Reklama

Któregoś sobotniego poranka mąż zabrał dzieci do ogrodu zoologicznego, a ja postanowiłam wziąć się za przygotowywanie obiadu. Nagle rozdzwonił się telefon, przerywając moją kuchenną krzątaninę.

Reklama

– Czy rozmawiam z panią Martą N.? – w słuchawce rozległ się kobiecy głos.

– Owszem, to ja. W czym mogę pomóc?

– Dzwonię ze szpitala. Pani tata miał zawał. Lekarze przeprowadzili już operację, ale jego kondycja wciąż budzi obawy. Chciałby panią zobaczyć. Proszę czym prędzej przyjechać – wyrecytowała i, nie czekając na moją odpowiedź, odłożyła słuchawkę.

Byłam zaskoczona i zła

Gdy usłyszałam tę wiadomość, poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie obuchem w głowę. Opadłam bezwładnie na najbliższy fotel, starając się poukładać wszystko w głowie. Tata? O jakim tacie mowa? Minęło przecież ponad 30 lat, odkąd ostatni raz go widziałam. Zniknął z mojego życia, gdy jeszcze chodziłam do podstawówki i od tamtej pory słuch po nim zaginął. Nie interesował się mną, nie łożył na moje utrzymanie, nie próbował nawiązać żadnego kontaktu. I nagle dzwoni ktoś z informacją, że ojciec dostał zawału i chce się ze mną spotkać.

Kiedy dowiedziałam się o tym, że mój tata jest chory, nie planowałam jechać do szpitala. Byłam zła, że kazał mnie odszukać i przekazać mi tę wiadomość. Myślałam sobie, że nie powinien tak po prostu pojawiać się znowu w moim życiu i oczekiwać ode mnie czegokolwiek, skoro tyle czasu go nie było. Jednak gdy trochę ochłonęłam, zmieniłam zdanie. Sama nie wiem czemu, ale przyszło mi do głowy, że może, teraz kiedy jest tak schorowany, chce przeprosić za wszystko i poprosić, żebym mu wybaczyła.

Naiwnie liczyłam na jego skruchę

Moja świętej pamięci mama miała w zwyczaju mawiać, że przebaczenie jest najważniejsze. Dlatego bez namysłu spakowałam się do auta i ruszyłam prosto do szpitala. Jadąc, obiecywałam sobie w duchu, że jeżeli tata okaże prawdziwą skruchę, to kto wie – może nawet dam mu jeszcze jedną szansę i na nowo dopuszczę go do swojego życia? Mogłabym przecież przedstawić mu męża i dzieciaki. Zaprosiłabym go nawet na jakiś pyszny obiadek do nas.

Kiedy przekroczyłam próg szpitalnego oddziału, serce przepełniała mi nadzieja, która jednak w mgnieniu oka ulotniła się niczym poranna mgła. Wbrew moim oczekiwaniom, tata wcale nie zamierzał przepraszać za swoje zachowanie. Gdy usiadłam obok niego na szpitalnym łóżku, nie padło z jego ust ani jedno miłe słowo, a na twarzy nie pojawił się nawet cień uśmiechu. Zamiast tego, obdarzył mnie lodowatym spojrzeniem i oświadczył, że po opuszczeniu szpitala planuje zamieszkać w domu spokojnej starości. Tłumaczył to tym, że jest poważnie chory, osłabiony i nie da rady sobie sam.

– Nie oczekujesz, chyba że będę ci współczuć? – zirytowałam się, dostrzegając jego niechętny stosunek wobec mnie.

– Nawet mi to przez myśl nie przeszło – rzucił oschle.

– W takim razie, po co kazałeś mi tu przyjść?

– Muszę zebrać nieco danych dla pracowników socjalnych. Jakie masz zarobki, czy twój mąż jest zatrudniony, ile masz dzieci... – wymieniał.

– Ale dlaczego cię to interesuje? – weszłam mu w słowo.

– Jak to dlaczego? Ktoś musi przecież uregulować należność za pobyt w domu spokojnej starości. Ja nie dam rady. Moja emerytura jest zbyt niska – odparł, rozkładając ręce.

– Mówisz poważnie? – nie mogłam uwierzyć, w to co słyszę.

