Reklama

Nie znoszę zimy. Nie chodzi tylko o mróz, zmarznięte dłonie i ten moment, kiedy śnieg wlewa się do buta — chociaż to też. Dla mnie zima to coś więcej. To samotność. Cisza, której nie da się już zagłuszyć serialem, kawą czy muzyką. To zapach świeżo wypranego szalika, który pamięta jego perfumy. Zima zawsze mi coś zabierała.

Może dlatego w grudniu praktycznie nie wychodzę z mieszkania. Pracuję zdalnie jako graficzka, więc nie muszę. Zasłaniam rolety, zamawiam jedzenie przez aplikację, odbieram paczki od kuriera z minimalnym kontaktem wzrokowym. Mam swoje rytuały: herbata z cytryną, wełniane skarpety, dźwięk laptopa przy starcie. Tak wygląda mój grudzień. Każdy dzień taki sam. I taki sam jak rok temu. I jeszcze poprzedni.

– Dzień dobry, paczka dla pani – powiedział kurier, podając mi przesyłkę z drobnym uśmiechem.

Nie odpowiedziałam. Skinęłam głową, podpisałam, zamknęłam drzwi. Jak zawsze. Pani Zosia z dołu też nie oczekuje już rozmowy. Ostatnio tylko rzuciła bez emocji:

– Znowu śnieg. Niech ta zima już się skończy.

– Mhm – odparłam, wciągając się po schodach z siatkami. Nic więcej nie trzeba.

Nie jestem z tych, co narzekają. Po prostu funkcjonuję. W trybie przetrwania. Aż do tego jednego grudnia. Do dnia, kiedy na klatce usłyszałam czyjś...śmiech. Od tego się zaczęło.

Nie lubię zimy

Wyszłam do skrzynki w samych kapciach i za dużej bluzie z kapturem. Miałam nadzieję, że nikogo nie spotkam. Nie miałam ochoty, by z kimkolwiek rozmawiać.

– O, sąsiadka z dołu! – usłyszałam nad sobą i przewróciłam oczami.

Na schodach stał facet z kubkiem w ręce. Wysoki, z ciemnymi włosami rozczochranymi jak po drzemce. Uśmiechał się. W grudniu. Do mnie.

– Mieszkam piętro wyżej. Michał – powiedział, jakbyśmy mieli pogadać o pogodzie, a nie jakby naruszył moje prywatne, bezpieczne „nie przeszkadzać”.

– Julia – mruknęłam, zerkając na jego kubek.

– Kakao. Z cynamonem – dodał, jakby to miało coś zmienić.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc zaczęłam grzebać w skrzynce, udając, że bardzo mnie interesuje awizo.

Nie lubię zimy – palnęłam nagle. Nie wiem, czemu to powiedziałam. Chyba chciałam go zniechęcić.

Ale Michał tylko skinął głową z uśmiechem.

– To dobrze. Bo ja mam nadmiar kakao i chętnie się podzielę. Ciepłe, słodkie i nie trzeba wychodzić z bloku.

Zaśmiałam się – pierwszy raz od... nie pamiętam kiedy. Ale jednak. Nie odpowiedziałam. Wróciłam na górę, zostawiając za sobą jego zapach.

Dwie godziny później, kiedy miałam już zamknąć drzwi na noc, zobaczyłam termos. Stał pod wycieraczką. Obok niego leżała karteczka:
„Aby zimą trochę cieplej się zrobiło na sercu”.

Czuję w powietrzu jakiś romans

Wróciłam do pokoju. Otworzyłam termos. Zapach uderzył mnie od razu. Przyjemny, domowy, słodki. Przypomniał mi moje dzieciństwo. Usiadłam przy biurku, termos parował obok laptopa. Miała być kolejna noc z poprawianiem grafik dla klienta. A zamiast tego – siedziałam i piłam kakao. I złapałam się na tym, że myślałam o nim, gdy nagle zadzwoniła Karolina. Moja jedyna przyjaciółka.

– Co u ciebie?

– A nic ciekawego, właśnie piję kakao.

– Kakao?!

– Od sąsiada.

– Julia, co to za tajemniczy sąsiad? Coś jest na rzeczy?

– Po prostu chwilę gadaliśmy na klatce, a potem zostawił pod moimi drzwiami termos.

