Reklama

Zawsze myślałam, że miłość polega na tym, żeby stać po tej samej stronie, nawet gdy grunt usuwa się spod nóg. Gdy mój mąż wpadł w finansowe kłopoty, nie wahałam się ani chwili. Oddałam coś, czego przysięgałam nigdy nie ruszać – pamiątkę po babci. Wierzyłam, że ratuję naszą przyszłość. Nie przypuszczałam, że tak naprawdę kupuję sobie samotność.

Twoje problemy są moimi

Biżuteria leżała w drewnianej szkatułce wyściełanej granatowym aksamitem. Otworzyłam ją powoli, jakby w środku spało coś kruchego. Pierścionek z małym szafirem, cienki łańcuszek i kolczyki, które babcia nosiła na każdą ważniejszą okazję.

– Jesteś pewna? – zapytała cicho moja mama, stojąc w drzwiach kuchni. – To jedyne, co po niej masz.

– Damian potrzebuje teraz wsparcia – odpowiedziałam, starając się brzmieć pewnie. – To tylko rzeczy. Najważniejsze, żebyśmy wyszli na prostą.

Damian od kilku miesięcy prowadził firmę, która nagle zaczęła przynosić straty. Najpierw mówił, że to chwilowe. Potem, że kontrahent nie zapłacił. W końcu przyznał, że jeśli szybko nie zdobędzie większej sumy, wszystko się rozsypie. Pamiętam wieczór, gdy siedział przy stole z twarzą ukrytą w dłoniach.

– Nie chcę cię w to wciągać – powiedział wtedy. – To mój problem.

Jesteśmy małżeństwem – odpowiedziałam. – Twoje problemy są moimi.

Sprzedając te rzeczy czułam się tak, jakbym zdradzała własną babcię. Mężczyzna za ladą oglądał kolczyki pod światło.

– Ładna robota. Dziś już takich nie robią – mruknął. – Mogę zaproponować tyle.

Kwota była niższa, niż się spodziewałam, ale kiwnęłam głową. Gdy wyszłam na ulicę, miałam wrażenie, że jestem lżejsza i jednocześnie czegoś mi brakuje. Damian przytulił mnie, gdy wręczyłam mu potwierdzenie przelewu.

Nie zapomnę ci tego – wyszeptał. – Obiecuję, że to się zwróci. Zobaczysz, jeszcze będziemy się z tego śmiać.

Chciałam mu wierzyć. Przez kilka kolejnych tygodni żyłam nadzieją. Damian częściej wychodził, twierdząc, że spotyka się z nowymi klientami. Wracał późno, zmęczony, ale podekscytowany.

– Jest światełko w tunelu – mówił, całując mnie w czoło. – Jeszcze chwila.

Ostatni przelew zrobiłam w piątek wieczorem. Sprzedałam pierścionek z szafirem, ten, który babcia dostała od dziadka na czterdziestą rocznicę ślubu. Patrzyłam na ekran komputera, gdy znikały ostatnie oszczędności.

– To już wszystko – powiedziałam cicho.

Damian spojrzał na mnie dziwnie, jakby chciał coś dodać, ale tylko skinął głową.

– Dziękuję, Aniu. Naprawdę.

Nie zauważyłam wtedy, że w jego oczach nie było ulgi. Było coś innego. Coś, czego jeszcze nie umiałam nazwać.

To nie jest takie proste

Zmiana przyszła szybciej, niż się spodziewałam. W poniedziałek wróciłam z pracy wcześniej, bo odwołano spotkanie. W mieszkaniu panowała cisza. Na stole w salonie leżał telefon Damiana. Ekran rozświetlił się nagle, jakby specjalnie czekał na mój powrót. „Tęsknię. Kiedy w końcu powiesz jej prawdę?” Zamarłam. Nie musiałam czytać nic więcej, żeby zrozumieć sens. Serce zaczęło mi bić tak głośno, że zagłuszało wszystkie myśli. Przez chwilę stałam bez ruchu, jakby to był nie mój dom, nie moje życie. Drzwi wejściowe trzasnęły. Damian wszedł do przedpokoju, ściągając kurtkę.

– O, jesteś już? – zapytał zaskoczony. – Myślałem, że wrócisz później.

Podniosłam telefon i pokazałam mu ekran.

– Kim ona jest?

Zbladł. Przez moment milczał, a potem westchnął, jakby był zmęczony rozmową, która dopiero miała się zacząć.

– Ania… To nie jest takie proste.

– Więc spróbuj wytłumaczyć prosto – odpowiedziałam, czując, jak drży mi głos. – Bo ja już naprawdę nie mam siły na zagadki.

Usiadł na krześle. Nie patrzył na mnie.

– Poznałem ją kilka miesięcy temu. To miało być tylko zawodowe spotkanie. Potem zaczęliśmy rozmawiać częściej… Zrozumiałem, że czegoś mi brakuje.

Te słowa zabolały bardziej niż sama wiadomość.

– Czego? – zapytałam cicho. – Czego ci brakowało, Damian?

Wzruszył ramionami.

– Spokoju. Kogoś, kto nie będzie ciągle pytał o rachunki, o terminy, o przyszłość. Przy niej czuję się lżej.

Zaśmiałam się krótko, choć wcale nie było mi do śmiechu.

– Sprzedałam nawet rodzinne pamiątki, by ci pomóc. A ty robisz mi coś takiego?

Wtedy w końcu na mnie spojrzał.

– Nie prosiłem cię o to, nie chciałem, żebyś to robiła. Sama się uparłaś.

Te słowa były jak zimny prysznic. Przez tyle tygodni powtarzałam sobie, że jesteśmy drużyną. Że walczymy razem. A on właśnie wymazał wszystko jednym zdaniem.

Nie chodziło tylko o pieniądze

– Więc to moja wina? – wyszeptałam.

Nie o to chodzi. Po prostu… zakochałem się.

W pokoju zapadła cisza. Stałam naprzeciwko człowieka, którego wybrałam na męża, i nagle czułam się obca. Jakbym była tylko przystankiem w jego drodze do czegoś „lżejszego”.

– I co teraz? – zapytałam po chwili.

Damian wstał i podszedł do szafy w przedpokoju.

– Wyprowadzę się. To będzie uczciwsze.

Patrzyłam, jak wyciąga walizkę. Każdy ruch był spokojny, prawie obojętny. Jakby pakował się na służbowy wyjazd, nie z naszego życia.

– A pieniądze? – wyrwało mi się. – To wszystko, co sprzedałam?

Zatrzymał się na moment.

– Oddam ci, kiedy stanę na nogi.

Nie odpowiedziałam. Wiedziałam już, że nie chodziło tylko o pieniądze. Chodziło o to, że sprzedałam kawałek własnej historii dla kogoś, kto właśnie zamykał za sobą drzwi. Gdy wyszedł, mieszkanie wydało mi się nienaturalnie duże. Usiadłam na podłodze w salonie i pozwoliłam sobie na łzy, których przy nim nie uroniłam. Wtedy dotarło do mnie coś jeszcze. Ta wiadomość przyszła w poniedziałek. A ja ostatni przelew zrobiłam w piątek. Zbyt idealny zbieg okoliczności.

Na co poszły moje pieniądze?

Kilka tygodniu później dowiedziałam się od wspólnego znajomego, że mój mąż zamieszkał ze swoją kochanką razem. Podobno wynajęli apartament w luksusowej dzielnicy. Zdziwiłam się, bo przecież miał ogromne problemy finansowe. Przynajmniej tak mówił. Znalazłam jej profil w mediach społecznościowych. Faktycznie, chwaliła się na zdjęcia urządzaniem nowego, wspólnego gniazdka. Wtedy zrozumiałam, że moje pieniądze nie były mu potrzebne na zobowiązania, ale po to, by rozpocząć nowe życie. Nie mogłam sobie podarować, że byłam aż tak naiwna, że tak łatwo dałam się zmanipulować. Czułam, jak podłoga usuwa mi się spod nóg.

– A więc to na to idą moje pieniądze? Na ich wspólny kącik.

Tego samego popołudnia zadzwoniłam do Damiana.…

– Musimy się pilnie spotkać.

Umówiliśmy się w kawiarni. Przyszedł punktualnie, wyglądał na zakłopotanego.

– Dlaczego chciałaś się zobaczyć?

– Chyba masz mi coś do wyjaśnienia.

– Myślałem, że już wszystko sobie powiedzieliśmy.

– Nie, ty zapomniałeś o jednej ważnej kwestii. Na co poszły moje pieniądze?

Nie wiem, o co ci chodzi. Przecież mówiłem, że byłem w kropce i że oddam ci, jak tylko się pozbieram.

– A może pieniądze były ci jednak potrzebne na wasze wspólne gniazdko? Wynajem w takiej okolicy ładnie kosztuje.

Spuścił głowę.

– Chyba właśnie zaczęłam rozumieć więcej, niż byś chciał – dodałam chłodno.

Siedziałam naprzeciwko niego i po raz pierwszy od wielu dni poczułam coś innego niż rozpacz. Złość. I determinację.

Wierzyłam, że ratuję męża

W końcu popatrzył na mnie tak, jakby próbował szybko wymyślić kolejną wersję wydarzeń. Jeszcze kilka dni wcześniej pewnie by mu się udało. Teraz jednak nie było już na to szans.

– Potrzebowałem tej kasy na nowy start. Na nowe życie. Potrzebowałem środków, żeby wynająć mieszkanie i… zacząć od nowa.

– Czyli mnie oszukałeś – powiedziałam cicho. – Ja wierzyłam, że ratuję męża. A ty już budowałeś swoją przyszłość z nią.

Cisza była odpowiedzią. W tamtej chwili coś we mnie pękło, ale nie była to rozpacz.

– Czekam na zwrot pieniędzy, masz czas do końca tygodnia.

Damian uniósł głowę gwałtownie.

– Chcesz się zemścić?

– Nie – odpowiedziałam spokojnie. – Chcę odzyskać to, co mi zabrałeś, moje rodzinne pamiątki.

– Albo oddasz pieniądze albo zajmę się tym oficjalnie.

Patrzył na mnie bezradnie. Po raz pierwszy nie był pewny siebie. Gdy wychodziłam z kawiarni, czułam się dziwnie lekko. Nie odzyskam biżuterii babci ani lat, które mu poświęciłam. Ale odzyskałam coś ważniejszego: poczucie, że nie pozwoliłam, by ktoś bezkarnie potraktował mnie jak wygodne rozwiązanie.

Teraz jestem już po rozwodzie. Damian zwrócił mi wszystkie pieniądze. W mieszkaniu zrobiłam mały remont. W miejscu, gdzie stała szkatułka po babci, postawiłam ramkę z jej zdjęciem. Uśmiechała się na nim tak, jakby wiedziała, że w końcu zrozumiałam jej najważniejszą lekcję – że wartość kobiety nie zależy od tego, ile jest w stanie poświęcić dla kogoś, kto tego nie docenia. Czasem myślę o kolczykach babci. O tym, jak błyszczały w świetle lampy. I choć żałuję, że je sprzedałam, wiem, że zapłaciłam nimi za coś cennego – za prawdę.

Anna, 38 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama