„Choć babcia mnie ostrzegała, po roku znajomości wzięliśmy ślub. Moje życie szybko zamieniło się w horror”
„Zbywałam jej słowa, choć czasem wracały do mnie w nocy, gdy patrzyłam na Damiana i zastanawiałam się, dlaczego czuję się samotna, mimo że nie jestem sama. Babcia mówiła, że samotność we dwoje boli najmocniej. Uważałam, że przesadza. Byłam ślepo zakochana. Chciałam, żeby wszystko się udało”.

- Redakcja
Babcia zawsze powtarzała, że małżeństwo to nie bajka, tylko ciężka praca i ogromne ryzyko. Śmiałam się z jej przestrogi, przekonana, że przesadza, że czasy się zmieniły. Gdy poznałam Damiana, byłam pewna, że to właśnie ta jedna, jedyna osoba na całe życie. Miał w sobie coś, co sprawiało, że świat wydawał się prostszy i cieplejszy. Nie chciałam słuchać nikogo, kto twierdził inaczej. Zwłaszcza babci. Dziś, patrząc na swoje życie, widzę jasno – ona miała rację. Mój mąż nie tylko złamał mi serce. Zabrał mi lata, zniszczył poczucie własnej wartości i wiarę w ludzi.
Nie spiesz się z tym ślubem
W każdą niedzielę odwiedzałam babcię. Mieszkała w starym domu z ogrodem pełnym pachnących róż i malin, które zrywała dla mnie od dziecka. Siedziałyśmy przy kuchennym stole, popijając herbatę z cytryną, a ona opowiadała mi historie ze swojego życia. Często kończyła je zdaniem: „Nie spiesz się z tym ślubem, dziecko”. Wzdychała ciężko, patrząc przez okno, jakby widziała tam coś, czego ja nie potrafiłam dostrzec.
– Kochasz go, to dobrze. Ale miłość to nie wszystko – mówiła, nakładając mi kolejną porcję ziemniaków.
– Babciu, Damian jest inny. Ty go po prostu nie znasz – odpowiadałam, krzywiąc się lekko.
– To nie o niego chodzi, tylko o ciebie. Ty się boisz być sama, więc uciekasz w jego ramiona.
Zbywałam jej słowa, choć czasem wracały do mnie w nocy, gdy leżałam obok Damiana i zastanawiałam się, dlaczego czuję się samotna, mimo że nie jestem sama. Babcia mówiła, że samotność we dwoje boli najmocniej. Uważałam, że przesadza. Byłam zakochana. Chciałam, żeby wszystko się udało. I byłam gotowa zamknąć oczy na wszystko, co nie pasowało do mojego wyobrażenia o idealnym związku.
Szybki ślub, szybkie rozczarowanie
Ślub wzięliśmy po roku znajomości. Nie było wielkiego wesela – tylko kameralna uroczystość w urzędzie i obiad dla najbliższych. Damian mówił, że nie lubi zamieszania i że liczy się tylko to, że będziemy razem. Ujęło mnie to. Wydawało się dojrzałe, romantyczne w swojej prostocie. Byłam dumna, że mam tak rozsądnego mężczyznę u boku. Babcia przyszła, choć nic nie mówiła. Pocałowała mnie w policzek i tylko spojrzała tym swoim smutnym wzrokiem, który znałam od dziecka.
Pierwsze miesiące po ślubie były... inne. Damian jakby przygasł. Wracał z pracy zmęczony, nie miał ochoty na rozmowy. Ja starałam się go nie obciążać, rozumieć, dbać o niego. Gotowałam, sprzątałam, rezygnowałam z wyjść ze znajomymi. Mówiłam sobie, że to normalne, że to tylko etap. Że wszystko się ułoży. Jednak z czasem robiło się coraz trudniej.
– Możesz nie marudzić? – rzucił któregoś wieczoru, kiedy zapytałam, czy pogadamy.
– Ja tylko... chciałam być bliżej. Czuję, że oddalamy się od siebie – powiedziałam cicho.
– Może to z tobą coś nie tak?
To zdanie zostało we mnie na długo. Byłam zaskoczona, zraniona i jednocześnie przekonana, że to ja muszę się postarać bardziej.
Ciche dni i głośne pretensje
Zaczęłam chodzić na palcach. Dosłownie i w przenośni. Każde słowo mogło być tym niewłaściwym. Każde pytanie mogło wywołać cichą wojnę, która kończyła się jego milczeniem przez kilka dni. Milczeniem, które bolało bardziej niż krzyk. Siedziałam wtedy na kanapie, z kolanami pod brodą, wpatrując się w drzwi, licząc, że zaraz podejdzie, przytuli, powie: „przepraszam”. Nigdy nie podchodził.
– Nie widzisz, że pracuję cały dzień? Mam dość tych twoich fochów – rzucił, kiedy zapytałam, czy możemy razem spędzić sobotni wieczór.
– To nie foch, tylko... ja po prostu czuję się samotna – próbowałam tłumaczyć.
– Jak masz takie problemy, to idź do psychologa, nie do mnie.
Z każdym takim dniem znikałam powoli. Przestawałam mówić o tym, co czuję. Zaczęłam wątpić, czy moje potrzeby są w ogóle ważne. On był zawsze zmęczony, zawsze miał powód, by się nie angażować. A ja coraz częściej udawałam przed znajomymi, że wszystko jest dobrze. Że po prostu mamy trudniejszy czas. Że się kochamy, tylko nie zawsze potrafimy to okazać. Przed samą sobą też próbowałam udawać, bo przyznanie, że coś jest nie tak, oznaczałoby, że babcia miała rację.
Nie krył się specjalnie
Pewnego dnia znalazłam w jego telefonie zdjęcie. Selfie z samochodu. Obok niego siedziała dziewczyna, młoda, z szerokim uśmiechem, trzymała go za rękę. Zdjęcie miało kilka tygodni. Patrzyłam na nie długo, zanim w ogóle zdołałam cokolwiek pomyśleć. Potem przeszukałam resztę. Wiadomości, zdjęcia, rozmowy. Wszystko tam było. Nie krył się specjalnie. Jakby już nawet nie zależało mu na tym, żeby mnie okłamywać.
– Damian, kim jest ta dziewczyna? – zapytałam, gdy wieczorem wrócił do domu.
– A co to za przesłuchanie? Grzebałaś mi w telefonie?
– Znalazłam zdjęcie. Chyba już wiem, co się dzieje.
– Przesadzasz. To tylko koleżanka.
– Trzymacie się za ręce. Piszecie sobie rzeczy, których nie pisze się do „koleżanki”.
Wzruszył ramionami. Nie było krzyku, nie było łez. Była obojętność. Jakby już dawno podjął decyzję, tylko ja jeszcze się łudziłam. I wtedy właśnie coś do mnie dotarło – nie widziałam tego wszystkiego wcześniej, bo nie chciałam widzieć. Bo zamiast słuchać intuicji, słuchałam strachu. Bałam się, że jak odejdę, to zostanę z niczym. A przecież już dawno nie miałam nic.
Wmawiał mi, że przesadzam
Tamte tygodnie były najtrudniejsze w moim życiu. Każdy dzień zaczynał się od próby udawania, że nic się nie stało. Damian był bardziej zdystansowany niż kiedykolwiek, a ja coraz częściej czułam, że dom, który miał być naszym azylem, stał się więzieniem. Starałam się rozmawiać, prosić o szczerość, szukać choć odrobiny wytłumaczenia. Nie znalazłam nic.
– Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam pewnego wieczoru, kiedy siedział przy stole i przewijał telefon.
– Niczego nie zrobiłem, przesadzasz – odpowiedział bez spojrzenia.
– Przestań udawać. Widziałam zdjęcia, wiadomości, wszystko. Nie mogę tak żyć.
– To twoja głupia wyobraźnia – mruknął, ale ton jego głosu był zimny, pusty.
Przez kilka miesięcy starałam się ratować nasz związek. Spotkania z terapeutą, rozmowy, kompromisy. Każda próba spotykała się z jego obojętnością. Coraz częściej mówiłam sobie w myślach, że muszę odejść, że nie mogę pozwolić, by ktoś niszczył mnie kawałek po kawałku. Ostatecznie decyzja zapadła pewnego poniedziałku. Spakowałam kilka rzeczy, zostawiłam list i wyszłam. Czułam strach, ale i ulgę. Ulgę, której nie znałam od lat. Babcia miała rację. Ostrzegała mnie, a ja nie słuchałam. Teraz wiedziałam, że każdy dzień z Damianem byłby kolejnym dniem straconego życia.
Nie próbował mnie zatrzymać
Odeszłam z walizką, której nie domknęłam do końca, i z sercem, które nie potrafiło jeszcze uwierzyć, że naprawdę to zrobiłam. Wyszłam z mieszkania bez dramatycznych scen, bez trzaskania drzwiami, bez potrzeby udowadniania mu czegokolwiek. Najgorsze było to, że on nawet nie próbował mnie zatrzymać. Damian napisał tylko krótką wiadomość, żebym oddała klucze, kiedy będę miała czas. Tyle. Jakbyśmy byli współlokatorami, którzy właśnie kończą umowę najmu, a nie ludźmi, którzy kiedyś obiecywali sobie życie razem.
Zamieszkałam u koleżanki, potem wynajęłam mały pokój. Zaczęłam pracować więcej, żeby stanąć na nogi. Każdego ranka budziłam się z uczuciem, że coś mnie boli, choć nie umiałam wskazać gdzie. Żal mieszał się ze wstydem. Nie tylko za to, że dałam się tak potraktować, ale za to, że tak długo wierzyłam, że to normalne. Najtrudniejsze były chwile ciszy, gdy nagle wracały wspomnienia: niedzielne obiady, jego uśmiech sprzed lat, babcine oczy pełne troski. Pojechałam do babci kilka tygodni później. Usiadłyśmy przy tym samym stole. Popatrzyła na mnie długo i powiedziała spokojnie:
– Dobrze, że wróciłaś do siebie.
Płakałam, ale pierwszy raz od dawna czułam, że jeszcze mogę zbudować życie od nowa. Tylko już nie wierzyłam, że będzie łatwe.
Zofia, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Usłużny sąsiad mocno zawrócił mi w głowie. Wypielęgnował mój ogródek tak dobrze, że ciągle chciałam więcej”
- „Mąż zajadał się prosciutto, a dla mnie kupował mielonkę. Bałam się, że mnie zostawi, więc znosiłam to z pokorą”
- „Ojciec nie mógł się nachwalić mojego brata, a mnie zawsze miał za życiowego nieudacznika. W końcu role się odwróciły”