Karolina roześmiała się.

– Oj, chyba czuję w powietrzu jakiś romans.

– Przestań – powiedziałam cicho.

Ale prawda była taka, że jeszcze rano nienawidziłam świata. A teraz siedziałam z kubkiem w rękach i bałam się, że jutro pod drzwiami nie będzie już nic.

Ta zima nie musi być taka jak inne

Zima się wściekła. Śnieg za oknem sypał mocno, wiatr uderzał w szyby, a ja siedziałam w domu skulona pod kocem. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i w progu zobaczyłam go.

– Co tam u sąsiadki w ten grudniowy dzień? – zapytał z uśmiechem.

– Zimno i nudno – odparłam. Może masz ochotę na herbatę?

– Muszę się jakoś odwdzięczyć za termos.

– Jasne, że tak.

Wszedł do środka. Zaprosiłam go do salonu. Siedzieliśmy przy gorącej herbacie z miodem i pomarańczą, rozmawiając o różnych sprawach. Rozmowa przebiegała naturalnie, jakbyśmy byli starymi znajomymi. Nagle zapytał:

– Dlaczego tak bardzo nie lubisz zimy?

Zawahałam się, po czym odpowiedziałam:

– Bo zima dotąd zabierała mi wszystko.

Michał nie od razu zareagował. Odstawił kubek. Spojrzał na mnie.

– Ta zima nie musi być taka jak inne.

Spojrzałam na niego. Z jego twarzy biło ciepło. Nie musiał nic więcej mówić, wystarczyło, że był. W ciszy. W cieple. W grudniu.

Trochę w życiu przeszłam

Następnego dnia, gdy obudziłam pomyślałam od razu o nim. W głowie miałam jego spojrzenie i uśmiech, przypomniałam sobie jego zapach. Cały dzień zerkałam na telefon, z nadzieją, że napisze jakąś wiadomość, zadzwoni. Telefon jednak milczał. Nasłuchiwałam kroków i pukania w drzwi z nadzieją, że wkrótce go zobaczę. Sama nie wiedziałam, na co liczyłam. Byłam po tylu nieudanych relacjach. Nie chciałam kolejnego rozczarowania. Pomyślałam, że może za dużo sobie wyobraziłam, może on traktuje mnie tylko jak dobrą sąsiadkę i nic więcej.

Zadzwoniła Karolina.

– I co z tym sąsiadem?

– Nie wiem. Wczoraj był u mnie, ale dziś cały dzień nic nic pisze, nie dzwoni.

– Może czeka, aż ty się odezwiesz?

– Wolę, żeby on to zrobił. Nie chcę mu się narzucać. Może dla niego jestem tylko zwykłą sąsiadką, od której może pożyczyć cukier lub herbatę.

Zaśmiała się.

– Głowa do góry, czemu od razu zakładasz taki scenariusz.

– Bo już trochę w życiu przeszłam i widzisz, ostatecznie siedzę sama. Nie chcę, by ktoś znowu złamał mi zimą serce.

– Przesadzasz, poczekajmy na rozwój wydarzeń.

Kiedy skończyłyśmy rozmawiać, nadal trzymałam telefon w dłoni, chciałam mu wysłać wiadomość, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam.

Może wreszcie polubię zimę

Następnego dnia, ktoś zapukał do drzwi. Serce zaczęło bić mi mocniej. To był on. W rękach trzymał dwa kubki w renifery.

Zalałem ostatnią porcję – powiedział cicho. – Nie wypadało wypić samemu.

Wpuściłam go bez słowa. Usiedliśmy na sofie. Nasze ramiona się nie stykały, ale wystarczyłby jeden ruch.

– Nie mogłem się doczekać, aż znów cię zobaczę, ale nie chciałem być natrętny – powiedział, patrząc mi w oczy.

– Ja też chciałam do ciebie napisać, ale jakoś nie umiałam znaleźć odpowiednich słów. Chyba zabrakło mi odwagi.

Uśmiechnęłam się. Spojrzałam przez okno, na opadające płatki śniegu. Świat dalej był biały i zimny. Ale we mnie coś się zmieniło.

– Wiesz, może wreszcie polubię zimę – powiedziałam cicho.

Wziął mnie za rękę. Pierwszy raz od dawna, już nie byłam sama.

Julia, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama