Reklama

Nie wiem, kiedy to wszystko zaczęło się sypać. Może wtedy, gdy przestaliśmy się śmiać z tych samych rzeczy. A może wtedy, gdy przestało mi przeszkadzać, że Adam zapominał o moich egzaminach, ale pamiętał, o której gra jego ulubiona drużyna. Od dwóch lat jestem w związku z Adamem. Poznaliśmy się jeszcze w liceum – on był klasę wyżej, kapitanem drużyny siatkówki, ja siedziałam zawsze w pierwszej ławce i pisałam wiersze do szuflady. Pamiętam, jak pierwszy raz do mnie podszedł: spocił się cały, chociaż było zimno, a potem zaprosił mnie na herbatę, bo „kawa jest zbyt dorosła”.

Wtedy wszystko wydawało się proste. Prawdziwe. Ale liceum się skończyło, a my zostaliśmy razem bardziej z przyzwyczajenia niż z miłości. Adam był „bezpieczny”. Stabilny. Zawsze wiedziałam, co powie, co zrobi, jak zareaguje. Może właśnie dlatego zaczęło mnie to nużyć. Wyjazd do Zakopanego był pomysłem mojej paczki z uczelni. Taki krótki reset w górach, trochę nart, trochę grzańca, trochę śmiechu. Nie planowałam uciekać od Adama, ale też nie zabrałam go ze sobą. Tłumaczyłam to tym, że to „wyjazd uczelniany”. On nie protestował.

– Będziesz tęsknić? – zapytał, kiedy pakował mi ostatnią czekoladę do plecaka.

– Oczywiście – uśmiechnęłam się, całując go w policzek. Nie wiem, czy zauważył, że nie spojrzałam mu wtedy w oczy.

– No to baw się dobrze. I nie zapomnij o mnie w tych górach! – zażartował.

– Nigdy – odpowiedziałam. Ale wcale nie byłam tego taka pewna.

Dzień wcześniej rozmawiałam z Martą, moją przyjaciółką. Ona też jedzie.

– A Adam nie jedzie? – zapytała z zadziornym uśmiechem.

– Nie. Ma jakieś kolokwia i treningi.

– Szkoda. Ale z drugiej strony… On jest taki... zbyt grzeczny. Taki porządny chłopak z sąsiedztwa. Nie nudzisz się czasem?

Uśmiechnęłam się tylko. Nie zaprzeczyłam.

Nie poczułam się nieswojo

Nie byłam mistrzynią szusowania. Zjeżdżałam jako tako, ale daleko mi było do kogoś, kto czuje się na nartach pewnie. Dlatego, kiedy podeszła do mnie Marta z uśmiechem i powiedziała, że będę jeździć z Michałem, wzruszyłam tylko ramionami.

– Michał dobrze jeździ, nie da ci nabić sobie guzów – dodała z miną jakby to był jej mały plan.

Michał był z naszej grupy, ale wcześniej jakoś nie miałam okazji, żeby z nim dłużej pogadać. Kojarzyłam, że jest raczej cichy, ale miał w sobie coś przyciągającego. Nie chodziło o wygląd. Może to, że nie silił się na nic. Po prostu był.

– Gotowa? – zapytał, kiedy podchodziłam z przypiętymi nartami.

– Prawie. – Zerknęłam na swoje wiązania, próbując wyglądać na bardziej ogarniętą niż się czułam.

– Daj, zapnę ci lepiej. W tych butach ciężko zrobić to porządnie – powiedział, klękając przy mojej nodze. – Zaufaj, nie pierwszy raz komuś ratuję kolana.

Ruszyliśmy. Na początku czułam się spięta. Michał zjeżdżał z łatwością, czasem rzucał śnieżkami w Martę i śmiał się tak, że aż chciało się do niego dołączyć. Kiedy wywróciłam się przy jednym ze skrętów, wrócił do mnie i podał rękę bez śladu zniecierpliwienia.

– Wszystko gra? – zapytał.

– Jasne. Lód. Albo moje umiejętności – mruknęłam, otrzepując spodnie.

– Wiesz, co mi się w tobie podoba? – zaczął, kiedy siedzieliśmy razem na wyciągu. – Że jak się przewrócisz, to nie robisz z tego tragedii.

– Może jestem przyzwyczajona – zaśmiałam się.

– Fajnie się z tobą gada. Albo nie gada. Jak teraz – dodał, odwracając się w moją stronę. Milczeliśmy chwilę, patrząc na ludzi sunących w dół stoku. I wtedy pierwszy raz poczułam, że przy nim mogę być cicho i nie muszę się tłumaczyć.

Wieczorem siedzieliśmy w drewnianej karczmie, gdzie zamówiliśmy grzańce. Drewniane stoły, głośna muzyka, rozmowy toczące się obok nas, ale ja czułam się, jakby to wszystko działo się gdzieś dalej. Michał przysiadł się do mnie, chociaż obok było jeszcze kilka wolnych miejsc.

– Duszno tu, czy to ja mam takie gorące myśli? – rzucił półżartem i spojrzał na mnie z boku. Zamiast odpowiedzieć, parsknęłam śmiechem.

Nie odsunęłam się. Nie poczułam się nieswojo. I może to właśnie było najbardziej niepokojące. Moje ciało reagowało na Michała w sposób, którego się po sobie nie spodziewałam. A myśl o Adamie? Przez całą kolację ani razu nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić telefon.

Nachylił się i mnie pocałował

Trzeci dzień wyjazdu zaczął się niewinnie. Trochę nart, trochę śmiechu, wspólny obiad w schronisku. Michał pomagał mi zapiąć narty, podał rękę, kiedy znów się wywróciłam, chociaż tym razem nie musiał. W pewnym momencie zauważyłam, że Marta coraz częściej zostawia nas samych. Udawała, że musi zadzwonić, że boli ją noga, że musi coś pilnie sprawdzić na dole. Kiedyś bym się tym przejęła. Teraz tylko przyjęłam to do wiadomości.

Wieczorem poszliśmy całą grupą na kolację do restauracji oddalonej o kilkanaście minut drogi od naszego pensjonatu. Wszyscy byli rozgadani, zmęczeni i rozgrzani od wina. Michał siedział obok mnie, opowiadał jakieś anegdoty o swojej babci, która jeździła na nartach w wieku siedemdziesięciu lat, a ja czułam, że z każdym jego słowem robi mi się cieplej. Po kolacji reszta wzięła taksówkę, a ja powiedziałam, że wolę się przejść. Michał tylko spojrzał na mnie i bez słowa poszedł razem ze mną. Szliśmy w ciszy zasypaną drogą, tylko nasze buty skrzypiały na śniegu. Droga była oświetlona słabo, co kilka metrów mijały nas latarnie. Michał co jakiś czas zerkał w moją stronę, ale nic nie mówił. Mi to nie przeszkadzało. Po raz pierwszy od dawna nie czułam potrzeby, żeby coś tłumaczyć, udawać albo grać. W pewnym momencie zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.

– Ola – powiedział cicho, jakby sprawdzał, czy na pewno słucham.

Spojrzałam na niego pytająco. Miałam wrażenie, że coś się w nim zmieniło – był jakby poważniejszy, mniej swobodny niż zwykle.

– Nie powinienem… chyba – powiedział i zanim zdążyłam zapytać, co ma na myśli, nachylił się i mnie pocałował.

Nie było w tym żadnej gwałtowności. Po prostu dotknął moich ust, jakby sprawdzał, czy może. Mogłam się odsunąć. Nie zrobiłam tego.

– Ale zrobiłeś – odpowiedziałam, kiedy się odsunął.

– Nie uciekasz.

– Nie – powiedziałam po chwili.

Szliśmy dalej powoli. Nie trzymaliśmy się za ręce. Nikt się nie śmiał, nie żartował. Czułam się dziwnie spokojna, jakby to, co się wydarzyło, nie było ani błędem, ani początkiem czegoś wielkiego. Raczej jak coś, co i tak miało się stać. Może tylko wcześniej udawałam, że tego nie widzę. Po powrocie do pokoju usiadłam na łóżku i długo patrzyłam na ekran telefonu. Adam nie napisał nic od rana. Ani ja do niego. Czułam się winna. Ale obok tej winy była też inna emocja – coś, co mogłabym nazwać przebudzeniem. Nie wiedziałam, co dalej. Nie wiedziałam nawet, czy Michał coś czuje, czy to tylko chwila. Ale czułam, że coś się we mnie przesunęło. Że nie da się już tego odsunąć.

Nie poczułam zupełnie nic

Po powrocie do domu Adam czekał na mnie pod blokiem. Miał na sobie tę samą kurtkę, którą nosił od dwóch sezonów, i stał z rękami w kieszeniach, jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić. Uśmiechnął się na mój widok, trochę niepewnie, jak ktoś, kto nie jest pewien, czy jego miejsce nadal jest takie samo.

– Hej – powiedział i podszedł do mnie. – Jak było?

– W porządku. Fajnie – odpowiedziałam, próbując zabrzmieć naturalnie. Przytulił mnie, a ja pozwoliłam mu na to, choć moje ciało nie odpowiedziało na ten gest. Nie poczułam nic. Ani ulgi, ani tęsknoty. Tylko chłód.

W mieszkaniu opowiadałam mu trochę o stoku, o jedzeniu, o śniegu. Wszystko brzmiało jak relacja z życia kogoś innego. Adam słuchał, kiwał głową, czasem dopytywał, ale ja czułam, że dzieli nas coś więcej niż tylko kilka dni nieobecności. Kiedy wyszedł, usiadłam na łóżku i długo gapiłam się w telefon. Nie było wiadomości od Michała. Nie napisał ani słowa. Mimo to przez cały czas czułam jego obecność. Gdzieś w środku.

Dwa dni później napisałam do Adama krótkiego SMS-a: „Potrzebuję trochę czasu. Przepraszam”. Nie miałam siły na rozmowę. Nie miałam odwagi powiedzieć mu wszystkiego. W tamtym momencie nawet nie potrafiłam ubrać w słowa tego, co się ze mną działo. Wiedziałam tylko, że nie mogę udawać, że wszystko jest jak dawniej. Zaraz potem przyszedł pierwszy SMS od Adama: „Ola, co się dzieje?”. Nie odpisałam. Drugi: „Zrobiłem coś nie tak?” Usunęłam wiadomość, zanim zdążyłam się nad nią zastanowić. Później poszłam do Marty. Siedziałyśmy u niej w kuchni, piłyśmy herbatę z kubków, które dostała od swojej mamy.

– Nie wiem, czy jestem zakochana – powiedziałam, patrząc w parującą ciecz. – Ale wiem, że Adam to już nie to.

Marta nie odpowiedziała od razu. Spojrzała na mnie i tylko skinęła głową.

– Czasem nie trzeba się zakochać, żeby zrozumieć, że się już nie kocha – powiedziała spokojnie.

Czułam się podle. Jak oszustka. A jednocześnie jak ktoś, kto wreszcie przestał grać. Michał milczał. Nie napisał, nie zadzwonił. I to bolało mnie bardziej, niż byłam gotowa przyznać. Nie wiedziałam, czy coś z tego będzie. Ale wiedziałam, że zrobiłam coś, co zmieniło wszystko. I że już nie da się tego cofnąć.

Zobaczył mnie pierwszy

Spotkaliśmy się przypadkiem. Tydzień po powrocie. Weszłam do kawiarni tylko na chwilę – napić się czegoś ciepłego, przeczekać deszcz. On już tam siedział. W tym samym swetrze, co w Zakopanem, tym z lekko rozciągniętymi rękawami. Zobaczył mnie pierwszy. Uniósł brwi, uśmiechnął się lekko i gestem wskazał wolne krzesło naprzeciwko siebie. Usiadłam. Przez moment nie wiedziałam, co powiedzieć.

– Nie uciekasz – odezwał się pierwszy.

