Reklama

Przez większość mojego życia nosiłam w sobie ciężar nienawiści. Miałam dziesięć lat, kiedy ojciec zniknął z mojego życia, zostawiając mnie samotną i pełną bólu. W moich oczach to on był winny – to przez niego matka cierpiała. Przez niego, gdy umarła, ja zostałam sama. Wychowałam się z ciotką. Próbowałam ukryć się przed tym bólem w pracy, w relacjach, ale te zawsze kończyły się źle, bo nikt nie potrafił przebić się przez mur, który wokół siebie zbudowałam. Byłam jak zamknięta forteca, niezdolna do wpuszczenia kogokolwiek do swojego wnętrza.

Reklama

Nagle pojawiła się wiadomość: Paweł, mój ojciec, umiera. Leży sam w hospicjum, zapomniany przez wszystkich, którzy kiedyś byli mu bliscy. Nie miałam żadnych wątpliwości. Musiałam tam pojechać. Nie po to, by się pojednać. Nie po to, by mu pomóc. Chciałam spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, jak bardzo go nienawidzę.

Wiem, po co tu jestem

Podróż do rodzinnego miasta przypominała powrót do bolesnych wspomnień, które próbowałam zepchnąć na dno mojej pamięci. Każda ulica zdawała się być pełna duchów przeszłości – przypominała mi o dzieciństwie, o matce, o pustce, którą zostawił po sobie ojciec. Czułam, jak moje serce z każdym krokiem stawało się cięższe.

Zatrzymałam się u ciotki Katarzyny, jedynej osoby z przeszłości, z którą wciąż miałam kontakt. Była jak ciepły koc w zimny wieczór, ale tym razem jej słowa tylko drażniły moje zranione uczucia.

– Nienawiść nie przyniesie ci ukojenia – powiedziała cicho, kiedy siedzieliśmy przy kuchennym stole, a ona nalewała mi herbaty.

Próbowała mi wmówić, że powinnam spojrzeć na wszystko inaczej, ale ja nie chciałam tego słuchać. W mojej głowie wciąż brzmiały słowa, które przygotowywałam na konfrontację z ojcem.

– Wiem, po co tu jestem – odpowiedziałam oschle, starając się nie zdradzić emocji, które kłębiły się w mojej duszy.

Katarzyna tylko westchnęła, a ja odwróciłam wzrok, nie chcąc patrzeć na jej pełne troski oczy. Hospicjum przywitało mnie zapachem środków czystości i smutną ciszą, która zdawała się przenikać przez ściany. Każdy krok, który stawiałam, przybliżał mnie do konfrontacji, na którą czekałam całe życie. Kiedy weszłam do pokoju ojca, poczułam ścisk w żołądku.

Ojciec leżał na łóżku. Stał się zaledwie cieniem człowieka, którego pamiętałam. Był wychudzony, blady, a jego ciało zdawało się kruche jak porcelana. Mimo to, kiedy na mnie spojrzał, na jego twarzy pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam – uśmiech. Był to uśmiech człowieka, który czekał na mnie całe życie. Zacisnęłam pięści, nie pozwalając mu zburzyć muru gniewu, który tak pieczołowicie budowałam.

– Wiesz, dlaczego tu jestem? – zapytałam chłodno, starając się, by mój głos nie drżał.

Ojciec patrzył na mnie długo, a potem powiedział cicho:

Bo cię skrzywdziłem.

Serce zaczęło mi bić szybciej. Nie spodziewałam się tego. Nie spodziewałam się, że on to powie sam z siebie. Ale to niczego nie zmieniało. Miałam powiedzieć mu wszystko, co trzymałam w sobie przez lata.

Nie tak miało być

Zebrałam się na odwagę, by w końcu wyrzucić z siebie to, co trzymałam przez tyle lat. Byłam gotowa oskarżyć go o wszystko – że to jego wina, że był potworem, że przez niego matka umarła, a ja zostałam sama. Ale zanim zdążyłam otworzyć usta, ojciec patrzył mi prosto w oczy i powiedział:

Przepraszam, córciu.

Jego głos był słaby, ale pełen czegoś, czego nigdy się po nim nie spodziewałam. Szczerości. Poczułam, jak moje gardło się zaciska. Nie tak miało być. W mojej głowie ćwiczyłam tę scenę setki razy, zawsze kończąc jako wygrana, która zostawia go pokonanego. Teraz jednak stałam nad jego łóżkiem, a on wyglądał na człowieka, który już wszystko stracił. Chciałam coś powiedzieć, cokolwiek, ale zanim zdążyłam, jego oczy zamknęły się po raz ostatni.

Poczułam, jak ciężar przeszłości spada na moje ramiona z całą siłą. Zostałam z tym wszystkim sama. Zabrał mi nawet mój moment oczyszczenia. Stojąc nad ciałem ojca, spodziewałam się, że poczuję satysfakcję, ulgę, może nawet triumf. Ale jedyne, co odczuwałam, to pustka. To miało być moje zwycięstwo, moment, w którym wyzwolę się z więzienia gniewu. Planowałam odchodzić jako wygrana, mówiąc mu wszystko, co przez lata zbierałam w sobie. Ale on odebrał mi tę możliwość jednym słowem.

„Przepraszam.”

To jedno słowo, które przewróciło mój świat do góry nogami. Teraz, stojąc nad jego łóżkiem, czułam, jak mój mur nienawiści kruszy się, a za nim nie było niczego, co mogłoby mnie podtrzymać. Wyszłam z pokoju, próbując zrozumieć, co właściwie się stało. Jak miałam teraz żyć bez tego, co tak długo mnie napędzało?

Było już za późno

Kilka dni później, wciąż zmagając się z emocjami, które kotłowały się we mnie, Katarzyna zaprosiła mnie do swojego domu. W jej oczach widziałam troskę i zrozumienie, których nie potrafiłam przyjąć.

Musisz coś zobaczyć – powiedziała, podając mi starą, zniszczoną kopertę.

W środku były listy. Listy od ojca do matki, których nigdy wcześniej nie widziałam. Wzięłam je do ręki, a moje dłonie drżały, kiedy zaczęłam je czytać. Każde słowo zdawało się wbijać w moje serce kolejną igłę. Z listów wyłaniał się zupełnie inny obraz mojego ojca. Paweł nie zostawił matki z własnej woli. To matka go odepchnęła, nie chcąc, by patrzył, jak umiera. Był gotów walczyć o nią, ale ona nie pozwoliła. A potem, kiedy zmarła, ojciec się załamał. Stracił wszystko. I tak samo, jak ja przez lata go nienawidziłam, on przez lata nienawidził siebie.

Czytałam te listy i czułam, jak mój świat zaczyna się rozpadać. Przez całe życie obwiniałam niewłaściwą osobę. A teraz było już za późno, by cokolwiek zmienić. Siedziałam nad grobem ojca, trzymając w ręku listy, które Katarzyna mi dała. Byłam oszołomiona, przytłoczona falą nowych emocji, które zalewały moje serce. Nie było już nic do powiedzenia. Nie było go, bym mogła go zapytać, bym mogła zrozumieć.

Przez całe życie myślałam, że zemsta przyniesie mi ukojenie. Ale teraz widziałam, że nienawiść była tylko więzieniem, które sama sobie stworzyłam, i które utrzymywałam przez lata.

Patrzyłam na nagrobek ojca, próbując poskładać myśli. W głowie szumiało mi jedno pytanie: „Co dalej?”. Nie wiedziałam, jak zbudować swoje życie na nowo, jak żyć bez tej nienawiści, która była moim napędem. Pochyliłam się nad kamieniem i cicho szepnęłam:

Przepraszam.

Nie wiedziałam, czy to wystarczy, ale to wszystko, co miałam. Może kiedyś znajdę sposób, by wybaczyć sobie, by zrozumieć i pogodzić się z przeszłością. Na razie jednak musiałam nauczyć się żyć z pustką, która pozostała po nienawiści. Wstałam i odwróciłam się, gotowa, by stawić czoła nowemu dniu, choć nie wiedziałam jeszcze, co przyniesie. Każdy krok od grobu ojca był jak małe zwycięstwo, choć nie było ono takie, które sobie wyobrażałam. Może to jednak będzie początek nowego rozdziału w moim życiu.

Reklama

Katarzyna, 44 lata

Reklama
Reklama
Reklama