„Płakałem jak dziecko, gdy babcia zmarła przed Dniem Babci. Gdybym wiedział, co dla nas szykuje, nie wylałbym ani 1 łzy”
„Babcia co roku zapraszała nas na Dzień Babci. Zawsze gotowała swoją słynną zupę grzybową, piekła sernik z rodzynkami, którego nikt poza nią nie potrafił zrobić tak dobrze. Przychodziliśmy wszyscy – ja, mój brat Rafał z żoną, ciotka Wiesia z wujkiem Romkiem i ich córka Klaudia. Teraz było inaczej”.

- Redakcja
Babcia zawsze była tą osobą, która scalała rodzinę. Niezależnie od spięć czy milczących konfliktów, to do niej wszyscy przychodzili w Dzień Babci z kwiatami, ciastem i wymuszonymi uśmiechami. Miała dziewięćdziesiąt jeden lat, kiedy zmarła we śnie, dokładnie tydzień przed swoim świętem. Jej pogrzeb odbył się w środę, a już w sobotę spotkaliśmy się ponownie – tym razem nie po to, by wspominać, ale żeby dowiedzieć się, co komu zostawiła. Spodziewaliśmy się głównie pamiątek. Nie przypuszczaliśmy, że to, co usłyszymy, zmieni nasze relacje już na zawsze.
W tym roku było inaczej
Babcia co roku zapraszała nas wszystkich na Dzień Babci. Zawsze gotowała swoją słynną zupę grzybową, piekła sernik z rodzynkami, którego nikt poza nią nie potrafił zrobić tak dobrze. Przychodziliśmy wszyscy – ja, mój brat Rafał z żoną, ciotka Wiesia z wujkiem Romkiem i ich córka Klaudia. Zasiadaliśmy w salonie przy tym samym stole z koronkowym obrusem, który babcia wykonała jeszcze w młodości. W tle cicho grało radio, w którym leciały szlagiery sprzed pół wieku. W tym roku było inaczej. Zamiast zapachu jedzenia unosił się zapach świec i kurz z półek, których nikt od tygodnia nie przecierał. Siedzieliśmy sztywno, niepewni, co teraz będzie. Babcia odeszła, a my zebraliśmy się ostatni raz w jej domu – tym razem zaproszeni przez notariusza.
– Dobrze, że się zebraliśmy – zaczął notariusz, mężczyzna po pięćdziesiątce z wyraźnie znużoną miną. – Pani Zofia sporządziła testament kilka miesięcy temu. Wszyscy państwo jesteście w nim uwzględnieni.
Wymieniliśmy się spojrzeniami. Rafał wzruszył ramionami. Klaudia wyciągnęła telefon i odblokowała ekran. Ja milczałem, próbując odczytać coś z twarzy ciotki Wiesi, ale była niewzruszona jak zawsze.
Każdy liczył na coś więcej
Notariusz wyjął dokument z teczki, rozłożył go ostrożnie na stole i założył okulary. Przez chwilę milczał, jakby chciał nadać tej chwili większej powagi, choć atmosfera i tak już była napięta. Zaczęło się od ogólników: pełne imię i nazwisko babci, data spisania testamentu, potwierdzenie przytomności umysłu. Potem przeszliśmy do konkretów.
– Pani Zofia przekazuje swój serwis porcelanowy oraz albumy rodzinne swojej wnuczce Klaudii – przeczytał.
Klaudia uniosła brwi i uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że babcia ją lubiła, ale albumy i porcelana? Tylko tyle?
– Wiesławie i Romanowi przekazuje złote obrączki po swoich rodzicach oraz zegarek z grawerem – kontynuował notariusz.
Ciotka Wiesia tylko skinęła głową. Wujek Roman wyglądał, jakby liczył na coś więcej.
– Rafałowi zapisuje stary samochód marki Syrena, który od lat stoi w garażu – dodał.
Rafał parsknął cicho. Tyle zostało z jego nadziei na działkę pod miastem. Spojrzał na mnie, jakby chciał się upewnić, że mnie też to rozczarowanie nie ominie.
– A panu, panie Michale... – notariusz zawahał się – pani Zofia przekazuje kolekcję książek oraz szafkę z barkiem.
Przełknąłem ślinę. To były drobiazgi. Babcia miała przecież mieszkanie. Ogród. Biżuterię. I wtedy padło to imię.
Myśleliśmy, że to jakiś żart
– Całą nieruchomość przy ulicy Klonowej, łącznie z ogrodem, meblami oraz oszczędnościami zgromadzonymi na koncie w wysokości stu dwudziestu tysięcy złotych, pani Zofia przekazuje panu Janowi K. – powiedział notariusz.
Zapadła cisza. Z tych parę sekund pamiętam tylko dziwny dźwięk starego zegara z kukułką. Klaudia aż przestała klikać w telefon. Rafał zaczął się śmiać pod nosem, niedowierzająco.
– Janowi... komu? – zapytała ciotka Wiesia, mrużąc oczy.
– K. – powtórzył notariusz spokojnie, jakby to nazwisko było nam doskonale znane.
Nie było. Spojrzeliśmy po sobie. Jan K? Żadne z nas nigdy o nim nie słyszało. Ani razu nie padło to imię przy rodzinnym stole, na święta, urodziny, w listach czy opowieściach babci. Byliśmy przekonani, że babcia nie miała nikogo poza nami.
– Kim on niby jest? – zapytał Rafał, tym razem już bez uśmiechu.
Notariusz wzruszył ramionami.
– Zgodnie z testamentem: przyjaciel rodziny.
– To jakiś żart – mruknęła Klaudia. – Babcia nie miała żadnych przyjaciół. Tylko nas.
A jednak to nie my dostaliśmy to, na co po cichu każdy z nas liczył.
Rodzina zaczęła się rozpadać
Kiedy notariusz zakończył odczytywanie testamentu, atmosfera zrobiła się ciężka jak przed burzą. Nikt się nie odzywał, dopóki nie wyszedł. A wtedy zaczęło się.
– To kpina – powiedział Rafał, wstając od stołu. – Ktoś ją zmanipulował. Na pewno.
– Albo była już nie do końca świadoma, co robi – dodała Klaudia z goryczą. – Przecież to wszystko powinno zostać w rodzinie.
– Może to jakiś opiekun? – zasugerował wujek Roman. – Może ktoś, kto jej pomagał i...
– Co z ciebie za człowiek, Roman – przerwała mu ciotka Wiesia. – Sama ją woziłam do lekarzy, załatwiałam jej leki, płaciłam rachunki!
Siedziałem cicho, bo miałem wrażenie, że cokolwiek powiem, i tak zostanie źle odebrane. Czułem się zdradzony, ale nie potrafiłem się wściekać tak otwarcie jak oni. W końcu to nie ja liczyłem na dom.
– Musimy znaleźć tego K. – rzucił Rafał. – Dowiedzieć się, kim jest. To podejrzane. Może można coś jeszcze z tym zrobić.
Nie był sam. Klaudia od razu zaczęła coś wyszukiwać w telefonie.
– Znajdę go. Zobaczymy, czy zasłużył na ten spadek.
Rodzina, która jeszcze przed godziną siedziała razem przy stole, zaczęła się kruszyć jak lód pod stopami.
Poczuliśmy gorzki wstyd
K.. Imię i nazwisko, które wyrosło między nami jak mur. Kilka dni później Klaudia napisała, że go znalazła. Mieszkał niedaleko, w mniejszym miasteczku pod Warszawą. Samotny, około siedemdziesiątki. Nie miał rodziny. I – co najbardziej nas poruszyło – był związany z babcią znacznie bliżej, niż się spodziewaliśmy. To Rafał pojechał pierwszy. Po powrocie był inny – milczący, zamyślony, wycofany. Dopiero po kilku dniach powiedział:
– To był jej... partner. Od lat. Znali się jeszcze z dawnych czasów. Przed dziadkiem.
– Żartujesz – odparła Klaudia. – Przecież babcia nigdy nie mówiła, że kogoś ma.
– Bo wiedziała, że byśmy tego nie zaakceptowali – mruknął Rafał. – Starsza kobieta z nowym facetem? W dodatku nie naszym dziadkiem?
Wszystko nagle nabrało sensu. Tajemnicze wypady babci, jej wieczorne telefony, odwiedziny, o których mówiła zdawkowo. Tyle lat żyła swoim drugim życiem, o którym nie mieliśmy pojęcia.
– Może naprawdę go kochała – powiedziałem. – Może to nie był testament przeciwko nam, tylko dla niego.
W salonie znowu zapanowała cisza. Tym razem nie z niedowierzania, ale z czegoś znacznie trudniejszego do przełknięcia – ze wstydu.
Babcia ma prawo do sekretów
Nie zaskarżyliśmy testamentu. Choć każdy z nas przez chwilę rozważał taką możliwość, żadne z nas nie miało odwagi ani przekonania, by podważyć ostatnią wolę babci. W głębi duszy wiedzieliśmy, że miała prawo kochać, kogo chciała. I miała prawo zostawić swój dom komuś, kto był dla niej ważny, nawet jeśli nigdy nam o nim nie powiedziała. Od tamtej soboty coś się w naszej rodzinie zmieniło. Spotykaliśmy się rzadziej, rozmowy były bardziej powierzchowne, a żarty coraz bardziej wymuszone. Każdy z nas zajął się swoim życiem, jakbyśmy bali się znowu odkryć, że nie znamy się tak dobrze, jak sądziliśmy.
Ja czasem odwiedzam grób babci. Zostawiam świeże kwiaty i siadam na ławeczce obok. Myślę o niej inaczej niż wcześniej. Nie jako o starszej pani w fartuszku, która częstowała sernikiem i poprawiała opadające okulary, ale jako o kobiecie, która miała swoje sekrety, emocje i wybory. I czasem myślę też o tym, że może to był właśnie najważniejszy spadek, jaki po sobie zostawiła. Pokazała nam, że życie nie zawsze mieści się w schematach, które sobie układamy.
Michał, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Ferie w Szczyrku źle mi się będą kojarzyć. Jednego dnia straciłam tutaj 2 najważniejszych dla mnie mężczyzn”
- „Nie sądziłem, że w Dzień Dziadka poznam nową babcię. Gdy stanęła w drzwiach, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia”
- „Obiad na Dzień Babci do dziś odbija mi się czkawką. To wtedy przejrzałam na oczy, że rodzina ma mnie w nosie”