Reklama

Odkąd zginął mój mąż, wszystko było jakby za szybą. Każdy dzień podobny do poprzedniego, pełen ciszy, którą czasem przerywał tylko śmiech Mateusza – mojego pięcioletniego synka. To dla niego jeszcze wstawałam z łóżka, chociaż serce nie raz krzyczało, że już nie chcę. Pogrzeb, kondolencje, puste spojrzenia – i nagle pojawił się Piotr. Ojczym mojego męża, wcześniej niemal nieobecny, teraz codziennie wpadał, by pomóc. Najpierw przynosił zakupy, później zabierał Mateusza na plac zabaw. Nie protestowałam. Ale jego obecność zaczęła wypełniać pustkę w sposób, którego się bałam.

Reklama

Wyrzuciłam go za drzwi

– Mamo, a Piotrek dzisiaj znów mnie nauczył jeździć szybciej na rowerze! – zawołał Mateusz, gdy tylko weszli do mieszkania. – I kupił mi lody, ale takie prawdziwe, z polewą!

Uśmiechnęłam się do syna, ale kiedy spojrzałam na Piotra, ten znów stał z tym swoim ułożonym uśmiechem, jakby nic się nie działo.

– Nie musiał pan tego robić – powiedziałam chłodno. – Naprawdę poradzę sobie sama.

– Nie wątpię – odpowiedział spokojnie, choć widziałam, że ton mojego głosu go dotknął. – Ja tylko... chciałem pomóc. Mateusz...

– Tak, Mateusz. Mój syn. A pan nie musi być tutaj codziennie – przerwałam, czując, jak coś we mnie pęka. – To, że kiedyś był pan z jego babcią, nie oznacza, że teraz ma pan prawo układać mi życie.

Piotr milczał przez chwilę. Twarz mu zbladła.

– Przepraszam, jeśli przekroczyłem granicę – powiedział cicho. – Naprawdę myślałem, że... jesteśmy rodziną.

– Nie jesteśmy – wycedziłam. – Mój mąż nie żyje. A pana miejsce było przy jego matce. Nie przy mnie.

Po tych słowach zapadła cisza. Piotr skinął głową i wyszedł, nawet nie zamykając drzwi do końca. Stałam nieruchomo, czując, jak bije mi serce. Mateusz patrzył na mnie zdezorientowany. W jednej chwili zrobiło się pusto. Dlaczego wybuchłam? Przecież naprawdę mi pomagał. Ale coś we mnie krzyczało, że nie mam prawa zapominać. Że mój dom zaczyna należeć do kogoś, kto w nim nigdy być nie powinien.

Nie umiałam tego przyjąć

Następnego dnia długo wahałam się, czy w ogóle do niego iść. W głowie układałam zdania, które miały zabrzmieć dojrzale i spokojnie, ale kiedy stanęłam pod jego drzwiami, serce znów zaczęło walić mi jak szalone. Otworzył niemal od razu, jakby czekał.

– Możemy porozmawiać? – zapytałam.

Skinął głową i cofnął się w głąb mieszkania. Wszedł za mną zapach kawy i jakiegoś papieru ściernego. Znów coś naprawiał.

– Przepraszam za wczoraj – zaczęłam. – Nie powinnam tak na pana naskoczyć.

– Zostawmy to „pan” – powiedział cicho. – Piotr wystarczy.

Usiadłam. Milczeliśmy chwilę. W końcu powiedział:

Nie próbuję nikogo zastępować. Wiem, że nie jestem jego ojcem, ani twoim mężem. Ale Mateusz mnie polubił. A ja... po prostu chcę być niego blisko. Tak zwyczajnie.

– Żaden mężczyzna nie zastąpi jego ojca – przerwałam, bardziej ostro, niż zamierzałam. – Wiem, że się starasz. Ale... to nie to samo.

Piotr uniósł wzrok. Był spokojny, ale gdzieś w oczach czaił mu się żal.

– To nie miało być „to samo”. Ja tylko... Nie umiem się odsunąć.

– A ja nie umiem tego przyjąć – wyszeptałam.

Bałam się, że się przyzwyczaję. A potem znów ktoś odejdzie. Tego już nie powiedziałam na głos, ale wiedziałam, że Piotr to zrozumiał. Spojrzał na mnie długo, z czymś, co wyglądało jak smutek. Wyszłam, zanim coś powiedział. A potem wróciłam do domu i płakałam – ze złości, z bezsilności. I może trochę z ulgi, że nie byłam w tym całkiem sama.

Wciąż śnił mi się mój mąż

Nie chciałam tego słyszeć. Przysięgam, że nie podsłuchiwałam celowo. Ale gdy wróciłam po Mateusza i weszłam do klatki, drzwi do mieszkania Piotra były uchylone. Głos dochodził z wnętrza, wyraźny i zmęczony.

– ...nie wiem, jak długo jeszcze mogę tak przychodzić. Zaczynam czuć coś, czego nie powinienem – mówił. – To już nie tylko chłopiec. Ja patrzę na nią... i nie mogę się nie angażować.

Zamarłam. Serce zaczęło mi bić w skroniach. Cofnęłam się bezszelestnie i udawałam, że dopiero wchodzę po schodach, głośno tupiąc. Po chwili drzwi się zamknęły. W głowie brzmiały mi jego słowa. „Czuć coś, czego nie powinien”. Wiedziałam, co to znaczy. Ale nie chciałam tego przyjąć do wiadomości. Nie, teraz kiedy wciąż śnił mi się mój mąż. Kiedy każdego ranka wciąż łapałam się na odruchu, że robię dwie kawy. Wieczorem, gdy Mateusz już spał, napisałam Piotrowi krótką wiadomość: „Możesz wpaść na chwilę?” Przyszedł po dziesięciu minutach. W jego oczach zobaczyłam napięcie.

– Słyszałam twoją rozmowę – powiedziałam bez owijania. – Na klatce. Przez przypadek.

Zamarł. Nie próbował zaprzeczyć. Nie udawał.

– I co z tym zrobisz? – zapytał po chwili.

– Nie wiem – odpowiedziałam. – Ale nie jestem głucha. Ani ślepa. Też coś czuję. I właśnie to mnie przeraża.

To była najuczciwsza rozmowa, jaką przeprowadziliśmy. Nikt nie krzyczał. Nikt nie uciekł. Ale między nami zawisło pytanie, na które oboje baliśmy się dać pełną odpowiedź.

Czułam jakby to była zdrada

Usiedliśmy przy kuchennym stole. On z kubkiem herbaty, ja z dłonią zaciśniętą kurczowo na szklance wody, której nawet nie tknęłam. Czułam się, jakbyśmy rozbierali coś zbyt delikatnego, coś, co mogło się rozsypać przy najmniejszym ruchu.

Czasem nadal budzę się i sięgam ręką na drugą stronę łóżka, jakby ona tam leżała – powiedział Piotr, wpatrując się w parującą herbatę. – Twoja teściowa... Była uparta, złośliwa i miała śmiech, który drażnił sąsiadów... Ale ja ją kochałem. Nawet jeśli mnie wkurzała.

– On miał ulubiony kubek – odezwałam się cicho. – Taki z ukruszonym uchem. I zawsze zostawiał okruchy po kanapkach. Mówiłam mu, że mnie to wnerwia. A teraz... brakuje mi tych okruchów.

Piotr skinął głową, jakby doskonale to rozumiał.

– Oboje straciliśmy tych, których kochaliśmy – powiedział. – Może dlatego tak dobrze się rozumiemy.

Patrzyłam na niego, a gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że może to nie tylko żałoba nas zbliża? Może coś więcej? Ale zaraz potem przyszły wyrzuty. Czy to nie zdrada? Czy mogę tak po prostu przejść dalej? Zostawić za sobą tego, kto był całym moim światem? Tej nocy nie spałam. Chodziłam w kółko po salonie, raz po raz zerkając na zdjęcie na komodzie – moje i jego, z wakacji nad jeziorem. Uśmiechnięci. Wtedy jeszcze świat był prostszy. Wróciłam do sypialni dopiero nad ranem, gdy oczy same mi się zamykały. W głowie miałam jedno pytanie, czy bliskość z Piotrem to czułość… czy może tylko ucieczka?

