Reklama

Nie cierpię jeździć do teściów. Ich dom to taka kapsuła czasu, jakby od lat 80. nic tam się nie zmieniło – kafelki w kwiatki, wersalka, która pamięta komunę i ta ich słynna kuchnia, gdzie wszystko się robi „na oko”. Jadwiga, czyli moja teściowa, zawsze musi mieć ostatnie słowo. Waldemar, teść, zrzędzi bardziej niż moje dzieci, gdy muszą wstać rano do szkoły. Ale Asia nalegała. „Tylko kilka dni, odpoczniemy, dzieci się pobawią na świeżym powietrzu” – mówiła z takim entuzjazmem, że nie miałem serca jej odmówić. Jechaliśmy tam ponad cztery godziny. W samochodzie dzieci marudziły, że nudno, że chcą tablet. Asia próbowała zagłuszyć atmosferę jakimś audiobookiem o mówiącym psie. Miałem nadzieję, że przynajmniej wieczorem wypiję herbatę w spokoju i odpocznę po drodze. Ale już pierwszego wieczora – trach. Padł prąd.

– To pewnie chwilowe – rzuciła Jadwiga z kuchni. – U nas to normalka, jak śnieg popada.

Normalka? Okej. Tylko nikt mi nie powiedział, że to „chwilowe” potrwa cztery dni. I że to będą ferie z piekła rodem.

Nie chciało mi się już udawać

– Przecież nie da się tak żyć! – wyrwało mi się, gdy po raz trzeci próbowałem zagrzać wodę na herbatę na tej ich żeliwnej kozie, co bardziej kopciła niż grzała.

– Oho, zaczęło się – warknęła Jadwiga, poprawiając chustkę na głowie. – Mieszczuch się odezwał. Bo u nas to wszystko musi być jak w hotelu, nie?

– Nie chodzi o luksusy, tylko o podstawy. Dzieci marzną, nie mają się gdzie wykąpać, jedzenie zimne, a w nocy w pokojach jest jak w zamrażarce!

– A ja mam może z tym coś wspólnego?! – poderwała się. – To wina tych diabelnych dostawców energii, nie moja! I przestań jęczeć, Paweł, bo ci żona jeszcze brodę ogoli. Asia, powiedz coś mężowi!

Asia stała jak skamieniała, przytulając starszą córkę, która z nosa miała już sopel. W końcu westchnęła:

– Paweł, to tylko kilka dni. Daj spokój, proszę.

– Serio? – warknąłem. – Mamy tu udawać, że wszystko jest okej? Że nie trzęsiemy się wszyscy z zimna? Że dzieci płaczą, bo nie mogą się umyć?

– Jak ci się nie podoba, to droga wolna – rzuciła teściowa i wyszła z kuchni, z trzaskiem drzwi.

Stałem chwilę, zaciskając szczęki. Asia spuściła wzrok. W piecu znów przygasło. I nie wiedziałem już, co bardziej mnie denerwuje – ten chłód, czy to, że moja własna żona nie potrafiła powiedzieć matce ani słowa w mojej obronie.

Żona mnie nie wspierała

– Asia, możemy pogadać? – zapytałem cicho, gdy dzieci w końcu zasnęły pod trzema kocami. Byliśmy w pokoju, w którym na ścianach wisiały stare makatki z napisami w stylu „Gość w dom, Bóg w dom”, co w tym kontekście brzmiało jak ponury żart.

– Paweł, nie teraz, proszę...

– Właśnie teraz – przerwałem. – Czy ty naprawdę nie widzisz, jak oni mnie tu traktują? Twoja matka nie może się powstrzymać, żeby nie wbić mi szpili przy każdej okazji. A twój ojciec? Patrzy na mnie jak na jakiegoś intruza.

– Oni już tacy są – szepnęła. – Nie chcą cię skrzywdzić, po prostu...

– Po prostu co? – podniosłem głos. – Po prostu mnie nie lubią? Po prostu uważają, że nie jestem dość dobry dla ich córeczki?

Asia zacisnęła usta, spojrzała w okno, za którym śnieg walił jak opętany.

– Daj spokój, Paweł. To tylko kilka dni. Przetrwajmy to jakoś, dobrze?

– A co ze mną? Z nami? – zapytałem, z trudem utrzymując nerwy na wodzy. – Ja tu kompletnie nie mam twojego wsparcia. Czuję się sam. Zimno mi. Dzieci są chore z niewyspania. I co? Mam jeszcze się uśmiechać do twojej matki, jak mi mówi, że jestem „mięczakiem z miasta”?

– Nie przesadzaj...

– Naprawdę? – wstałem i wyszedłem z pokoju. Wolałem usiąść w aucie, choć na chwilę poczuć się, jakby było normalnie.

A potem usłyszałem cichy płacz dzieci. I znów nie mogłem im pomóc. Ani grzejnika, ani światła, ani... ciepła, jakiegokolwiek.

Obgadywali mnie za plecami

Szedłem nocą do kuchni po kołdrę z kanapy. Zmarzłem na tym cholernym łóżku, jakbym spał na zamarzniętej ziemi. Kiedy już miałem wejść, usłyszałem głos Jadwigi:

– No i widzisz, Waldemar, mówiłam ci. Asia się uwiesiła na tym Pawle, a on... taki bez charakteru. Tylko narzeka i marudzi. Jakby świat mu się zawalił, bo przez parę dni nie ma prądu.

– Może i miękki – burknął teść – ale Asia sobie wybrała. Czasem myślę, że mogła lepiej trafić. On się za dużo obraża. Jak baba jakaś.

– Ja ci mówię, ona się z nim męczy. Patrzysz na ich dzieci – fajne, ale wystraszone. Bo tatuś ciągle zły. I wszystko mu nie pasuje. Ani jedzenie, ani warunki. Nie dość, że z miasta, to jeszcze z fochami jak z opery mydlanej.

Stanąłem w miejscu. Nogi mi się ugięły. Miałem ochotę wejść i rozwalić im ten stół kuchenny, przy którym siedzieli jak królowie.

– No tak – kontynuowała Jadwiga. – Myślałam, że wychowaliśmy córkę na mądrzejszą. A tu co? Związała się z facetem, który nawet pieca nie potrafi rozpalić bez narzekania.

Wszedłem bez pukania.

– Wiecie, że słychać was na cały dom?

Jadwiga zbladła, Waldemar spojrzał na mnie ponuro.

– Wszystko słyszałem. Naprawdę, świetnie się bawicie, obgadując mnie za plecami.

– Nikt cię nie obgaduje – burknął teść.

– Tak? Bo brzmiało, jakbyście mnie właśnie rozszarpywali przy herbatce.

Jadwiga podniosła brwi.

– To może nie pasujesz do tej rodziny, skoro tak łatwo się obrażasz?

– W takim razie nie będę się narzucał – powiedziałem i wyszedłem, trzaskając drzwiami.

Serce waliło mi jak młotem

– Gdzie idziesz?! – zawołała Asia, wybiegając za mną w kapciach na śnieg. – Paweł, wróć! To bez sensu!

– Ja świruję? A co to było, Asia? Jakieś towarzystwo wzajemnej nienawiści? Twoja matka mnie obraża, ojciec dorzuca, a ty siedzisz cicho. Mam to jeszcze nagrać, żebyś uwierzyła?

– Ale to nie tak... – zaczęła, ale uniosłem dłoń.

– Nie. Dość. Pakuję się. Nie zostanę tu ani minuty dłużej.

– A dzieci?

– Zostają z tobą. Nie zamierzam ciągnąć ich po nocy. Ale ja śpię dziś w aucie. Tam przynajmniej nie będę musiał udawać, że wszystko gra.

Zamknąłem się w samochodzie i oparłem głowę o kierownicę. Nie mogłem oddychać. Serce waliło mi jak szalone, ale jednocześnie czułem potworne zmęczenie. Po raz pierwszy od lat poczułem się naprawdę obcy. Nie w ich domu. W swoim małżeństwie. Mróz parował szybami. Odpaliłem silnik, żeby choć na chwilę włączyć ogrzewanie. W radiu cicho sączyła się jakaś ballada, ale wyłączyłem ją po kilku sekundach. Było mi wszystko jedno. Miałem wrażenie, że coś się właśnie skończyło. Patrzyłem w ciemność, gdzieś w stronę ich chałupy. Żadnego światła, żadnego ruchu. Tylko cisza. I samotność.

– Może to wszystko naprawdę nie ma sensu – szepnąłem sam do siebie. – Może już za daleko to zaszło.

A potem siedziałem tak jeszcze długo, aż zrobiło się jasno. Nie spałem. Tylko siedziałem. I zamarzałem – z ciała, ale bardziej z duszy.

Nie patrzyła mi w oczy

Drzwi od samochodu otworzyły się gwałtownie. Asia zmarznięta, z rozczochranymi włosami i czerwonym nosem wcisnęła się na miejsce pasażera. Przez chwilę tylko siedzieliśmy w ciszy. Nie patrzyła mi w oczy.

– Dzieci pytały, gdzie jesteś – zaczęła w końcu. – Powiedziałam, że w aucie, bo... bo się pokłóciliśmy.

– Mówisz im prawdę chociaż, skoro mnie już nie potrafisz bronić? – odparłem chłodno.

Asia westchnęła. Jej oczy były przekrwione.

– Paweł... Ja nie umiem się postawić mamie. Całe życie było „nie odzywaj się, jak dorośli mówią”. Zawsze musiałam być grzeczna, cicha. Nawet jak mnie raniła.

– A teraz pozwalasz, żeby raniła mnie. Twojego męża. W ich oczach jestem zerem, Asia. I ty im na to pozwalasz.

– Nie chcę cię stracić – wyszeptała. – Ale nie wiem, jak mam być lojalna wobec ciebie, skoro cała moja rodzina traktuje cię jak...

– Śmiecia. Tak. I ty nic z tym nie robisz.

Zamilkła. Patrzyła gdzieś za szybę, w zasypany śniegiem krajobraz.

– Może... może to wszystko nie ma sensu? – zapytałem. – Może jesteśmy zbyt różni? Ty jesteś z nimi, ja zawsze obcy.

Odwróciła głowę. Miała łzy w oczach.

– Nie mów tak. Nie mów, że nie ma sensu...

– To powiedz mi – spojrzałem jej prosto w twarz. – Czy jesteś w stanie powiedzieć swojej matce: „Nie obrażaj mojego męża. Kocham go. I jak ci się to nie podoba, to nie przyjeżdżamy tu więcej”? Nie odpowiedziała. I wiedziałem już wszystko.

Paweł, 39 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama