Reklama

Nigdy nie miałam z ojcem łatwego kontaktu. Jako dziecko sądziłam, że może wszystkie córki tak mają. A potem zaczęłam rozmawiać z koleżankami. Ich ojcowie budowali domki na drzewach, grali w piłkę, czytali książki do snu. Mój komentował mój wygląd i sprawdzał, czy nie za dużo nabrałam sobie ziemniaków na talerz.

Przez wiele lat próbowałam zdobyć uznanie ojca. Dobre świadectwa, kierunek studiów wybrany bardziej „pod jego oczekiwania” niż moje marzenia, nawet narzeczony, który był spokojny i przewidywalny – idealny zięć. Nic z tego. Ojciec wiecznie patrzył na mnie z chłodem w oczach. A dom był jedyną rzeczą, którą obiecał mi dać.

To kiedyś będzie twoje – powtarzał przez lata.

Owszem, nie z wielką czułością, bardziej z tonem księgowego robiącego bilans, ale mówił. I ja – głupia – w to wierzyłam. Aż do dnia, gdy przeczytałam testament.

Nie mogłam w to uwierzyć

Na pogrzebie starałam się trzymać fason. Czarne spodnie, stonowana marynarka, usta zaciśnięte tak mocno, że bolała mnie szczęka. Obok stał mój brat – ten sam, który od trzynastego roku życia nie widział powodu, by odzywać się do mnie, jeśli nie musiał. Słowa księdza przelatywały mi nad głową jak brzęczenie owada. Nie słuchałam. W głowie miałam tylko jedno: „Teraz, Alina, zostajesz właścicielką domu. Wreszcie coś twoje”. Po stypie udaliśmy się do notariusza. Przyszłam punktualnie, brat z żoną weszli dwie minuty po mnie, rozparli się w fotelach jak w kawiarni.

– Dzień dobry państwu – zaczął notariusz, przesuwając kartki. – Zmarły sporządził testament pięć miesięcy temu.

Poczułam, jak rośnie we mnie napięcie.

– Testament zawiera zapis całego majątku, w tym nieruchomości przy ulicy Leśnej, na rzecz syna, pana Tomasza – powiedział rzeczowo.

Co?! – wyrwało mi się.

Notariusz uniósł wzrok.

– Tak, dom został przekazany panu Tomaszowi.

Odwróciłam się powoli w stronę brata.

Wiedziałeś o tym?

Wzruszył ramionami.

– Nic nie zrobiłem, Alina. Ojciec sam zadecydował.

– Ale... on obiecał mi ten dom! – głos mi zadrżał.

– Może się rozmyślił – odpowiedział z chłodnym uśmiechem.

A mnie nagle ogarnęła nie złość. Nie rozpacz. Tylko coś o wiele gorszego – uczucie, że nawet po śmierci ojciec dalej się ze mnie śmieje.

Brat mnie zbył

Wyszłam z kancelarii jak lunatyczka. Przez kilka minut siedziałam w samochodzie i gapiłam się w kierownicę, jakby miała mi wytłumaczyć, co się właśnie wydarzyło.

– No nie wierzę… – szepnęłam do siebie. – Po prostu... nie wierzę.

Telefon zadzwonił. Mama. Nie jest żoną mojego ojca od dwudziestu lat, więc nie musiała iść do notariusza.

– Jak poszło?

Ojciec zapisał dom Tomkowi – powiedziałam prosto, bez ozdobników.

– Co ty mówisz?! – wykrzyknęła. – Przecież obiecał ci go tysiąc razy! Pamiętam, jak mówił, że ci się należy, bo to ty się nim zajmowałaś!

– No właśnie. A potem zmienił zdanie. Bez słowa. Po cichu.

Zapadła cisza. A potem westchnienie.

– Twój ojciec był... skomplikowany.

– Nie. On był po prostu okrutny.

Wieczorem zadzwoniłam do Tomka. Telefon odebrała jego żona.

– Cześć, Aneta. Mogę porozmawiać z Tomkiem?

– Chwileczkę – mruknęła z wyraźną niechęcią.

Po chwili usłyszałam jego głos.

– Alina?

– Tak. Musimy to wyjaśnić.

– O czym tu gadać? Testament to testament.

– O moim czasie, o opiece, o sprzątaniu jego syfu przez ostatnie trzy lata. O tym.

Nie zmienił testamentu w tajemnicy, żeby cię skrzywdzić. Może po prostu uznał, że nie chciałaś się kłopotać domem.

– Co?! Mieszkałam z nim przez ostatni rok!

– No to widocznie miał inne powody – odparł i się rozłączył.

Poczułam gulę w gardle

Tego samego dnia pojechałam do tego rodzinnego domu. Mimo że teraz oficjalnie należał do Tomka, miałam klucze. Weszłam do kuchni. Wszystko wyglądało tak samo – stary obrus z plamą po zupie, ścierki zwinięte w kulkę, herbata na parapecie. Westchnęłam. Poczułam gulę w gardle, ale tym razem nie pozwoliłam jej urosnąć.

Skończyło się – powiedziałam na głos.

Po dziesięciu minutach w drzwiach stanął Tomek.

Wiedziałem, że tu będziesz – rzucił bez przywitania.

– To jeszcze był mój dom – odparłam, nie patrząc na niego.

– Już nie jest. Lepiej się z tym pogódź.

– Nie przyjechałam tu kraść twojej własności. Przyszłam się pożegnać. I zabrać parę rzeczy.

– Jakie rzeczy?

– Pudełko z moimi zdjęciami. Listy. Stary zegarek dziadka. I książki, które mama zostawiła, jak się wyprowadzała.

Ojciec zostawił mi wszystko – powiedział z lodem w głosie.

– A ty serio nie widzisz, jakie to podłe? Dostałeś wszystko, choć nie zrobiłeś nic.

– Może dlatego, że tobie zawsze zależało tylko na opinii, a mnie na nim.

Parsknęłam.

– Tak bardzo ci na nim zależało, że nie byłeś nawet przy nim, jak umierał. Trzymałam go za rękę.

Tomek zamilkł. Przez chwilę patrzył mi w oczy. Potem spuścił wzrok.

Zaśmiałam się nerwowo

Tomek stał chwilę w przedpokoju, jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić. Miałam pudełko w rękach – to samo, w którym trzymałam dziecięce rysunki, listy od mamy i zdjęcia z wycieczki nad morze, zanim wszystko się między nimi posypało.

– Zostawił mi ten dom, bo wiedział, że ty nie umiesz niczego odpuścić – powiedział nagle cicho. – Że zawsze będziesz się czegoś domagać.

– A może właśnie dlatego mi się należało – uniosłam głowę. – Bo się starałam, bo go odwiedzałam, bo gotowałam, sprzątałam, załatwiałam mu leki, kiedy ty miałeś wszystko gdzieś.

– On mówił, że go osaczasz – odpowiedział powoli. – Że nie umie przy tobie oddychać.

Zaśmiałam się nerwowo.

– Świetnie, czyli ty byłeś idealny, bo nie było cię wcale?

– Może czasem człowiek woli święty spokój od wdzięczności.

– A może po prostu nigdy mnie nie lubił.

Tomek drgnął, ale nic nie odpowiedział.

– Chcesz to wszystko? Weź, zrób z tym, co chcesz – podałam mu pudełko, ale nie sięgnął. – Albo nie. Sama to spalę. Będzie uczciwie – pół życia próbowałam zasłużyć, pół życia zbierałam te okruchy. Niech znikną razem z nim.

Spojrzał na mnie z zaskoczeniem.

– Ty naprawdę myślałaś, że ten dom ci coś wynagrodzi?

– Nie – odparłam cicho. – Ale myślałam, że chociaż po śmierci mnie nie upokorzy.

I wyszłam. Drzwi trzasnęły za mną z taką siłą, jakby chciały coś zakończyć raz na zawsze.

Byłam bliska płaczu

Dwa tygodnie później Tomasz wprowadził się do domu ojca. Wysłała mi SMS-a z prośbą o zwrot kluczy. Natychmiast do niego zadzwoniłam. Nie dlatego, że nie rozumiałam. Chciałam to usłyszeć.

Chcesz mnie teraz wyrzucić z domu ? – spytałam od razu.

– Nie mieszkasz tam – westchnął. – To nie jest już twój dom.

– Najpierw przejmujesz wszystko, a teraz jeszcze robisz ze mnie jakiegoś włamywacza?

– Proszę cię, nie rób scen. Przesyłam ci informację, jak należy.

– Jak należy... – powtórzyłam z goryczą. – Gdyby ojciec wiedział, co ty z tym zrobisz…

Ojciec to przewidział. Dlatego właśnie zapisał dom mnie, a nie tobie.

Zamilkłam. Poczułam, że jeśli jeszcze jedno słowo powiem, to się rozkleję. A nie chciałam dać mu tej satysfakcji.

– Jasne. Chcesz klucze? Dostaniesz. I jeszcze mopa do kompletu. Bo przez trzy lata myłam te podłogi za darmo.

Nikt cię nie zmuszał – rzucił chłodno.

– A ty nie zasłużyłeś.

Rozłączyłam się. Straciłam nie tylko ojca, ale i brata.

Potrzebowałam ciszy i spokoju

Powoli odzyskiwałam spokój. Może nie było to jakieś spektakularne zakończenie, ale przynajmniej przestałam się budzić z myślą, że jeszcze coś mogę naprawić. Ojciec odszedł. Nie zostawił mi przeprosin ani wyjaśnień. Mój brat – cóż, nie został moim wrogiem. Był mi po prostu obojętny. A ja? Zrobiłam porządek nie tylko w domu, ale i w sobie.

Nie wiem, jak ty to przeżyłaś – powiedziała kiedyś koleżanka z pracy, gdy opowiedziałam jej całą historię. – Ja bym się chyba zapłakała na śmierć.

– O, ja się też zapłakałam – uśmiechnęłam się. – Tylko po cichu. A potem wyciągnęłam wnioski.

– Jakie?

– Że nie warto całe życie próbować zasłużyć na coś, co i tak nie przyjdzie. I że ludzie się nie zmieniają na łożu śmierci. Jeśli ktoś był podły za życia, to testamentem nie stanie się lepszy.

– Mocne.

– Prawdziwe.

Odwiedziłam mamę. Dałam jej pudełko z rzeczami, których jednak nie spaliłam.

Może chcesz je zatrzymać?

– Nie... – pokręciła głową. – Już wszystko mamy za sobą.

I miała rację. Dom ojca – ten z ogródkiem, winoroślą i pokojem, w którym jako dziecko płakałam po cichu w poduszkę – przestał być moim domem. Teraz urządzam swoje życie od nowa. Mniejsze mieszkanie, więcej powietrza. I ani jednego zdjęcia ojca na ścianie.

Alina, 47 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama
Reklama
Reklama