„Dziadek przy obiedzie wyjawił nam swoje dawne żale. Nikt nie przewidział, że zwykły rosół wywoła lawinę wspomnień”
„Zapanowała cisza. Nikt nie wiedział, jak wyjść z tej sytuacji, a jednak wszyscy czekali, aż coś się wydarzy. Dziadek wyglądał na zmęczonego, choć uparcie udawał, że wszystko ma pod kontrolą”.

- Redakcja
Rodzinne obiady w naszym domu zawsze miały swój określony rytuał. Siadaliśmy do stołu, a wszystko kręciło się wokół niedzielnego rosołu. To był ten moment, kiedy każdy udawał, że słucha, a tak naprawdę wszyscy myśleli o czymś innym. Ostatnio atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej napięta, odkąd kuzynka przestała przychodzić, a ciotka ciągle sprawdzała telefon pod stołem. Ja z kolei próbowałam nie patrzeć na zegar, odliczając minuty do końca tego rodzinnego teatru. Jednak tego dnia wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Rosół stał się katalizatorem, który wydobył na powierzchnię sprawy zakopane przez lata pod stertą uprzejmości.
Byłam poruszona
Dziadek usiadł naprzeciwko mnie, z miną jeszcze bardziej nieprzeniknioną niż zwykle. Matka próbowała rozpocząć rozmowę o pogodzie, jakby to mogło uratować ten obiad od nieuchronnej katastrofy.
– No, zobaczcie, jak się ochłodziło – powiedziała z udawanym entuzjazmem, łypiąc na mnie wzrokiem.
Ojciec tylko westchnął, a dziadek nachylił się nad swoim talerzem, zbierając makaron na łyżkę. Widziałam, jak drży mu brew, znak, że zaraz coś powie.
– Wiecie, rosół to było u nas zawsze. Twoja babka… nie znosiła gotować, ale rosół co niedzielę musiał być – odezwał się niespodziewanie dziadek.
Matka spojrzała na ojca, potem na mnie. Wyprostowała się jak na komendę, zupełnie jakby czekała, że zaraz padnie coś ważnego.
– Babcia nie lubiła gotować? – zapytałam, bo przez całe dzieciństwo słyszałam legendy o jej kuchni.
Dziadek tylko prychnął.
– Babka to miała swoje za uszami. A wy tu myślicie, że wszystko było takie poukładane…
Ojciec próbował załagodzić:
– Daj spokój. Co było, to było.
Jednak dziadek już się rozkręcał.
– Zawsze tylko ten rosół, a w środku… same żale. Wy nic nie wiecie.
Nie wiedziałam, co powiedzieć
Nikt przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Matka już otwierała usta, żeby przejść do jakiegoś neutralnego tematu, ale dziadek ją uprzedził.
– Widzisz, córko, ty zawsze się uśmiechasz, jakby wszystko w tej rodzinie było poukładane. A pamiętasz, jak wyjechałaś do miasta i zostawiłaś nas samych? – zwrócił się do mojej mamy, nie kryjąc rozgoryczenia.
Matka się wyprostowała, aż sztućce zabrzęczały na talerzu.
– Przecież sam mnie namawiałeś, żebyś studiowała, nie pamiętasz już? – próbowała się bronić.
Dziadek machnął ręką.
– Tak, namawiałem. Bo człowiek chciał, żeby dzieci miały lepiej. A potem co? Tylko święta i kartki na urodziny. Nawet na pogrzebie matki byłaś ostatnia, bo musiałaś „pracować”. – Tu specjalnie zrobił palcami cudzysłów, żeby nikt nie miał wątpliwości, co sądzi o tej „pracy”.
Ojciec pokręcił głową i wycedził:
– Znowu zaczynasz? Tyle lat, a ty wciąż wracasz do tych samych żali.
– Bo w końcu się człowiekowi ulewa – dziadek mruknął, podnosząc łyżkę do ust, ale zaraz odstawił ją na talerz, jakby rosół nagle przestał mu smakować.
W pokoju narastało napięcie. Moja młodsza siostra nerwowo grzebała w talerzu, udając, że szuka kawałka marchewki.
– Dziadku, no ale przecież… wszyscy mamy swoje życie. Tak teraz jest – rzuciła cicho, z nadzieją, że to zakończy temat.
Dziadek spojrzał na nią jak na ostatnią naiwną.
– No właśnie. Wszyscy macie swoje życie, a ja mam wspomnienia.
Spojrzał na mnie wymownie
Matka zaciskała usta, jakby za chwilę miała się rozpłakać, ale się powstrzymała. Ojciec, jak zwykle, udawał, że wcale go to nie dotyczy.
– To powiedz wprost, o co ci chodzi, tato – odezwał się w końcu mój ojciec.
Dziadek odchylił się na krześle i spojrzał na nas wszystkich, zatrzymując wzrok na mnie, jakby chciał się upewnić, że dobrze słucham.
– Chodzi mi o to, że jak byłem młody, myślałem, że rodzina to będzie wsparcie. A potem zostałem sam z tymi wszystkimi rozczarowaniami. Twoja matka – tu skinął na moją mamę – miała swoje ambicje, twój mąż wiecznie w pracy, a ja w domu sam, jak ostatni głupek, gapiłem się w ściany.
– Dziadku, każdy czasem czuje się samotny – spróbowałam powiedzieć coś, co zabrzmiałoby rozsądnie, ale poczułam, że zaraz mnie wyśmieje.
Nie zawiódł mnie.
– No właśnie. Ty też uciekasz od problemów, tak? Nawet nie wiesz, jak to jest wracać do pustego mieszkania, gdzie jedyną rozrywką jest telewizor, który gada głupoty.
Matka nie wytrzymała.
– Tato, to nie jest nasza wina, że nie umiesz się odnaleźć. Chciałam cię zabrać do siebie, proponowałam tyle razy.
Dziadek tylko wzruszył ramionami.
– Widzisz, chciałabyś mnie „zabrać”, jakbym był gratem z piwnicy. Nikt nie chce po prostu posiedzieć, wysłuchać. Każdy wszystko wie lepiej.
Ojciec sapnął i odstawił talerz.
– Tylko szkoda, że musisz o tym mówić akurat przy rosole.
Dziadek spojrzał na niego z przekąsem.
– Bo inaczej nikt by nie usłyszał. Teraz przynajmniej siedzicie i słuchacie, czy tego chcecie, czy nie.
Wiedziałam, że to nie koniec
Siostra popijała wodę, byle nie patrzeć na dziadka, matka ukradkiem ocierała oczy serwetką, a ojciec wstał, niby po pieprz, ale tak naprawdę po to, żeby uciec na chwilę do kuchni. Dziadek nie zwracał uwagi na nikogo, tylko mówił dalej – jakby całe życie czekał, aż ktoś w końcu go posłucha. Znów spojrzał na mnie.
– Kiedy twoja babcia umarła, nikt się mnie nie spytał, jak sobie radzę. Była stypa, był żal, a potem każdy się rozszedł. Zostałem sam jak palec. Nawet twoja matka… – tu spojrzał na nią surowo – przysłała kartkę z „kondolencjami”, ale nie przyjechała od razu.
Matka uniosła głowę, już lekko rozjuszona.
– Bo miałam wtedy malutkie dziecko! I wiesz dobrze, że nie było mi łatwo. Wszyscy mieliśmy swoje problemy, nie tylko ty.
Dziadek machnął ręką.
– Wszyscy mają „problemy”. I zawsze są ważniejsze niż drugi człowiek. Tak właśnie się kończy, jak każdy myśli tylko o sobie. Zrobiłem dla was wszystko, a zostałem sam. Nawet rosół mnie już nie cieszy.
Ojciec wrócił z kuchni i rzucił przez zęby:
– Może już dość tych żali, tato. Każdy coś przeżył. Ty też nie byłeś święty.
Dziadek przewrócił oczami.
– Przynajmniej się starałem. Zawsze byłem, kiedy trzeba było pomóc. Nikt tego nie pamięta, ale jak przychodzi do wyrzutów, to wszyscy gotowi.
Siostra cicho mruknęła:
– Dziadku, przecież wszyscy cię kochamy, po prostu… każdy ma swoje życie.
Dziadek spojrzał na nią z politowaniem.
– Miłość na telefon, tak? Raz w roku na urodziny i w Wigilię, a potem można się rozejść. Szkoda, że rosół nie załatwia wszystkiego.
Matka uparcie wpatrywała się w talerz, nie mówiąc już nic. Byłam pewna, że zaraz coś wybuchnie.
Miałam złe przeczucia
Zapanowała cisza. Nikt nie wiedział, jak wyjść z tej sytuacji, a jednak wszyscy czekali, aż coś się wydarzy. Dziadek wyglądał na zmęczonego, choć uparcie udawał, że wszystko ma pod kontrolą.
– To po co tu przychodzisz, dziadku, skoro tak ci źle? – zapytałam ostrożnie, chociaż sama nie wiedziałam, czy chcę znać odpowiedź.
Dziadek spojrzał na mnie przeciągle, jakby ważył każde słowo.
– Bo, dziecko, czasem lepiej zjeść rosół wśród ludzi, nawet jeśli nie mają czasu ani ochoty cię słuchać, niż gapić się w telewizor i jeść samemu.
Ojciec westchnął, już bardziej z rezygnacją niż złością.
– Tato, nikt cię nie wyrzuca. Tylko… wiesz, nie zawsze umiemy to wszystko ogarnąć. Ty masz swoje żale, my swoje. Może nie umiemy być rodziną, jak ty sobie to wymarzyłeś.
Dziadek milczał przez chwilę, po czym powoli podniósł łyżkę do ust, jakby to miało go ocalić od reszty świata.
– Nikt nigdy nie umiał być rodziną tak, jak powinien. Każdy coś przegapia, każdy żałuje, ale nie każdy się do tego przyzna – rzucił gorzko.
Matka podniosła wzrok. Była wyraźnie poruszona, ale coś w niej pękło – może duma, może żal.
– Tato, mogę cię odwiedzać częściej, jeśli chcesz. Tylko… nie rób z siebie ofiary.
Dziadek wzruszył ramionami, ale nie wyglądał już na takiego zatwardziałego.
– Może i nie jestem ofiarą. Może po prostu jestem stary i boję się, że wszystko, co miałem, to już tylko wspomnienia.
Siostra odsunęła talerz i wyszeptała:
– Przecież wiesz, że jesteś dla nas ważny.
Dziadek uśmiechnął się smutno.
Wciąż miałam nadzieję
Rosół dawno ostygł, a nikt już nawet nie udawał, że jeszcze ma na niego ochotę. Matka zebrała talerze i zniknęła w kuchni. Ojciec gapił się przez okno, udając, że obserwuje drzewa, ale widać było, że myślami błądzi gdzieś daleko.
– Dziadku, chcesz jeszcze kawy? – spytałam, chociaż wiedziałam, że zaraz usłyszę wykład, że „po południu kawy się nie pije, bo potem nie można spać”.
Dziadek jednak tylko westchnął.
– Zrób, dziecko, dzisiaj i tak nie zasnę – powiedział, podając mi pusty kubek.
Siostra zebrała się na odwagę.
– Wiesz, dziadku, czasem mam wrażenie, że wszyscy tak bardzo się staramy, żeby było normalnie, a wychodzi odwrotnie.
Dziadek uśmiechnął się pod nosem, pierwszy raz tego dnia szczerze.
– No, bo wy wszyscy ciągle tylko „starać się” umiecie. Za moich czasów człowiek robił, co musiał i nie czekał na oklaski.
Do salonu weszła mama, już spokojniejsza, chociaż oczy miała czerwone. Podała dziadkowi kawałek sernika, który zawsze zostawiała specjalnie dla niego.
– Tato, niech ci będzie. Możesz narzekać do woli, byle nie przy obcych – powiedziała z lekkim uśmiechem.
Dziadek spojrzał na nią łagodniej.
– A kto tu obcy jak wszyscy swoi? I tak dobrze, że jeszcze mam do kogo narzekać.
Ojciec, który słyszał te słowa, wrócił do stołu.
– I tak będziesz tu przychodził, czy ci się podoba, czy nie. Nawet jak się gniewasz.
Dziadek spojrzał na niego z kpiną:
– Tylko na rosół. Czasem zróbcie schabowego.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem, pierwszy raz tego dnia naprawdę szczerze. I wtedy pomyślałam, że może z tą naszą rodziną wcale nie jest tak źle, jak się czasem wydaje.
Laura, 27 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Spędziłam ferie, zajmując się córką szwagierki. Przez 14 dni żyłam w piekle, by ta mogła jeść włoską pizzę”
- „Kochałem Klarę już od liceum, ale byłem zbyt nieśmiały, by to wyznać. Dopiero gdy ze mnie zakpiła, zrozumiałem swój błąd”
- „Byłem pewien, że moja narzeczona to anioł. Po ślubie odkryłem, że skrywa drugie oblicze, którego wcale nie znałem”