„Ojciec oddał mi stery firmy, a ja go zawiodłem. Zniszczyłem małżeństwo brata, by się nie wydało, co nawywijałem”
„Patrzyłem na niego i czułem, jak wzbiera we mnie żółć. Ale nie z powodu jego niewierności. Zazdrościłem mu tej lekkości bytu. On zdradzał żonę i uchodziło mu to na sucho. Ja »pożyczyłem« pieniądze firmy, żeby pomnożyć nasz majątek i groziło mi dno”.

Nigdy nie zapomnę zapachu pieczonej kaczki z jabłkami, który unosił się w domu moich rodziców tamtego popołudnia. To był ten specyficzny, ciężki zapach rodzinnej tradycji, który zazwyczaj kojarzył mi się z bezpieczeństwem, ale tego dnia wykręcał mi żołądek na drugą stronę.
Udawałem niewinnego
Siedziałem przy stole i czułem, jak pot spływa mi strużką wzdłuż kręgosłupa. Naprzeciwko mnie siedział Tomek. Mój starszy brat. Złote dziecko. Przystojny, charyzmatyczny, który od lat czarował klientów naszej rodzinnej firmy. Obok niego Agata – jego żona od pięciu lat. Piękna, inteligentna kobieta, która patrzyła na niego jak w obrazek. Tomek opowiadał jakąś anegdotę z placu budowy.
– Świetna robota, synu – powiedział ojciec. – Jeśli tak dalej pójdzie, w przyszłym kwartale zanotujemy rekordowy zysk. Swoją drogą – zwrócił się do mnie – przygotowałeś te zestawienia finansowe do jutrzejszego audytu? Chcę z samego rana przejrzeć przepływy z inwestycji w obligacje.
W tym momencie czas zwolnił. Audyt. To słowo brzmiało jak wyrok śmierci. Wiedziałem, że jeśli ojciec otworzy te pliki, jeśli spojrzy głębiej w historię przelewów z ostatnich dwóch lat, zobaczy pustkę. Zobaczy czarną dziurę, w którą wpadło ponad dwa miliony złotych.
Oszukiwałem go
Nie było żadnych obligacji. Nie było funduszu rezerwowego. Były tylko moje fatalne decyzje, próba szybkiego odkucia się u ludzi, od których nie powinno się pożyczać pieniędzy, i spirala kłamstw, która dusiła mnie każdej nocy.
– Oczywiście, tato – skłamałem gładko, choć gardło miałem ściśnięte. – Wszystko jest gotowe.
Ale wiedziałem, że to koniec. Chyba że wydarzy się coś tak strasznego, tak wstrząsającego, że finanse firmy staną się w tym momencie najmniej istotnym problemem na świecie. Spojrzałem na Tomka. Śmiał się, nalewając Agacie wina. Trzy tygodnie wcześniej byłem w Warszawie na spotkaniu z prawnikiem. Wychodziłem z hotelu, kiedy ich zobaczyłem. Tomek nie powinien być w Warszawie. Miał być na delegacji w Gdańsku. A jednak stał przy recepcji. Ale to nie jego obecność mnie zszokowała.
To była ona. Młoda dziewczyna, może dwadzieścia dwa lata. Długie, kasztanowe włosy, sukienka, która więcej odsłaniała niż zasłaniała. Widziałem, jak Tomek szepcze jej coś do ucha, jak ona się śmieje. To nie była koleżanka z pracy. To nie była klientka. Ukryłem się za filarem, trzęsącymi się rękami wyciągając telefon. Zrobiłem serię zdjęć. A potem nagrałem filmik, jak wchodzą razem do windy, całując się jak nastolatkowie.
Wtedy, w tamtym hotelowym lobby, czułem do niego pogardę. Jak on mógł? Agata była idealna. Starała się o dziecko, dbała o dom, wspierała go w każdej jego fanaberii. A on zabawiał się z jakąś stażystką. Przez chwilę myślałem, żeby do niego podejść i dać mu w mordę. Ale instynkt przetrwania powstrzymał mnie.
O niczym nie wiedzieli
Wróćmy do niedzielnego obiadu. Atmosfera była sielska, prawie mdła od tej rodzinnej słodyczy. Matka pytała Agatę o plany wakacyjne.
– Myśleliśmy o Toskanii. Tomek tak ciężko ostatnio pracuje, należy mu się odpoczynek. Prawda, kochanie?
Tomek uśmiechnął się do niej tym swoim firmowym uśmiechem numer pięć.
– Wszystko dla ciebie, skarbie.
Patrzyłem na niego i czułem, jak wzbiera we mnie żółć. Ale nie z powodu jego niewierności. Zazdrościłem mu tej lekkości bytu. On zdradzał żonę i uchodziło mu to na sucho. Ja „pożyczyłem” pieniądze firmy, żeby pomnożyć nasz majątek i groziło mi dno. To było niesprawiedliwe. Dlaczego on miał być tym, któremu wszystko się udaje, nawet oszustwa? Ojciec odchrząknął.
– Więc jutro o ósmej w biurze. Chcę mieć te raporty na biurku. Nie ma mowy o żadnych opóźnieniach. Inwestorzy się niecierpliwią.
To był ten moment. Wiedziałem, że nie mam wyjścia. Musiałem zdetonować ładunek.
– Nie będzie żadnej Toskanii – powiedziałem cicho, ale mój głos przeciął gwar rozmowy jak nóż.
Wszyscy zamarli. Tomek spojrzał na mnie zdezorientowany.
– Co ty gadasz?
Wydałem go
Podniosłem wzrok i spojrzałem prosto w oczy Agaty. Były pełne ufności i ciepła. Czułem się jak kat, ale wiedziałem, że to ja albo on.
– Nie będzie Toskanii, bo Tomek nie zabierze cię tam, Agata. Chyba że planuje trójkąt ze swoją asystentką.
Cisza, która zapadła w jadalni, była absolutna. Słychać było tylko zegar tykający na ścianie. Tomek zbladł tak gwałtownie, że jego skóra przybrała odcień popiołu.
– O czym ty gadasz? – wycedził, wstając gwałtownie. – Zwariowałeś?
– Nie kłam, Tomek – powiedziałem, wyciągając telefon.
Położyłem go na środku stołu, ekranem do góry. Zdjęcie było wyraźne. On, ona, hotelowa winda. Matka jęknęła i zakryła usta dłonią.
– To fotomontaż! – krzyknął Tomek, ale jego głos drżał.
– Mam też wideo – dodałem beznamiętnie. – Sprzed trzech tygodni. Kiedy rzekomo byłeś w Gdańsku na negocjacjach.
Agata nie krzyczała. To było najgorsze. Po prostu wzięła telefon do ręki. Jej palce drżały tak bardzo, że ledwo mogła utrzymać urządzenie. Przesunęła palcem po ekranie. Raz. Drugi.
– Agata, posłuchaj… to nie tak jak myślisz, to była chwila słabości, to nic nie znaczy... – Tomek zaczął bełkotać, podchodząc do niej, ale ona cofnęła się, jakby oparzył ją wrzątkiem.
Była zrozpaczona
– Kto to jest? – zapytała szeptem, który był głośniejszy od krzyku.
– Nikt, to tylko…
– To Paulina z działu marketingu – wtrąciłem się, dobijając go. – Ma 22 lata. Spotykają się od pół roku. Cała firma plotkuje, tylko rodzina jak zwykle dowiaduje się ostatnia.
To było kłamstwo – o plotkach i pół roku. Nie miałem pojęcia, ile to trwało. Ale musiałem dolać oliwy do ognia. Tomek rzucił się w moją stronę.
– Tato, on kłamie, on próbuje mnie zniszczyć! – krzyczał Tomek, ale w jego głosie była już tylko desperacja.
– Zdjęcia nie kłamią – powiedział ojciec lodowatym tonem. – W moim domu… przy twojej żonie… Jak śmiesz?!
Agata wstała powoli. Łzy ciekły jej po policzkach, rozmazując makijaż, ale w jej oczach pojawiła się dziwna pustka.
– Brzydzę się tobą – powiedziała do Tomka. Potem spojrzała na mnie. – Dziękuję, że byłeś szczery. Chociaż ty.
To „dziękuję” było jak cios w brzuch. Czułem się, jakbym połknął kawałek szkła. Ale cel został osiągnięty. Chaos zapanował niepodzielnie.
Musiałem grać
Agata wybiegła z domu, Tomek pojechał za nią, ale wrócił po godzinie z walizkami, wyrzucony z własnego mieszkania. Rodzice byli zdruzgotani. Matka płakała w sypialni, a ojciec siedział w gabinecie, wpatrując się w ścianę. Wszedłem do gabinetu cicho jak cień.
– Tato… – zacząłem niepewnie.
Spojrzał na mnie wzrokiem człowieka, który właśnie stracił syna.
– Nie teraz, nie mam siły.
– Chciałem tylko zapytać o ten jutrzejszy audyt… – zaryzykowałem, czując, jak serce podchodzi mi do gardła.
Ojciec machnął ręką z rezygnacją.
– Jaki audyt? Rodzina nam się rozpada, a ty mi o papierach gadasz? Odwołaj spotkanie. Nie mam głowy do cyferek. Muszę zastanowić się, co z tym wszystkim zrobić. Jeśli to wyjdzie, reputacja firmy legnie w gruzach.
Wypuściłem powietrze, którego nie byłem świadom, że wstrzymywałem. Udało się. Kupiłem sobie czas. Tydzień, może dwa. Wystarczająco dużo, by załatać dziurę.
– Oczywiście, tato. Zajmę się wszystkim w firmie. Ty zajmij się mamą i Tomkiem. Ja przypilnuję interesu.
Myślałem, że to koniec
Ojciec spojrzał na mnie z wdzięcznością.
– Dobry z ciebie chłopak, Marek. Zawsze byłeś tym cichy, ale lojalny. Przynajmniej na tobie mogę polegać.
Przez kolejne dwa tygodnie grałem rolę idealnego syna i brata-rozjemcy. Tomek zamieszkał w hotelu. Agata złożyła pozew o rozwód. W firmie panował chaos, bo Tomek przestał przychodzić do pracy. Ja przejąłem stery. Pracowałem po osiemnaście godzin na dobę – połowę tego czasu poświęcając na faktyczną pracę, a drugą połowę na kreatywną księgowość.
Udało mi się zasypać największą dziurę. Wziąłem kredyt chwilówkę na kosmiczny procent pod zastaw mojego mieszkania, żeby tylko wyrównać saldo firmowe przed kolejnym terminem audytu. Byłem na krawędzi załamania nerwowego, ale byłem bezpieczny. Przynajmniej tak myślałem. Pewnego wieczoru, gdy siedziałem w biurze sam, drzwi otworzyły się z hukiem. Stanął w nich Tomek. Wyglądał fatalnie. Nieogolony, w pogniecionej koszuli, z czerwonymi oczami.
– Czego chcesz? – zapytałem, zamykając laptopa. – Nie powinieneś tu być. Ojciec zabronił…
– Przez ostatnie dni dużo myślałem. O tobie. O tym, jaki nagle stałeś się sprawiedliwy.
– Zrobiłem to, co należało – odpowiedziałem sztywno. – Zdradzałeś Agatę. Zasłużyła na prawdę.
Przejrzał mnie
Tomek zaśmiał się gorzko.
– Zawsze byłeś zazdrosny, ale nigdy nie byłeś konfidentem. Pamiętasz, jak w liceum rozbiłem samochód ojca? Kryłeś mnie. Pamiętasz, jak oblałem egzaminy na studiach? Sfałszowałeś dla mnie indeks. Zawsze trzymaliśmy się razem. Więc dlaczego teraz? Dlaczego tak publicznie? Dlaczego przy niedzielnym obiedzie, dzień przed audytem?
Poczułem zimny dreszcz. Był mądrzejszy, niż sądziłem.
– Nie wiem, o czym mówisz. Po prostu miałem dość twojej hipokryzji.
– Doprawdy? – Tomek wyprostował się i wyciągnął z kieszeni pogniecioną kopertę. – Wiesz, mam dużo czasu wolnego, odkąd zrujnowałeś mi życie. Zacząłem przeglądać stare maile. I znalazłem korespondencję z bankiem.
Milczałem. Gardło miałem tak suche, że nie mogłem przełknąć śliny.
– Zadzwoniłem dziś do znajomego z tego banku – kontynuował Tomek. – Powiedział mi ciekawe rzeczy. Że jedno z kont jest puste. A powinno być tam półtora miliona euro z zysków z inwestycji w biurowce. Gdzie są te pieniądze?
Byłem przerażony
Wstałem powoli. Nogi miałem jak z waty.
– Inwestycje są ryzykowne. Rynek się załamał…
– Sprawdziłem też twoje prywatne konta. Zalogowałem się twoim starym hasłem, którego nie zmieniłeś od lat.
Patrzyliśmy na siebie w ciszy. Dwóch braci w pustym biurowcu, w środku nocy. Jeden zdradził żonę. Drugi zdradził całą rodzinę.
– Zniszczyłeś mnie – szepnął Tomek, a w jego głosie nie było już złości, tylko czysty ból. – Zniszczyłeś moje małżeństwo, moją relację z rodzicami, moją reputację. Tylko po to, żeby odwrócić uwagę od tego, że jesteś złodziejem. Zrobiłeś ze mnie zasłonę dymną.
– Musiałem – powiedziałem, a mój głos załamał się po raz pierwszy. – Tomek, oni by mnie zamknęli. Ojciec by mnie zabił. Potrzebowałem czasu. Oddam to. Przysięgam, oddam każdą złotówkę.
Tomek pokręcił głową z niedowierzaniem.
– Agata mnie kochała. Może by mi wybaczyła, gdybym sam jej powiedział. Może poszlibyśmy na terapię. Ale ty zrobiłeś z tego spektakl. Upokorzyłeś ją przy rodzicach. Nie dałeś nam szansy. Poświęciłeś nas.
– Ty sam się poświęciłeś, sypiając z asystentką! – krzyknąłem, próbując przejść do defensywy.
– Tak, jestem winny – przyznał Tomek. – Ale ty jesteś potworem. Ja złamałem serce jednej osobie. Ty okradłeś rodziców, którzy dali ci wszystko, i wbiłeś nóż w plecy jedynemu bratu, który zawsze cię bronił.
Wszystko zniszczyłem
Tomek nie poszedł z tym do ojca. Zawarliśmy pakt, najbardziej toksyczny układ w historii naszej rodziny. On milczy o pieniądzach, a ja staję się jego bankomatem. Spłacam jego długi, o których też się dowiedziałem, finansuję jego nowe, samotne życie w drogich apartamentach. Oficjalnie w rodzinie to ja jestem bohaterem. Tym porządnym. Ojciec przepisał na mnie większą część udziałów w firmie, bo Tomek okazał się nieodpowiedzialny emocjonalnie. Matka często mówi przy herbacie: „Dzięki Bogu, że chociaż ty, Marku, jesteś taki ułożony”.
Agata odeszła na dobre. Wyprowadziła się do innego miasta, zerwała kontakty. A ja siedzę w gabinecie prezesa. Mam skórzany fotel i władzę, o jakiej zawsze marzyłem. Dziurę w budżecie łatam powoli, kreatywnie żonglując fakturami i nowymi kredytami. Jestem mistrzem iluzji. Ale każdej niedzieli, gdy siadam do obiadu z rodzicami, patrzę na puste krzesło, gdzie kiedyś siedział Tomek. I widzę jego wzrok z tamtej nocy w biurze. Wzrok, który mówi: „Wiem, kim jesteś”.
Mój brat myślał, że zniszczyłem go za romans. Świat myśli, że zrobiłem to z moralnego obowiązku. Ale prawda jest taka, że podpaliłem nasz dom, żeby nikt nie zauważył, że wyniosłem z niego srebra. I teraz muszę mieszkać w tych zgliszczach, udając, że popiół to konfetti.
Marek, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „W tłusty czwartek stałam 2 godziny w kolejce do cukierni. Opłaciło się, bo wróciłam z tuzinem pączków i gorącym sercem”
- „W walentynki córka przedstawiła nam chłopaka. Wstyd mi, bo wychowałam ją po bożemu, a ona prowadza się z obdartusem”
- „Kiedy mąż przysłał mi do pracy róże na walentynki, aż pękałam z dumy. Szkoda, że drań pomylił moje imię na dedykacji”