„Odkryłam, że mąż ma kochankę w innym mieście. Byłam zaskoczona, gdy pod jej domem natknęłam się na auto teścia”
„Czasem mąż wracał z pracy zmęczony, ale zawsze całował mnie w czoło i mówił, że tęsknił. Z teściem nie byłam blisko. Nie wtrącał się, był raczej zdystansowany, ale nie wrogi. Nie przypuszczałam, że to właśnie on pomoże swojemu synowi mnie oszukiwać. I nie dlatego, że go kochał. Miał powód. I gdy ten powód wyszedł na jaw, wszystko się posypało”.

- Redakcja
Myślałam, że mam szczęśliwe małżeństwo. Nieidealne, bo które takie jest, ale stabilne, uczciwe. Sławek, mój mąż, często wyjeżdżał w delegacje, ja zajmowałam się domem i pracą zdalną. Mówiliśmy sobie wszystko – tak myślałam.
Początkowo mu wierzyłam
Zaczęłam zauważać drobiazgi. Nic wielkiego, nic oczywistego. Ot, jego telefon częściej leżał ekranem do dołu, a kiedy dzwonił, wychodził z pokoju. Mówił, że to służbowe, że nie chce mieszać pracy z domem. Początkowo mu wierzyłam. Każdy przecież ma prawo do odrobiny prywatności. Tylko że ta prywatność zaczęła rozpychać się w naszym domu coraz mocniej.
Delegacje też wyglądały inaczej. Kiedyś po powrocie był pełen opowieści – co jadł, gdzie spał, kogo poznał. Ostatnio wracał milczący. Znikał do łazienki na godzinę, potem padał na łóżko i udawał sen. Pytałam, czy wszystko w porządku, odpowiadał:
– Praca mnie wykańcza, kochanie.
Zmartwiona, zaczęłam rozmawiać z teściem. Myślałam, że może wie coś więcej, że porozmawia z synem po męsku. On jednak tylko wzruszał ramionami.
– Znasz go. Zawsze wszystko dusi w sobie. Taki już jest.
Nie wyglądał na zaniepokojonego. Wręcz przeciwnie – miał w sobie spokój, który mnie drażnił. Jakby wiedział więcej, niż mówił. A może po prostu ja zaczynałam świrować? Może rzeczywiście za dużo sobie dopowiadałam? Wtedy jeszcze chciałam wierzyć, że to tylko stres i zmęczenie.
Poczułam dziwny zapach
Zaczęłam inaczej patrzeć na jego wyjazdy. Kiedy szykował się na kolejną delegację, siedziałam na brzegu łóżka i obserwowałam, jak starannie układa koszule w walizce. Za starannie. Jakby każda z nich miała zrobić na kimś wrażenie. Nie powiedziałam nic, tylko skinęłam głową, gdy pocałował mnie w policzek.
Wieczorem zadzwoniłam, jak zawsze. Odebrał po dłuższej chwili. W tle usłyszałam muzykę.
– Jestem z klientem – powiedział szybko. – Zaraz oddzwonię.
Nie oddzwonił. Dwa dni później wrócił. W drzwiach przytulił mnie mocno, jakby nic się nie stało. Pachniał nowymi perfumami. Nie moimi. Nie tymi, które mu kiedyś kupiłam. Czułam na sobie ten zapach jeszcze długo po jego prysznicu.
Postanowiłam zaryzykować. Zadzwoniłam do hotelu, w którym rzekomo miał nocować.
– Przykro mi, ale nie mamy rezerwacji na to nazwisko – usłyszałam.
Krew odpłynęła mi z twarzy. Spojrzałam na kalendarz. W tym samym czasie teść miał urodziny. Podczas krótkiej rozmowy z teściem mimochodem zapytałam:
– A jak minęły urodziny? Sławek dojechał?
Teść nawet nie drgnął.
– Tak tak, był u mnie.
I wtedy po raz pierwszy naprawdę się przestraszyłam. Teść go krył.
Spisek dwóch mężczyzn
Nie spałam tej nocy. Wpatrywałam się w sufit, licząc w myślach wszystkie kłamstwa, które usłyszałam przez ostatnie miesiące. Rano postanowiłam działać. Wyszłam niby po zakupy, ale pojechałam prosto do firmy mojego męża. W recepcji uśmiechnięta dziewczyna powiedziała, że od dwóch tygodni nikt z działu sprzedaży nie wyjeżdżał w delegację.
– Może nie ten termin? – zapytała delikatnie.
– Może, dziękuję – odpowiedziałam i wyszłam, zanim zobaczyła, jak drżą mi dłonie.
Po południu pojechałam do teścia. Otworzył drzwi jak zwykle – z kamienną twarzą i chłodnym spojrzeniem.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam.
Nie zaprosił mnie do środka, ale nie zamknął drzwi. Stałam w progu.
– On mnie zdradza – powiedziałam wprost. – A ty go kryjesz.
Zamilkł. Patrzył na mnie przez chwilę, potem westchnął.
– Natalia, to skomplikowane.
– Nie. To bardzo proste. Kłamiecie. Obaj.
Zacisnął usta.
– On ma... swoje powody. I ja też mam.
– Jakie? – zapytałam, czując, że serce bije mi aż w uszach.
Odpowiedział cicho, prawie szeptem:
– Nie mogę ci powiedzieć. Jeszcze nie.
Odwrócił się i zamknął drzwi. Stałam tam jeszcze chwilę, zanim zeszłam po schodach, wiedząc, że właśnie przekroczyliśmy punkt bez powrotu.
Powiedziałam mu, co wiem
Dwa dni później mój mąż znów miał wyjechać. Zostawił walizkę przy drzwiach, całując mnie na pożegnanie. Nie odwzajemniłam pocałunku.
– Może tym razem zostaniesz w hotelu, który istnieje – powiedziałam spokojnie.
Zamarł, po czym uśmiechnął się krzywo.
– O co ci chodzi?
– Wiem, że nie było cię na żadnej delegacji. Wiem, że byłeś u ojca. Wiem też, że hotel, w którym rzekomo spałeś, nie miał żadnej rezerwacji.
Przez moment patrzył na mnie bez słowa, po czym wziął walizkę i wyszedł. Nie wrócił na noc.
Wiedziałam, co muszę zrobić. Wsiadłam do auta i pojechałam pod adres, który przypadkiem zapisał kiedyś w kalendarzu w chmurze. Udawał wtedy, że to adres klienta. Stałam pod kamienicą w sąsiednim mieście, czekając. I zobaczyłam ich – jego i kobietę, młodszą, roześmianą, z torbą zakupów. Szli jak para. Trzymali się za ręce.
Podążyłam za nimi. Wchodzili do mieszkania, śmiali się. Słyszałam to przez uchylone okno. A potem zobaczyłam, że na dole pod budynkiem zaparkowany jest znajomy samochód. Auto teścia.
Mąż spłacał dług za teścia?
Nie wróciłam od razu do domu. Przez kilka godzin krążyłam bez celu, zatrzymując się na parkingach, patrząc na światła miasta. Czułam, jak coś we mnie gaśnie, jakbym powoli znikała z własnego życia. Wróciłam w nocy, zamknęłam drzwi na dwa zamki i usiadłam na podłodze w kuchni. Pies położył głowę na moim kolanie. Tylko on został mi wierny.
Po raz pierwszy dopuściłam do siebie myśl, że to nie był kryzys w małżeństwie, ale jego cichy koniec. Że wszystko, co brałam za pewnik, było tylko wygodnym kłamstwem.
Po południu zjawił się mój mąż. Bez walizki, bez słowa wstępu. Usiadł naprzeciwko mnie przy stole, jakby to była zwykła rozmowa o rachunkach.
– Już wiesz? – zapytał.
Skinęłam głową.
– Od jak dawna?
– Pół roku. Zaczęło się niewinnie. Pomagałem jej znaleźć mieszkanie, pracę… ojciec mnie o to poprosił.
– Dlaczego?
Westchnął ciężko.
– Kilkanaście lat temu ojciec wciągnął ją w interes, który skończył się długami i procesem. Spłacił część, resztę zamiótł pod dywan. Bał się, że jeśli wróci po swoje, wszystko wypłynie i narobi kłopotów.
– Więc wysłał ciebie – powiedziałam cicho.
– Sam się zgodziłem. A potem… nie wiedziałem, jak wyjść z tej sytuacji.
Patrzyłam na niego i widziałam człowieka, który przez strach i lojalność wobec ojca zgubił własne życie. Zrozumiałam, że zdrada nie była planem, tylko skutkiem serii tchórzliwych decyzji.
– I co teraz? – zapytałam.
Wzruszył ramionami.
– Teraz już tylko prawda.
Ale dla mnie było już za późno na prawdę.
Po rozmowie z teściem zdecydowałam
Nie podjęłam decyzji od razu. Potrzebowałam ciszy, żeby poukładać wszystko w głowie. Przez tydzień mieszkaliśmy obok siebie jak obcy ludzie — mijaliśmy się w kuchni, unikaliśmy spojrzeń, rozmawialiśmy wyłącznie o rzeczach koniecznych. On chodził cicho, jakby bał się mnie ostatecznie spłoszyć.
Z teściem spotkałam się w parku. Wybrał miejsce na uboczu, jakby chciał uniknąć świadków.
– Myślałem, że to się skończy – powiedział. – Że ona dostanie, czego potrzebuje, i odejdzie. Nie przewidziałem, że wciągnę w to was oboje.
– Nie przewidziałeś – powtórzyłam. – A ja nie miałam nawet szansy wybrać.
Milczał długo.
– Żałuję – dodał w końcu.
W jego głosie nie było żalu po mnie, tylko po tym, że sprawy wymknęły się spod kontroli. Wtedy zrozumiałam, że w tej rodzinie zawsze byłam tylko dodatkiem.
Wróciłam do domu i spakowałam walizkę. Wyjechałam do siostry. Wiem, że próbował dzwonić, pisać, tłumaczyć się na nowo. Są jednak momenty, w których miłość przegrywa z utratą szacunku – i to jest porażka, której nie da się cofnąć.
Natalia, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na Dzień Babci upiekłam sernik, który całą rodzinę powalił na kolana. I wtedy poczułam, że mam jeszcze po co żyć”
- „21 stycznia ktoś odwiedził grób mojej babci. Jak to jest możliwe, że przez całe życie kłamała mi prosto w oczy”
- „Przez 40 lat byliśmy z żoną jak papużki nierozłączki. Na starość znalazła sobie kochanka i chce mnie puścić z torbami”