„Przyjaciółka zabrała mnie do taniego SPA. Zamiast jacuzzi z widokiem na góry miałam zimny pokój i dziurawe ręczniki”
„Spojrzałam na ekran laptopa przyjaciółki. Rzeczywiście, to miejsce wyglądało... magicznie. A jednak coś mnie uwierało. Klaudia to Klaudia – ona potrafiła bawić się w tanie podróże, ja zawsze bałam się takich »super okazji«. Za 300 zł za weekend nie spodziewałam się cudów. Ale... nie powiedziałam nie”.

- Redakcja
Są takie dni, kiedy człowiek łapie się na tym, że nie pamięta, co jadł na śniadanie. Albo czy w ogóle coś jadł. Zamiast wspomnień – puste okna w głowie. Zamiast oddechu – pośpiech. Taki właśnie stał się mój tydzień. I poprzedni. I jeszcze ten wcześniej. Praca, korek, praca, kawa, stres, scrollowanie, praca, sen. Powtarzaj. Zawsze byłam wrażliwa, ale też... skryta. Nikt nie wiedział, ile we mnie zmęczenia. Nawet ja.
– Wiesz, że masz 16 dni zaległego urlopu? – rzuciła kiedyś Klaudia, gapiąc się w mój ekran.
– Aż tyle? – zdziwiłam się, choć w środku aż mnie zamroziło. To nie był powód do dumy.
Klaudia była moim totalnym przeciwieństwem. Lubiła „przepalać urlop na głupoty”, jak sama to nazywała. Zajęcia z ceramiki, joga na dachu centrum handlowego, weekendy nad jeziorem, spontaniczne wyjazdy „gdzieś, byle dalej od komputera”.
– Mam dla nas hit – powiedziała któregoś dnia, z tą iskrą w oku, którą zwykle zwiastowała kłopoty albo... naprawdę wyjątkowe pomysły. – SPA w górach. -70%! Zobacz, no zobacz! Jacuzzi z widokiem na las, pokoje z kominkiem, masaże ajurwedyjskie, śniadania z lokalnych produktów. Brzmi jak marzenie, co?
– A może rzeczywiście warto? – zapytałam cicho. – W końcu trzeba umieć odpoczywać... tanio i z głową, nie?
Nie wiedziałam jeszcze, że to będzie weekend, o którym naprawdę długo nie zapomnę. Choć bardzo będę chciała.
Zderzenie z rzeczywistością
Droga była długa i kręta, z zatkanym uchem od wysokości i Klaudią, która po raz piąty puszczała tę samą piosenkę. Zatrzymałyśmy się na stacji benzynowej po batona i kawę, potem jeszcze na zdjęcie z kozami. Było luźno, było śmiesznie. Gdy dojeżdżałyśmy pod pensjonat, zamilkłyśmy.
Już z daleka widziałam, że to nie było miejsce ze zdjęć. Zamiast nowoczesnego budynku z przeszklonymi tarasami stał stary dom z odpadającym tynkiem. Z komina leciał cienki dym, a na werandzie ktoś wietrzył pościel. Na tablicy przy drodze rzeczywiście widniało: „Leśna Perła – SPA & Wellness”, ale w tym słowie „wellness” było coś ironicznego.
– Może to takie wiejskie SPA? – Klaudia zaśmiała się nerwowo i chwyciła torbę.
Weszłyśmy do środka. Zamiast recepcji jak z katalogu – lada z porysowaną okleiną i dziewczyna w bluzie, która wyglądała, jakby przed chwilą zerwała się z drzemki. Spojrzała na nas bez emocji, jakbyśmy przeszkadzały jej w czymś ważnym.
– Pokój 7. Na piętrze. Klucze. – rzuciła i wsunęła nam je na blat, nawet nie podnosząc wzroku.
Z Klaudią spojrzałyśmy na siebie. Chciałam coś powiedzieć, ale miałam wrażenie, że jeśli otworzę usta, powiem coś nieprzyjemnego, czego później będę żałować. Zamiast tego zabrałyśmy walizki i ruszyłyśmy na górę. Schody skrzypiały przy każdym kroku.
Pokój był zimny. Dosłownie. Kaloryfery nie grzały, a przez nieszczelne okno wiało. Pościel miała wzór z innej epoki, ręczniki wyglądały jak po wojnie. W łazience pachniało wilgocią, kafelki były popękane, a lustro zamglone mimo braku pary. Jedynym źródłem światła była słaba żarówka pod sufitem, która mrugała przy każdym włączeniu.
– Ej, przynajmniej będzie co opowiadać! – Klaudia rzuciła wesoło, rozkładając rzeczy na łóżku.
Pokiwałam głową, choć nie miałam ochoty na rozmowę. Usiadłam na skraju łóżka i patrzyłam w podłogę. Czułam, jak we mnie coś narasta. Nie miałam pretensji do Klaudii, ona po prostu lubiła ryzykować. To ja znów dałam się wciągnąć. To ja po raz kolejny nie powiedziałam, co naprawdę myślę.
Dlaczego zawsze to robię? Dlaczego zgadzam się na byle co, żeby tylko nie robić problemu? Przecież wystarczyłoby jedno słowo: „Nie.” Ale ja zawsze znajduję wymówki. Że przesadzam, że szkoda pieniędzy, że może nie będzie tak źle. I co? Teraz siedzę na zimnym łóżku w miejscu, które przypomina mi bardziej szkolną kolonię niż relaksujący wyjazd.
Chciałam wrócić do domu. Ale zamiast tego udawałam, że wszystko jest w porządku. Przecież „przynajmniej będzie co opowiadać”, prawda?
Nie było mi do śmiechu
Obudził mnie chłód. Kaloryfery wciąż były zimne, a z okna sączył się lodowaty przeciąg. Klaudia spała w poprzek łóżka, z jednym kocem zawiniętym wokół nóg jak kokonem. Wstałam cicho i podeszłam do łazienki. Woda leciała ledwo ciepła, a plastikowa zasłona prysznicowa przylepiała się do ciała jak mokra folia. Kiedy próbowałam włączyć światło, kontakt zaiskrzył. Pomyślałam wtedy tylko jedno: trzeba to po prostu przetrwać.
Na śniadaniu było zaskakująco cicho. Kilka par przy innych stolikach jadło w milczeniu. Na stole leżał kawałek żółtego sera, margaryna i bułki z wczoraj. Kawa była zbożowa, podana w metalowym termosie, który poparzył mi dłoń. Klaudia uniosła brew, ale nic nie powiedziała. Zrobiła zdjęcie talerza telefonem i mruknęła:
– Na pamiątkę. Może zrobię album: „Polskie kurorty w obiektywie”.
Uśmiechnęłam się krótko, ale nie było mi do śmiechu. Chciałam cokolwiek powiedzieć, ale nie potrafiłam. Bałam się, że jak otworzę usta, to wypłynie z nich cały żal, na który wcześniej nie dawałam sobie przyzwolenia.
Masaż był zaplanowany na dwunastą. Poszłyśmy z Klaudią do małego budynku obok, gdzie miało znajdować się centrum odnowy. Weszłyśmy do ciemnego pomieszczenia, które pachniało kurzem i tanim olejkiem. Kobieta, która miała mnie masować, spóźniła się piętnaście minut. Weszła bez słowa, kazała mi się położyć i zaczęła ugniatać moje plecy w rytmie, który nie miał nic wspólnego z relaksem. Bolało, ale nie protestowałam.
Klaudia znowu zrobiła zdjęcie. Tym razem mnie, leżącej na łóżku w rogu salki, z plastikową zasłoną w tle.
– To będzie hit – rzuciła, a ja tylko odwróciłam twarz do ściany.
Wieczorem nie wytrzymałam. Schowałam telefon do kieszeni, założyłam sweter i zeszłam na dół. Klaudia zapytała, dokąd idę, ale nie odpowiedziałam. Potrzebowałam kilku minut tylko dla siebie. Żeby nie musieć nikogo udawać. W recepcji siedziała ta sama dziewczyna co wczoraj. Patrzyła w telefon, nawet nie podniosła wzroku, kiedy podeszłam.
– Przepraszam – zabrzmiało to za spokojnie. – To nie jest to, za co zapłaciłam. Pokój jest zimny, łazienka w tragicznym stanie, masaż odbył się z opóźnieniem i w piwnicy.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
– Wszystko zgodne z opisem – odpowiedziała beznamiętnie.
– Naprawdę? Gdzie w opisie była informacja, że ręcznik ma dziurę, a woda jest letnia?
– Jeśli się pani nie podoba, to może pani wyjechać. Ale zwrotów nie przewidujemy.
Poczułam, jak coś się we mnie zaciska. Nie chodziło już o pieniądze. Chciałam po prostu, żeby ktoś przyznał, że mam prawo się źle czuć. Że to nie jest w porządku. Że ja też się liczę.
– Chciałabym porozmawiać z właścicielką – powiedziałam, spokojnie, ale twardo.
Recepcjonistka spojrzała na mnie z lekkim zniecierpliwieniem.
– Dobrze. Jutro rano będzie.
Odwróciłam się i bez słowa wróciłam na górę. Klaudia siedziała na łóżku i patrzyła w ekran telefonu.
– I jak? – zapytała, ale w jej głosie nie było już żartu.
– Jutro porozmawiam z właścicielką – usiadłam przy oknie i patrzyłam w ciemność za szybą. – To już nie jest śmieszne.
Po raz pierwszy od dawna poczułam, że robię coś nie dlatego, że wypada. Tylko dlatego, że muszę. Dla siebie.
Rozwiązanie mogło być tylko jedno
Właścicielka pojawiła się chwilę po dziewiątej. Niewysoka kobieta z nienaganną fryzurą i wyuczonym uśmiechem. Gdy powiedziałam jej, że jestem niezadowolona, najpierw próbowała mnie zagadać.
– Ależ pani wygląda na wypoczętą! – rzuciła.
Nie odpowiedziałam. Zamiast tego podałam konkrety: zimny pokój, brak ogrzewania, opóźniony masaż, śniadania niegodne tej ceny.
– Wszystko zgodne z opisem – powtórzyła za recepcjonistką. – Ale rozumiem panią, dlatego możemy zaproponować 20% rabatu. To uczciwe.
– Nie chodzi o pieniądze – przerwałam jej. – To chodzi o szacunek.
Zamarła na moment. Klaudia, która stała obok, spojrzała na mnie zaskoczona. Czułam, jak trzęsą mi się dłonie, ale głos miałam spokojny.
– Wyjeżdżamy dzisiaj. Nie chcę się kłócić. Po prostu nie zamierzam zostawać tam, gdzie traktuje się mnie jak problem.
Właścicielka rozłożyła ręce. Klaudia podeszła do mnie bez słowa i skinęła głową. Żadnych awantur. Tylko decyzja, która dojrzewała we mnie od początku przyjazdu. Spakowałyśmy się w ciszy. Gdy zamknęłam za sobą drzwi tego miejsca, poczułam coś wspaniałego – lekkość.
Ani w podróży, ani w życiu
W samochodzie było cicho. Klaudia coś nuciła pod nosem, przeglądała zdjęcia, próbowała rzucić jakiś komentarz, ale ja patrzyłam przed siebie. Nie chciałam rozmawiać. Nie miałam siły wyjaśniać, dlaczego to było dla mnie ważne.
Droga powrotna wydawała się krótsza. Może dlatego, że nie czekałam już na nic. Byłam zmęczona, ale to było inne zmęczenie niż to, które znałam. Nie z pracy, nie z obowiązków. Raczej z tego, że pozwoliłam sobie czuć.
Po powrocie weszłam do mieszkania, zdjęłam buty i poszłam do kuchni. Zaparzyłam herbatę. Usiadłam przy stole i w końcu pozwoliłam sobie nie udawać. Nie planować. Nie kombinować.
Patrzyłam, jak para z kubka unosi się leniwie w stronę sufitu i pomyślałam, że coś się we mnie przesunęło. Już nie będę wybierać byle czego. Ani w podróży, ani w życiu. Nie dam się przekonać, że moje potrzeby to fanaberie. Nigdy więcej tanich kompromisów. Nikt nie ma prawa mnie zbywać. Nawet ja sama. Nie wiem, czy to była odwaga, czy tylko zmęczenie. Może jedno i drugie. Wiem, że coś się wtedy zaczęło – nie wielka rewolucja, raczej cicha zmiana kierunku.
Nie zrezygnuję już z siebie tylko po to, żeby komuś było wygodnie. Nie będę udawać, że wszystko jest dobrze, gdy nie jest. Może nie zawsze będę wiedzieć, czego chcę. Ale teraz wiem, czego nie chcę. A to już coś.
Aneta, 30 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Spędziłam święta z rodziną, ale myślałam o kimś innym. Wcale nie czułam się winna, że mam kogoś na boku”
- „Przed świętami ludzie w moim sklepie zrobili demolkę. Każdy chciał mieć najsłodsze mandarynki i największego karpia”
- „Zamiast spokojnej emerytury, miałam codzienny rajd po placówkach. Córka tylko zapisywała wnuki na kolejne zajęcia”