„Poszłam na randkę w ciemno, ale znaliśmy się nie tylko z widzenia. Serce pragnęło, ale ja bałam się powtórki z rozrywki”
„Drzwi otworzyły się, a ja nerwowo poprawiłam włosy, udając, że nie zwracam uwagi. Przez chwilę miałam nadzieję, że to będzie ktoś zupełnie nieznajomy, ktoś, kogo twarz nie wzbudzi we mnie żadnych skojarzeń ani wspomnień. Jednak kiedy zobaczyłam jego sylwetkę, poczułam ukłucie niepokoju”.

- Redakcja
Nie planowałam niczego na Walentynki. Od kilku miesięcy byłam sama, a wszelkie historie miłosne z mojego życia przypominały raczej kiepskie komedie niż romanse. Kiedy więc koleżanka zaproponowała mi udział w randce w ciemno organizowanej w małej kawiarni na końcu miasta, na początku wyśmiałam ten pomysł. Jednak samotność, którą czułam w ostatnim czasie, i pewna przewrotna ciekawość sprawiły, że po kilku godzinach wahania dałam się namówić. Powiedziałam sobie, że to tylko zabawa – przecież nikt nie oczekuje od takiej randki miłości od pierwszego wejrzenia. Chciałam oderwać się od codziennej rutyny i zobaczyć, czy jeszcze potrafię z kimś swobodnie rozmawiać, choćby przez godzinę. Nie miałam pojęcia, że tej nocy spotkam przy stoliku osobę, z którą łączyło mnie coś o wiele bardziej skomplikowanego niż przypadkowa sympatia.
Czuć było nerwową energię
Ostatnie tygodnie były u mnie dość monotonne – praca, dom, powtarzalne wieczory z serialem albo książką, a telefony od znajomych coraz częściej zbywałam byle wymówką. Kiedy Basia, moja współlokatorka, oznajmiła pewnego wieczoru, że w naszej ulubionej kawiarni szykuje się walentynkowa randka w ciemno, prychnęłam z rozbawieniem. Uważałam, że to coś żenującego i nie dla mnie. Przez kilka godzin jednak nie dawało mi to spokoju – myśl, że można pójść i pobawić się kosztem cudzych nieudanych randek, zaczęła mnie niebezpiecznie kusić.
W końcu, kiedy Basia już prawie wychodziła z domu, zaczęłam kombinować, co na siebie włożyć. Starałam się udawać, że nie zależy mi na tym spotkaniu, chociaż od środka coś mnie dziwnie korciło– może ciekawość, może potrzeba potwierdzenia, że wciąż jestem „w obiegu”. Na miejscu okazało się, że zebrało się sporo samotnych dusz, które podobnie jak ja szukały chyba bardziej przygody niż prawdziwego uczucia. Organizatorzy rozdawali karteczki z numerkami, a w powietrzu czuć było nerwową energię.
– Nie stresuj się, najgorzej będzie przez pierwsze pięć minut – szepnęła Basia, popychając mnie w stronę stolika z moim numerem.
Czułam się jak nastolatka. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że zaraz wydarzy się coś, czego nie będę umiała kontrolować.
Napięcie rosło niemożliwie
W kawiarni panował półmrok, a światło świec i ciche dźwięki jazzu nadawały temu miejscu aurę tajemniczości. Goście kręcili się nerwowo, niektórzy udawali pewność siebie, inni maskowali skrępowanie wymuszonym śmiechem. Rozejrzałam się wokół, szukając stolika z przypisanym mi numerem. Po drodze minęłam grupkę dziewczyn, które z przejęciem poprawiały włosy i szeptały sobie do ucha ostatnie uwagi. Poczułam lekkie ukłucie zazdrości – one chyba naprawdę wierzyły, że dziś wydarzy się coś niezwykłego.
Usiadłam przy małym, okrągłym stoliku ustawionym pod ścianą, w kącie kawiarni. Przede mną leżała kartka z napisem „Stolik 7” i kieliszek prosecco, który miał chyba dodać odwagi. Spoglądałam ukradkiem na drzwi, podświadomie oceniając każdego wchodzącego mężczyznę. W powietrzu unosiła się mieszanka perfum, świeżo parzonej kawy i czegoś jeszcze – ekscytacji? Strachu? Organizatorka, uśmiechnięta brunetka z czerwonym serduszkiem na bluzce, podeszła do mojego stolika.
– Twój towarzysz zaraz powinien być – mrugnęła porozumiewawczo. – Tylko pamiętaj, zero oceniania po pierwszych trzech minutach, dobra?
Uśmiechnęłam się lekko, ukrywając niepokój. Czułam, że z każdą sekundą narasta we mnie napięcie. „Co ja tu robię?” – przeszło mi przez głowę, ale nim zdążyłam uciec, drzwi kawiarni znowu się otworzyły.
Los z nas sobie zadrwił
Drzwi otworzyły się, a ja nerwowo poprawiłam włosy, udając, że nie zwracam uwagi. Przez chwilę miałam nadzieję, że to będzie ktoś zupełnie nieznajomy, ktoś, kogo twarz nie wzbudzi we mnie żadnych skojarzeń ani wspomnień. Jednak kiedy zobaczyłam jego sylwetkę, poczułam ukłucie niepokoju. Mężczyzna zatrzymał się na środku sali i rozejrzał, jakby czegoś szukał. Miałam dziwne wrażenie, że znałam sposób, w jaki przeczesuje wzrokiem pomieszczenie, jak marszczy czoło. Wstałam lekko, by upewnić się, że to nie żart mojej wyobraźni. On spojrzał prosto na mnie, a w jego oczach pojawił się cień zaskoczenia, zaraz potem coś w rodzaju zakłopotania. Mój puls przyspieszył.
– Cześć… – odezwał się w końcu, podchodząc do stolika, jakby nie mógł uwierzyć w to, co widzi. – To naprawdę ty?
Głos miał cichszy niż zapamiętałam. Stał przede mną mój były chłopak – Michał. Człowiek, z którym przez dwa lata dzieliłam wszystko: mieszkanie, plany, porażki i te kilka chwil, gdy naprawdę wierzyłam w szczęście.
– No proszę, życie jednak lubi sobie z nas zadrwić – rzuciłam, starając się ukryć zmieszanie.
– Wyglądasz… dobrze – powiedział, siadając naprzeciwko. Czułam, jak powietrze między nami staje się cięższe z każdą sekundą.
Nie mogłam w to uwierzyć
Siedzieliśmy naprzeciw siebie, trzymając w dłoniach kieliszki, jakby miały nas ochronić przed niezręcznością tej sytuacji. Każdy ruch, każde spojrzenie wydawało się zbyt głośne w porównaniu do cichej muzyki w tle. Próbowałam skupić się na czymś neutralnym – świecy, która wypalała się powoli, na ludziach za szybą, którzy nie mieli pojęcia, jakie dziwne spotkanie właśnie się tutaj rozgrywa.
– Dawno się nie widzieliśmy – Michał odezwał się pierwszy, patrząc na mnie z mieszaniną ciekawości i ostrożności. – Jak ci się żyje bez moich porannych narzekań?
Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się niepewnie.
– Lepiej dziękuję. Dobrze mi też bez twoich niekończących się planów na przyszłość, których nigdy nie realizowałeś – odparłam, bardziej żartem niż złośliwie.
Cisza znów zapanowała przy naszym stoliku, choć wyczuwałam w niej drżenie dawnych emocji, wspomnień, które ukrywaliśmy głęboko pod maską dystansu. Przez chwilę chciałam zapytać, dlaczego się rozstaliśmy, czy naprawdę wszystko już między nami wygasło. On chyba wyczuł moje myśli, bo nagle przysunął się nieco bliżej.
– Myślisz czasem o tym, co by było, gdyby…? – spytał cicho.
Odwróciłam wzrok. W takich momentach człowiek boi się odpowiedzi bardziej niż pytań.
Zbyt szybko się poddałam
Michał zapatrzył się na mnie, jakby szukał w mojej twarzy odpowiedzi, której sam nie umiał sobie udzielić. Próbowałam zmienić temat, ale każde pytanie, każde półsłówko i tak prowadziło nas w stronę dawnych spraw. Przypomniałam sobie, jak często śmialiśmy się razem – czasem z drobiazgów, czasem z naszych własnych niepowodzeń. Teraz śmiech wybrzmiewał między nami nieśmiało, jakbyśmy oboje próbowali przełamać tę gęstą atmosferę.
– Pamiętasz, jak zgubiliśmy się na Mazurach i musieliśmy spać w aucie, bo był taki deszcz? – Michał uśmiechnął się lekko, a w jego oczach na moment pojawiła się beztroska sprzed lat.
– Jak mogłabym zapomnieć? Twierdziłeś, że kompas w telefonie „na pewno działa”, a rano okazało się, że byliśmy kilometr od naszej kwatery – odpowiedziałam, śmiejąc się mimo woli.
Na moment naprawdę zapomnieliśmy o tym, jak bardzo zraniliśmy się nawzajem przy rozstaniu. Jednak pod powierzchnią śmiechu czułam, że każde z nas wciąż coś sobie wyrzuca. On – że nie umiał ze mną rozmawiać, ja – że zbyt szybko się poddałam.
Nagle Michał ściszył głos:
– Zastanawiasz się czasem, czy mogliśmy wszystko inaczej rozegrać?
Znowu poczułam to znajome ukłucie w sercu.
Coś się we mnie zmieniło
Wieczór dobiegał końca, a ja wciąż czułam dziwne napięcie pod żebrami – mieszaninę wzruszenia, żalu i czegoś na kształt ulgi. Randka, która miała być ślepym spotkaniem z obcym, okazała się konfrontacją z przeszłością. Przez całą rozmowę próbowałam się przekonać, że to przypadek, że to tylko śmieszna anegdota do opowiadania przyjaciółkom, a jednak coś we mnie się zmieniło. Może dlatego, że zobaczyłam w Michała oczach zupełnie inną osobę niż tę, którą pamiętałam z naszych najgorszych kłótni. On z kolei wyglądał, jakby pierwszy raz od dawna chciał coś naprawić, choć nie potrafił już znaleźć słów.
– Może spróbujemy jeszcze raz? – zapytał nieoczekiwanie, wyciągając do mnie dłoń, jakby chciał zaprosić mnie nie tylko do wyjścia z kawiarni, ale też do czegoś więcej.
Patrzyłam na niego długo, w głowie przewijały mi się obrazy: śmiech, łzy, rozczarowania, ciche dni i te drobne chwile czułości, które gubiły się w codzienności. Wiedziałam, że nie jestem już tą samą osobą co wtedy, a on pewnie też się zmienił. Zamiast odpowiedzieć, delikatnie cofnęłam rękę.
– Potrzebuję czasu, żeby poukładać sobie wszystko w głowie – powiedziałam szczerze.
Tego wieczoru pierwszy raz od dawna poczułam, że nie muszę już uciekać ani przed przeszłością, ani przed sobą.
Oliwia, 31 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Walentynki 2026 miały być datą moich zaręczyn. Niestety zamiast brylantu mój chłopak zafundował mi upokorzenie życia”
- „Chciałam, żeby mąż mnie zaskoczył romantycznym gestem w walentynki. Dostałam perfumy z dyskontu i gorzkie rozczarowanie”
- „Ukochana pogardziła bukietem róż na walentynki, więc dostała figę z makiem. Nie wiem, czemu teraz chodzi obrażona”