„Pławiłam się w luksusie, ale nie miałam miłości. Biedny kochanek dał mi więcej przez 1 noc, niż mąż bogacz przez lata”
„Olek pojawił się w moim życiu przypadkiem, choć wtedy wydawało mi się, że to nic nieznaczące spotkanie. Pamiętam, jak weszłam do małej kawiarni na rogu, uciekając przed nadchodzącą burzą. Byłam po kolejnej firmowej kolacji z Wiktorem, podczas której przez dwie godziny siedziałam jak dekoracja”.

- Redakcja
Miałam trzydzieści pięć lat i codziennie budziłam się w łóżku, które było miękkie jak chmura, ale zimne jak marmur. Mój mąż, Wiktor, potrafił zapewnić wszystko: egzotyczne wyjazdy, drogie perfumy, szpilki, które widziałam tylko w serialach, eleganckie kolacje. Wszystko poza uwagą i ciepłem, którego pragnęłam. Z biegiem lat coraz bardziej czułam się jak element wystroju jego idealnego domu. Wtedy w moim życiu pojawił się Olek – chaotyczny, wiecznie spóźniony, szczery do bólu i kompletnie niepasujący do mojej rzeczywistości. Nosił wiecznie poplamione koszulki i chodził po mieszkaniu w samych skarpetkach. A jednak przy nim oddychałam naprawdę.
Chciałam po prostu odetchnąć
Olek pojawił się w moim życiu przypadkiem, choć wtedy wydawało mi się, że to nic nieznaczące spotkanie. Pamiętam, jak weszłam do małej kawiarni na rogu, uciekając przed nadchodzącą burzą. Byłam po kolejnej firmowej kolacji z Wiktorem, podczas której przez dwie godziny siedziałam obok niego jak piękna dekoracja, a on rozmawiał tylko o inwestycjach. W tamtej chwili chciałam po prostu odetchnąć. Zamówiłam herbatę i usiadłam przy stoliku pod oknem, kiedy obok mnie z hukiem usiadł mężczyzna z rozwianymi włosami i notesem pełnym szkiców.
– Przepraszam, mogę tu? – zapytał z nieśmiałym uśmiechem, który od razu złagodził jego zbyt głośne wejście.
– Jasne – odpowiedziałam, nie wiedząc jeszcze, że to jedno zdanie przewróci mi życie.
Olek zaczął coś rysować, a ja udawałam, że skupiam się na telefonie, choć kątem oka śledziłam ruch jego dłoni. W pewnym momencie spojrzał na mnie.
– Pani wygląda, jakby uciekła z własnego życia – powiedział cicho, ale z takim przekonaniem, że aż mnie zatkało.
– A pan wygląda, jakby nie miał żadnego – odparłam, próbując przykryć zakłopotanie.
Zaśmiał się, a to rozluźniło we mnie jakiś węzeł. Rozmawialiśmy ponad godzinę, choć nie zauważyłam, kiedy minął czas. Było w nim coś… nieskomplikowanego. Coś, czego bardzo mi brakowało. Kilka dni później znów go spotkałam, tym razem na ulicy, z torbą pełną farb i pogniecioną koszulką. Zaproponował spacer, a ja przyjęłam propozycję, chociaż powinnam wracać do domu. Tamtego wieczoru, kiedy przywiózł mnie pod bramę, spojrzał na mnie poważnie.
– Wiem, że masz poukładane życie – powiedział. – Ale może czas je trochę poprzewracać?
Nigdy wcześniej nikt nie odważył mi się tego zasugerować.
Byłam tylko cholernym dodatkiem
Wróciłam do domu jeszcze z delikatnym uśmiechem na twarzy, ale zniknął szybciej, niż zdążyłam zdjąć płaszcz. Wiktor siedział w salonie nad laptopem, pochylony jak zawsze, z miną człowieka, który kontrolował cały świat.
– Spóźniłaś się – rzucił, nawet na mnie nie patrząc.
– Miałam… spotkanie – odpowiedziałam wymijająco, bo nie wiedziałam nawet jeszcze, co właściwie chcę ukrywać, a co powiedzieć.
– Oby ważne. Jutro mamy kolację u Jastrzębskich. Musisz wyglądać elegancko, pojawi się kilku istotnych ludzi.
Jego ton był zawsze rzeczowy, precyzyjny. Jakby zamawiał catering, a nie mówił do żony. Wzięłam głęboki oddech i nic nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że nawet gdybym próbowała, on i tak nie usłyszałby tego, co chcę mu powiedzieć. Następnego dnia na kolacji siedziałam obok niego, ale czułam się jak jakiś cholerny zegarek na jego ręku. Mężczyźni mówili o zyskach i planach, kobiety o nowych wnętrzach i wakacjach. A ja tylko mieszałam łyżeczką kawę w filiżance.
– Twoja żona jest jakaś milcząca – zauważyła jedna z pań.
– Zmęczona – odparł Wiktor. – Ostatnio trochę za dużo bierze na siebie.
Zaskoczyło mnie to. Nie miał pojęcia, co biorę na siebie. Nie pytał, nie sprawdzał, czy jestem szczęśliwa. A jednak używał takich zdań, jakby mnie znał. Poczułam irytację, której nie potrafiłam już ignorować. Po kolacji, w samochodzie, zebrałam się na odwagę.
– Wiktor, czy my w ogóle rozmawiamy o czymś innym niż twoja praca?
– O czym chcesz rozmawiać? – zapytał, odpalając silnik.
– O nas.
– Przecież u nas wszystko jest dobrze.
Spojrzałam przez okno, bo nie chciałam, żeby zobaczył, jak bardzo mijamy się w ocenie tego, co nazywał „dobrze”. A jednak tej nocy, kiedy leżałam obok niego w łóżku, myślałam tylko o Olku i o tym, jak patrzył na mnie z troską, której dawno nie czułam.
Czułam dziwne napięcie
Kilka dni później wróciłam z pracy wcześniej niż zwykle. Wiktor miał spotkania do późnego wieczora, więc w domu panowała cisza, która powinna była mnie uspokajać. Zamiast tego czułam napięcie, jakby coś we mnie próbowało rozerwać stary porządek i wpuścić do środka nowe powietrze. Wtedy zadzwonił telefon. Na ekranie pojawiło się imię, które coraz częściej krążyło mi po głowie.
– Hej, jesteś gdzieś w pobliżu? – usłyszałam głos Olka, lekko zachrypnięty, jakby dopiero wstał.
– W domu – odpowiedziałam, starając się, by brzmiało to neutralnie.
– Mogę wpaść? Mam coś, co chcę ci pokazać.
Chwilę milczałam, patrząc na drzwi wejściowe, jakby miały same odpowiedzieć. Powinnam była odmówić. Znałam konsekwencje, których nie chciałam jeszcze nazywać.
– Przyjedź – powiedziałam, choć serce miałam w gardle.
Pojawił się po piętnastu minutach. Wszedł w swoich poplątanych włosach, z torbą przewieszoną przez ramię. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, poczułam, że zrobiło się ciaśniej, ale w przyjemny sposób.
– Przywiozłem to – podsunął mi szkicownik. – Rysowałem cię. Nie pytaj, dlaczego. Sam nie wiem.
Przekartkowałam kilka stron i zobaczyłam siebie siedzącą w kawiarni, zgarbioną, zamyśloną, ale… prawdziwą. Taką, jakiej dawno nie widziałam w lustrze.
– Olek, to… – zaczęłam, ale nie znalazłam słów.
– Wiem, że nie jesteś szczęśliwa – powiedział cicho. – I wiem, że boisz się to przyznać.
– To nie takie proste.
– Wiem. Ale powinnaś choć raz pomyśleć o sobie.
Odsunęłam się, próbując utrzymać bezpieczny dystans, ale w tej samej chwili on zrobił krok w moją stronę. Poczułam jego zapach – kawa, farba, coś znajomego.
– Jeśli powiesz „nie”, wyjdę – dodał.
Patrzyłam na niego długo. Za długo.
– Zostań – wyszeptałam.
Byłam świadoma, że otworzyłam drzwi, których nie powinnam była otwierać.
Nie miałam w sobie odwagi
Olek został tamtego wieczoru dłużej, niż planowałam. Siedzieliśmy na kanapie, milcząc, ale nie było to niezręczne milczenie. Raczej takie, które wypełniało przestrzeń czymś ciepłym i niebezpiecznie potrzebnym. Gdy wychodził, obiecałam sobie, że to była jednorazowa akcja. Że wrócę do swojego uporządkowanego życia i zamknę za nim drzwi. Ale następnego dnia znów się spotkaliśmy. A potem kolejnego. Wiktor zauważył zmianę. Nie to, że coś podejrzewał – do tego trzeba byłoby choć trochę mnie obserwować. Zauważył tylko, że jestem bardziej rozkojarzona.
– Wszystko w porządku? – zapytał, nalewając sobie wody, jakby mimochodem.
– Tak, po prostu dużo pracy – odpowiedziałam.
– Jeśli potrzebujesz wyjazdu, mogę coś zorganizować.
Miałam wrażenie, że próbuje mnie „naprawić”, jakby byłam kolejnym projektem. Pokiwałam głową i wróciłam do swoich spraw. W głębi serca wiedziałam, że oddalam się od niego z dnia na dzień, ale nie miałam odwagi nazwać tego zdradą. Może dlatego, że przy Olku nie czułam się jak osoba, która robi coś złego. Raczej jak ktoś, kto w końcu odzyskuje siebie. Kilka dni później Olek przyszedł do mnie bez zapowiedzi. Miał mokre włosy od deszczu i wzrok, który nie wróżył nic dobrego.
– Musimy porozmawiać – powiedział, wchodząc do salonu.
– Co się stało?
Usiadł ciężko na fotelu i potarł dłonią czoło.
– Tak sie nie da żyć. Spotykamy się w ukryciu, czekamy na twoje wolne chwile, udajemy, że nic nas nie łączy. Ja tak nie potrafię.
– Wiem – odpowiedziałam, choć serce waliło mi jak szalone.
– Nie chcę cię naciskać, ale… czego ty właściwie chcesz? – zapytał w końcu.
Spojrzałam na niego i po raz pierwszy dopuściłam do siebie myśl, że moje życie może wyglądać inaczej, jeśli tylko przestanę udawać.
Dłużej tak nie mogłam
Po rozmowie z Olkiem chodziłam po mieszkaniu jak zagubiona. Każdy krok odbijał się echem w pustych pokojach, które kiedyś wydawały mi się spełnieniem marzeń. Nagle wszystko wyglądało inaczej – za duże, za chłodne, za obce. Podeszłam do okna i spojrzałam na ogród, który Wiktor tak skrupulatnie zaprojektował. Każdy kamień ułożony równo, każda roślina dopasowana do planu. Moje życie było jak ten ogród. I tak samo nie moje. Wieczorem Wiktor wrócił później niż zwykle. Zdjął płaszcz, spojrzał na mnie krótko i od razu skierował się do gabinetu. Chciałam z nim porozmawiać, naprawdę. Chciałam powiedzieć, że już od dawna się od siebie oddaliliśmy. Ale kiedy otworzyłam usta, on uniósł dłoń.
– Kochanie, jestem wykończony. Porozmawiamy jutro.
Zamknęłam oczy. Tego „jutra” nigdy nie było. Odkładał rozmowy w nieskończoność, a ja od lat czekałam na chwilę, w której dostrzegłby mnie, a nie obraz żony, który sobie wymyślił. Następnego dnia spakowałam kilka rzeczy do torby. Nie całość, tylko niezbędne drobiazgi – sweter, książkę, dokumenty. Kiedy zapięłam suwak, poczułam coś na kształt ulgi. Może to było tchórzostwo, a może wreszcie odwaga. Olek czekał pod blokiem. Stał oparty o samochód, w swojej poplamionej koszulce, z rękami w kieszeniach i miną człowieka, który nie wiedział, czy się cieszyć, czy obawiać.
– Jesteś pewna? – zapytał.
– Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Ale wiem, że tak dalej nie mogę.
– To wystarczy.
Wsiadłam do auta, a kiedy ruszyliśmy, spojrzałam jeszcze raz na dom. Ten idealny, perfekcyjnie zbudowany świat. Czułam, że właśnie go zostawiam. I choć drżały mi dłonie, nie chciałam tam wrócić.
Cena, którą zapłaciłam
Przez pierwsze tygodnie po odejściu żyłam jak pasażer między stacjami. Miałam wrażenie, że unoszę się gdzieś pomiędzy dawnym życiem a nowym, jeszcze nieuformowanym. Mieszkanie Olka było małe, pełne zapachu farb i kubków po kawie. Gdzieś na podłodze niemal codziennie leżały jego skarpetki, które potrafiły mnie złościć i rozśmieszać jednocześnie. Nie było tu luksusu, do którego byłam przyzwyczajona. Były za to ciepłe ręce, szczere spojrzenie i pytania, które naprawdę chciał zadać, zamiast jedynie odhaczać. Wiktor przyjął moją decyzję z pozornym spokojem. Spotkaliśmy się w kancelarii, żeby omówić formalności. Siedział naprzeciwko mnie w idealnie skrojonym garniturze, jakby nawet ta chwila miała dobrze wyglądać.
– Naprawdę wolisz takie życie? – zapytał chłodno.
– Wolę swoje życie – odpowiedziałam. Nie chciałam go ranić, ale nie chciałam też już siebie uspokajać półprawdami.
– Myślałem, że wszystko ci zapewniam.
– Wszystko, poza sobą.
Na moment spuścił wzrok, jakby pierwszy raz coś do niego dotarło. Ale było już za późno. Dla nas obojga. Kiedy wyszłam z kancelarii, Olek czekał na mnie pod budynkiem, w swojej znoszonej kurtce, z rękami zmarzniętymi, ale wyciągniętymi w moją stronę.
– I jak? – zapytał.
– Skończone – odpowiedziałam.
– To zaczynamy od nowa?
Zawahałam się. Bałam się obietnic, bałam się błędów. Ale nie bałam się życia. Już nie.
– Spróbujmy.
Olek objął mnie, a ja poczułam pierwszy od dawna spokój. Nie luksus, nie perfekcję, nie plan na lata. Spokój. Czasami słyszę, że zwariowałam. Że zamieniłam bogactwo na niepewność. Może tak. Ale po raz pierwszy od dawna czuję, że to ja wybieram. I wiem jedno – nie żałuję.
Klara, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dostałam mieszkanie w spadku po wujku i myślałam, że wygrałam życie. Szybko jednak zrozumiałam, gdzie jest haczyk”
- „Z emerytury nie mam nawet na wkłady do zniczy. Mąż wolał przehulać wszystkie pieniądze niż oszczędzać na stare lata”
- „Po śmierci partnera okazało się, że jestem bezdomna. Drań nie powiedział, że ma żonę i to jej się wszystko należy”