Reklama

To miał być tydzień, który naprawi wszystko, co pękło między nami przez ostatni rok. Tylko my, śnieg, Krupówki i ten drogi hotel ze SPA, na który zbieraliśmy od miesięcy. Jechaliśmy do Zakopanego w milczeniu, ale to nie była ta ciężka cisza, którą znałam z naszych kłótni o brudne skarpetki czy nieopłacone rachunki. To była cisza pełna nadziei.

Obiecywałam sobie wiele

Darek prowadził, bębniąc palcami o kierownicę w rytm jakiegoś starego rockowego kawałka, a ja patrzyłam na ośnieżone świerki przesuwające się za szybą. Czułam, jak stres ostatnich miesięcy powoli opada. Moja praca w korporacji, jego problemy z awansem, nasze starania o dziecko, które kończyły się niczym innym, jak tylko kolejnym negatywnym testem i moim płaczem w łazience – to wszystko miało zostać w Warszawie. Tutaj, pod Giewontem, mieliśmy być znowu tymi zakochanymi dzieciakami, jakimi byliśmy pięć lat temu.

Darek miał trzydzieści osiem lat, ja trzydzieści dwa. Byłam jego drugą żoną. Wiedziałam o tym od początku i nigdy mi to nie przeszkadzało. Paulina, ta pierwsza, była dla mnie tylko mglistym wspomnieniem, kilkoma zdjęciami, które kiedyś znalazłam w kartonie na strychu u teściów oraz nazwiskiem w dokumentach rozwodowych. Rozstali się dawno temu, podobno zgodnie, bo ich drogi się rozeszły. Tak przynajmniej brzmiała oficjalna wersja.

– Jesteśmy – powiedział Darek, parkując pod hotelem. To był ten nowoczesny moloch, z dużą ilością szkła i drewna, z widokiem, który zapierał dech w piersiach.

Weszliśmy do lobby. Ciepło kominka uderzyło w nas od razu, mieszając się z zapachem grzanego wina i drogiego drzewa sandałowego. Czułam się wyjątkowo. Miałam na sobie nowy płaszcz, włosy ułożone u fryzjera dzień wcześniej. Chciałam, żeby Darek na mnie patrzył. Tylko na mnie.

Nie spodziewałam się

I wtedy to się stało. Staliśmy przy recepcji, Darek szukał dowodu osobistego w portfelu, kiedy usłyszałam ten głos.

– Daro? Nie wierzę. Czy to ty?

Darek zamarł. To nie było zwykłe zaskoczenie. Widziałam, jak jego plecy sztywnieją, a dłonie, którymi przeszukiwał portfel, nagle nieruchomieją. Odwrócił się powoli, jak na zwolnionym tempie w jakimś tanim melodramacie.

Za nami stała kobieta. Nie, to nie była po prostu kobieta. To było zjawisko. Miała na sobie biały, dopasowany kombinezon narciarski, który podkreślał talię, o jakiej ja mogłam tylko pomarzyć po świątecznym obżarstwie, a jej blond włosy opadały na ramiona idealnymi falami, jakby właśnie zeszła z planu reklamy szamponu, a nie ze stoku. Paulina. Poznałam ją od razu, mimo że na tamtych starych zdjęciach miała grzywkę i mniej pewności siebie w oczach. Teraz biła od niej aura sukcesu i pieniędzy.

– Paulina? – Darek wydusił z siebie to imię, jakby go parzyło w gardło.

A potem jego twarz się zmieniła. Zniknęło zmęczenie podróżą, zniknął ten lekki grymas, który miał od miesięcy. Pojawił się uśmiech. Taki szeroki, chłopięcy, którego nie widziałam u niego od lat.

Zdominowała atmosferę

– Co za spotkanie! – Paulina podeszła bliżej, ignorując mnie całkowicie. Położyła dłoń na jego ramieniu. Jej paznokcie były idealnie czerwone. – Myślałam, że ty wolisz Alpy. Pamiętasz, jak marzyliśmy o Szwajcarii?

