„Ojciec mówił, że moja praca to jakiś żart i mam brać przykład z brata. Długo to znosiłem, aż coś się zmieniło”
„Pracuję z domu jako grafik. Zarabiam raz lepiej, raz gorzej, ale robię to, co kocham. Dla mojego ojca to jednak nie jest prawdziwa praca – liczy się tylko etat od ósmej do szesnastej. Przy rodzinnym stole zawsze jestem »tym gorszym«, porównywanym do idealnego brata. Nie chcę pochwał. Chcę być wreszcie traktowany serio. Zwyczajnie kochany. Taki, jaki jestem”.

- Redakcja
Pracuję z domu, tworzę ilustracje, logotypy, okładki. Czasem zarobię więcej, czasem mniej, ale przynajmniej robię to, co kocham. Niestety, w oczach mojego ojca to nie praca. Dla niego liczy się tylko stabilna pensja i etat od ósmej do szesnastej.
– Z tego rysowania to chleba nie będzie – mówił, odkąd pamiętam.
Zawsze porównywał mnie do starszego brata. Mateusz idealny syn. Politechnika, garnitur, dobra pensja w korpo. Kiedy opowiada coś przy stole, ojciec aż promienieje z dumy. A ja? Dla ojca jestem jakimś „artystą”, co siedzi cały dzień przy komputerze i „nic nie robi”. Mama? Cicha. Nigdy się nie wtrąca. Próbuje łagodzić, ale nie ma siły przebicia. Jest jak mebel w tle tych rozmów – obecna, ale niezauważalna.
Nie chodzi o to, że chcę być chwalony. Chcę być po prostu traktowany serio. Ale w tej rodzinie czuję się jak intruz. Jakby mnie ktoś podmienił w szpitalu i tylko ja o tym wiem.
Wolałbym, żeby nie był moim ojcem
Wiedziałem, że nie powinienem tam iść. Ale mama dzwoniła już trzeci raz, więc uznałem, że odklepię swoją obecność i wrócę do domu. Rodzinna kolacja – jak co miesiąc. Klopsiki, ziemniaki, mizeria i napięcie w powietrzu.
– Mateusz, a ty to dalej w tym banku? – ojciec zaczął jak zwykle. – Mówiłeś, że jakaś nowa funkcja?
– Tak, awansowałem. Teraz prowadzę zespół.
– No widzisz. Prawdziwa robota, a nie zabawa w komputerze – rzucił i spojrzał na mnie. – Nie to co to twoje… no jak to się tam nazywa… freelans?
– Freelancer – odpowiedziałem spokojnie.
– No właśnie – parsknął śmiechem, ale nikt się nie zaśmiał.
– Przestań – mruknęła mama.
– A co? Prawdę mówię. Gdybyś nie był moim synem, pomyślałbym, że jesteś pasożytem.
Poczułem, jak zaciska mi się gardło. Chyba się zaśmiałem. Ale nie z żartu.
– Wiesz co? Wolałbym, żebyś nie był moim ojcem.
Zapanowała cisza. Tylko widelec Mateusza stuknął o talerz. Mama wstrzymała oddech. Ojciec zbladł, ale nic nie powiedział. Wstałem. Nikt mnie nie zatrzymał.
– Smacznego.
Trzasnąłem drzwiami tak, że obraz w przedpokoju się przekrzywił. Szedłem przez osiedle jak w amoku. Dlaczego nigdy nie mogę być wystarczający? Może on naprawdę mnie nie kocha.
„Bo on taki już jest”
Minęły dwa tygodnie. Telefon milczał. Ani SMS-a, ani „przepraszam”. Zupełnie jakbym nie istniał. Mateusz nie pisał, ojciec oczywiście też nie. A mama? Mama próbowała.
– Synku, może byś wpadł chociaż na herbatę… – powiedziała cicho, gdy w końcu odebrałem.
Zgodziłem się. Spotkaliśmy się w kawiarni obok jej pracy. Przyszła zmarznięta, ze złożonym parasolem i niepewnym uśmiechem.
– Jak się trzymasz? – zapytała, siadając naprzeciwko.
– Nie wiem. Trochę lepiej bez tych kolacji.
– Tato… nie miał prawa tak powiedzieć – szepnęła. – Ale wiesz, jaki on jest…
– No właśnie, wiem. I mam tego dosyć. A ty? Czemu nigdy się nie odezwiesz, jak on mnie traktuje jak śmiecia?
Spojrzała na mnie z bólem.
– Bo on taki już jest. On… inaczej nie potrafi.
– Czy ja naprawdę jestem takim rozczarowaniem? – zapytałem, z trudem utrzymując głos.
Mama milczała chwilę, mieszała herbatę nerwowo.
– On zawsze miał słabość do sukcesu. Do konkretów. Mateusz był jego spełnieniem. Ty… ty byłeś bardziej jak ja. Cichy, zamyślony. A on tego nie rozumiał. Myślał, że jak będzie wymagać, to cię „naprawi”.
– Więc nigdy mnie nie akceptował.
– On… on nie umie inaczej kochać. Pokazuje uczucia przez wymagania.
Poczułem, jak pęka mi coś w środku.
– To nie jest miłość. To jest kontrola.
