Reklama

Nigdy nie sądziłam, że zapach drożdżowego ciasta i starej, dębowej boazerii zostanie tak szybko zastąpiony przez chłód notarialnych pieczęci. Mieszkanie babci Jadwigi było moją arką, miejscem, gdzie czas płynął wolniej, a problemy znikały za ciężkimi, aksamitnymi zasłonami. Kiedy odeszła, myślałam, że połączy nas żałoba, że będziemy wspólnie ją wspominać przy starym stole w kuchni. Myliłam się. Zamiast łez pojawiły się kalkulatory, a zamiast wspomnień – wyceny rzeczoznawców. To, co wydarzyło się tamtego popołudnia, na zawsze zmieniło definicję słowa „rodzina” w moim słowniku, odzierając mnie ze złudzeń, którymi karmiłam się przez całe dorosłe życie”.

Miałam wrażenie, że dzieli nas przepaść

Stojąc w przedpokoju mieszkania, wciąż czułam obecność babci. Jej płaszcz wisiał na wieszaku, jakby przed chwilą wróciła z targu, a w powietrzu unosiła się delikatna woń lawendy i starego papieru. To mieszkanie nie było dla mnie zwykłym zbiorem metrów kwadratowych w centrum miasta. Było azylem. Kiedy moi rodzice przechodzili głośny i bolesny rozwód, to właśnie tutaj, w małym pokoiku z widokiem na kasztanowiec, chowałam się przed światem. Babcia nigdy nie zadawała zbędnych pytań. Po prostu stawiała przede mną talerz zupy pomidorowej i głaskała mnie po głowie swoją szorstką, spracowaną dłonią.

Dlatego, gdy tydzień po pogrzebie moje rodzeństwo, Tomek i Monika, zwołali spotkanie „organizacyjne”, czułam dziwny ucisk w żołądku. Usiedliśmy w salonie. Ja zajęłam miejsce na wysłużonym fotelu uszaku, w którym babcia lubiła czytać romanse. Tomek, starszy ode mnie o cztery lata, nerwowo przechadzał się po pokoju, stukając palcami w ekran smartfona. Monika, najmłodsza z nas, siedziała przy stole, unikając mojego wzroku.

– Słuchajcie, musimy działać szybko – zaczął Tomek, nie bawiąc się w subtelności. – Rynek nieruchomości jest teraz rozgrzany do czerwoności. Sprawdzałem ceny w tej okolicy. To stare budownictwo, wysokie stropy, lokalizacja premium. Możemy wyciągnąć z tego fortunę, jeśli sprzedamy to w ciągu miesiąca.

Zamarłam. Jego słowa brzmiały jak zgrzyt styropianu o szkło.

– Tomek, babcia została pochowana tydzień temu – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – Jeszcze nie zdążyliśmy nawet przejrzeć jej rzeczy. Nie spakowaliśmy zdjęć, pamiątek. Jak możesz mówić o sprzedaży?

Brat zatrzymał się i spojrzał na mnie z politowaniem, jakbym była małą dziewczynką, która nie rozumie, jak działa świat dorosłych.

– Agata, sentymenty są drogie – rzucił chłodno. – Czynsz tutaj jest wysoki, fundusz remontowy też. Kto będzie za to płacił? Ty? Przecież wiem, że ledwo spinacie budżet z Pawłem. Mieszkanie stoi puste i generuje koszty. To nielogiczne.

Spojrzałam na Monikę, szukając w niej sojusznika. Zawsze była tą wrażliwą, tą, która płakała na reklamach karmy dla psów.

– Monika? – zapytałam z nadzieją. – Co ty o tym myślisz? Przecież tu się wychowałyśmy. Chcesz to tak po prostu oddać obcym ludziom?

Siostra wzięła głęboki oddech, wciąż patrząc w blat stołu.

– Agata, Tomek ma rację – powiedziała cicho. – Ja potrzebuję pieniędzy. Remontujemy poddasze, Kacper idzie do prywatnej szkoły... To mieszkanie to nasza szansa na stabilizację. Babcia i tak by nie chciała, żebyśmy się o nie kłócili, a pieniądze każdemu z nas się przydadzą.

Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Byliśmy w tym samym pokoju, ale miałam wrażenie, że dzieli nas przepaść nie do zasypania.

Tu nie chodzi o pieniądze

Przez kolejne dni nie mogłam spać. Wracałam myślami do czasów, gdy jako dzieci bawiliśmy się na tym dywanie w chowanego. Wtedy byliśmy jednością. Teraz staliśmy się trzema oddzielnymi podmiotami gospodarczymi, które łączył jedynie akt notarialny spadku. Mój mąż, Paweł, starał się mnie wspierać, ale widziałam w jego oczach wahanie. Siedzieliśmy wieczorem w naszej ciasnej kuchni w bloku z wielkiej płyty.

