„Pojechaliśmy w Tatry, żeby na nowo rozpalić w sobie ogień. Przy kominku zapłonęłam uczuciem do kogoś zupełnie innego”
„Nie patrzyłam mu w oczy, ale czułam, że patrzy. Za długo. Gdy wróciliśmy do domku, Dawid drzemał na kanapie. W jego laptopie wciąż otwarte były tabelki. Kacper podał mi kubek herbaty. Usiadłam obok niego. Trochę za blisko. – Julia – powiedział cicho. – Musimy być ostrożni. Na to już było za późno”.

- Redakcja
Od czterech lat mieszkam z Dawidem w Warszawie. Pracuję jako nauczycielka języka polskiego. Stabilnie, zwyczajnie, bezpiecznie. Czasem nawet zbyt bezpiecznie. Dawid jest... dobrym człowiekiem. Nigdy nie krzyczy, nie zapomina o moich urodzinach, zawsze parzy mi herbatę, gdy boli mnie brzuch. A jednak coraz częściej łapię się na tym, że mnie nie ma. Że coś we mnie cicho krzyczy. Dlatego zgodziłam się na ten wyjazd w góry. Domek rodziców Natalii, mojej przyjaciółki. Mieliśmy być tam razem z nią, ale okazało się, że przyjedzie dzień później. Kiedy weszliśmy do środka, w salonie siedział mężczyzna z kubkiem kawy. Kacper – jej brat. Kojarzyłam go ze zdjęć. Starszy, milczący, zawsze poza zasięgiem.
– Julia, pamiętasz Kacpra? – spytał Dawid. – Był na naszej studniówce.
– Ledwo co – odparłam, a kiedy podałam mu rękę, poczułam dreszcz. Taki, który nie powinien się zdarzyć.
W samochodzie, jeszcze przed wszystkim, Dawid rzucił:
– Mam wrażenie, że się ode mnie oddalasz.
Milczałam chwilę, zanim odpowiedziałam:
– Może po prostu pierwszy raz w życiu zbliżam się do siebie.
Nie owijał w bawełnę
Kolacja we trójkę. Dawid kroił pieczeń i opowiadał o pracy, jakby chciał rozładować ciszę, która wciąż powracała. Kacper milczał, a kiedy już mówił, to jego słowa były jak celne ciosy.
– A ty, Julia? – spytał nagle. – Zawsze wiesz, czego chcesz?
Zaskoczył mnie. Spojrzałam na niego, udając, że pytanie mnie bawi.
– A ty zawsze tak mówisz ludziom prosto z mostu, co myślisz? – odparłam półżartem.
Uśmiechnął się krótko.
– Tylko tym, którzy udają, że nic nie czują.
Dawid tego nie wychwycił. Nalewał sobie wina, opowiadając o jakimś kliencie. Ja czułam, jak rośnie we mnie niepokój. Późnym wieczorem wyszłam na werandę. Śnieg cicho skrzypiał pod moimi kapciami. Niebo było czarne, bezgwiezdne. Potrzebowałam powietrza. Ciszy. Siebie.
– Zawsze tak wszystko kontrolujesz? – usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się. Kacper. Stał oparty o framugę, z dłonią schowaną w kieszeni.
– Tylko wtedy, gdy wszystko się sypie – odpowiedziałam zbyt szczerze.
Podszedł bliżej, ale nie za blisko. Milczeliśmy chwilę.
– Jesteś nieszczęśliwa? – zapytał wprost, bez uprzejmości.
– Nie wolno tak pytać. – Odwróciłam wzrok.
– Ale tak właśnie ciebie się powinno pytać. Bo inaczej nigdy nie powiesz prawdy.
Wróciłam do środka. W sypialni Dawid już zasnął, z telefonem w dłoni. Ja siedziałam jeszcze długo, gapiąc się w ścianę. Bo pierwszy raz ktoś zadał mi pytanie, na które naprawdę nie umiałam odpowiedzieć.
Było za późno na ostrożność
Natalia zadzwoniła rano. Spóźni się – będzie dopiero pojutrze. Lawina w Tatrach zablokowała drogę. Mówiła szybko, przepraszając. Nie słuchałam jej uważnie. Zerkałam na Kacpra, który właśnie wkładał drewno do kominka. Zostałam sama. Z Dawidem, który od rana pracował z laptopem na kolanach. I z Kacprem, który... zaczął mi się śnić.
– Może przejdziesz się ze mną? – zaproponował po śniadaniu. – Las jest piękny po śniegu.
Dawid nawet nie podniósł wzroku znad ekranu. Szliśmy w milczeniu. Śnieg chrzęścił, a oddechy parowały nam w zimnym powietrzu. W końcu Kacper się odezwał.
– Wiesz, że nie trzeba być samemu, żeby się czuć samotnym?
Spojrzałam na niego. Serio mówił, czy to jakaś gra?
– A ty się tak czujesz? – zapytałam ostrożnie.
– Całe życie. Ale chyba już się do tego przyzwyczaiłem.
Usiedliśmy na powalonej sośnie. Chwilę milczeliśmy.
– Obiecałam sobie, że już nigdy nikogo nie pokocham – powiedziałam nagle.
Nie wiem, dlaczego. Dlaczego jemu.
– Nie wiem, czy to coś, na co masz wpływ – odpowiedział.
Nie patrzyłam mu w oczy. Ale czułam, że patrzy. Zbyt długo. Gdy wróciliśmy do domku, Dawid drzemał na kanapie. W jego laptopie wciąż otwarty był Excel. Kacper podał mi kubek herbaty. Usiadłam obok niego. Trochę za blisko.
– Julia – powiedział cicho. – Musimy być ostrożni.
Nie odpowiedziałam. Bo już wiedziałam, że jest za późno na ostrożność.
Nogi miałam jak z waty
Wieczorem usiedliśmy przy kominku. Dawid poszedł wcześniej spać, zmęczony „ważnym projektem”, który uparcie udawał życie. Ja i Kacper zostaliśmy z winem i ciszą. Ciszą, która była głośniejsza niż tysiąc słów.
– Myślisz czasem, co by było, gdybyś mogła wszystko zacząć od nowa? – zapytał.
– Myślę o tym codziennie – przyznałam.
Patrzył na ogień. Jego twarz drgała w ciepłym świetle. Był spokojny. Zbyt spokojny.
– Wiemy, że nie możemy tego zrobić – powiedział cicho. – Ale czy możemy przestać czuć?
Zacisnęłam palce na kieliszku. Wiedziałam, że muszę to zatrzymać. Teraz. Zaraz.
– To tylko chwila. Obiecaj, że nic z tego nie będzie – wyszeptałam.
– Obiecuję.
Ale już wtedy czułam jego wzrok na sobie. Taki, który rozbiera cię z pozorów. Taki, który zapamiętuje każdy szczegół. I wtedy zrozumiałam – on już mnie kocha. Wstałam. Nogi miałam jak z waty. W pokoju Dawid spał, jakby nic się nie zmieniło. A wszystko się już zmieniło. Wślizgnęłam się pod kołdrę, ale czułam, jak moje ciało pulsuje napięciem. Przymknęłam oczy, ale obraz Kacpra nie znikał „Wystarczyłby jeden krok” – myślałam. – „Jedno skinienie głowy. Ale jeśli to zrobię… już nie wrócę.”
Nienawidziłam go i tęskniłam
Następny dzień był jak zły żart. Wszystko wyglądało normalnie. Za normalnie. Dawid przygotował śniadanie, całował mnie w czoło, opowiadał, jak bardzo lubi tę ciszę w górach. A ja byłam cicho, bo wszystko we mnie krzyczało. Kacper się wycofał. Unikał spojrzeń, rozmawiał tylko z Dawidem, mnie traktował, jakbyśmy byli zupełnie obcy. Jeszcze wczoraj patrzył na mnie tak, jakby znał wszystkie moje sekrety. Dziś – jakbym była powietrzem. Zniosłam to do popołudnia. Kiedy Dawid wyszedł na spacer, podeszłam do Kacpra, który coś rąbał przy drewutni.
– Co ty wyprawiasz? – zapytałam prosto, bez ceregieli.
– Nie rozumiem – mruknął, nie odrywając wzroku od siekiery.
– Mówiłeś, że nie możemy nic czuć. A potem patrzysz na mnie tak, jakbyś chciał ze mną zostać na zawsze.
Zamarł.
– Bo chciałem, ale nie mogę ci tego zabrać. Masz swoje życie, Julia. Swój świat. Nie mogę wejść do niego tylko po to, żeby go rozwalić.
– Już go rozwaliłeś – syknęłam. – Ale przynajmniej bądź w tym uczciwy. Nie graj obojętnego.
Podniósł wzrok. Po raz pierwszy tego dnia.
– Nie jestem obojętny. Właśnie dlatego muszę się wycofać.
Odwróciłam się bez słowa. Nienawidziłam go. I tęskniłam za nim jednocześnie. Wieczorem Natalia wysłała SMS-a: „Jutro będę rano. Czekajcie z kolacją”. Nie odpowiedziałam. Po prostu zgasiłam lampkę i leżałam w ciemności. Kacper był w pokoju obok. Czułam jego obecność. Ale między nami była teraz ściana. I może to właśnie ta ściana najbardziej bolała.
Pocałowałam go mocno
Natalia wpadła do domku z naręczem prezentów i gwarą, która na chwilę zmyła napięcie. Śmiała się, opowiadała o zasypanej drodze i dramacie z bagażem. Kacper i ja graliśmy swoje role. Uśmiechy, zdawkowe spojrzenia, ukradkowe uniki. Dawid nic nie podejrzewał.
– Ale tu cudnie – zachwycała się Natalia. – I wy tacy spokojni, jakbyście żyli tu od zawsze!
Nie wiedziała, że pod stołem moje dłonie trzęsły się z napięcia. Po kolacji wymknęłam się z domu. Deszcz mieszał się ze śniegiem. Szłam ścieżką na tyłach domku, zupełnie nie wiedząc, dokąd. I wtedy usłyszałam za sobą kroki.
– Julia... – To był Kacper.
Odwróciłam się. Mokre włosy kleiły się do jego czoła.
– Nie powinniśmy – wyszeptałam, zanim cokolwiek powiedział.
– Ale ja już to czuję, Julia. I nie umiem przestać.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, która trwała całą wieczność. A potem go pocałowałam. Mocno. Tak, jakby ten pocałunek mógł cofnąć czas albo uratować świat. Po chwili się odsunęłam.
– To koniec, Kacper. Nie zobaczymy się już – powiedziałam cicho, bardziej do siebie niż do niego.
Nie odpowiedział. Tylko skinął głową. Tak, jakby wiedział, że już wszystko zostało powiedziane. Wracając do domu, czułam się, jakbym zostawiła za sobą całe życie. I to dawne, i to, które mogło się wydarzyć, ale nie miało odwagi.
Julia, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Żona zdradziła mnie z moim bratem, a w sylwestra usiedliśmy przy 1 stole. Robiło mi się niedobrze na ich widok”
- „Mąż kazał mi się wynosić, gdy wyszło na jaw, co zrobiłam w sylwestra. To nie była tylko moja wina”
- „Mąż stale podbiera pieniądze z mojego portfela. Jeśli myślał, że całe życie będę go sponsorować, to się przeliczył"