Wróciłem po kilku miesiącach
Wróciłem po trzech miesiącach. Bez zapowiedzi. Nie z tęsknoty – raczej z ciekawości. Chciałem zobaczyć, czy coś się zmieniło. Dom wyglądał tak samo. Nawet wycieraczka ta sama, już przetarta na rogach. Zapukałem, ale nikt nie otwierał. Drzwi były zamknięte. Klucz miałem jeszcze w kieszeni. Wszedłem po cichu. Cicho. Zostawiłem kurtkę na wieszaku i wtedy usłyszałem ich głosy.
– Widziałeś Kamila? – zapytała mama. – Znów nie odbiera.
– A po co miałbym go widzieć? Sam sobie wybrał – odpowiedział ojciec twardo.
Zapadła cisza. Potem jego głos już był inny. Cichszy.
– Może… może powinienem mu powiedzieć prawdę. Że się go bałem. Że nie umiałem zrozumieć.
– To nie jego wina, że był inny – powiedziała mama. – Krzywdziłeś go, Tomasz. Tą swoją dumą.
– Nie potrafię powiedzieć „jestem dumny” – wyszeptał.
Zrobiło mi się gorąco. Wyszedłem z ukrycia.
– W takim razie powiedz to teraz.
Zamarli. Ojciec spojrzał na mnie jak na ducha.
– Kamil…
– Mów, tato. To jest ten moment.
Patrzył na mnie długo. A potem spuścił wzrok.
Nie potrzebują takiej miłości
Usiedliśmy przy stole. Ten sam stół, przy którym tyle razy siedziałem jak zbędny mebel. Tym razem po drugiej stronie nie było Mateusza. Tylko ojciec. Siedział sztywno, dłonie splecione, wzrok wbity w stół.
– To mów – rzuciłem. – Czekam.
– Ja… – zaczął, ale urwał. – Nie wiem, jak się to robi, Kamil.
– Co konkretnie?
– Być twoim ojcem. Mateusz zawsze był łatwiejszy. Zawsze robił to, co trzeba. Nie trzeba było się go domyślać.
– A ja byłem… co? Problemem?
– Ty byłeś inny. Milczący. Rysowałeś po zeszytach, miałeś swój świat. Ja nie umiałem tam wejść. I im bardziej próbowałem, tym bardziej ty się oddalałeś.
– Bo ty nie próbowałeś wejść. Ty chciałeś ten świat rozwalić i zbudować go po swojemu.
Zamilkł. Patrzyliśmy na siebie. W jego oczach nie było już pogardy. Raczej… zwątpienie?
– Wiesz… zawsze mówiłeś, że będę nikim. A ja jestem kimś. Może nie w twoim systemie wartości, ale w swoim. I nie potrzebuję, żebyś to rozumiał. Ale chciałbym, żebyś przestał mnie za to karać.
Ojciec długo milczał. W końcu powiedział:
– Masz rację. Ale nie wiem, czy potrafię być dla ciebie taki, jakiego byś chciał.
Wstałem.
– Nie potrzebuję łatwej miłości. Potrzebuję prawdziwej. Ale to nie ja mam się nauczyć mówić „kocham”.
I wyszedłem. Bez złości. Ze spokojem.
Brat wyznał mi prawdę
Spotkaliśmy się z bratem u niego. W mieszkaniu pachniało świeżo zmieloną kawą i ciastem. Sam piekł? To by było nowe.
– Cześć – powiedział tylko, podając mi kubek.
– Cześć – usiadłem. Cisza między nami była mniej niezręczna, niż się spodziewałem.
– Słyszałem, że byłeś u rodziców.
– No. Ojciec powiedział mi parę rzeczy. W sumie pierwszy raz tak… szczerze.
Mateusz pokiwał głową, jakby nie był zdziwiony.
– Wiesz, myślisz, że ja miałem łatwo, bo byłem według niego „ten lepszy”. Ale to też była klatka. Ojciec nie pozwalał mi na żadne błędy. Żadnych słabości. Zawsze musiałem być tym, który daje radę.
– No i dawałeś.
– Bo nie miałem wyjścia. Ale czasem zazdrościłem ci, że potrafiłeś być sobą. Że miałeś odwagę. Ja byłem świetny w tym, czego chciał ojciec. Ale w sumie nie wiem, czego ja sam chciałem.
Spojrzałem na niego uważniej. Wydawał się… zmęczony tym wszystkim.
– Myślałem, że cię nie obchodziło, jak mnie traktował – powiedziałem.
– Obchodziło. Ale bałem się wychylić. Bałem się, że jak powiem coś przeciw niemu, to stracę to, co mam.
– A teraz?
– Teraz mam dość udawania. Ty mi uświadomiłeś, że można powiedzieć „dość”.
Uśmiechnął się.
– Kamil… ja cię podziwiam. Naprawdę.
I pierwszy raz od lat poczułem, że nie jestem sam.
Kamil, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wyszłam za mąż za rolnika z hektarami. Słoma mu z butów wystawała, ale jego kasa wynagradzała mi wszystko”
- „Czuję do żony obojętność, ale boję się odejść. Bez niej nic nie umiem, nawet usmażyć jajecznicy”
- „W moim domu panują zasady, a dzieci mają ich przestrzegać. To trudne, gdy własna teściowa podważa twój autorytet”