„Przez lata żyłem samotnie, a zimą tulił mnie tylko ciepły koc. Na starość znalazłem kogoś, kto ogrzał moje serce”
„Samotność była jak stary, trochę znoszony płaszcz: niezbyt elegancki, ale swój, zapewniający dziwne poczucie bezpieczeństwa. Nie miałem wtedy pojęcia, że to się może zmienić. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że jedna przypadkowa osoba zburzy ten mój idealnie poukładany świat. A cisza, którą wcześniej tak lubiłem, nagle stanie się czymś nie do zniesienia.

- Redakcja
Lubiłem swoje samotne popołudnia w kawiarni na rogu. Tak już miałem: czułem się lepiej w towarzystwie książki i delikatnego szumu ekspresu niż wśród ludzi, którzy udają zainteresowanie rozmową tylko po to, by zagłuszyć własne myśli. Zazwyczaj siadałem przy tym samym stoliku pod oknem, na krześle, które z czasem wyrobiło się pod moim ciężarem, jakby akceptując moją obecność. Było mi wygodnie z tą rutyną – wiedziałem, że nikt mnie nie zaczepi, nie zapyta, czy może się dosiąść, nie przerwie rozdziału w kluczowym momencie.
Samotność była jak stary, trochę znoszony płaszcz: niezbyt elegancki, ale swój, zapewniający dziwne poczucie bezpieczeństwa. Nie miałem wtedy pojęcia, że to się może zmienić. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że jedna przypadkowa osoba zburzy ten mój idealnie poukładany świat. A cisza, którą wcześniej tak lubiłem, nagle stanie się czymś nie do zniesienia.
Czułem w powietrzu napięcie
Tamtego dnia nie planowałem żadnych rewolucji. Zamówiłem swoją ulubioną kawę, rozsiadłem się jak zwykle z książką i już miałem zanurzyć się w lekturze, gdy usłyszałem cichy szelest. Kątem oka zauważyłem, że przy moim stoliku zatrzymała się kobieta – elegancka, w zielonym płaszczu, z nieco rozczochraną grzywką i spojrzeniem, które mówiło: „Nie pytaj, co mnie tu przywiało, bo sama nie wiem”.
– Przepraszam… – odezwała się cicho, a ja udawałem przez chwilę, że jej nie słyszę, może licząc, że zmieni zdanie i pójdzie dalej.
– Czy ten stolik jest wolny? – dopytała, patrząc na mnie uważnie.
– Tak – mruknąłem, próbując zabrzmieć neutralnie, ale słyszałem w swoim głosie złośliwość.
Uśmiechnęła się tylko lekko i usiadła naprzeciwko, jakby uznała, że to zaproszenie. Rozłożyła płaszcz na oparciu krzesła, wyciągnęła notes, z którego odpadło kilka kartek.
– Przepraszam, ale dzisiaj wszystkie inne miejsca są zajęte… Albo ktoś już na nich rezerwuje laptopem albo torebką. – Spojrzała na mnie z taką miną, jakby to była moja wina.
– Niezła wymówka. Może po prostu lubi pani dokuczać introwertykom? – odpowiedziałem z przekąsem, odkładając książkę.
– Nie, raczej uciekam przed własnymi myślami. – uśmiechnęła się lekko. – Cisza czasem bywa nieznośna, nie uważa pan?
– Mnie raczej uspokaja, ale widzę, że nie jesteśmy w tej kwestii zgodni.
Wzruszyła ramionami, zamówiła kawę i przez chwilę milczeliśmy. Jednak nie była to już ta sama wygodna cisza co zwykle – czułem w powietrzu napięcie.
Dzisiaj nie chcę być sama
Zacząłem się zastanawiać, czy nie podnieść się i nie przenieść do drugiego końca kawiarni, ale zanim wpadłem na jakąś wymówkę, ona już do mnie mówiła – jakby nie zauważała, że każdy mój gest jest trochę za bardzo wymuszony.
– Co pan czyta? – spytała nagle, zerkając na okładkę książki, którą obracałem nerwowo w palcach.
– Nic, co by panią zainteresowało – odpowiedziałem zbyt szybko, jakbym bronił dostępu do własnych myśli.
– A skąd pan wie? Może akurat lubię filozoficzne rozważania o samotności i sensie życia? – uniosła brew, zbyt pewna siebie jak na kogoś, kto przed chwilą narzekał na ciszę.
– To raczej kryminał. Bohater próbuje uciec przed przeszłością, a ta i tak zawsze go dogania. – Westchnąłem, bo brzmiało to żałośnie nawet w moich własnych uszach.
– Przeszłość zawsze nas dogania – skwitowała, jakby mówiła o sobie. – Czyli nie jestem sama w tym klubie.
Zamknąłem książkę i odłożyłem ją na stół, nieudolnie udając, że wcale mi nie przeszkadza jej obecność.
– Rozumiem, że dziś pan nie ucieknie przede mną? – rzuciła z lekkim uśmiechem.
– Dziś nie, dziś jestem zakładnikiem tej kawiarni. Chociaż… – spojrzałem na drzwi – zawsze mogę udawać, że muszę nagle odebrać ważny telefon.
Zaśmiała się.
– Żartuję. Przepraszam, jestem okropna. Po prostu dzisiaj nie chcę być sama.
Patrzyła na mnie wyczekująco, jakby czekała na zgodę, żeby mogła zostać. Nie odpowiedziałem od razu. Po prostu wzruszyłem ramionami i zerknąłem za okno, próbując zapanować nad rosnącą irytacją, która mieszała się z czymś dziwnie znajomym.
Ktoś, kogo nie potrafię zignorować
Cisza znów rozsiadła się między nami, ale była już inna. Taka trochę niepewna, trochę wyczekująca. Próbowałem skupić się na ulicy za oknem, gdzie ludzie spieszyli się donikąd, ale podświadomie rejestrowałem każdy jej ruch – jakby nagle w mojej kawiarni pojawił się ktoś, kogo nie potrafię zignorować.
– Lubi pan tu przychodzić? – odezwała się po chwili, bawiąc się łyżeczką.
– Lubiłem. – Ugryzłem się w język, ale było już za późno.
– A teraz? Przeszkadzam? – Jej głos był lekko zaczepny, jakby się zgrywała, ale wyczułem w nim nutę niepewności.
– Może trochę. – Skrzywiłem się, próbując nadać temu wszystkiemu żartobliwy ton. – Nie jestem typem, który rozmawia z nieznajomymi. Nawet barista zna mnie z widzenia, ale nie z imienia.
Roześmiała się.
– To dobrze! Przynajmniej nie jestem jedyną aspołeczną osobą w tym mieście. Ja nawet sąsiadki nie znam. Ale po prostu... dzisiaj cisza w domu stała się dla mnie nie do zniesienia. Myślałam, że kawa wśród obcych ją zagłuszy.
Patrzyła gdzieś poza mnie. Poczułem ukłucie współczucia, choć przecież nie prosiła o żadne porady. A jednak, zamiast się zamknąć, zapytałem:
– No to jak się pani nazywa, skoro już dzielimy się stołem i samotnością?
– Edyta. A pan?
– Niech zostanę na razie tym gościem od filozoficznych kryminałów.
Przez chwilę śmiała się cicho, a potem zamilkliśmy oboje. Tym razem ta cisza już tak nie uwierała.
Do wszystkiego można się przyzwyczaić
Nim się zorientowałem, minęło pół godziny. Zwykle w tym czasie kończyłem kawę, wychodziłem i zapominałem o świecie na zewnątrz. Tym razem zostałem. Edyta powoli skubała róg serwetki, jakby próbowała uspokoić palce.
– Nie woli pan czasem czegoś zmienić? – spytała w końcu. – Zamiast tych powtarzalnych kaw, tego samego stolika… może spróbować czegoś innego?
– Próbowałem, naprawdę. Nawet przez chwilę chodziłem do innej kawiarni, ale tam była muzyka zbyt głośna, kelnerki za miłe i kawa do niczego. – uśmiechnąłem się.
– Czyli musi być trochę brzydko i nudno, żeby się pan dobrze czuł?
– Niech pani nie kusi, żebym opowiedział o swoim życiu uczuciowym, bo to byłby najbardziej monotonny monolog w historii.
Prychnęła śmiechem, zasłaniając usta dłonią.
– W takim razie chyba będziemy się dogadywać. – Moje życie uczuciowe to też jedno wielkie nieporozumienie.
– I jak Pani z tym.
– Do wszystkiego można się przyzwyczaić.
– Dziwne, jak dwie obce osoby mogą czasem lepiej się zrozumieć niż najbliżsi.
Spojrzałem na nią i po raz pierwszy poczułem, że nie muszę się przed nikim udawać. Nie wiem, kto pierwszy zaczął traktować naszą rozmowę jak coś więcej niż przypadkową wymianę zdań. Może to był moment, gdy Edyta odłożyła swój notes jak tarczę, za którą nie chciała już się ukrywać.
– Wie pan, co jest najgorsze w ciszy? – zapytała, patrząc mi prosto w oczy. – Że zaczynają ją zakłócać różne myśli. Gdy jestem sama, zaczynam się zastanawiać, czy może jest jakakolwiek szansa, że los się jeszcze do mnie uśmiechnie.
– Ja już dawno przestałem w to wierzyć.
Przez chwilę patrzyła na mnie.
– Wie Pan co, cieszę się, że jestem tu dziś z panem.
– Czasami warto zrobić dla kogoś miejsce. Choćby tylko po to, żeby kawa smakowała trochę inaczej.
Spojrzała na mnie, uśmiechając się z wdzięcznością. I nagle zrozumiałem, że cisza z kimś obok jest znacznie mniej dokuczliwa niż ta zupełnie samotna.
Myślisz, że jeszcze nie jest za późno?
Od tamtego dnia nasze spotkania stały się czymś naturalnym – nie umawialiśmy się, po prostu któreś z nas zawsze przychodziło do tej samej kawiarni, jakby przyciągała nas jakaś niewidzialna siła. Czasem siedzieliśmy w milczeniu, popijając kawę i obserwując świat przez zaparowane szyby. Innym razem potrafiliśmy rozmawiać bez końca o zupełnie nieistotnych sprawach, jakbyśmy nadrabiali lata niezagospodarowanej czułości. Pewnego razu Edyta powiedziała pierwsza.
– Wiesz, przy tobie wreszcie nie czuję się niewidzialna.
Uśmiechnąłem się, pierwszy raz od dawna szczerze.
– A ja chciałbym, żeby na nasze momenty przy kawie trwały wiecznie.
Edyta spojrzała na mnie czule.
– Myślisz, że jeszcze nie jest za późno?
– Ja to wiem.
Zrozumiałem, że przy niej wreszcie nie czuję tej pustki, która towarzyszyła mi każdego dnia.
Jarosław, 56 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mam 40 lat, a i tak dałem się owinąć kobiecie wokół palca. Tkwiłem w układzie, w którym to ona pociągała za sznurki”
- „Na balu w sanatorium czułam się jak królowa parkietu. Wszystko przez jednego dżentelmena, który zawrócił mi głowie”
- „Na naukę jazdy na nartach nie jest za późno nawet na emeryturze. Najważniejsze to mieć kogoś, kto poda pomocną dłoń”