– Kochanie, rozumiem twój ból – zaczął ostrożnie, mieszając herbatę. – Ale pomyśl o tym na chłodno. Nasze auto się sypie, marzyliśmy o wakacjach, o tym, żeby spłacić część kredytu hipotecznego. Twoja część ze sprzedaży tego mieszkania rozwiązałaby większość naszych problemów.

– Tu nie chodzi o pieniądze, Paweł! – krzyknęłam, może trochę zbyt gwałtownie. – Tu chodzi o tożsamość. O korzenie. Jeśli sprzedamy to mieszkanie, to tak, jakbyśmy wymazali babcię z pamięci. Tomek chce to sprzedać deweloperowi, który pewnie zrobi tu biuro albo podzieli to na mikrokawalerki na wynajem. Zniszczą wszystko. Parkiet, piece kaflowe, ten specyficzny klimat.

– Ale Agata, nie stać nas na spłacenie twojego rodzeństwa – zauważył przytomnie. – Nawet gdybyś chciała to zatrzymać, musiałabyś im oddać wiele pieniędzy. Nie mamy takiej możliwości.

Wiedziałam, że ma rację, ale serce podpowiadało mi co innego. Postanowiłam jeszcze raz porozmawiać z Tomkiem. Kiedy zadzwoniłam do niego z propozycją spotkania, zgodził się niechętnie. Spotkaliśmy się w mieszkaniu babci. Było puste, zimne i obce. Rodzeństwo zdążyło już wynieść część mebli, bez konsultacji ze mną. Zniknęła stara komoda i lustro w złoconej ramie.

– Gdzie są rzeczy babci? – zapytałam drżącym głosem.

– Sprzedałem handlarzowi starociami – odparł Tomek, wzruszając ramionami. – I tak były w kiepskim stanie, a zagracały przestrzeń. Musimy przygotować lokal do prezentacji. Puste mieszkania wydają się większe.

Czułam, jak wzbiera we mnie furia.

– Nie miałeś prawa! Nic nie jest jeszcze postanowione! Chcę was spłacić – wyrzuciłam z siebie. – Zostawcie mi to mieszkanie. Wezmę kredyt, oddam wam waszą część. Tylko dajcie mi trochę czasu na załatwienie formalności.

Monika spojrzała na Tomka niepewnie, ale on tylko się zaśmiał. Był to suchy, nieprzyjemny dźwięk.

– Agata, zejdź na ziemię. Wiesz, ile to jest warte? Nie dostaniesz takiego kredytu. Poza tym, ja potrzebuję gotówki teraz. Mam okazję inwestycyjną, która nie będzie czekać.

– A ty, Monia? – zwróciłam się do siostry. – Naprawdę nie zależy ci na tym miejscu? Pamiętasz, jak babcia uczyła cię tu szyć na maszynie?

Siostra odwróciła wzrok.

– Pamiętam, Agata. Ale wspomnieniami nie opłacę rachunków. Przykro mi.

Dla babci byliśmy całym światem

Próbowałam jeszcze się łudzić przez kolejne tygodnie. Każda wizyta w mieszkaniu babci była dla mnie udręką. Widziałam, jak z dnia na dzień znikały kolejne ślady jej obecności. Zerwano stare zasłony, wyniesiono dywany. Mieszkanie zaczęło przypominać anonimowy pustostan. Pewnego popołudnia pojechałam tam sama, żeby zabrać ostatnie drobiazgi, które udało mi się ukryć przed resztą. W szufladzie starego biurka, które cudem jeszcze stało, znalazłam metalową puszkę po ciasteczkach. W środku były listy. Stare listy od mojego dziadka do babci... zdjęcia nas, wnuków. Na każdym zdjęciu, na odwrocie, drżącą ręką babci napisane były daty i krótkie notatki: „Tomeczek recytuje wierszyk”, „Monisia w nowej sukience”, „Agatka na spacerze w parku”.

Usiadłam na podłodze i rozpłakałam się. Dla babci byliśmy całym światem. Nie dzieliła nas na tych, którzy odnieśli sukces i tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Kochała nas jednakowo. A teraz my, jej ukochane wnuki myśleliśmy tylko o spadku. Nagle usłyszałam zgrzyt klucza w zamku. Do środka wszedł Tomek z jakimś obcym mężczyzną w garniturze.

– O, jesteś – rzucił brat bez cienia empatii. – To pan Marek, pośrednik. Przyszliśmy zrobić profesjonalne zdjęcia do oferty. Mogłabyś się przesunąć? Siedzisz w kadrze.

Wstałam powoli, ściskając puszkę z listami przy piersi.

Nie zgadzam się na sprzedaż – powiedziałam twardo. – Jestem współwłaścicielką. Bez mojego podpisu nic nie zrobicie.

Tomek westchnął ciężko i skinął na pośrednika, by ten dał nam chwilę. Mężczyzna wyszedł na klatkę schodową.

– Słuchaj, siostra – Tomek podszedł do mnie blisko, naruszając moją strefę komfortu. – Nie utrudniaj, bo wszyscy na tym stracimy. Czy tego właśnie chcesz? Żebyśmy wszyscy stracili pieniądze przez twój upór?

Wiedział, jak grać. Był bezwzględny, logiczny i zimny.

– Dlaczego taki jesteś? – zapytałam szeptem. – Kiedy stałeś się takim cynikiem?

– Kiedy zrozumiałem, że życie to nie bajka, Agata. A mieszkanie to tylko cegły. Dorośnij.

Dla was to był tylko biznes

Ostateczna decyzja zapadła. Mieszkanie kupił młody inwestor z Warszawy, uśmiechnięty i energiczny. Dla niego to był tylko kolejny projekt. Nie wiedział, że w kuchni, którą planuje wyburzyć, by stworzyć aneks, babcia lepiła najlepsze pierogi na świecie. Nie wiedział, że na balkonie, z którego chce zrobić szklaną logię dziadek przesiadywał wieczorami, opowiadając historie z młodości. Kiedy składałam podpis na dokumentach, miałam wrażenie, że długopis w mojej dłoni ważył tonę.

Podniosłam wzrok na rodzeństwo. Tomek patrzył na mnie z niecierpliwością, niemal ponaglając mnie wzrokiem. W oczach Moniki widziałam coś na kształt przeprosin, ale i determinację. Byli po jednej stronie, ja po drugiej. Byli większością. Wzięłam głęboki oddech i złożyłam podpis. Był krzywy, niepewny, zupełnie nie mój. W chwili, gdy odłożyłam długopis, poczułam ogromny smutek i żal. To był koniec. Ostatnia nić łącząca mnie z bezpieczną przeszłością została przecięta. Kiedy doszło do finalizacji sprzedaży, Tomek odetchnął z ulgą, jakby zrzucił z pleców ogromny ciężar.

– No, to załatwione – powiedział, zacierając ręce. – Może pójdziemy na jakiś obiad? Ja stawiam. Żeby to uczcić.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Uczcić? Chciał świętować sprzedaż naszego dziedzictwa?

– Nie jestem głodna – powiedziałam chłodno.

– Daj spokój, Agata – wtrąciła Monika. – Stało się. Trzeba żyć dalej. Nie dąsaj się.

– To nie są dąsy, Monika – odparłam, czując, jak łzy napływają mi do oczu. – To jest żałoba. Ale wy tego nie rozumiecie. Dla was to był tylko biznes.

Odwróciłam się na pięcie i odeszłam w stronę przystanku, nie czekając na ich odpowiedź. Nie obejrzałam się za siebie. Wiedziałam, że właśnie w tym momencie straciłam nie tylko mieszkanie po babci, ale i rodzeństwo.

Jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi

Od tamtego dnia minęły dwa lata. Pieniądze ze sprzedaży rzeczywiście pomogły nam finansowo. Spłaciliśmy część kredytu, pojechaliśmy na wakacje do Włoch, kupiliśmy nowszy samochód. Paweł jest szczęśliwy, mówi, że to była najlepsza decyzja. Ale ja wciąż nie potrafię się z tym pogodzić. Przejeżdżam czasem obok kamienicy. Mieszkanie babci przeszło gruntowny remont. W oknach nie ma już drewnianych ram, są białe plastiki. Zamiast aksamitnych zasłon wiszą nowoczesne rolety typu „dzień-noc”. Balkon, na którym rosły pelargonie, jest teraz pusty i sterylny. Wiem, że mieszkanie jest wynajmowane na doby turystom. Obcy ludzie śpią w sypialni babci, chodzą po podłodze, na której stawiałam pierwsze kroki. Ta myśl sprawia, że mam do siebie żal.

Z Tomkiem nie rozmawiam w ogóle. Nasz kontakt urwał się całkowicie po podziale pieniędzy. Wiem, że jego inwestycja się powiodła, kupił dom pod miastem. Monika czasem dzwoni, zazwyczaj w święta, ale nasze rozmowy są sztywne i powierzchowne. Unikamy tematu babci, unikamy tematu przeszłości. Ta więź, która kiedyś nas łączyła, rozsypała się w pył w momencie, gdy banknoty przesłoniły nam oczy. Zrozumiałam wtedy jedną, bolesną prawdę. Rodzina to nie tylko wspólne DNA i nazwisko. To wspólne wartości i szacunek do tego, co nas ukształtowało. Kiedy zabrakło babci – spoiwa, które trzymało nas razem – okazało się, że jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi.

Czasem otwieram puszkę z listami i zdjęciami, którą wtedy uratowałam. To jedyne, co mi zostało. Patrzę na uśmiechnięte twarze małego Tomka i Moniki i zastanawiam się, gdzie zniknęły te dzieci. Czy one też zostały sprzedane wraz z mieszkaniem? Mieszkanie to tylko ściany – mówił Tomek. Mylił się. Mieszkanie to była nasza historia. Sprzedając ją, sprzedaliśmy samych siebie. I żadna kwota na koncie nie jest w stanie wypełnić tej pustki.

Agata, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama