Reklama

Nigdy nie miałem bliskiej relacji z ojcem. Nasze stosunki były, delikatnie mówiąc, skomplikowane. Zawsze z dystansem, pełne niedomówień i ukrytych żalów. Ojciec był typem człowieka, który niełatwo otwierał się przed innymi, a ja nigdy nie potrafiłem zdobyć się na szczerość wobec niego. Jednak jego odejście pozostawiło pustkę, której nie umiałem wypełnić. Moja żona była dla mnie oparciem przez wiele lat. Mimo trudnych chwil zawsze staliśmy u swojego boku. Po stracie ojca wydawało mi się, że to ona pomoże mi przejść przez ten czas żałoby. Jednak pewne wydarzenia sprawiły, że zacząłem kwestionować wszystko, co uważałem za pewne w naszym małżeństwie.

Reklama

Czułem, że coś jest nie tak

Siedziałem z Iwoną przy stole w kuchni, popijając poranną kawę. To miał być spokojny dzień, ale w mojej głowie kłębiło się zbyt wiele myśli, by skupić się na czymkolwiek.

– Muszę w końcu zająć się zamknięciem konta ojca – powiedziałem, przerywając ciszę, która zapadła między nami. – Jutro jadę do banku.

Żona uniosła wzrok znad filiżanki i spojrzała na mnie z zainteresowaniem, które od razu wydało mi się podejrzane. Zaczęła pytać o szczegóły, co było dla mnie zaskakujące. Nie przypominałem sobie, by kiedykolwiek interesowała się finansami mojego ojca.

– Coś się stało? – zapytałem, próbując rozładować napięcie.

– Nie, po prostu... – zawahała się, odwracając wzrok. – Po prostu myślałam, że może są jakieś sprawy, o których powinnam wiedzieć.

W mojej głowie zaczęły pojawiać się pytania, na które nie miałem odpowiedzi. Po chwili ciszy, podczas której oboje analizowaliśmy swoje myśli, Iwona dodała:

– Może powinieneś to zrobić na spokojnie, bez pośpiechu.

Jej słowa tylko pogłębiły moje podejrzenia. Co takiego mogła wiedzieć, czego ja nie wiedziałem? Czułem, jak między nami rośnie przepaść. Wiedziałem, że muszę dowiedzieć się prawdy, niezależnie od tego, jaka by ona była.

Byłem zdezorientowany

Po południu postanowiłem w końcu przysiąść do bankowych wyciągów. Choć sprawy finansowe ojca były dla mnie pewną zagadką, to w głębi duszy bałem się tego, co mogę odkryć. Siedząc w gabinecie, z każdym kolejnym przelewem odnajdywałem coraz to większe nieścisłości. Aż nagle natrafiłem na coś, co zmroziło mi krew w żyłach – regularne przelewy na konto Iwony. Każdy z nich opatrzony był lakoniczną notką, która niczego nie wyjaśniała. Wściekłość i dezorientacja ogarnęły mnie w jednej chwili. Wybiegłem z gabinetu. Żona siedziała w salonie, pogrążona w książce. Spojrzała na mnie zaskoczona, ale ja nie zamierzałem czekać.

– Co to ma znaczyć?! – wybuchłem, pokazując jej wyciągi.

– Ja... – zaczęła, ale przerwałem jej ostro.

– Co to za przelewy? Od kiedy mój ojciec przesyłał ci pieniądze?! – krzyczałem, z każdym słowem czując, jak grunt usuwa się spod moich stóp.

Żona unikała mojego wzroku. Jej milczenie było dla mnie jak ostateczne potwierdzenie moich obaw.

– Odpowiedz mi! – nalegałem, choć wewnętrznie obawiałem się odpowiedzi.

Przysięgam, to nic takiego... – próbowała się bronić, ale jej słowa brzmiały pusto i nieprzekonująco.

– Nic takiego? Przelewy od ojca to nic takiego?! – wrzasnąłem, czując, że tracę nad sobą kontrolę.

Iwona zamilkła. Czułem, jak nasze małżeństwo rozpada się na moich oczach. Nie potrafiła podać sensownego wyjaśnienia, a ja zacząłem kwestionować wszystko – jej uczciwość, nasze wspólne lata, każdą chwilę, którą razem spędziliśmy.

Nie wierzyłem własnym uszom

Dni mijały w napięciu, a atmosfera w domu stawała się coraz cięższa. Nie umiałem patrzeć na Iwonę tak jak kiedyś, a ona nieustannie unikała tematu. Pewnego wieczoru, wracając do domu wcześniej niż zwykle, usłyszałem głos Iwony dobiegający z kuchni. Podszedłem cicho, by nie zostać zauważonym. Rozmawiała przez telefon, a to, co usłyszałem, zszokowało mnie.

– Tak, wiem... On nie może się dowiedzieć... – mówiła z przejęciem, głos jej drżał. – Wszystko zaczęło się, zanim związałam się z Waldkiem...

Zamarłem. Słuchałem dalej, nie wierząc własnym uszom.

– Tak, to przeszłość, ale czasem ciężko o niej zapomnieć – kontynuowała, a ja poczułem, jak wszystko we mnie pęka.

Nie czekałem ani chwili dłużej. Wpadłem do kuchni. Żona odłożyła telefon i spojrzała na mnie ze strachem.

O kim rozmawiałaś? – spytałem ostro, chociaż odpowiedź już znałem. – Z kim?

Iwona spuściła głowę, a jej oczy zaszkliły się łzami.

Mówiłaś o moim ojcu? – powiedziałem drżącym głosem.

Jej milczenie było dla mnie odpowiedzią, której się obawiałem. Czułem, jakbym tracił wszystko, co znałem.

– Ja... tak, to prawda – przyznała w końcu.

Moje małżeństwo, moje życie, wszystko stanęło na krawędzi. Czułem, jakby ktoś wyrwał mi serce, a to, co zostało, było tylko pustą skorupą.

Zostałem zdradzony

Po tym, jak Iwona przyznała się do romansu z moim ojcem, zapanowała między nami cisza. Wiedziałem, że muszę poznać więcej szczegółów, by zrozumieć całą sytuację, mimo że każda kolejna informacja bolała mnie coraz bardziej. Usiedliśmy w salonie, gdzie Iwona zaczęła swoją opowieść, a ja próbowałem przygotować się na to, co usłyszę.

– To zaczęło się to dawno temu. Byłam w związku z twoim ojcem, zanim cię poznałam. Najpierw spotykaliśmy się na kawę... – zaczęła, a jej głos drżał.

Patrzyłem na nią z mieszanką niedowierzania i gniewu, a ona kontynuowała.

– Ale... z czasem te spotkania stały się częstsze. Nie planowałam tego, nie chciałam... – zawahała się na chwilę, szukając właściwych słów – Wszystko się zmieniło. Zaczęliśmy się angażować. Byłam młoda, głupia...

Próbowałem opanować emocje, ale w mojej głowie kotłowało się tysiąc myśli. Każde słowo, które wypowiadała, wbijało się we mnie jak nóż.

– A potem cię poznałam i wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało. Zerwałam z twoim ojcem, zanim jeszcze staliśmy się parą. Nie chciałam, żebyś kiedykolwiek się o tym dowiedział. Twój tata też nie. Jemu zależało bardziej, więc płacił mi za milczenie – zakończyła, patrząc na mnie z nadzieją, że zrozumiem.

Wstałem nagle, czując, że potrzebuję powietrza. Wszystko, co znałem, wydawało się fałszywe. Nie wiedziałem, jak znalazłem się na cmentarzu. Stałem przy grobie ojca, próbując zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Zostałem zdradzony przez dwie najbliższe osoby i czułem się samotny jak nigdy wcześniej.

Poczułem ulgę

W głowie miałem chaos, ale wiedziałem, że muszę się zmierzyć z rzeczywistością, aby ruszyć dalej. Zamknąłem oczy, a w myślach pojawił się obraz ojca.

– Tato... – zacząłem mówić cicho, jakby on naprawdę mógł mnie usłyszeć. – Nie byliśmy sobie bliscy. Zawsze coś nas dzieliło, coś niewypowiedzianego.

Zrobiłem głęboki wdech, starając się zapanować nad drżeniem głosu.

– Teraz rozumiem, że to nie tylko przez ciebie, ale i przeze mnie. Nigdy nie próbowałem naprawdę cię zrozumieć. A teraz... Teraz jest już za późno, by cokolwiek zmienić.

Czułem, jak wzbiera we mnie gniew, ale jednocześnie coś, co przypominało ulgę.

– Zdradziłeś mnie, ale może... może zdradziłem też samego siebie, oczekując od ciebie czegoś, czego nigdy nie byłeś w stanie dać – kontynuowałem, pozwalając, by emocje wreszcie znalazły ujście. – Może nigdy się nie rozumieliśmy, ale muszę się z tym pogodzić, jeśli chcę iść dalej.

W tej chwili poczułem, jak żal i ból powoli znikają, a w ich miejsce pojawia się spokój i akceptacja.

– Nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć, ale muszę spróbować – powiedziałem, a potem zamilkłem, wsłuchując się w ciszę.

Opuszczając cmentarz, wiedziałem, że to był pierwszy krok ku wybaczeniu – nie tylko ojcu, ale i sobie.

Musiałem być szczery

Powrót z cmentarza był dla mnie trudny. Każdy krok wydawał się cięższy niż poprzedni. Wiedziałem, że muszę stawić czoła nie tylko przeszłości, ale i przyszłości. Gdy wszedłem do domu, zobaczyłem Iwonę siedzącą na kanapie. Jej twarz była pełna zmęczenia, a oczy zaszklone od łez. Usiadłem naprzeciwko niej, czując, że muszę być szczery, choćby nie wiem, jak bardzo to bolało.

– Nie wiem, co będzie dalej – powiedziałem, a mój głos był spokojny, choć w środku wszystko krzyczało. – Ale nasza przyszłość nie może opierać się na kłamstwach.

Patrzyła na mnie z bólem i poczuciem winy. Wiedziałem, że musimy zacząć od tego, by zrozumieć, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy.

– Chciałbym, żebyśmy zastanowili się nad tym, co jest dla nas ważne, czy potrafimy sobie wybaczyć – kontynuowałem, wiedząc, że to nie nastąpi z dnia na dzień.

Żona skinęła głową, a po jej policzku spłynęła łza. W tym momencie zobaczyłem w niej nie tylko osobę, która mnie zraniła, ale i kobietę, która była częścią mojego życia przez tyle lat.

Kocham cię i bardzo żałuję... – powiedziała cicho, a jej głos drżał.

Chciałem jej wierzyć, ale wiedziałem, że miłość to czasem za mało. Mimo wszystko poczułem, że choć nasza relacja jest skomplikowana i niepewna, jesteśmy gotowi na nowy początek – choćby i odległy od tego, co znałem. Wiedziałem, że muszę podjąć decyzje dotyczące naszej przyszłości. Tym razem miałem odwagę, by stawić temu czoła.

Reklama

Waldemar, 65 lat

Reklama
Reklama
Reklama