Nasze dłonie się spotkały

– Mamo, Piotrek mówi, że jest nowy plac zabaw nad rzeką. Pójdziemy tam? – zapytał Mateusz z miną, której nie sposób było odmówić.

Spojrzałam na syna, potem na Piotra. Czekał na moją odpowiedź, ale nie naciskał. Tylko ten jego wzrok… jakby mówił: „Zróbmy coś razem. Spróbujmy”. W końcu skinęłam głową.

– Dla Mateusza – powiedziałam, choć sama nie wiedziałam, kogo próbuję przekonać.

Spacerowaliśmy długo. Mateusz biegał między huśtawkami, a ja z Piotrem szliśmy wolnym krokiem wzdłuż rzeki. Drzewa rzucały cienie, a powietrze pachniało zbliżającą się jesienią.

Czasem myślę, że nie powinienem – odezwał się w końcu Piotr. – Że powinienem się wycofać, zanim wszystko stanie się zbyt trudne. Ale... nie potrafię.

Zatrzymałam się. Mateusz był daleko, zanurzony w zabawie.

– Też się boję – powiedziałam cicho. – Bo jeśli się na to zgodzę, jeśli dopuścimy do tego, co wisi między nami... to nie będzie już odwrotu.

– Nie traktuję cię jak synowej. I to już od dawna – powiedział spokojnie. – Ale nie oczekuję też niczego. Tylko... pozwól mi być blisko.

Nie odpowiedziałam od razu. Patrzyłam na jego dłoń, która leżała kilka centymetrów od mojej. Wystarczyło drgnąć. I zrobiłam to. Nasze dłonie się spotkały. Bez słów. Bez planu. Mateusz spojrzał na nas z huśtawki i uśmiechnął się szeroko. A ja poczułam coś, co zdążyłam już zapomnieć – ciepło w sercu. Strach nie zniknął. Ale pojawiła się nadzieja.

Jestem rozdarta

Wieczorem, kiedy Mateusz już spał, usiadłam w kuchni z herbatą i patrzyłam w ciemność za oknem. Odbicie mojej twarzy w szybie wyglądało obco. Jakby ta kobieta, którą byłam jeszcze rok temu, zniknęła. I została po niej tylko ta druga – milcząca, rozdarta między pamięcią a pragnieniem. Piotr nie został. Wyszedł po spacerze, mówiąc, że nie chce niczego przyspieszać. „Wiem, że musisz to sobie poukładać” – powiedział. Miał rację. Wszystko było we mnie poplątane.

Wciąż słyszę głos mojego męża. Czasem w śmiechu Mateusza, czasem w moich własnych myślach. Ale teraz pojawia się też coś nowego. Coś, co nie jest już tylko wspomnieniem, tylko teraźniejszością – spojrzenie Piotra, jego ciepło, ten spokój, którego tak bardzo mi brakowało. Nie wiem, co będzie dalej. Może nic. Może tylko te dłonie trzymane przez kilka minut nad rzeką, czułe milczenie. A może coś więcej. Czas pokaże.

Czuję jednak, że niezależnie od tego, co wybiorę, nie będzie to ani zdrada, ani zapomnienie. To będzie próba życia od nowa i to nie wbrew przeszłości, ale w zgodzie z nią. Z jej ciężarem i wspomnieniami, ale też z miejscem na coś nowego. Tylko jedno pytanie wciąż nie daje mi spokoju. Czy można pokochać drugi raz… i nie zdradzić tej pierwszej miłości? Nie mam odpowiedzi. Ale dziś pierwszy raz od miesięcy zasypiam nie ze strachem, ale z ostrożną nadzieją.

Anna, 28 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:

Reklama

Reklama
Reklama
Reklama