Stojąc tam, z moją walizką na kółkach i w czapce, która nagle wydała mi się dziecinna, poczułam się jak uboga krewna.

– Sylwia, to jest Paulina… moja… – Darek zawiesił głos, szukając odpowiedniego słowa.

– Była żona – dokończyła Paulina z promiennym uśmiechem, wyciągając do mnie rękę. Jej dłoń była ciepła i sucha. – Miło cię poznać. Darek dużo o tobie… no cóż, właściwie to nic nie wiem, bo nie rozmawialiśmy od wieków – zaśmiała się perliście, a Darek zawtórował jej tym swoim nowym, głębokim rechotem.

– Miło mi – skłamałam, czując, jak żołądek zawiązuje mi się w supeł.

Miałam nadzieję, że to będzie krótka wymiana uprzejmości. „Co słychać?”, „Dobrze”, „Na razie”. Ale Paulina była jak huragan. Okazało się, że jest tu ze znajomymi, że zatrzymała się w tym samym hotelu i że koniecznie, ale to absolutnie koniecznie musimy zjeść razem kolację.

Darek nawet na mnie nie spojrzał, żeby zapytać o zdanie.

– Jasne! Rozpakujemy się i zejdziemy do baru za godzinę – powiedział entuzjastycznie.

Nie zapytał mnie

W windzie panowała cisza. Czekałam, aż Darek coś powie. Że to niezręczna sytuacja, że przeprasza, że może wymigamy się bólem głowy.

– Ale numer, co? – odezwał się w końcu, patrząc w lustro i poprawiając włosy. – Paulina. Kto by pomyślał. Wygląda… nieźle, prawda?

– Wygląda drogo – mruknęłam złośliwie, czego od razu pożałowałam.

Darek spojrzał na mnie z wyrzutem.

– Daj spokój. To było dziesięć lat temu. Bądźmy dorośli. To tylko kolacja. Nie rób scen.

To hasło-klucz, którego mężczyźni używają, gdy wiedzą, że stąpają po cienkim lodzie, ale chcą przerzucić winę na kobiecą „histerię”. Zeszliśmy do hotelowego baru. Włożyłam moją ulubioną, czarną sukienkę. Darek założył koszulę, którą trzymał na specjalne okazje. Czy kolacja z byłą żoną była specjalną okazją? Najwidoczniej.

Paulina siedziała już przy stoliku, sącząc coś, co wyglądało na bardzo drogi koniak. Zmieniła strój na wieczorowy. Głęboki dekolt, biżuteria, która łapała każde światło w pomieszczeniu. Kiedy usiedliśmy, poczułam się jak widz w teatrze, w którym grają sztukę o życiu mojego męża, a ja nie dostałam nawet roli statysty.

Czułam się niewidzialna

Zaczęło się niewinnie. Pytania o pracę, o zdrowie rodziców. Ale z każdym kolejnym drinkiem atmosfera gęstniała. Zaczęły się wspominki.

– Pamiętasz ten nasz wyjazd na Mazury? – Paulina pochyliła się w stronę Darka, jej dekolt niebezpiecznie zbliżył się do krawędzi stołu. – Kiedy utknęliśmy na środku jeziora podczas burzy?

– Boże, myślałem, że tam zginiemy! – Darek zaśmiał się, klepiąc w stół. – Krzyczałaś tak głośno, że rybacy na brzegu myśleli, że kogoś mordują.

– A ty byłeś moim bohaterem. Wiosłowałeś jak szalony – powiedziała miękko, patrząc mu prosto w oczy.

Siedziałam tam, sącząc wodę z cytryną, i czułam, jak narasta we mnie wściekłość. Oni mieli historię. Mieli swój język, swoje kody, swoje wspomnienia, do których ja nie miałam dostępu. Widziałam, jak Darek na nią patrzy. To nie był wzrok obojętnego eksmęża. To był wzrok mężczyzny, który nagle przypomniał sobie, jak to jest czuć dreszcz emocji.

– A wy? – Paulina nagle zwróciła się do mnie, jakby przypomniała sobie o mojej obecności. – Długo jesteście po ślubie?

– Pięć lat – odpowiedziałam krótko.

– I co? Dzieci?

– Staramy się – powiedziałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. To była nasza prywatna sprawa, nasza bolączka.

– Aaa, rozumiem – pokiwała głową ze współczuciem, które wydało mi się fałszywe. – My z Darkiem nigdy nie chcieliśmy. Byliśmy zbyt zajęci pożeraniem życia, prawda Daro? Byliśmy takimi hedonistami.

Podrywała go

„Daro”. Nienawidziłam tego zdrobnienia. Ja mówiłam do niego Dariusz, gdy byłam zła, albo Kochanie. „Daro” brzmiało jak coś z ich intymnego słownika. W pewnym momencie Paulina wstała, żeby pójść do toalety. Przechodząc obok Darka, położyła mu dłoń na karku. Delikatnie, zaledwie muśnięcie. Ale zobaczyłam, jak on przymyka oczy pod wpływem tego dotyku. To był ułamek sekundy, ale dla mnie trwał wieczność.

– Możemy już iść? – zapytałam, gdy zniknęła za rogiem. Głos mi drżał.

– Co? Dlaczego? – Darek był wyraźnie zawiedziony. – Przestań być taka sztywna. Paulina jest świetna. Zmieniła się. Jest taka… pełna energii.

– Ona cię podrywa, Darek. Jesteś ślepy?

– Podrywa? – parsknął śmiechem. – Odbiło ci? To moja była żona. Znamy się jak łyse konie. Ona po prostu jest miła. Jesteś chorobliwie zazdrosna.

Następnego dnia rano chciałam zostać w łóżku. Czułam się spuchnięta i smutna. Ale Darek był pełen wigoru.

– Idziemy na narty! Śnieg jest idealny!

Oczywiście „przypadkiem” umówił się z Pauliną przy dolnej stacji kolejki.

Pojechał z nią

Ja jeżdżę na nartach poprawnie. Ostrożnie, pługiem na trudniejszych odcinkach, preferuję niebieskie trasy i częste przerwy na gorącą czekoladę. Paulina jeździła jak zawodowiec. Czarny kask, gogle lustrzanki, agresywny styl jazdy.

– Daro, ścigamy się na czarnej? – rzuciła wyzwanie, gdy tylko wjechaliśmy na górę.

Darek spojrzał na mnie. Wiedział, że ja tam nie zjadę. Bałam się stromizn. Zawsze zjeżdżał ze mną powoli, czekając, asekurując. To była nasza umowa.

– Poradzisz sobie na tej łagodnej obok? – zapytał, przestępując z narty na nartę. Już był myślami z nią.

– Chcesz mnie zostawić samą?

– Spotkamy się na dole. Chcę tylko raz zjechać z Pauliną, poczuć wiatr we włosach. Ty jeździsz tak wolno, kochanie… – dodał, a to „kochanie” brzmiało jak „jesteś kulą u nogi”.

Zanim zdążyłam zaprotestować, oni już ruszyli. Widziałam ich sylwetki znikające za załomem stoku. Jechali blisko siebie, synchronicznie, jakby wciąż byli jednym organizmem. Zostałam sama na szczycie góry, wietrzysko smagało mnie po twarzy, a łzy zamarzały na policzkach. Zjeżdżałam tą swoją bezpieczną trasą, przewracając się dwa razy, bo z nerwów trzęsły mi się nogi. Kiedy dotarłam na dół, nie było ich przy wyciągu.

Zostałam sama

Czekałam piętnaście minut. Pół godziny. Telefon Darka nie odpowiadał. Wyobraźnia podsuwała mi najgorsze scenariusze. Że mieli wypadek albo… że wcale nie zjechali na dół, tylko zatrzymali się w jakimś barze na stoku. Albo w lesie. Znalazłam ich godzinę później w karczmie na dole. Siedzieli ramię w ramię przy drewnianym stole, śmiejąc się do rozpuku. Darek miał czerwoną twarz – od słońca, wiatru i alkoholu. Paulina właśnie pokazywała mu coś w telefonie, opierając brodę na jego ramieniu.