– Nie – odpowiedziałam i zdjęłam kurtkę, choć było mi chłodno.

– Długo się zastanawiałem, czy do ciebie napisać – przyznał. – Ale pomyślałem, że lepiej nie komplikować.

– Za późno – spojrzałam na niego. – Moje życie i tak już się skomplikowało.

Zamilkł na chwilę. Bawił się łyżeczką, nie patrząc na mnie.

– Nie chcę być tym, przez którego rzuciłaś chłopaka – powiedział po chwili.

– Nie jesteś. Ale pomogłeś mi zrozumieć, że jestem z kimś, z kim być nie chcę.

Patrzyliśmy na siebie dłuższą chwilę. Miał spokojne oczy. Takie same jak wtedy, kiedy mnie pocałował. Nie mówił nic więcej. I ja też już nie miałam nic do dodania.

– Myślałam, że się odezwiesz – powiedziałam w końcu.

Myślałem, że ty to zrobisz. Ale potem uznałem, że może nie powinniśmy tego ciągnąć. Wiesz, nie jestem w stanie udawać, że to nic nie znaczyło, ale też… nie wiem, czy byłbym gotowy na więcej.

– Rozumiem – powiedziałam. I naprawdę rozumiałam.

Piliśmy kawę bez pośpiechu. Bez planów. Bez oczekiwań. Kiedy wychodziliśmy, padał już tylko drobny deszcz. Michał otworzył parasol i przesunął go w moją stronę.

– Chociaż tyle mogę – powiedział z uśmiechem.

Szliśmy obok siebie przez kilka przecznic, a potem on skręcił w swoją stronę. Nie obejrzał się. Ja też nie. Wiedziałam już, że Michał był dla mnie jak zapalnik. Nie miał zostać na dłużej. Ale dzięki niemu odważyłam się coś zakończyć.

Nie wiedziałam, co dalej

Mijały dni. Potem tygodnie. W końcu przestałam liczyć. Nie byłam już z Adamem. Nie widywałam się z Michałem. Przestałam sprawdzać, czy jest dostępny na komunikatorze. Nie zaglądałam na jego profil. Na początku bolało. Potem bolało mniej. A potem... po prostu było cicho. Siedziałam pewnego wieczoru na łóżku i przeglądałam stare zdjęcia. Te z Adamem z wakacji nad jeziorem, te z urodzin, gdzie trzymaliśmy się za ręce. Uśmiechy, które wtedy wydawały się szczere. I może były. Ale teraz patrzyłam na nie jak na cudze życie. Potem otworzyłam wiadomości. Przesunęłam palcem po rozmowie z Adamem – była długa, sięgała jeszcze czasów liceum. Zatrzymałam się na jednej z ostatnich wiadomości, tej z jego pytaniem: „Zrobiłem coś nie tak?” Nie odpowiedziałam wtedy. Teraz też nie potrafiłam.

Od Michała nie było nic. Żadnych sygnałów. Żadnych prób kontaktu. Zniknął z mojego życia równie cicho, jak się w nim pojawił. I może właśnie to było najtrudniejsze – ta niejednoznaczność. To, że nie zostawił po sobie obietnic ani złudzeń. Ale dzięki niemu coś się we mnie obudziło. Odważyłam się przestać być z kimś, tylko dlatego, że tak było wygodnie. Nie wiedziałam, co dalej. Nie miałam nowego planu, nikogo na horyzoncie, żadnej wielkiej wizji. Ale pierwszy raz od dawna nie czułam, że muszę coś udawać. Nie czułam się winna za to, że czegoś mi brakowało. Zrobiłam coś prawdziwego. Nawet jeśli nikomu o tym nie powiedziałam.Spojrzałam w ciemne okno. Na odbicie siebie – niepewnej, ale jakby lżejszej. Nie wiem, czy zasłużyłam na wybaczenie. Może nie. Może po prostu przez chwilę chciałam poczuć coś innego. Ale wiedziałam jedno: nie chcę wracać do czegoś, co było tylko ciepłe, a nie gorące.

Ola, 21 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama