyjaciółka powinna mu zrobić kolację? – syknęła, a w jej głosie pojawiła się złośliwa nuta.
– Jak mu się poszczęści, może nawet nauczy się gotować – odparłam, pozwalając sobie na drobny przytyk. – Ale wiesz co? Gdybyś chciała się zemścić, możesz na przykład nie zostawić mu hasła do platformy z filmami.
– Hm, o to byłby dla niego największy cios – rzuciła, nagle zupełnie ożywiona.
Po czym dodała:
– Chyba nie wiesz, ile lat się marzyłam o tym, żeby raz w życiu być egoistką. Po prostu nie przejmować się innymi.
– To zacznij dzisiaj. Serio, na początek możesz nawet zostać na noc. Mamy w domu wolny pokój i czystą pościel – zaproponowałam, a sama nie wierzyłam, że to ja to mówię.
Zamyśliła się na chwilę, a potem nieśmiało zapytała:
– Nie będziesz miała nic przeciwko? Że twoja… no wiesz, była teściowa zagraca ci mieszkanie?
– Miałam w planie umyć dziś okna, więc każda wymówka jest dobra – odpowiedziałam lekko.
Parsknęła śmiechem i przez moment znowu była tą kobietą, która zawsze miała wszystko pod kontrolą. Wtedy właśnie poczułam, że naprawdę ją lubię.
Pierwszy raz pomyśl o sobie
Noc minęła nam na rozmowach o wszystkim i o niczym. Leżałyśmy w salonie, zawinięte w koce, a między kolejnymi herbatami pojawiały się także sprawy, o których nigdy wcześniej nie miałyśmy odwagi ze sobą rozmawiać. Teściowa wreszcie zdjęła z siebie całą tę skorupę, którą nosiła od lat.
– Wiesz, nigdy nie miałam przyjaciółki – rzuciła nagle. – Zawsze byłam tą, która musi sobie sama radzić, nie zawracać nikomu głowy problemami. Nawet mojej siostrze nie mówiłam wszystkiego. Bo… no właśnie, „bo nie wypada”.
– A jednak przyszłaś tu dziś do mnie. Do swojej ulubionej synowej – dodałam półżartem, mając nadzieję, że ją rozbawię.
Wywróciła oczami, ale na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
– Synowa… Jeszcze kilka miesięcy temu uznałabym, że to największa kara od losu. A teraz widzę, że czasem życie samo wybiera za nas ludzi, których naprawdę potrzebujemy.
– I widzisz, miałaś rację, że w rodzinie kobiety są najważniejsze. Tylko szkoda, że tak późno się o tym przekonałaś – odpowiedziałam, mrugając do niej.
Milczała przez chwilę, wpatrzona w ciemność za oknem.
– Myślisz, że powinnam z nim rozmawiać? – zapytała cicho. – Czy może jeszcze trochę go przetrzymać w niepewności?
Westchnęłam.
– Zrób tak, jak czujesz. Ale może pierwszy raz pomyśl o sobie. Nikt za ciebie nie przeżyje tej złości, tego rozczarowania… Ani tej ulgi, która przyjdzie, jak już się wygadasz.
Teściowa skinęła głową, a potem otworzyła szeroko oczy, jakby właśnie coś zrozumiała.
– Wiesz, przez te wszystkie lata myślałam, że jeśli przyznam się do słabości, już nikt mnie nie będzie szanować. A tu proszę, siedzę bez makijażu, zapłakana, u synowej i… chyba dawno nie czułam się bardziej sobą.
– Właśnie dlatego każda kobieta czasem potrzebuje drugiej kobiety – powiedziałam cicho.
Zamilkłyśmy, obie wiedząc, że tej nocy coś się zmieniło na zawsze.
To ja zdecyduję, co dalej
Poranek był zaskakująco spokojny. Z kuchni pachniało kawą i świeżym pieczywem – obie wstałyśmy wcześniej, zupełnie jakbyśmy nie chciały, żeby ta nowa bliskość się rozmyła. Siedziałyśmy przy stole, a teściowa zwinęła się w sweter mojego męża. Wyglądała na kogoś, kto pierwszy raz od lat nie udaje silniejszej, niż jest naprawdę.
– Co zamierzasz zrobić? – zapytałam, podając jej kawę.
Zerknęła na mnie z lekkością, której wcześniej u niej nie widywałam.
– Pójdę do domu. Powiem mu, że wiem. I że to ja zdecyduję, co dalej. Może wywalę go z walizką na klatkę schodową, a może dam mu szansę. Zobaczę, czy potrafi być szczery… Ale jedno wiem na pewno. Nie będę już udawać, że wszystko jest w porządku. – Jej głos był spokojny, ale w oczach błysnęło coś twardego.
Skinęłam głową.
– To już coś. I pamiętaj, że jakby co, zawsze możesz tu wrócić. Obiecuję, że będę miała wino i ciepłe koce w pogotowiu.
Teściowa uśmiechnęła się szeroko – pierwszy raz od wczoraj naprawdę szczerze.
– Dobrze, przyjmuję zaproszenie. I wiesz co? Dobrze, że tu przyszłam. Myślałam, że przyjdę po litość, a dostałam… normalność. To lepsze niż tysiąc pochlebstw.
Wstała, ogarnęła się szybkim ruchem i poprawiła włosy.
– Dzięki, że nie traktowałaś mnie jak świętej krowy. I że nie wyciągałaś ode mnie na siłę żadnych „mądrości życiowych”.
– Wystarczy być – odpowiedziałam i nagle pomyślałam, że czasem przyjaźń zaczyna się wtedy, kiedy już nie mamy siły udawać.
Zanim wyszła, jeszcze raz spojrzała na mnie przez ramię.
– To było dobre miejsce na nowy początek, wiesz?
I wtedy już wiedziałam, że ta historia nie skończy się wcale tak, jak by chciała. Ale za to prawdziwie.
Ilona, 37 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Przekonałam męża, byśmy pojechali z teściową na ferie do Wisły. Przez to, co tam zobaczyłam, do domu wrócimy osobno”
- „Teściowa myślała, że zdrady dzieją się tylko w filmach. Teraz przyszła do mnie z płaczem, bo jej mąż wziął nogi za pas”
- „Teściowie wpadli bez zapowiedzi na obiad, a potem rozliczali mnie z kasy. Myślałam, że wyjdę z siebie”