– Jak nie ty, to kto? Jesteś przecież moim jedynym dzieckiem i prawo nakłada na ciebie taki obowiązek. Wiem, bo niedawno podpytałem o to znajomego – staruszek zdziwił się moim pytaniem.

– Zapomnij o tym! Nie dam ci nawet złamanego grosza!

– Dasz, dasz… Opieka społeczna wystawi papiery, a komornik skasuje z twojego konta każdą złotóweczkę. Taki mamy system prawny i nic na to nie poradzisz – zachichotał pod nosem.

Opadłam na ławkę, starając się opanować emocje. Sama idea, że mam łożyć na faceta, który był mi w zasadzie obcy, kosztem najbliższych, wywoływała ból. Przecież to nie kwestia stówki czy dwóch miesięcznie, a całych tysięcy! Jednak najbardziej bolało to, że ojciec faktycznie miał rację odnośnie do tych świadczeń.

Nie wiedziałam, co robić

Moja sąsiadka od lat dostawała faktury za opiekę nad mamą w domu seniora, pomimo tego, że matka powierzyła ją opiece babci i na długo przestała interesować się córką.

To przecież okropna niesprawiedliwość! – wykrzyknęłam, kiedy mi o tym mówiła.

– I co z tego? Przepisy są jasne – pełnoletnie dzieci mają obowiązek płacić na rodziców. Urzędasy kurczowo się tego trzymają, bo w przeciwnym razie koszty spadną na barki gminy – westchnęła z rezygnacją.

Kiedy to usłyszałam, bardzo jej współczułam i trzymałam kciuki, aby mnie to ominęło. A tu proszę, taki nieprzyjemny zawód. Czułam się tak bezradna, że miałam ochotę zawyć z rozpaczy. Przyszłam do domu totalnie podłamana. Od razu wszystko opowiedziałam mężowi. Rany, ale był wkurzony!

Chodził w kółko jak wściekły tygrys w za małej klatce. Potem wskoczył do samochodu i pognał do kumpla Waldka, który jest prawnikiem. Miał nadzieję, że on coś wymyśli. Mówiłam mu, żeby sobie darował, bo przepisy to przepisy i nic z tym nie zrobi, ale on nie zamierzał się poddawać.

Nic nie dam ojcu

Wrócił po jakichś dwóch godzinach. Byłam pewna, że będzie miał minę jak zbity pies. A tu niespodzianka, szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy.

– A tobie co tak do śmiechu? – zapytałam zaskoczona.

– Zaraz ci powiem! Okazało się, że nie zapłacisz nawet złotówki na opiekę ojca w domu starości.

– Serio? W jaki sposób?

– Zgodnie z obowiązującymi regulacjami, rodzice, którzy nie troszczyli się o swoje dzieci, uchylali się od łożenia na ich utrzymanie, nie pielęgnowali relacji z nimi, nie powinni oczekiwać od nich szczodrości i wdzięczności u schyłku życia. Nawet tej, którą wymusza na nich prawo.

– Jesteś tego pewien? Dobrze o wszystko się wypytałeś? – wciąż nie mogłam w to uwierzyć.

– No raczej! Waldek mówi, że takie matki i ojcowie zawsze mogą iść do sądu, ale nie mają żadnych szans na wygraną – wyszczerzył zęby.

Przyznaję szczerze, że korciło mnie, żeby znowu podjechać do szpitala i wygarnąć staremu prosto w oczy, że ma nieaktualne informacje i wcale nie będzie tak różowo, jak to sobie ubzdurał. Miałam ochotę zobaczyć jego minę. Zachowywał się tak bezczelnie i arogancko, jakby wszystko było już przesądzone. A tu niespodzianka! Koniec fantazji o wygodnym życiu na starość sponsorowanym przez córunię.

Koniec końców, dałam sobie z tym spokój. Nie miałam ochoty na zemstę i bycie bezlitosną. W tej chwili pragnę jedynie, żeby zniknął na następne trzydzieści lat. Dałam mu szansę, ale nie potrafił jej wykorzystać. Niech w takim razie trzyma się ode mnie na dystans!

Reklama

Monika, 40 lat

Reklama
Reklama
Reklama