„Pachniał jak milion dolarów, a kupił mi tanie naleśniki. Moje uczucia szybko stopniały jak bita śmietana z proszku”
„Był uważny, pamiętał, co lubię, dzwonił codziennie. Potrafił słuchać, co w tym wieku jest rzadkością. Myślałam, że w końcu mam kogoś, z kim będzie prosto i wygodnie. Aż nadszedł wieczór, który zepsuł ten obraz. Byłam pewna, że zabierze mnie na elegancką kolację, ale sprawy potoczyły się inaczej”.

- Redakcja
Romana poznałam na bankiecie, na który poszłam bardziej z obowiązku niż z chęci. Był inny niż reszta facetów. Nie przechwalał się, nie patrzył na mnie jak na zdobycz. Rozmawiał normalnie, nawet opowiadał żenujące historie o sobie, a to zawsze dobrze o kimś świadczy. Z wyglądu robił wrażenie człowieka z kasą – dobry garnitur, buty wypastowane na błysk. W mojej głowie od razu zapaliła się lampka: „Ewa, w końcu trafiłaś na kogoś, kto nie będzie liczył złotówek”.
Z każdym kolejnym spotkaniem byłam coraz pewniejsza, że to dobry wybór. Roman był uważny, pamiętał, co lubię, dzwonił codziennie. Potrafił słuchać, co w tym wieku jest rzadkością. Myślałam, że w końcu mam kogoś, z kim będzie prosto i wygodnie. Aż nadszedł wieczór, który zepsuł ten obraz. Byłam pewna, że zabierze mnie na elegancką kolację. Sama się wystroiłam, założyłam nową sukienkę i buty na obcasie. On tymczasem oznajmił, że idziemy na naleśniki. I to nie do jakiejś klimatycznej knajpy w centrum, tylko do taniego baru, gdzie pachniało starym olejem po frytkach. Poczułam się, jakby ktoś zdzielił mnie w twarz. Nie chodziło o jedzenie, chodziło o to, że poczułam się niedoceniona.
Zaprosił mnie na tanie naleśniki
– To gdzie jedziemy? – zapytałam, zapinając płaszcz.
– Mam ochotę na naleśniki – odpowiedział zadowolony Roman.
– Naleśniki? – uniosłam brew. – W piątkowy wieczór?
– No tak, jest taki fajny bar niedaleko. Tanio, smacznie, swojsko.
– Tanio – powtórzyłam powoli, żeby dobrze usłyszał, jak to brzmi. – A ja się tak ładnie ubrałam.
– Ale tam też możesz wyglądać ładnie – uśmiechnął się.
W drodze milczałam. Patrzyłam przez okno samochodu, próbując nie myśleć o tym, że od tygodni wyobrażałam sobie elegancką restaurację, białe obrusy, wino z drogiej karty. Wysiedliśmy przed małym lokalem, w którym szyld był tak stary, że litery ledwo się trzymały.
– No to jesteśmy – powiedział, otwierając mi drzwi.
– Cudownie – rzuciłam, wchodząc do środka. Zapach przypalonego oleju od razu uderzył mnie w twarz.
Usiedliśmy przy plastikowym stoliku. Kelnerka w wyblakłym fartuchu podała nam menu.
– Tu mają najlepsze naleśniki z serem i owocami – Roman był wyraźnie podekscytowany.
– Nie wątpię – odpowiedziałam sucho. – A wiesz, że myślałam, że dziś będzie trochę... inaczej?
– Inaczej?
– No wiesz, bardziej... odświętnie.
– Ewa, nie chodzi o to, żeby zawsze było drogo. Ważne, że jesteśmy razem.
Pokręciłam głową, udając, że patrzę w kartę. W mojej głowie kołatała tylko jedna myśl: „To ma być ten mój bogaty facet?”.
Ślinka mi jednak ciekła
– To, co zamówisz? – Roman patrzył na mnie z uśmiechem, jakby niczego nie zauważał.
– Poproszę wodę gazowaną – powiedziałam chłodno, nie podnosząc wzroku.
– Nic więcej?
– Nie jestem głodna – skłamałam.
Kelnerka odeszła, a Roman oparł się wygodnie o krzesło.
– Ewa, serio, nie rozumiem twojej miny. Myślałem, że lubisz naleśniki.
– Lubię, ale wiesz... są sytuacje, kiedy człowiek oczekuje czegoś innego.
– No, ale przecież rozmawialiśmy wczoraj, że mam sporo pracy i nie mam głowy do planowania kolacji w jakimś hotelu.
– Jasne. Bo naleśnikarnia nie wymaga planowania – rzuciłam z ironią.
Zamilkł na chwilę, a ja obserwowałam, jak jego pewny siebie uśmiech trochę blednie.
– Myślałem, że dla ciebie liczy się to, że spędzamy czas razem, a nie ile kosztuje kolacja – powiedział spokojnie.
– Liczy się. Ale przyznaj, Roman, wygląda to tak, jakbyś po prostu chciał zaoszczędzić.
– A co w tym złego? – spytał. – Oszczędzanie to nie wstyd. To raczej chluba.
Przewróciłam oczami. Chciałam się odciąć, ale kelnerka przyniosła jego zamówienie – górę naleśników z bitą śmietaną i dżemem.
– Spróbuj, naprawdę dobre – podał mi widelec.
– Nie, dziękuję – odpowiedziałam, choć ślinka mi ciekła.
Patrzyłam, jak zajada z apetytem, a we mnie narastało rozczarowanie. Może i był czuły, ale czy facet, który oszczędza na kolacji, to partner na poważnie?
Uparty był jak ja
Siedziałam, stukając paznokciem w plastikowy blat, aż Roman odłożył widelec.
– Ewa, ty się na mnie gniewasz, prawda? – zapytał.
– Ja? Skądże – odpowiedziałam tonem, który brzmiał dokładnie odwrotnie.
– No weź, powiedz to wprost. Wolisz, żebym następnym razem zabrał cię do pięciogwiazdkowej restauracji?
– Następnym razem? – prychnęłam. – A będzie następny raz?
Westchnął, jakby próbował zachować spokój.
– Nie wiedziałem, że masz aż takie oczekiwania. Myślałem, że chodzi ci o mnie, nie o rachunek.
– Roman, kiedy poznałam cię na tym bankiecie, wyglądałeś jak facet, który wie, jak się traktuje kobietę.
– Bo wiem – odpowiedział stanowczo. – Ale traktowanie dobrze to nie tylko wydawanie pieniędzy.
Odchyliłam się na krześle, krzyżując ręce.
– Wiesz, że to brzmi jak wymówka biednego faceta?
– Może to po prostu brzmi jak ja. – Spojrzał mi prosto w oczy. – Jeśli to problem, powiedz od razu.
Zrobiło mi się gorąco, choć wcale nie chciałam, żeby to zauważył. Napięcie między nami wisiało w powietrzu.
– Dobra – powiedziałam w końcu. – Niech ci będzie. Ale następnym razem, Roman, postaraj się mnie zaskoczyć w inny sposób.
– Obiecuję – uśmiechnął się lekko. – Ale nie obiecuję, że to będzie drogie.
Patrzyłam na niego chwilę w milczeniu. Był uparty jak ja. I to mnie irytowało jeszcze bardziej niż te naleśniki.
Czułam się upokorzona
Wyszliśmy z lokalu, a chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz. Roman szedł obok, w rękach trzymał resztę naleśników na wynos.
– Chcesz? – zapytał. – Mogę ci dać połowę.
– Nie, dzięki.
– Ewa, naprawdę? Nawet nie spróbujesz?
– Roman, przestań. Nie chodzi o jedzenie.
Zatrzymał się na chodniku.
– No to o co? Powiedz wprost, żebym mógł zrozumieć.
– O to, że myślałam, że jestem z facetem, który potrafi zrobić wrażenie. A ty... zapraszasz mnie na coś, co mogłam sobie zrobić w domu.
– A może właśnie chodzi o to, że nie muszę cię „kupować” drogą kolacją? – uniósł brwi. – Myślałem, że jesteś kobietą, która docenia prostotę.
– Czasem doceniam. Ale dziś liczyłam na coś innego.
Ruszyliśmy dalej w milczeniu. W głowie kłębiły mi się sprzeczne myśli. Z jednej strony czułam się upokorzona, z drugiej – nie mogłam mu odmówić racji.
– Wiesz, Ewa – odezwał się nagle – kiedyś zabrałem byłą dziewczynę do ekskluzywnej restauracji. Rachunek był absurdalny. Tydzień później i tak mnie rzuciła. Więc wolę być sobą od początku.
– I myślisz, że ja jestem jak ona? – zapytałam ostro.
– Nie wiem. Ale jeśli tak, to lepiej dowiedzieć się teraz.
Poczułam ukłucie w sercu, chociaż starałam się tego nie pokazać. Może on wcale nie był takim „bogatym Romanem” z mojej wyobraźni. Może po prostu był Romanem.
Coś się we mnie przełamało
Następnego dnia obudziłam się z mieszanymi uczuciami. Roman zadzwonił, zanim zdążyłam zrobić kawę.
– Hej – powiedział. – Masz dziś czas po południu?
– Zależy na co – odpowiedziałam ostrożnie.
– Chciałem cię zabrać na spacer. Do parku. Potem może kawa w tej małej kawiarni na rogu.
– Czyli znowu wersja „budżetowa”? – w moim głosie pobrzmiewała kpina.
– Wersja prawdziwa – odparł spokojnie. – Chcę, żebyś mnie poznała takiego, jakim jestem.
Zgodziłam się, choć część mnie miała ochotę odmówić. Spotkaliśmy się o siedemnastej. Było chłodno, więc przyniósł mi ciepły szalik.
– Myślałem, że może ci się przyda – powiedział.
– Dzięki – mruknęłam, zakładając go. Pachniał jego perfumami.
Spacerowaliśmy, rozmawiając o wszystkim i o niczym. O dziwo, poczułam się spokojniej.
– Ewa – zaczął nagle – wiem, że wczoraj mogłaś się poczuć rozczarowana. Ale ja nie będę udawał, że jestem kimś innym.
– A co jeśli ja liczyłam, że będziesz? – wyrwało mi się.
– Wtedy, prędzej czy później, i tak byś się rozczarowała.
Zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy. Były szczere. Może za bardzo.
– Dobra, Roman – westchnęłam. – Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ale następnym razem możesz chociaż udawać, że masz gest.
– Może – uśmiechnął się – ale tylko dla ciebie.
Czułam, że coś się we mnie przełamało, choć jeszcze nie wiedziałam, co.
Dałam mu szansę, za szczerość
Minęło kilka tygodni od tamtego wieczoru z naleśnikami. Wciąż pamiętałam swoje początkowe rozczarowanie, ale coraz częściej łapałam się na tym, że myślę o Romanie inaczej. Był prosty w obyciu, nie udawał, że ma więcej niż naprawdę. I, co najważniejsze, nigdy nie próbował mnie omamić drogimi gestami, żeby ukryć brak zainteresowania. Zaczęłam dostrzegać, że jego „tanie pomysły” często były lepiej przemyślane niż czyjekolwiek drogie prezenty. Potrafił zrobić mi herbatę, kiedy wracałam zmęczona z pracy, i wysłuchać bez przerywania. A to, wbrew pozorom, wcale nie jest takie oczywiste.
Nie zmieniło się to, że czasem miałam ochotę na kolację w eleganckim miejscu. Ale przestałam oczekiwać, że to będzie jego sposób na okazywanie uczuć. Teraz gdy mówił: „Mam ochotę na naleśniki”, wiedziałam, że po prostu chce spędzić czas ze mną. Czy to było dokładnie to, czego szukałam? Może nie. Ale czy wystarczy, by dać mu szansę? Tak. Bo kiedy patrzyłam na niego, siedzącego naprzeciwko mnie z kubkiem kawy, wiedziałam, że w tym wszystkim jest szczery. A szczerość, jak się okazuje, może być więcej warta niż najdroższa kolacja.
Ewa, 53 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na polach winogron, wplątałam się w miłosne grono, które zebrało gorzkie owoce. Byłam tylko pionkiem w cudzej grze”
- „Pojechałam zbierać brzoskwinie i wylądowałam na sianie w stodole. Bałam się, że wrócę z owocem tej słodkiej chwili”
- „Na polu malin przystojny Stefan zasiał we mnie nasionko. Czułam się wyjątkowo, bo nie wiedziałam, że chętnych ma na pęczki”