Reklama

Jestem żoną, matką dwóch chłopców. Na co dzień pracuję w HR, wieczorami ogarniam dom. Życie płynie mi jak z taśmy – śniadania, korki, raporty, obiady, bajki, zmywarka. Michał, mój mąż, niby jest, ale jakby go nie było. Czasem rozmawiamy – o tym, że dzieci znów chore albo że trzeba kupić chleb. Kiedyś mnie przytulał, całował w kark, mówił, że jestem piękna. Teraz? Patrzy w telefon.

A ja? Znikam. Coraz częściej myślę, że życie mi przecieka. Że jestem przezroczysta. W pracy przynajmniej ktoś czasem mnie słucha. Tam też poznałam Tomka – współpracownika. Zaczęło się od uśmiechów przy kawie, przypadkowych spojrzeń, niewinnych wiadomości. A potem… było coraz trudniej udawać, że to tylko flirt. Przy nim czułam się znowu widziana. I pożądana… Powiedziałam Michałowi, że jadę z koleżankami w góry. Spakowałam walizkę, dałam buziaka na pożegnanie. A tak naprawdę… pojechałam z Tomkiem. To miała być tylko krótka ucieczka. Ale nic nie było takie, jak sobie wyobrażałam.

Kłamstwo w białych rękawiczkach

– Mówiłam ci, że jedziemy we cztery. Będziemy spać w schronisku, robić zdjęcia, gadać po nocach – opowiadałam Michałowi, krzątając się po kuchni z kubkiem kawy.

Udawałam swobodę, jakbym naprawdę wierzyła w to, co mówię. On nawet nie spojrzał na mnie znad ekranu.

– Fajnie. Odpoczniesz sobie trochę – rzucił mechanicznie.

Tyle. Żadnego „będę tęsknił”, żadnego „uważaj na siebie”. Przez sekundę poczułam ukłucie winy, ale tylko przez sekundę.

Tomek czekał na mnie dwie ulice dalej. Wsiadłam do auta, serce waliło mi jak szalone.

– Gotowa? – zapytał, uśmiechając się szelmowsko. Miał rozczochrane włosy i trzydniowy zarost, pachniał czymś zmysłowym. Skinęłam głową. Ruszyliśmy.

W drodze było... zbyt dobrze. Rozmawialiśmy o wszystkim – o dzieciach, o tym, że nie tak miało wyglądać nasze dorosłe życie, o tęsknotach. I o zdradach. Tomek mówił, że jego była dziewczyna też go kiedyś zdradziła. Teraz – sam był po drugiej stronie.

– Wiem, że nie powinienem. Ale z tobą… wszystko wydaje się inne – powiedział, kładąc dłoń na moim kolanie.

Nie cofnęłam jej. Nie zaprotestowałam. Czułam się wolna, choć przecież wszystko było kłamstwem. A jednak… chciałam tego wszystkiego. Choć na dwa dni.

Hotel i czułość

Hotel był nowoczesny, ale kameralny. Z widokiem na las, z dala od ludzi. Recepcjonistka spojrzała na nas krótko, bez oceniania. Może przywykła do par, które nie podpisują się wspólnym nazwiskiem. Tomek zamówił pokój z balkonem. W środku było ciepło, pachniało świeżą pościelą i lawendą. Odłożyłam torbę, usiadłam na łóżku. Nagle zrobiło się cicho. Przez chwilę poczułam, jakbyśmy zrobili coś strasznego.

– Chcesz wina? – zapytał, przerywając napięcie.

Przytaknęłam. Wino było czerwone, wytrawne. Piłam je powoli, patrząc przez okno. A potem... zaczęliśmy rozmawiać. Tak naprawdę. O tym, jak oboje mamy dość udawania. Jak czujemy się samotni we własnych domach. I że to wszystko, co tu robimy – choć niedozwolone – jest prawdziwe.

– Nie chcę cię tylko na weekend – powiedział nagle. – Chcę wiedzieć, kim jesteś, kiedy nie musisz być żoną i matką.

Nie odpowiedziałam. Tylko podeszłam do niego i go pocałowałam. Czułam, że to coś więcej. Po wszystkim leżeliśmy przytuleni, jego dłoń gładziła moje ramię. Nie chciałam zasypiać. Bałam się, że rano wszystko się skończy. Ale zasnęłam. Obok niego. Rano obudziłam się pierwsza. Wpatrywałam się w sufit. W brzuchu czułam ciężar. Winy? A może strachu? Tomek przeciągnął się i spojrzał na mnie ciepło.

– Co teraz? – zapytałam cicho.

– A co byś chciała, żeby było?

Nie umiałam na to odpowiedzieć.

Coś dziwnego w spojrzeniu

Po powrocie do domu wszystko wydawało się inne. Te same ściany, ten sam zapach proszku w pościeli, ale ja byłam inna. Michał przywitał mnie chłodno, jakby tylko sprawdzał, czy wróciłam zgodnie z planem.

– Było fajnie? – zapytał, nie podnosząc wzroku znad laptopa.

– Tak, zmęczyłyśmy się. Dużo chodziłyśmy – rzuciłam odruchowo, aż za szybko.

– Mhm – mruknął.

Tego wieczoru było coś dziwnego w jego spojrzeniu. Albo to ja byłam przewrażliwiona. Ale kiedy włożyłam piżamę, zauważyłam, że patrzy na mnie dłużej niż zwykle. Nie powiedział nic. Cisza była gorsza niż pytania. Następnego dnia przy kolacji Michał wspomniał mimochodem:

– A wiesz, że mój kolega z pracy był też w górach w ten weekend? Widział kogoś z twojej firmy. Tego… Tomka chyba?

Zamarłam. Łyżka zawisła mi w powietrzu. Udawałam, że nic się nie dzieje.

– Możliwe. On dużo jeździ – odpowiedziałam z udawaną obojętnością.

Michał skinął głową, ale jego spojrzenie było jak zimny prysznic. Nie pytał więcej. Ale czułam, że mnie obserwuje. Przez kolejne dni chodziłam jak na szpilkach. Każde powiadomienie w telefonie sprawiało, że serce mi stawało. Michał wiedział. Albo coś podejrzewał. Zaczęłam panikować. Przestawałam odbierać od Tomka, choć on pisał coraz częściej. Chciał się spotkać. W głowie miałam jeden wielki chaos. Brnąć w to dalej? Czy przyznać się i zburzyć wszystko? Wieczorem, gdy chłopcy już spali, Michał spojrzał mi w oczy.

– Karolina… jesteś ze mną szczera?

Zatkało mnie. Nie odpowiedziałam.

Wyrzucał z siebie lata pretensji

Trzymał w dłoni telefon. Pokazał mi zdjęcie. Zrobione z ukrycia, niewyraźne, ale wystarczająco czytelne. Ja i Tomek. Razem, wychodzący z hotelu. Uśmiechnięci. Trzymaliśmy się za ręce. Nie zaprzeczyłam. Nie było sensu.

– Przepraszam – wyszeptałam.

Michał długo milczał. Potem się zaśmiał, ale to nie był śmiech. To było coś między ironią a wściekłością.

– Przepraszam? Tylko tyle masz do powiedzenia?

– Nie wiem, co mam ci powiedzieć… – zaczęłam, ale nie zdążyłam dokończyć.

– Może powiesz dzieciom, że mama potrzebowała przygody, bo tata był za nudny? – jego głos był zimny jak lód.

– Spałaś z nim?

Nie odpowiedziałam. Spojrzałam w podłogę.

– Jasne, po co pytam jak idiota. Odpowiedź widać w twoich oczach – syknął.

Krzyczał. Wyrzucał z siebie lata pretensji, tłumionego zmęczenia, żalu. Mówił, że mnie nie poznaje. Że nigdy by się tego nie spodziewał. Że zawiodłam go jak nikt inny. Stałam nieruchomo, mokra od łez. Chciałam coś powiedzieć, ale każde słowo brzmiało jak kłamstwo.

– Wychodzę – powiedział nagle. – Nie wiem, kiedy wrócę. Śpij dobrze, Karolina.

Trzasnęły drzwi. Dzieci się obudziły. Mały przybiegł do mnie z pluszakiem w dłoni.

– Mamo, czemu tata płakał?

Objęłam go i nie odpowiedziałam nic. Siedzieliśmy tak na podłodze w ciemnej kuchni. A ja wiedziałam, że ten dom już nigdy nie będzie taki sam.

Myślałam, że to coś znaczy

Spotkaliśmy się w tej samej kawiarni, gdzie kiedyś ukradkiem trzymał mnie za rękę pod stolikiem. Teraz siedział naprzeciwko mnie z miną, jakby chciał być gdzie indziej.

– Michał wie – powiedziałam na wstępie.

Tomek pokiwał głową. Wiedział już. Prawdopodobnie wcześniej niż ja.

– I co teraz? – zapytałam.

Zamilkł. Popijał kawę, wzrokiem omiatał witrynę, jakby szukał wyjścia awaryjnego.

Myślałam, że to coś znaczy – wyrzuciłam z siebie. – Że nie chodziło tylko o szybką przygodę.

– Karolina… – westchnął ciężko. – Ja nie chciałem ci obiecywać rzeczy, których nie mogę spełnić. Nie mówiłem, że zostawię wszystko i stworzymy razem dom. To była… chwila. Ucieczka.

– Ucieczka?! – powtórzyłam, czując, jak narasta we mnie złość. – Ja rozwaliłam swoje małżeństwo dla jakiejś głupuej „ucieczki”?

– Nie kazałem ci niczego rozwalać – odpowiedział spokojnie. – Nie jestem twoim wybawieniem. Wiem, że to zabrzmi podle, ale… nie planowałem zakochiwać się. I nie chcę być nikim więcej.

Siedziałam jak sparaliżowana. Jeszcze niedawno patrzył na mnie jak na kobietę, której pragnął. Teraz patrzył tak, jak Michał – jakby mnie nie było.

– Dziękuję za szczerość – powiedziałam cicho. – I mam nadzieję, że kiedyś ktoś cię też tak zostawi. Żebyś zrozumiał.

Wyszłam z kawiarni, zostawiając go przy pustym stoliku. Było zimno. I pusto. Straciłam wszystko. A on... nawet nie próbował zatrzymać.

Karolina, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama