„Pożyczyłam siostrze 50 tysięcy, bo przecież rodzeństwu trzeba pomagać. Przepadła bez śladu, a ja zostałam z niczym”
„Pożyczyłam jej pieniądze, bo była moją siostrą. Zawsze powtarzała, że rodzina jest najważniejsza, a ja jej wierzyłam. Kiedy więc zadzwoniła zapłakana i poprosiła o pożyczkę, nie zastanawiałam się długo. Przelałam jej pięćdziesiąt tysięcy złotych z własnych oszczędności, które odkładałam przez lata. Obiecała oddać po kilku miesiącach. Mijał rok, a ona przestała odbierać moje telefony”.

- Redakcja
Czułam się jak idiotka, wykorzystana i upokorzona przez siostrę. Wiedziała, że nie jestem bogata, że ta suma wiele dla mnie znaczy. Z każdą nieodebraną rozmową narastała we mnie złość. Wiedziałam, że nie mogę jej odpuścić. Nie tym razem.
Siostra w potrzebie
– Dobrze, że jesteś... – powiedziała, nie patrząc mi w oczy.
Stała w progu mojego mieszkania, blada, z rozmazanym makijażem i dłońmi zaciśniętymi na pasku torebki. Wyglądała jak ktoś, kto nie spał od kilku nocy. A może po prostu dobrze grała.
– Co się stało? – zapytałam, chociaż domyślałam się, że nie przyszła pogadać o pogodzie.
Weszła bez słowa, usiadła na kanapie i zaczęła płakać. Cicho, jakby się wstydziła tych łez.
– Zbyszek mnie zostawił – wyjęczała. – Wzięłam kredyt na jego firmę. Teraz zostałam z długami i alimentami na głowie.
Westchnęłam. Słyszałam już o takich historiach, ale nigdy nie spodziewałam się, że to przytrafi się mojej siostrze. Nie była idealna, miała słabość do mężczyzn i ryzykownych decyzji, ale była rodziną. A rodzinie się pomaga, prawda?
– Ile potrzebujesz? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
– Pięćdziesiąt tysięcy. Na spłatę najpilniejszych rat i prawnika. Oddam ci wszystko za pół roku. Przysięgam na życie moich dzieci – dodała, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
Tym zdaniem mnie rozbroiła. Miała dwójkę dzieci, które znałam i kochałam. Jak mogłam odmówić? Zresztą, znała mnie na wylot. Wiedziała, że jak w grę wchodzi dobro dzieci, nie potrafię być twarda.
– Dobrze. Pomogę ci – powiedziałam, wchodząc w coś, co miało się okazać najgorszą decyzją w moim życiu.
Przecież pomagam siostrze
Przelew zrobiłam jeszcze tego samego dnia. Pięćdziesiąt tysięcy złotych, które trzymałam na koncie oszczędnościowym, zniknęło jednym kliknięciem. Patrzyłam chwilę na potwierdzenie transakcji, czując coś w rodzaju niepokoju. Tłumiłam go jednak – przecież pomagałam siostrze.
– Dzięki, naprawdę nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła – powiedziała przez telefon wieczorem. – Spiszę ci wszystko, żebyś miała czarno na białym. I oddam z procentem.
– Nie trzeba żadnych procentów, to nie jest kredyt – rzuciłam, próbując się zaśmiać, choć wcale nie było mi do śmiechu.
– Jesteś złotem, serio. Odpracuję to. Może znajdę coś dodatkowego, może Zbyszek coś dorzuci. Dam radę.
Zaczęła mówić szybko, jakby próbowała mnie zagadać, przekonać, że wszystko ma pod kontrolą. Słuchałam jej, ale myślami byłam już gdzie indziej – przy rachunkach, planowanym remoncie łazienki, moich wakacjach, które miałam sobie zafundować po latach odkładania każdego grosza.
Minął miesiąc, potem drugi. Siostra zadzwoniła raz, może dwa, rzuciła, że „jeszcze chwilka”, że „prawnik przeciąga”, że „sąd coś zawalił”. Nie dopytywałam, ufałam.
Po trzech miesiącach zaczęłam się niepokoić. Zadzwoniłam – nie odebrała. Napisałam wiadomość – cisza. Dopiero wtedy pierwszy raz poczułam w żołądku ucisk. Taki, który mówi ci, że coś jest bardzo nie tak.
Postanowiłam do niej pojechać
Zaczęłam dzwonić częściej. Rano, wieczorem, nawet w środku dnia, kiedy wiedziałam, że powinna być w pracy. Czasem słyszałam sygnał, czasem automatyczną sekretarkę. Nie oddzwaniała. Nie odpowiadała na wiadomości. Po tygodniu takiej ciszy postanowiłam do niej pojechać.
Mieszkała w kawalerce w starej kamienicy, którą wynajmowała od kilku miesięcy. Gdy zapukałam, usłyszałam za drzwiami odgłosy – telewizor, kroki, coś jakby dziecięcy śmiech. Nacisnęłam dzwonek raz, drugi. W końcu drzwi się uchyliły.
– O, hej... – powiedziała zdziwiona, jakby nie spodziewała się mnie nigdy już zobaczyć.
– Czemu nie odbierasz? – spytałam bez owijania w bawełnę.
– No wiesz, miałam trochę na głowie. Sąd, dzieci, praca… – wymamrotała, zerkając za siebie do mieszkania. – Wejdziesz?
Weszłam. W środku zastałam bałagan, dzieci bawiące się na podłodze i zapach przypalonego jedzenia. Na stole stała nowa konsola do gier.
– A to? – zapytałam, wskazując głową na sprzęt.
– Zbyszek kupił dzieciom. Jakimś cudem się dorzucił. Pożałował w końcu.
Pokiwałam głową. Nie chciałam się kłócić przy dzieciach. Przyszłam po konkrety.
– Kiedy planujesz oddać pieniądze?
Zamilkła. Zaczęła zbierać kubki ze stołu.
– Wiesz, teraz to ciężko... Przedłużyło się. Ale pamiętam, że jestem winna. Nie musisz tak naciskać.
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam już, że to nie koniec. A raczej – dopiero początek.
Dam jej nauczkę!
Mijały kolejne tygodnie, a kontakt z siostrą znów się urwał. Czułam się jak natrętka, która musi się upominać o coś, co powinna dostać z powrotem bez przypominania. Raz zadzwoniłam z innego numeru. Odebrała od razu.
– Halo?
– Cześć, to ja. No proszę, jednak telefon działa – powiedziałam chłodno.
– Przestraszyłam się, że to z pracy... – wymamrotała. – O co chodzi?
– Wiesz dobrze, o co chodzi. Albo oddajesz pieniądze, albo robimy z tym porządek inaczej.
– Czyli jak? Doniesiesz na mnie do sądu? Jesteśmy rodziną!
– Byłyśmy rodziną. Teraz jesteś dla mnie dłużniczką, która mnie okradła.
– Serio? Przesadzasz.
– Nie. Przesadzam od roku. Ty przez ten czas zdołałaś mnie zignorować, zlekceważyć i okłamać. I jeszcze robisz z siebie ofiarę. Dosyć.
Rozłączyła się. Zaczęłam pisać do niej maile, wiadomości na telefon, zostawiałam komentarze pod jej zdjęciami. Publiczne. Żeby wiedziała, że nie dam za wygraną. Żeby wstyd zaczynał ją dopadać tam, gdzie lubiła się pokazywać.
Nie odpowiadała, ale widziałam, że usuwała komentarze. Coś ją jednak ruszyło, skoro jeszcze tego samego dnia zadzwoniła nasza wspólna kuzynka.
– Nie przesadzasz? Tak publicznie? Może daj jej trochę czasu?
– Miałaś rok. I moje zaufanie. Oba się skończyły.
Zaczęłam szykować się do czegoś, czego wcześniej bym się po sobie nie spodziewała.
Stanęłam tam z kartką prawdy
W niedzielę rano wyszłam z domu w czerwonym płaszczu i z miną, której nikt nie odważyłby się zatrzymać. Poszłam na osiedlowy rynek. Wiedziałam, że tam ją spotkam – w okolicy było tylko jedno tanie warzywniaki, a ona lubiła „łapać promocje”. Stanęłam przy wejściu, czekając. Trzymałam w dłoni kartkę, na której dużymi literami napisałam:
"Moja siostra pożyczyła ode mnie 50 tysięcy i nie chce oddać. Nie odbiera telefonów. Znasz ją? Przypomnij jej, że długi się spłaca".
Nie musiałam długo czekać.
– Co ty wyprawiasz?! – warknęła, podchodząc do mnie, z siatkami w rękach.
– Przypominam ci o uczciwości. Może skoro nie działa dyskrecja, zadziała wstyd.
– Zgłupiałaś?! Zawstydzasz mnie przy ludziach?!
– Ty mnie zawstydziłaś. Przez ciebie musiałam zrezygnować z planów, tłumaczyć się przed rodziną, udawać, że wszystko gra. A ty po prostu się wyłączyłaś.
Kilka osób zatrzymało się obok. Zaczęli się przysłuchiwać.
– Ludzie, to moja siostra. Pożyczyłam jej 50 tysięcy złotych. Ani grosza nie oddała. Może teraz jej się przypomni, że uczciwość też coś znaczy.
– Przestań! – syknęła. – Później pogadamy!
– Nie ma później. Teraz. Albo pieniądze, albo zrobi się jeszcze głośniej.
Widziałam, jak czerwienieje. Duma ją parzyła, ale zaczynała rozumieć, że to nie żarty. Wreszcie się przestraszyła.
Nie chcę takiej siostry
Po tej scenie nie odezwała się przez kilka dni. Myślałam, że może jednak zareaguje – przeleje chociaż część, napisze cokolwiek. Zamiast tego... zablokowała mnie wszędzie. Media społecznościowe, telefon, nawet na komunikatorze zniknęła jej ikonka. Zaczęłam się śmiać. Prawdziwie. Ironicznie. Bo oto moja „siostra” zamiast oddać pieniądze, postanowiła udawać, że nie istnieję. Jakby mogło to zatrzeć dług, który na zawsze będzie między nami.
Ludzie mówili różnie. Jedni uważali, że posunęłam się za daleko. Inni – że powinnam tak zrobić dużo wcześniej. Mama płakała, jak się dowiedziała. Babcia powiedziała, że rodziny się nie rozlicza. Ale nikt z nich nie dawał mi tych pieniędzy, nikt nie musiał z ich powodu zrezygnować z życia, marzeń, bezpieczeństwa. A moja siostra, ta z którą dzieliłam dzieciństwo, teraz zachowywała się jak obca.
Czy bolało? Oczywiście. Nie chodziło nawet o pieniądze. Chodziło o to, że przestałam być kimś ważnym. Że byłam dobra tylko wtedy, gdy byłam potrzebna. A jak już przelałam pieniądze, to mogłam zniknąć. Zamiast wdzięczności dostałam ciszę. Zamiast rozmowy – blokadę.
Nigdy nie odzyskałam tych pięćdziesięciu tysięcy. I nigdy już nie nazwałam jej siostrą. Bo rodzina to nie tylko krew. To też pamięć o tym, kto podał ci rękę, gdy tonęłaś. A ona tę rękę ugryzła.
Marzena, 41 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie wiedziałam, jak się zabrać za karpia w galarecie. I wtedy teściowa zdradziła mi sekretny przepis prababci z Kresów”
- „Poznaliśmy się na parkingu, gdy nasze auta nie chciały odpalić. Za to nasze serca zapłonęły gorącym uczuciem”
- „Przez 40 lat nie miałam zbyt wielkich ambicji, ale potem możliwości się otworzyły. Pokazałam wszystkim swoją wartość”