Reklama

Wmawiałam sobie, że to tylko chwilowe, że każda para przechodzi kryzysy. Aż pewnego dnia, kiedy jego telefon zawibrował na blacie kuchennym, spojrzałam na ekran. I wtedy zaczęło się coś, czego nie spodziewałabym się nawet w najgorszych koszmarach.

Tajemnicze „K” na telefonie

Stałam przy kuchence, mieszałam zupę i jednym uchem słuchałam radia. Mąż siedział w salonie, udając, że ogląda jakiś mecz. Nagle telefon na blacie zawibrował. Spojrzałam odruchowo. Ekran rozświetlił się na chwilę i pokazał tylko napis „K.”. Zanim zdążyłam się zbliżyć, zgasł. Coś mnie tknęło. Przecież wcześniej nigdy nie miał żadnej „K.” w kontaktach. Przynajmniej nic mi o tym nie mówił.

– Dzwoniło ci coś – rzuciłam obojętnie.

– A, pewnie z pracy – odpowiedział, nie odrywając wzroku od telewizora.

– Od „K.”? – zapytałam, siląc się na neutralny ton.

Spojrzał na mnie kątem oka.

– Kolega. Krzysiek. Nie pamiętam, jak go zapisałem – mruknął.

Niby nic, ale coś nie grało. Mój mąż nigdy nie skracał imion, a już na pewno nie kolegów z pracy. I nigdy nie zostawiał telefonu w zasięgu mojego wzroku. Tego dnia coś się w nim zmieniło – był bardziej spięty, szybciej się denerwował, jakby czekał, aż znowu zawibruje ten przeklęty telefon. Nocą nie mogłam zasnąć. Coś mnie uwierało. Leżałam obok niego, nasłuchując, czy znowu będzie pisał. I wtedy zobaczyłam, jak pod kołdrą ekran rozświetla jego twarz.

Dziwnie się zachowywał

Udawałam, że śpię. Oddychałam równo, wtulona w poduszkę, ale serce waliło mi jak szalone. On sądził, że nic nie widzę, że jestem pogrążona we śnie, a tymczasem ja widziałam dokładnie, jak pisze. Kciuk śmigał po ekranie z pewną wprawą, a na jego twarzy pojawił się uśmiech – taki, którego dawno nie widziałam skierowanego do mnie.

– Śpisz? – zapytał nagle.

Nie odpowiedziałam. Nie drgnęłam. Zaryzykowałam. Chciałam wiedzieć, co się dzieje. Minęła może minuta, może dwie. Ekran zgasł. Odłożył telefon na szafkę nocną i odwrócił się do mnie plecami. Leżał bez ruchu, a ja czułam, jak ściska mnie w środku. Musiałam się dowiedzieć, z kim tak pisze. I dlaczego.

Następnego dnia, gdy poszedł pod prysznic, rzuciłam się na telefon. Zablokowany. Zawsze znałam jego hasło – nasza rocznica ślubu. Teraz już nie działało. Zmienione. Pierwszy raz w naszym małżeństwie poczułam się jak obca.

– Zgubiłam telefon, możesz do mnie zadzwonić? – zawołałam do niego, żeby zobaczyć, pod jakim nazwiskiem mnie zapisał.

– Jasne – odpowiedział bez cienia podejrzenia.

Na ekranie telefonu pojawiło się: „Żona”.

Pojawiła się okazja

Od tego dnia wszystko, co robiłam, kręciło się wokół jednej myśli – muszę odkryć prawdę. Zachowywałam się normalnie, rozmawiałam z nim o pracy, o zakupach, o tym, co obejrzymy wieczorem. Tymczasem w głowie układałam plan. Wiedziałam, że on nie rozstaje się z telefonem, nawet do łazienki go zabiera. Musiałam czekać na okazję.

Doczekałam się jej tydzień później. Zostawił odblokowany telefon i wyszedł na spacer z psem, zapomniał. Ręce mi się trzęsły, ale udało się. Otworzyłam wiadomości. Najnowsza rozmowa: „K.”. Dalej.

Zrobiło mi się słabo. „Nie mogę przestać myśleć o wczoraj. Dziękuję ci za wieczór”. Albo: „To samo miejsce i godzina?”. Kolejna: „Kiedy powiesz jej o mnie?”.

Zrobiłam zrzuty ekranu i wysłałam do siebie. Ręce mi się trzęsły. Nie miałam odwagi czytać dalej. Usłyszałam drzwi – wracał. Odłożyłam telefon. Szybko. Serce waliło mi jak młotem. Zachowywałam się normalnie. Przynajmniej próbowałam.

– Zrobić ci herbaty? – zapytałam, gdy wszedł.

– Pewnie, dzięki – uśmiechnął się lekko.

A ja z tym uśmiechem na twarzy czułam, że coś we mnie powoli umiera.

Miała może 21 lat

Przez kolejne dni analizowałam każdą wiadomość. Nie potrafiłam przestać – mimo że każde słowo bolało jak igła wbijana prosto w serce. W jednej z wiadomości była wzmianka o miejscu spotkania. Nazwa knajpy na obrzeżach miasta. Zapisałam. Musiałam wiedzieć, z kim się tam widywał. Postanowiłam, że pojadę tam. Sprawdzę. Zobaczę na własne oczy.

Tego dnia mówił, że zostaje dłużej w pracy. Pojechałam taksówką, usiadłam przy stoliku w rogu i udawałam, że przeglądam menu. Serce waliło mi jak oszalałe. Minęło może dwadzieścia minut i wtedy wszedł – z szerokim uśmiechem. A za nim... kobieta. Elegancka, z ciemnymi włosami. W pierwszej chwili pomyślałam, że to ona. Wstałam już nawet, żeby podejść. Ale wtedy kobieta uśmiechnęła się do kelnera i usiadła przy innym stoliku. A on... stał i czekał.

I wtedy ją zobaczyłam. Wysoka, atrakcyjna dziewczyna, z długimi blond włosami. W młodzieżowej kurtce. Podbiegła do niego i rzuciła się na szyję.

– Tęskniłam, tato – powiedziała głośno.

Zamarłam. Tato? Nie mamy dzieci. Nie razem. Ale czy możliwe...? Nogi się pode mną ugięły.

Patrzyłam na męża z niedowierzaniem

Nie pamiętam, jak wróciłam do domu. W głowie mi się kręciło, a żołądek zaciskał w bolesnym skurczu. Tyle lat razem, a ja nie wiedziałam o istnieniu tej dziewczyny. Tyle kłamstw. Tyle niedopowiedzeń. Nie mogłam mu już ufać. I te wiadomości... To nie były zdawkowe rozmowy ojca z córką. Tam była tęsknota i pragnienie.

Wieczorem czekałam, aż wróci. Nie mogłam już dłużej milczeć.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam, gdy tylko wszedł.

– Co się stało? – zapytał ostrożnie, zdejmując buty.

– Wiem o niej. O „K.”. Wiem, z kim się spotykasz. I czytałam wasze wiadomości.

Zamarł. W jego oczach pojawiło się przerażenie, jakby wszystko nagle się zawaliło.

– To nie tak, jak myślisz – zaczął szeptem.

– Naprawdę? To wytłumacz mi, jak mam rozumieć to wszystko – rzuciłam z pogardą.

Westchnął ciężko, usiadł na fotelu, jakby nagle opadły z niego wszystkie siły.

– To moja córka. Z poprzedniego związku. I... to skomplikowane. Ona... miała trudne dzieciństwo. Pisałem do niej, bo... ona tego potrzebuje.

Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Nie wiedziałam, czy bardziej boli mnie to, że mnie okłamywał, czy to, że nie miał odwagi wcześniej powiedzieć prawdy.

Tyle razy prosiłam go o szczerość

Nie odpowiedziałam od razu. Siedziałam naprzeciwko niego, patrzyłam, jak spuszcza wzrok, jak unika mojego spojrzenia. Tyle razy prosiłam go o szczerość. Tyle razy mówiłam, że poradzimy sobie ze wszystkim, jeśli tylko będziemy ze sobą szczerzy. Tymczasem on przez całe nasze małżeństwo żył w dwóch światach – jednym zbudowanym na kłamstwie, drugim opartym na pozorach.

– Dlaczego mi o niej nie powiedziałeś? – spytałam cicho.

– Bałem się. Że odejdziesz. Że nie zrozumiesz. Że będziesz miała mnie za nieodpowiedzialnego człowieka. A to... to wszystko było głupie. Spotykałem się, bo ona... mówiła, że tylko wtedy czuje, że jest dla mnie ważna. Próbowałem być dla niej kimś, kto nigdy jej nie zostawi.

Brzmiało to tak absurdalnie, że nie wiedziałam, co myśleć. Niby rozumiałam, co chciał osiągnąć, ale sposób, w jaki to zrobił... To była przepaść między nami, której nie dało się już zasypać. Spakowałam się tego samego wieczoru. Nie krzyczałam. Nie płakałam. Po prostu wyszłam. Nie miałam w sobie już siły, by z nim walczyć. Czasem najgorsze nie jest to, że ktoś cię zdradza. Najgorsze jest to, że nigdy cię do siebie nie dopuścił.

Izabela, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama