„Przynoszę kasę do domu, lecz dla żony to i tak za mało. Sama woli leżeć i pachnieć niż zabrać się za jakąś robotę”
„Kinga – moja żona. Kiedyś się śmiała, przytulała. Dziś patrzy na mnie jak na porażkę. Nie pracuje, mówi, że się nie opłaca. Że za grosze nie pójdzie robić. Ale oczekiwania ma, o tak. Meble nowe by się przydały, dzieciaki na dodatkowy angielski, a wakacje, żeby było co wrzucić na media społecznościowe. I coraz częściej mam wrażenie, że jestem w tej rodzinie tylko bankomatem”.

- Redakcja
Nie jestem złym facetem. Ciężko pracuję, by utrzymać rodzinę. Wstaję rano, zakładam ten sam sprany polar i lecę do roboty. I tak od ośmiu lat. Tylko że coraz częściej mam wrażenie, że dla mojej żony to wszystko za mało. Wracam do domu i słyszę tylko: „Znowu tyle co nic przyniosłeś?”, „Sąsiadka była w Egipcie, a my co, znowu nad jeziorem z pleśnią w domku?”.
Kinga – moja żona. Kiedyś się śmiała, przytulała. Dziś patrzy na mnie jak na porażkę. Nie pracuje, mówi, że się nie opłaca. Że „za grosze nie pójdzie”. Ale oczekiwania ma, o tak. Meble nowe by się przydały, dzieciaki na dodatkowy angielski, a wakacje „żeby było co wrzucić na media społecznościowe”. I coraz częściej mam wrażenie, że jestem w tej rodzinie tylko bankomatem.
To był początek końca
– Nie wiem, jak długo jeszcze mam tak żyć – wyrwało się Kindze, gdy wróciłem do domu po pracy.
Stała przy kuchennym stole z telefonem w dłoni, a w oczach miała mieszankę złości i frustracji.
– Wszyscy kupują nowe auta, jeżdżą na wakacje, a my co? Ledwo wiążemy koniec z końcem!
– To może pójdziesz do pracy? – próbowałem spokojnie, choć czułem, że w środku aż we mnie kipi – Przecież mówiłaś, że coś znajdziesz.
– Jak ty, za jakieś marne grosze? – prychnęła, kręcąc głową. – Wolne żarty. Nie po to kończyłam studia, żeby zasuwać w jakiejś nędznej robocie i patrzeć, jak ludzie z mojej branży żyją na poziomie.
Czułem, jak narasta we mnie napięcie. Pracuję dziesięć godzin dziennie, w słońcu, w deszczu, żeby w domu było co jeść, prąd się nie wyłączał, a ona… Ona jeszcze mówi mi, że moje pieniądze to jakieś ochłapy.
– Mateusz, chyba nie rozumiesz! – krzyczała teraz, podchodząc bliżej. – Nie mogę tak żyć. Chcę… chcę życia na poziomie!
– A ja mam dość, Kinga! – odpowiedziałem, nie mogąc już dłużej panować nad głosem. – Tylko narzekasz, nic nie dajesz od siebie. Chcesz luksusu? Szukaj go gdzie indziej!
– Co ty gadasz? – jej głos przeszył mnie jak nóż. – To przecież ty powinieneś o nas dbać!
W tym momencie poczułem, że każde słowo, które próbowałem wypowiedzieć, zostaje zduszone w powietrzu. Wyszedłem z kuchni, trzaskając drzwiami, a w uszach dudnił mi jej krzyk: „Za grosze nie pójdę!” Stałem w przedpokoju, ciężko oddychając, czując, że to już nie jest tylko kłótnia o pieniądze. To coś znacznie gorszego. To był początek końca, który czekał na swoje ujście.
Mam wrażenie, że jestem tylko bankomatem
Usiadłem na kanapie u Ali, siostry, z kubkiem kawy, której nie miałem siły nawet dopić. Ona spojrzała na mnie z troską, jakby od razu wiedziała, że coś się stało.
– Szkoda, że nie docenia tego co ma – zaczęła.
– Ja już nawet nie wiem, czy między nami jest jeszcze miłość… – westchnąłem, opuszczając głowę. – Czasem mam wrażenie, że jestem tylko bankomatem. Wstaję rano, wracam po dziesięciu godzinach, a ona… Ona tylko wytyka, krytykuje, wymaga.
Ala spojrzała na mnie uważnie.
– Mateusz, słuchaj… ona cię zwyczajnie nie szanuje.
Milczałem chwilę, a w głowie przewijały mi się wspomnienia. Kiedyś było inaczej. Były śmiechy, pocałunki, drobne gesty. Teraz? Teraz liczy się tylko pieniądz i porównania do innych.
– Ty się starasz coraz bardziej, a ona… ona ciągle wymaga. Pomyśl, czy nie czas postawić granice – kontynuowała.
Patrzyłem na nią, czując ciężar decyzji, który ciążył mi na klatce piersiowej. Chciałem wierzyć, że jeszcze można coś naprawić, że Kinga kiedyś doceni mój wysiłek. Ale w sercu czułem coraz większą pustkę i lęk, że może być już za późno.
– Dzięki, Ala… – wyszeptałem. – Naprawdę potrzebowałem tego, żeby ktoś powiedział mi prawdę.
Siostra uśmiechnęła się smutno, a ja wiedziałem, że rozmowa nie zmieni natychmiast rzeczywistości, ale przynajmniej pozwoliła mi spojrzeć na to wszystko inaczej.
Nic już nie będzie takie samo
Wracałem wcześniej do domu wcześniej. Jedyne, czego potrzebowałem to choć trochę odpocząć. Kingi nie było, a w przedpokoju czekał na mnie zapach obiadu, którego jednak nie dotknąłem. Zauważyłem, że zostawiła otwarty laptop. Normalnie bym nie zaglądał, ale coś mnie podkusiło. Kliknąłem ikonkę czatu i serce zamarło. Tam były wiadomości od jej dawnego faceta. Czytałem kolejne linijki, a w środku czułem, jakby ktoś powoli odbierał mi powietrze: „Mateusz ciągle nie ogarnia. Mam dość życia w nędzy. Jakbyś był obok, wszystko wyglądałoby inaczej…Żałuję, że tak wybrałam”. Na co on odpisał: „Zawsze możesz to zmienić"
Zamknąłem laptopa, ale obraz wciąż siedział mi w głowie. Każde słowo, każdy przecinek, brzmiały jak cios. Siedziałem na kanapie, nie wierząc własnym oczom. Wszystko, o co walczyłem, co budowałem, nagle wydawało się złudzeniem. Czułem gniew, wstyd i rozpacz jednocześnie. Jak mogłem nie zauważyć znaków? Jak mogłem ufać, że wszystko jest w porządku, skoro od tygodni pisze z nim, mówi, że chce „lepszego życia”?
Nie wiedziałem, co zrobić. Chciałem krzyczeć, płakać, wziąć laptopa i zniszczyć go w imię własnej godności. Ale w głowie pojawiła się jeszcze jedna myśl – ile z tego, co między nami było, w ogóle było prawdziwe? Czy nasze małżeństwo to tylko rutyna, pozory i pieniądze, które nie wystarczają, by zaspokoić jej ambicje? Usiadłem w milczeniu, czując, że grunt usuwa mi się spod nóg. Wiedziałem jedno – nic już nie będzie takie samo.
Po prostu chcę lepszego życia
Kinga weszła do mieszkania, a ja stałem w przedpokoju, laptop jeszcze w ręku, drżąc od napięcia. Nie mogłem dłużej udawać, że nic się nie stało.
– Z kim piszesz, co? – wyrwało się ze mnie, a głos zabrzmiał ostrzej, niż chciałem. – Nie chcesz pracować za grosze, ale marzysz o życiu z kimś, kto zarabia więcej?
Kinga zbladła, spojrzała na mnie z niedowierzaniem, a potem wzruszyła ramionami.
– To nie tak… – zaczęła, próbując łagodzić ton. – Po prostu chcę lepszego życia.
– Mam już tego po dziurki w nosie – odpowiedziałem, czując, jak napięcie w moim ciele sięga zenitu.
– Robiłem wszystko, byś była zadowolona, a dla ciebie zawsze to za mało.
Kinga otworzyła usta, ale nie wiedziała, co powiedzieć. Jej oczy pełne były mieszanki strachu i wściekłości. Serce biło mi jak szalone, a w głowie kłębiły się pytania: co teraz, czy to koniec, czy jeszcze jest nadzieja? Wiedziałem jedno – zaufanie zostało złamane, a nasze życie już nigdy nie będzie takie samo. Stałem kilka sekund w milczeniu, patrząc, jak Kinga odchodzi w kierunku kuchni.
Czułem pustkę, ale też dziwną ulgę. Decyzja wisiała w powietrzu, choć nikt jej nie wypowiedział. To było jak cisza przed burzą – i wiedziałem, że po niej nic nie będzie już proste. Nie chciałem płakać, choć miałem ochotę. Nie chciałem krzyczeć, choć wiedziałem, że powinienem. Stałem tam, z rękami w kieszeniach, obserwując kobietę, którą kiedyś kochałem, a teraz czułem jedynie zimno między nami.
Nie każdy koniec to porażka
Siedziałem na schodach przed blokiem, gdy pan Edek wyszedł z klatki. Sąsiad z dołu, starszy ode mnie o kilka lat, zawsze miał dla mnie kilka słów otuchy.
– Widzę, że znowu masz nietęgą minę – powiedział, siadając obok. – Co się dzieje?
Opowiedziałem mu pokrótce, co się stało z Kingą. O zdradzie, o kłótniach, o frustracji, która zżerała mnie od środka. Edek słuchał w milczeniu, kręcąc głową.
– Widzisz, każdy z nas miał moment, że chciał wszystko rzucić – powiedział w końcu. – Ale trzeba wiedzieć, kiedy walczyć, a kiedy odpuścić.
– Nie wiem, czy mam siłę jeszcze cokolwiek naprawiać – Czuję się pusty.
Edek westchnął, patrząc w dal.
– Miałem trudne małżeństwo, Mateusz. Było ciężko, strasznie ciężko. Ale zanim straciłem samego siebie, odszedłem. Nie każdy koniec to porażka. Czasem to szansa, żeby znów oddychać.
Spojrzałem na niego i poczułem, jak jego słowa wbijają się w moje serce. Nie wiem, czy kiedykolwiek mógłbym puścić Kingę, ale zaczynałem rozumieć, że może nie jestem do końca winny. Że moje życie, moje poczucie wartości, też ma znaczenie.
– Może… może masz rację – wyszeptałem w końcu. – Może czas przestać udawać, że wszystko jest w porządku, skoro nie jest.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy, a ja poczułem pierwszy od dawna spokój. Nie wiedziałem, co przyniesie jutro, ale po raz pierwszy od miesięcy poczułem, że mogę wstać i oddychać bez ciężaru całego świata na barkach.
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Myślałem, że po rozwodzie moje życie będzie prostsze. Teraz pluję sobie w brodę, że nie ratowałem naszego związku”
- „Nie mogłem przeboleć straty żony, więc uciekłem do leśnej chatki. Wcześniej nie pomyślałbym, że to tam odnajdę spokój”
- „Czuję do żony obojętność, ale boję się odejść. Bez niej nic nie umiem, nawet usmażyć jajecznicy”