„Pojechałam na zimową delegację z szefem do Zakopanego. Wróciłam z awansem i nasionkiem w brzuchu”
„Kilka tygodni później siedziałam na podłodze w łazience, wpatrzona w dwie kreski, jakby miały zniknąć. Test był pozytywny. Dziecko nie mogło być Michała. Nie kochaliśmy się od miesięcy”.

Pracuję w korporacji w dziale sprzedaży. Od sześciu lat jestem w związku z Michałem. Wspólne życie? Raczej wspólna lodówka i rachunki. Wieczorami siedzimy obok siebie, ale osobno – on z laptopem, ja z winem. Już nawet nie rozmawiamy. Czasem próbuję coś powiedzieć, zagaić, zaczepić, ale on tylko mruczy „spoko” albo „jestem zmęczony”.
W pracy jest inaczej. Tam przynajmniej ktoś mnie zauważa. Daniel, mój szef, wzbudza respekt. Jest wymagający, bystry i cholernie charyzmatyczny. Kiedy przechodzi obok mojego biurka, robi mi się gorąco. Zauważyła to nawet Ewa, koleżanka z działu.
– Ty się przy nim cała rumienisz – rzuciła kiedyś, zerkając na mnie spod kubka z kawą.
– Wydaje ci się – ucięłam rozmowę.
Ale dobrze wiedziałam, że ma rację. I wtedy przyszedł ten mail: „Natalio, jedziemy razem na konferencję do Zakopanego. Pakuj się na trzy dni.” Serce zabiło mi szybciej. Nie wiedziałam jeszcze, że to właśnie ten wyjazd rozbije mój związek. I moje sumienie.
Pojechaliśmy jednym autem
Jechaliśmy w ciszy. Śnieg padał gęsto, a szyby samochodu parowały od środka. Daniel prowadził pewnie. W radiu cicho grała muzyka jazzowa. Nie pytał o pracę. Nie gadał o celach kwartalnych. Zapytał o Michała.
– Wspomniałaś kiedyś, że długo jesteście razem. Nadal?
Skinęłam głową, nie patrząc na niego.
– To dobrze, stabilność jest dziś luksusem – dodał z lekkim uśmiechem.
Wieczorem, po konferencji, zeszliśmy do hotelowego lobby na kolację. Było cicho, prawie pusto. Rozmawialiśmy i życiu. O ambicjach. O tym, co się poświęca, żeby było „tak, jak trzeba”.
– Masz w sobie coś – powiedział, patrząc na mnie uważnie. – Potencjał. Tylko tłumisz go w sobie.
Zamarłam. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Nigdy nie słyszałam takiego zdania od Michała.
– Lubię ludzi z pasją – dodał, a potem napił się wina i odchylił na krześle.
Po kolacji odprowadził mnie pod drzwi. Gdy powiedziałam „dobranoc”, zatrzymał mnie.
– Natalia... – zaczął cicho.
Odwróciłam się. Stał bardzo blisko. Poczułam ciepło jego dłoni na moim ramieniu. I wtedy mnie pocałował. Zaskoczył mnie.
– Przepraszam – szepnął. – Nie powinienem.
Popatrzyłam mu w oczy, a potem zaprosiłam do pokoju. Wiedziałam, że właśnie coś się zaczęło. I że nie jestem gotowa na to, co będzie dalej.
Dostałam awans
Wróciliśmy w milczeniu. W samochodzie grało radio, ale żadne z nas nie komentowało, nie żartowało. To, co się stało, było tylko jednorazową przygodą. Gdy zatrzymał się pod moim blokiem, powiedział tylko:
– Dzięki..
Skinęłam głową. Wysiadłam. W głowie szumiało mi od niewypowiedzianych słów. Michał przywitał mnie zdawkowo, jakbym wróciła z pracy godzinę temu, a nie po trzech dniach. Rzucił: „Jak było?”, nie odrywając wzroku od telewizora.
– Zimno – odpowiedziałam i poszłam się wykąpać.
Kilka dni później Daniel wezwał mnie do gabinetu. Wręczył mi kopertę.
– Awans. Nowe stanowisko, podwyżka, większa odpowiedzialność. Zasłużyłaś – powiedział spokojnie, jakby to było coś zupełnie naturalnego.
– Dziękuję... ale... – zająknęłam się.
– To nie ma nic wspólnego z Zakopanem, jeśli o to pytasz – przerwał mi. – Myśl strategicznie, Natalia. Jesteś dobra.
Awans. Powinnam się cieszyć. Ale wróciłam do biurka z bijącym sercem. Ewa zagadnęła mnie w kuchni:
– Awansik? Grubo. Tylko nie mów, że to za dobre wystąpienie w górach...
– Ewa...
– Nie oceniam. Po prostu... uważaj. On nie robi nic przypadkiem.
Wieczorem Michał zapytał tylko:
– I co teraz? Będziesz wracać o 21?
– Dostałam awans, powinieś się ucieszyć – odpowiedziałam z irytacją.
– Aha – mruknął. – Gratulacje.
Poczułam, jak bardzo jestem sama. Nawet w tym sukcesie.
Test był pozytywny
Kilka tygodni później siedziałam na podłodze w łazience, wpatrzona w dwie kreski, jakby miały zniknąć. Test był pozytywny. Dziecko nie mogło być Michała. Nie kochaliśmy się od miesięcy. Próbowałam wtedy, jeszcze próbowałam zaprzeczać, ale to nie miało sensu. Zadzwoniłam do Ewy.
– Wszystko okej? – zapytała od razu.
– Możemy się spotkać?
W kawiarni milczałam przez pierwsze pięć minut.
– Natalia... powiedz mi, co się dzieje.
– Jestem w ciąży – powiedziałam w końcu.
Patrzyła na mnie uważnie.
– To Michała?
Milczenie wystarczyło za odpowiedź.
Wieczorem Michał siedział na kanapie, jak zwykle. Wyszłam z łazienki biała jak ściana. Trzymałam test w dłoni.
– Co to? – zapytał.
– Michał... ja... jestem w ciąży.
Spojrzał na mnie i natychmiast zrozumiał.
– Ile czasu? – zapytał cicho.
– Cztery, może pięć tygodni.
– Ale przecież... – nie dokończył. Wstał. – Natalia... czy to jest... moje?
– Raczej nie – powiedziałam szczerze. Nie umiałam kłamać.
Zamknął się w sypialni. Rano nie było go już w mieszkaniu. Zadzwoniłam do Daniela.
– Natalia? Wszystko w porządku?
– Nie. Jestem w ciąży.
Po drugiej stronie cisza. Długa.
– Rozumiem. I... co planujesz?
– Nie wiem.
– Chciałbym ci pomóc, ale... to delikatna sytuacja. Musisz to przemyśleć. Rozsądnie.
„Rozsądnie”. Jakby chodziło o wybór między leasingiem a gotówką. Rozłączyłam się. I wtedy wszystko pękło.
Czułam się zagubiona
Wzięłam zwolnienie lekarskie. Spakowałam walizkę w pół godziny. Kilka ubrań, kosmetyczka, laptop. Michał nie wrócił na noc, nawet nie zadzwonił. Zostawiłam mu kartkę: „Muszę pomyśleć. Nie wiem, kiedy wrócę.” Zadzwoniłam do Ewy.
– Możesz u mnie przenocować, ile chcesz – powiedziała bez wahania.
Pierwszej nocy leżałam na jej kanapie i gapiłam się w sufit. W brzuchu – lęk i coś jeszcze. Odpowiedzialność? Wyrzut sumienia? Instynkt?
– Czy to jego dziecko? – zapytała Ewa nazajutrz, bez owijania.
– Tak myślę – szepnęłam.
– A on?
– „Rozsądnie to przemyśl” – zacytowałam z goryczą.
Ewa parsknęła.
– Typowe. Chciał emocji, nie konsekwencji.
Milczałam. Nie miałam siły go bronić. Michał nie odezwał się ani razu. Daniel napisał tylko krótkiego maila: „Mam nadzieję, że wszystko dobrze. Co planujesz?” Na ulicy mijałam kobiety z wózkami i czułam, że musze podjąć jakieś decyzje. Nie byłam już tą samą osobą. Przyszłość? Jedna wielka niewiadoma. Ale jedno wiedziałam na pewno: zostałam z tym zupełnie sama.
Nie cofnę czasu
Spotkaliśmy się w parku. Michał przyszedł spóźniony, jakby to była zwykła randka. Usiadł na ławce i patrzył gdzieś w dal.
– Dziękuję, że przyszedłeś – powiedziałam.
– Mów – rzucił krótko.
Zacisnęłam dłonie na kolanach.
– To dziecko jest Daniela, mojego szefa. Nie chciałam, żeby tak wyszło. Ale nie mogę cofnąć czasu.
Cisza. Michał milczał długo. W końcu skinął głową.
– Już wtedy wiedziałem – powiedział. – Po prostu chciałem, żeby to było kłamstwo.
– Przepraszam – wyszeptałam.
Spojrzał na mnie. W jego oczach nie było złości. Było zmęczenie.
– To koniec, Natalia. Ale nie życzę ci źle. Po prostu nie wybaczę ci zdrady.
Wstał i odszedł bez słowa. Nie zatrzymałam go. Kilka dni później znalazłam kawalerkę do wynajęcia. Małą, zniszczoną, z cieknącym kranem. Usiadłam tam z walizką i testem ciążowym schowanym w torebce. Nie czekałam już na wiadomość od Daniela. Nie liczyłam na nic.
Wieczorem siedziałam na podłodze, patrząc na pustą przestrzeń i słoik ogórków na parapecie – jedyną rzecz, którą przyniosła mi Ewa. I wtedy położyłam rękę na brzuchu.
– Nie mam nikogo – szepnęłam. – Ale mam ciebie.
Pierwszy raz od miesięcy poczułam spokój.
Natalia, 29 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Osiągnęłam więcej niż moi rodzice, ale nie będę ich utrzymywać na starość. Nie jestem bankomatem”
- „Miałam dość walentynkowych banałów. Gdy zobaczyłam prezent od męża, moje serce zabiło szybciej”
- „W walentynki liczyłam na piękny bukiet, a nie dostałam nawet jednej róży. Mąż wolał pobiec z kwiatami do kochanki”