– O, jesteś! – zawołał Darek, gdy mnie zobaczył. – Martwiliśmy się! Gdzieś ty była tak długo? Zjechaliśmy już trzy razy!

– Dzwoniłam do ciebie – powiedziałam chłodno, stając nad nimi jak kat.

– A, nie słyszałem. Wiesz, pęd powietrza – machnął ręką.

– Musisz zobaczyć, jak Daro zjeżdża! – wtrąciła Paulina. – Nadal ma to „coś”. Większość facetów w jego wieku to już kapcie i pilot od telewizora, a on? Bestia! Masz szczęście, dziewczyno.

„Dziewczyno”. Znowu to protekcjonalne traktowanie. Czułam, jak krew pulsuje mi w skroniach.

– Wracam do hotelu. Boli mnie głowa.

– No weź, zamówimy ci grzańca, przejdzie ci. Nie psuj atmosfery.

– Powiedziałam, że wracam.

Wstałam i wyszłam. Darek nie pobiegł za mną. Został z nią. To był moment, w którym granica została przekroczona.

Byłam wściekła

Wrócił do pokoju dopiero wieczorem. Był lekko wstawiony i pachniał papierosami, mimo że rzucił palenie trzy lata temu.

– Po co ten foch? – zapytał, ściągając buty. – Zepsułaś nam popołudnie.

– Nam? Wam zepsułam? Przepraszam, że przeszkadzam wam w randce, mężu.

– Jesteś nienormalna. To tylko narty. Paulina jest sama, chciała towarzystwa.

– Ona nie jest sama, Darek. Ona poluje. A ty zachowujesz się jak pies spuszczony ze smyczy. Nie widzisz tego? Ona karmi twoje ego! Sprawia, że czujesz się młodszy, lepszy, fajniejszy niż jesteś przy mnie, przy szarej żonie, która marudzi o kredyt i badania hormonalne!

Darek usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach.

– Może i tak – powiedział cicho. Te słowa uderzyły mnie mocniej niż krzyk. – Może po prostu fajnie jest przez chwilę nie rozmawiać o problemach. Ona przypomina mi czasy, kiedy wszystko było proste. Kiedy ja byłem inny.

– Ale to nie są te czasy, Darek! – krzyknęłam. – Masz żonę. Tu i teraz.

Wieczorem mieliśmy iść na kolację integracyjną hotelu – wieczór góralski. Nie chciałam iść, ale Darek nalegał. Twierdził, że musi spłukać niesmak naszej kłótni. Że będzie grzeczny.

Zniknął z nią

Było tłoczno, głośno, kapela rżnęła na skrzypcach. Paulina oczywiście tam była, w czerwonej sukience, która odsłaniała plecy. Wirowała w tańcu z jakimiś obcymi mężczyznami, ale jej wzrok ciągle wracał do naszego stolika. Do Darka. A on wiercił się na krześle. Widziałam, jak walczy ze sobą. Jak lojalność walczy z pożądaniem i nostalgią.

Około północy poszłam do toalety. Kiedy wracałam, zobaczyłam, że nasz stolik jest pusty. Darka nie było. Wyszłam na taras. Mróz szczypał w twarz. Księżyc oświetlał Tatry, które wyglądały teraz groźnie i zimno. Stali w cieniu, przy balustradzie. Nie widzieli mnie. Paulina stała tyłem do barierki, Darek stał naprzeciwko niej, bardzo blisko. Widziałam parę z ich ust, która mieszała się w powietrzu.

– …zawsze żałowałam, wiesz? – usłyszałam głos Pauliny. Był inny niż wcześniej. Cichy, poważny, pozbawiony tej sztucznej wesołości. – Byliśmy głupi. Za młodzi.

– Paulina, nie rób tego… – głos Darka był łamliwy.

– Widzę, jak na mnie patrzysz, Daro. Widzę to od wczoraj. Jesteś nieszczęśliwy. Ona jest… miła, ale to nie jest ogień. My mieliśmy ogień.

Nie cofnął się

I wtedy podniosła rękę i dotknęła jego policzka. Darek nie odsunął się. Wręcz przeciwnie, pochylił głowę w stronę jej dłoni, jakby szukał tam ciepła. Przez ten jeden moment, myślałam, że ją pocałuje. Widziałam, jak waha się, jak grawitacja ciągnie go w jej stronę. Całe moje życie, moje małżeństwo, wisiało na włosku w tym cieniu na tarasie w Zakopanem.

Zrobiłam krok do przodu, but skrzypnął na śniegu. Darek odskoczył od niej jak oparzony. Paulina spojrzała na mnie spokojnie, z lekkim uśmieszkiem triumfu. Wiedziała, co zrobiła. Nawet jeśli do niczego fizycznego nie doszło, wygrała. Obnażyła jego słabość.

– Sylwia, to nie tak… – zaczął Darek, ale jego głos był pusty.

– Nie kończ – powiedziałam. Czułam dziwny spokój. Taki spokój, który przychodzi, gdy świat już się zawalił i nie ma sensu biegać. – Idę spakować walizki. Wracam do Warszawy. Ty rób, co chcesz. Możesz zostać i szukać swojego „ognia”.

Nie zostałam, żeby słuchać jego tłumaczeń. Poszłam do pokoju, wrzuciłam rzeczy do walizki byle jak. Darek wbiegł za mną pięć minut później.

– Proszę cię. Nic się nie stało! Rozmawialiśmy tylko! Ona… próbowała, ale ja nic nie zrobiłem!

Patrzyłam na niego i widziałam obcego człowieka. Widziałam faceta, który potrzebował potwierdzenia swojej męskości w oczach byłej żony. Faceta, który pozwolił, by inna kobieta obrażała mnie i nasz związek, i nic z tym nie zrobił.

Wyjechałam sama

– Nie dotknąłeś jej, ale pozwoliłeś jej dotknąć swojej duszy w sposób, w jaki nie pozwalasz mnie od lat. Tęsknisz za nią. Tęsknisz za tym, kim byłeś przy niej. Więc może powinieneś spróbować jeszcze raz.

Nie zostałam w Zakopanem. Wsiadłam w taksówkę i pojechałam na dworzec, łapiąc nocny pociąg do Krakowa, a potem do Warszawy. Darek wrócił dwa dni później. Sam. Od tamtego feralnego wtorku minęły trzy miesiące. Nadal jesteśmy małżeństwem, technicznie. Mieszkamy razem, jemy obiady, oglądamy telewizję.

Darek przepraszał tysiąc razy, przysięgał, że Paulina to przeszłość, że to był chwilowy błąd w ocenie sytuacji, że alkohol uderzył mu do głowy. Usunął ją ze znajomych na Facebooku, zablokował numer. Ale kiedy on mnie dotyka, ja widzę jej czerwoną sukienkę. Kiedy on się śmieje, zastanawiam się, czy ten śmiech jest prawdziwy, czy to tylko echo śmiechu, który dzielił z nią.

Wiem, że w tamtą noc na tarasie nie zdradził mnie fizycznie, ale w mojej głowie zdrada dokonała się w momencie, gdy na stoku wybrał zjazd z nią, zostawiając mnie samą we mgle. Tatry miały nas uratować. Zamiast tego, odsłoniły prawdę, która leżała pod śniegiem. W trójkącie, w którym jednym z wierzchołków jest idealizowana przeszłość, teraźniejszość nigdy nie ma szans wygrać. I teraz każdego dnia zastanawiam się, czy on jest ze mną, bo mnie kocha, czy po prostu dlatego, że Paulina wróciła do swojego idealnego życia, a on nie miał odwagi za nią pobiec.

Sylwia, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama